it's so damn peaceful when nobody knows
: pn maja 11, 2026 9:52 pm
Kierowało nimi coś innego, a jednak mimo to skończyli w dokładnie takim położeniu, jakiego Lacey początkowo chciała uniknąć. Kiedy pozwoliła sobie na spędzenie nocy w towarzystwie Radwella, miała to być wyłącznie próba sprawdzenia tego, co zasugerował jej partner. Częściowo też chciała mu dopiec, ponieważ złościła się o to, z jaką łatwością przyszło mu zepchnięcie jej na dalszy plan, aby w to miejsce skupić się na innych kobietach. Wtedy też obiecała sobie, że noc spędzona z Sonny’m była czymś j e d n o r a z o w y m.
Prędko okazało się, że wyjdzie inaczej, a jednak to wcale nie znaczy, że Tadwell wyzbyła się wszelkich zahamowań. Nawet wtedy, kiedy zaczęła częściej uciekać w jego ramiona, obiecała sobie, że się przed nim nie otworzy. Nie chciała również, aby on ograniczał się wyłącznie do jej towarzystwa, ponieważ w ten sposób mogliby wprowadzić do swojego życia zbędne komplikacje. Cokolwiek ich połączyło, w jej oczach miało pozostać wyłącznie r o m a n s e m.
Teraz więc naruszała własne zasady do granic możliwości. Dopuściła go bliżej siebie, a teraz jeszcze spędzała z nim wolne chwile, podczas gdy jej związek wisiał na włosku. Nie kontrolowała tego i w ogóle się nad tym nie zastanawiała, co było z jej strony przeogromnym błędem.
Po raz pierwszy nie zwracała uwagi na to, że jednak traciła kontrolę.
Ciężko było jednak zaprzątać sobie tym głowę, kiedy Sonny odkrywał przed nią kolejne karty. Co więcej, dzisiejszego popołudnia nie jeden, a dwa razy sprawił, iż była pod wrażeniem tego, co sobą reprezentował. Nie tylko nie spodziewała się rysunków, które przed chwilą zobaczyła, ale też ani myślała o tym, że mógł mieć za sobą choć trochę medycznych studiów. Radwell naprawdę stanowił dla niej spore zaskoczenie. — Trochę szkoda, chętnie wpadłabym do takiego doktora — stwierdziła, po czym poruszyła zaczepnie brwiami. Droczyła się z nim jednak, bo niezależnie od tego, jak dobrze mógłby wyglądać w kitlu, Lacey życzyła mu tego, aby zajmował się tym, cokolwiek sobie wymarzył.
Mogła nie być tego świadoma, ale chyba zależeć zaczęło jej na jego szczęściu.
I trochę też na tym, aby jednak poświęcał jej czas, choć tego otwarcie nie przyznałaby na głos. Mogła natomiast pójść w jego ślady i też wychylić się w jego stronę, co zrobiła, opierając łokcie na blacie dzielącego ich stolika. — Będę twoją najwierniejszą kibicką — obiecała, kiedy ich twarze dzieliły już zaledwie centymetry. Wtedy też, nie analizując tego jakoś szczególnie, zdecydowała się przelotnie cmoknąć go w usta. Kiedy trochę się odsunęła, spojrzała mu jeszcze w oczy z tej niewielkiej odległości. — A o tych studiach koniecznie będziesz musiał opowiedzieć mi więcej wieczorem — stwierdziła, kiedy jej usta wygięły się w zaczepnym uśmiechu. Najwyraźniej nie miała nic przeciwko temu, aby dziś przez chwilę pobawił się w doktora.
Sonny Radwell
Prędko okazało się, że wyjdzie inaczej, a jednak to wcale nie znaczy, że Tadwell wyzbyła się wszelkich zahamowań. Nawet wtedy, kiedy zaczęła częściej uciekać w jego ramiona, obiecała sobie, że się przed nim nie otworzy. Nie chciała również, aby on ograniczał się wyłącznie do jej towarzystwa, ponieważ w ten sposób mogliby wprowadzić do swojego życia zbędne komplikacje. Cokolwiek ich połączyło, w jej oczach miało pozostać wyłącznie r o m a n s e m.
Teraz więc naruszała własne zasady do granic możliwości. Dopuściła go bliżej siebie, a teraz jeszcze spędzała z nim wolne chwile, podczas gdy jej związek wisiał na włosku. Nie kontrolowała tego i w ogóle się nad tym nie zastanawiała, co było z jej strony przeogromnym błędem.
Po raz pierwszy nie zwracała uwagi na to, że jednak traciła kontrolę.
Ciężko było jednak zaprzątać sobie tym głowę, kiedy Sonny odkrywał przed nią kolejne karty. Co więcej, dzisiejszego popołudnia nie jeden, a dwa razy sprawił, iż była pod wrażeniem tego, co sobą reprezentował. Nie tylko nie spodziewała się rysunków, które przed chwilą zobaczyła, ale też ani myślała o tym, że mógł mieć za sobą choć trochę medycznych studiów. Radwell naprawdę stanowił dla niej spore zaskoczenie. — Trochę szkoda, chętnie wpadłabym do takiego doktora — stwierdziła, po czym poruszyła zaczepnie brwiami. Droczyła się z nim jednak, bo niezależnie od tego, jak dobrze mógłby wyglądać w kitlu, Lacey życzyła mu tego, aby zajmował się tym, cokolwiek sobie wymarzył.
Mogła nie być tego świadoma, ale chyba zależeć zaczęło jej na jego szczęściu.
I trochę też na tym, aby jednak poświęcał jej czas, choć tego otwarcie nie przyznałaby na głos. Mogła natomiast pójść w jego ślady i też wychylić się w jego stronę, co zrobiła, opierając łokcie na blacie dzielącego ich stolika. — Będę twoją najwierniejszą kibicką — obiecała, kiedy ich twarze dzieliły już zaledwie centymetry. Wtedy też, nie analizując tego jakoś szczególnie, zdecydowała się przelotnie cmoknąć go w usta. Kiedy trochę się odsunęła, spojrzała mu jeszcze w oczy z tej niewielkiej odległości. — A o tych studiach koniecznie będziesz musiał opowiedzieć mi więcej wieczorem — stwierdziła, kiedy jej usta wygięły się w zaczepnym uśmiechu. Najwyraźniej nie miała nic przeciwko temu, aby dziś przez chwilę pobawił się w doktora.
Sonny Radwell