#3 Mom, meet my boyfriend
: pn lip 06, 2026 7:32 pm
Spojrzała na Connora, unosząc lekko brew i niedowierzając, że właśnie wkopał własną siostrę. Przynajmniej dzięki temu pozbyli się jednego oprawcy. Według niej został final boss, czyli jej matka, która była jedynie w pozorach szczęśliwa ze swojego małżeństwa i oczekiwała, że jej dzieciom będzie po prostu lepiej. Nie podważała jej intencji, jednak musieli przeżyć życie tak, jak chcieli, nawet gdyby przez to mieli się sparzyć. Całe szczęście udało im się wyrwać z paszczy potwora. Westchnęła cicho, kierując się na górę razem z Connorem i mając nadzieję, że dzięki tej krótkiej ucieczce uda im się nieco odpocząć.
— Dobrze wiesz, jak to wygląda. Jeśli chodzi o spotkania rodzinne to nie liczy się tutaj ochota — mruknęła, bo chyba ich matka miała największą wyrozumiałość do najmłodszego syna, któremu dziwnie na sucho uchodziło umykanie z tego typu przedsięwzięć. Aż żałowała, że nie poszła na jakąś medycynę lub coś innego, bardziej ważnego niż jej obecna praca, dzięki czemu zdobyłaby darmową wymówkę na wymiganie się. — Jesteś cudowny — westchnęła, czując, jak napięcie nieco uchodzi z jej barków, kiedy zaczął masować jej ramiona. Naprawdę czuła ulgę i była wdzięczna, że tak o nią dbał.
— No jak to skąd? Trochę się podłożyliśmy naszym związkiem… ale to i tak ich nie usprawiedliwia. Powinny nam pogratulować i tyle — wybąkała, bo przez chwilę, siedząc tam na dole, pożałowała tego uzewnętrznienia się. Myślała o tym, że lepiej żyło im się spotykając się po kryjomu, bez czyjejś wiedzy i bez naskakiwania o szczegóły dotyczące ich przyszłości. Ale jak już powiedziało się A, to trzeba było powiedzieć B, prawda? — Trzeba by było zrobić zasadzkę. Wyszedłbyś pierwszy, potem ja… chociaż i tak każde z nas przyjechało samo, więc po prostu spotkalibyśmy się u ciebie albo u mniee — przeciągnęła, przejeżdżając rękoma po jego torsie, kiedy grzecznie położył się plecami na łóżko. Gdyby ktokolwiek teraz wszedł… najprawdopodobniej ich matki dostałyby zawału, a Eric pewnie krzyczałby coś o straumatyzowaniu. A przecież nawet nic nie robili!
— Obbby — westchnęła, czując się na tyle komfortowo, że kompletnie zapomniała o tej cholernej koszulce. Cała ta sytuacja tak nią wstrząsnęła, tak zajęła jej myśli, że nawet nie zorientowała się, kiedy zaczęła terroryzować swojego chłopaka. Miał silną wolę, nie ma co!
— Trupa? — zapytała w szoku. — Gdybyś potrzebował o tym porozmawiać… — zaczęła, skupiając się najpierw na pierwszej części wypowiedzi, chcąc okazać mu maksymalne wsparcie, ale zaczął obdarowywać pocałunkami jej obojczyki oraz dekolt, przez co odchyliła nieco głowę, przymykając oczy przez ciepło jego ust na swojej skórze. — Możesz się mną zająć wieczorem… albo jeśli nagle wyprowałyby z domu — rzuciła, zagryzając lekko dolną wargę. Gdyby wyszły to rozwiązałoby to ich obecny problem, chociaż świadomość, że w każdej chwili ktoś mógł wrócić i spotkać ich w dość jednoznacznej sytuacji… chyba wolała zacisze ich mieszkań, gdzie nie musieli się przed niczym hamować.
— Tak, jest w porządku. Teraz nawet bardzo — parsknęła, zaraz spoglądając na niego i kładąc dłonie na jego policzkach, gdzie przejechała po skórze jego twarzy kciukami. Już prawie schylała się, aby skraść z jego ust kolejny pocałunek, jednak w tym samym momencie przypomniała sobie o prezencie, który dostała od niego na wejściu. — Prezent, no tak! — rzuciła wesoło, schodząc z jego nóg i zgarniając bluzkę z oparcia łóżka, którą zaraz przeciągnęła przez głowę i zgarnęła z toaletki prezent. Wróciła na łóżko, siadając na nim po turecku i odpakowała każdą rzecz po kolei, uśmiechając się jak wariatka na każdą rzecz, którą widziała. Definitywnie była szalona z miłości, a każda część prezentu ściskała jej serce, bo wiedziała, że była spersonalizowana i z pewnością myślał, czy jej się spodoba. — Zapniesz mi? — zapytała, odwracając się do niego tyłem, aby mógł zapiąć jej nową ulubioną biżuterię. W czasie kiedy to robił, Stones zajęła się ostatnią częścią prezentu — a dokładniej małym pudełeczkiem, które prędko otworzyła i dostrzegła tam klucz z domkiem. Szybko przemieliła informację, odwracając się w jego kierunku nagle (ale gdy zapiął już jej naszyjnik!) i patrząc to na zawartość pudełka, to na swojego chłopaka. — To klucz do twojego mieszkania?! — zapytała, będąc w szoku, co było po niej widać, ale jednocześnie… i tak spędzali ze sobą dużo czasu, umawiając się na konkretne pory po ich pracy i czasami dostęp do klucza byłby pomocny. Nawet jeśli użycie go byłoby dla niej kompletnie dziwnym uczuciem. — Wiesz, że wtedy już się mnie tym bardziej nie pozbędziesz? — dorzuciła z rozbawieniem, zaraz obracając się, aby siedzieć naprzeciwko niego i pocałowała go krótko w policzek. — Dziękuje. Za cały prezent, jest przepiękny, a koszulkę będę dumnie nosić — zaśmiała się, zaraz zamiast policzka, całując go krótko w usta. Czy mogła trafił na cudowniejszego chłopaka?
the best man
— Dobrze wiesz, jak to wygląda. Jeśli chodzi o spotkania rodzinne to nie liczy się tutaj ochota — mruknęła, bo chyba ich matka miała największą wyrozumiałość do najmłodszego syna, któremu dziwnie na sucho uchodziło umykanie z tego typu przedsięwzięć. Aż żałowała, że nie poszła na jakąś medycynę lub coś innego, bardziej ważnego niż jej obecna praca, dzięki czemu zdobyłaby darmową wymówkę na wymiganie się. — Jesteś cudowny — westchnęła, czując, jak napięcie nieco uchodzi z jej barków, kiedy zaczął masować jej ramiona. Naprawdę czuła ulgę i była wdzięczna, że tak o nią dbał.
— No jak to skąd? Trochę się podłożyliśmy naszym związkiem… ale to i tak ich nie usprawiedliwia. Powinny nam pogratulować i tyle — wybąkała, bo przez chwilę, siedząc tam na dole, pożałowała tego uzewnętrznienia się. Myślała o tym, że lepiej żyło im się spotykając się po kryjomu, bez czyjejś wiedzy i bez naskakiwania o szczegóły dotyczące ich przyszłości. Ale jak już powiedziało się A, to trzeba było powiedzieć B, prawda? — Trzeba by było zrobić zasadzkę. Wyszedłbyś pierwszy, potem ja… chociaż i tak każde z nas przyjechało samo, więc po prostu spotkalibyśmy się u ciebie albo u mniee — przeciągnęła, przejeżdżając rękoma po jego torsie, kiedy grzecznie położył się plecami na łóżko. Gdyby ktokolwiek teraz wszedł… najprawdopodobniej ich matki dostałyby zawału, a Eric pewnie krzyczałby coś o straumatyzowaniu. A przecież nawet nic nie robili!
— Obbby — westchnęła, czując się na tyle komfortowo, że kompletnie zapomniała o tej cholernej koszulce. Cała ta sytuacja tak nią wstrząsnęła, tak zajęła jej myśli, że nawet nie zorientowała się, kiedy zaczęła terroryzować swojego chłopaka. Miał silną wolę, nie ma co!
— Trupa? — zapytała w szoku. — Gdybyś potrzebował o tym porozmawiać… — zaczęła, skupiając się najpierw na pierwszej części wypowiedzi, chcąc okazać mu maksymalne wsparcie, ale zaczął obdarowywać pocałunkami jej obojczyki oraz dekolt, przez co odchyliła nieco głowę, przymykając oczy przez ciepło jego ust na swojej skórze. — Możesz się mną zająć wieczorem… albo jeśli nagle wyprowałyby z domu — rzuciła, zagryzając lekko dolną wargę. Gdyby wyszły to rozwiązałoby to ich obecny problem, chociaż świadomość, że w każdej chwili ktoś mógł wrócić i spotkać ich w dość jednoznacznej sytuacji… chyba wolała zacisze ich mieszkań, gdzie nie musieli się przed niczym hamować.
— Tak, jest w porządku. Teraz nawet bardzo — parsknęła, zaraz spoglądając na niego i kładąc dłonie na jego policzkach, gdzie przejechała po skórze jego twarzy kciukami. Już prawie schylała się, aby skraść z jego ust kolejny pocałunek, jednak w tym samym momencie przypomniała sobie o prezencie, który dostała od niego na wejściu. — Prezent, no tak! — rzuciła wesoło, schodząc z jego nóg i zgarniając bluzkę z oparcia łóżka, którą zaraz przeciągnęła przez głowę i zgarnęła z toaletki prezent. Wróciła na łóżko, siadając na nim po turecku i odpakowała każdą rzecz po kolei, uśmiechając się jak wariatka na każdą rzecz, którą widziała. Definitywnie była szalona z miłości, a każda część prezentu ściskała jej serce, bo wiedziała, że była spersonalizowana i z pewnością myślał, czy jej się spodoba. — Zapniesz mi? — zapytała, odwracając się do niego tyłem, aby mógł zapiąć jej nową ulubioną biżuterię. W czasie kiedy to robił, Stones zajęła się ostatnią częścią prezentu — a dokładniej małym pudełeczkiem, które prędko otworzyła i dostrzegła tam klucz z domkiem. Szybko przemieliła informację, odwracając się w jego kierunku nagle (ale gdy zapiął już jej naszyjnik!) i patrząc to na zawartość pudełka, to na swojego chłopaka. — To klucz do twojego mieszkania?! — zapytała, będąc w szoku, co było po niej widać, ale jednocześnie… i tak spędzali ze sobą dużo czasu, umawiając się na konkretne pory po ich pracy i czasami dostęp do klucza byłby pomocny. Nawet jeśli użycie go byłoby dla niej kompletnie dziwnym uczuciem. — Wiesz, że wtedy już się mnie tym bardziej nie pozbędziesz? — dorzuciła z rozbawieniem, zaraz obracając się, aby siedzieć naprzeciwko niego i pocałowała go krótko w policzek. — Dziękuje. Za cały prezent, jest przepiękny, a koszulkę będę dumnie nosić — zaśmiała się, zaraz zamiast policzka, całując go krótko w usta. Czy mogła trafił na cudowniejszego chłopaka?
the best man