Strona 2 z 2

we're fucked.

: sob maja 09, 2026 6:39 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Taka to było współpraca z policją, że nim Pilar i Madox porządnie opuścili komisariat, już chcieli bić dwójkę innych funkcjonariuszy. Stewart chciała zająć się Haddie, która z każdym kolejnym razem, gdy dotykała jej mężczyzny, działała coraz bardziej na nerwy, a Noriega Becka, bo również pozwalał sobie na dużo za dużo. Szczególnie w towarzystwie innych osób.
Ś w i e t n i e.
Jak dalej pójdą taką tendencją zwyżkową, to za pół roku już nikt nie będzie pracował na tej komendzie. Przewróciła oczami, gdy Madox zaczął nawijać o tym, jak to już w środę ustawi się z Beckiem na maty i wszystko sobie wyjaśnią.
I co ty mu wyjaśnisz, co? — warknęła, kiedy jej palce szarpały materiał kurtki, by przypadkiem się nie wrócił na komisariat. — Beck jest niegroźny, on się po prostu martwi — machnęła ręką. Serio tak uważała, ale czy powinna? W końcu sytuacja z Daltonem wystarczająco dostanie pokazała, że ludzie przybierali różne maski. Nigdy nie było wiadomo do końca, jakie człowiek miał intencje. Chociaż akurat co do tego tutaj, z pięknymi, ciemnymi oczami była pewna na milion procent. Nie miała co do niego ani jednej kurwa wątpliwości. Do Daltona miała kilkanaście. A do Haddie?
A po co chcesz z nią gadać? — wyrzuciła oczami dookoła orbity, a następnie spojrzała na Madoxa. — Serio pytam, będziesz ją przepraszać? Będziesz błagać o wybaczenie? Prosić, żeby znowu wpadła z butami do twojego życia? — nie rozumiała, po co w ogóle Madox chciał z nią rozmawiać. Przecież Haddie nie od dzisiaj była w Toronto. Wróciła tu kilka dobrych lat temu i Madox naprawdę miał wiele sytuacji i okazji, żeby z nią pogadać i nagle teraz mu się zachciało? No nie podobało jej się to. I to nawet nie tylko z zazdrości, ale tego, że to się po prostu nie kleiło. Może nawet dodałaby coś jeszcze, ale jej facet już trzymał ją mocno za tyłek i nachylał się w jej kierunku, więc głowa automatycznie… Haddie who?.
No skoro tak właśnie powiedział Eliot, to na pewno tak jest — mruknęła zadowolona, rownież prostując kręgosłup i próbując wspiąć się do niego wyżej. Już prawie sięgała do jego ust, kiedy on oznajmił, że może powinien grać trochę mniej zajebanego. Pilar zaśmiała się głośno, wyrzucając głowę do tyłu. — No tak — pokręciła nią na boki, wracając spojrzeniem do jego twarzy. — A ja powinnam grać g ł u p i o zakochaną i ślepo w ciebie zapatrzoną — zacmokała, dłońmi rozpoczynając wędrówkę po jego ciele, od razu wdzierając się pod materiał kurtki, na ramiona i rozgrzany kark. — A czekaj… — przewróciła oczami. Akurat ona nie musiała grać absolutnie nic, biorąc pod uwagę, że świata poza nim nie widziała. Każdą jego wadę traktowała jak zaletę. Komplementowała go sobie we własnej głowie o wiele częściej niż powinna. I d e a l i z o w a ł a. Tak jak teraz, kiedy patrząc w ciemne oczy, była przekonana, że już nigdy w życiu nie zobaczy nic piękniejszego.
Chciała posmakować jego ust.
Kurwa, jak ona chciała to zrobić.
Już czuła na sobie jego ciepło. Oddech, który przyprawiał o przyjemne mrowienie i dotyk powodujący dreszcze, które on bez problemu mógł czuć pod opuszkami. Wspięła się na palcach, biorąc głębszy oddech, a on… się kurwa od niej odsunął.
Te odio — mruknęła pod nosem, kręcąc głową z poirytowania. Przesunęła rękę wzdłuż jego ramienia w dół, by odnaleźć smukłe palce. W pierwszej chwili chciała je złapać, ale kiedy jego dłoń tylko musnęła tej Pilar, kiedy poczuł od niej charakterystyczne ciepło, ona zabrała dłoń. Oczywiście specjalnie. Oczywiście zaraz po tym posyłając mu bezczelny uśmiech. — Dopiero wtedy? Myślałam, że to ja miałam zdecydować, kiedy będzie ten moment — przypomniała mu, co przecież ustalili jeszcze w Meksyku. Dla niej to nie było już żadne jeśli coś, dla niej to była kwestia tylko i wyłącznie kiedy. Wiedziała, że chce spędzić z nim resztę życia, chce nosić jego nazwisko, niezależnie od tego, jak ciężko by nie było.
No nie wiem — wzruszyła ramionami na pytanie, co jadły kaczki. — Pewnie jakiś chleb? Tam zaraz przy wejściu jest budka, możemy kupić jakaś bułkę albo droż… — nawet nie dokończyła, bo Madox już kurwował pod nosem. Sprawiając, że Pilar przystanęła momentalnie i zdążyła jedynie mrugnąć nim on rzucił się przed siebie na czerwonym, wpadając prawie pod auto. -- Kurwa — tym razem to ona rzuciła pod nosem, a potem… rzuciła się do przodu zaraz za nim, akurat kiedy auto już znowu chciało ruszać, więc ona też musiała przeprosić kierowcę. Biegła ile sił w nogach, ale kiedy dobiegła do miejsca, w którym stał Noriega, nikogo dookoła już nie było
I co? — dychnęła, spoglądając na niego wyczekująco. — Spierdolił? Kto to był? Widziałeś jego twarz? — oczywiście seria pytań autorstwa Pilar Stewart. Obróciła się jeszcze kilka razy, rozglądając dookoła, ale ludzi w parku było tak wiele, że nie było opcji teraz znaleźć tego, kto strzelał im zdjęcia. — Kurwa, trzeba będzie dojść do sedna tego — mruknęła niezadowolona i szarpnęła go za kurtkę w stronę budki z pieczywem. — I serio, Madox, ostatni raz byłeś na komisariacie — szczególnie jeśli chcieli szyć narracje tego, że on wyciągał informacje od Pilar, a nie bezpośrednio od policji, nie mogli się razem pokazywać na komencie, a najlepiej, jakby jego tam nie było wcale. Bezpieczniej. Skoro nawet teraz ktoś ich śledził.
Podeszła do lady, a starsza kobieta uśmiechnęła się szeroko. Co prawda okazało się, że nie była to zwykła budka z pieczywem, a z preclami, ale przecież to nie problem. Wzięła trzy zwykłe i oczywiście jeszcze jeden dodatkowy z nadzieniem czekoladowym, bo przecież nie byłaby sobą, jakby nie musiała pochłonąć solidnej dawki cukru. Skierowali się w stronę stawu.
Rozmawiałam z Heleną — zaczęła po chwili, urywając kawałek czekoladowego precla i podała go Noriedze, bo oczywiście Pilar musiała się z nim wszystkim podzielić. — Powiedziała, że sam numer nie ma właściciela i ciężko go namierzyć, ale udało jej się wyciągnąć listę połączeń — podniosła głowę, by spojrzeć na Madoxa. — I kilka razy wykręcał numer zakładu zamkniętego — a to zaś mogło znaczyć jedno: istniało kurewsko duże prawdopodobieństwo, że Nick Dalton faktycznie mógł mieć z tym wszystkim coś wspólnego. Mógł też nie mieć. W końcu było tam też dużo innych wariatów i bandytów… ale mógł też mieć. I ta myśli lawirowała gdzieś w jej głowie. — O patrz, tam są kaczki! — wskazała palcem na niewielki staw, jakby pierwszy raz w życiu widziała prawdziwe kaczuchy.

Te odio por no besarme ᥫ᭡.ִֶָ𓂃

we're fucked.

: sob maja 09, 2026 8:26 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Skrzywił się, kiedy Pilar powiedziała to, że Beck jest niegroźny, tylko się martwi, bo po pierwsze Dalton też był niegroźny... A po drugie? Jak to się martwi? Niech się kurwa martwi o siebie.
Już nawet miał jej to powiedzieć, ale kiedy Pilar wspomniała o Haddie, to Madox... wzruszył ramionami.
- A myślisz, że... nie powinienem jej tego wyjaśnić? - bo on właściwie uważał, że nie. Że to kurwa przeszłość, do tego tak odległa. Po prostu on przy Stewart to może chciał być troszeczkę lepszą wersją siebie?
Taką, gdzie nie musiała go kochać za te jego wady, których nie zauważała, tylko może... za dobre serce? I to, że po latach wyjaśniłby Haddie jak to naprawdę było.
Chociaż rzeczywiście teraz już wcale nie myślał o swojej byłej, kiedy jego palce zaciskały się na pośladku Stewart, odruchowo się uśmiechnął, bo kurwa... On naprawdę się cieszył, że nie musieli cały czas udawać, chować się, a mogli czasem publicznie potrzymać się za... rękę. Albo tyłek.
Popatrzeć sobie w oczy, tak jak teraz.
- Lubię kiedy grasz ślepo zapatrzoną... - rzucił jeszcze przysuwając się do niej, ocierając o nią, a palcami sunąc wyżej, tak, żeby sięgnąć na jej plecy, wedrzeć się pod materiał jej kurtki i bluzki, musnąć opuszkami jej gładką, gorącą skórę. On też był w niej zakochany. Do szaleństwa. Z dnia na dzień bardziej.
A jednak się odsunął, drażniąc z nią, bo to przecież też lubił, nigdy nie mógł sobie odmówić.
Uśmiechnął się, kiedy powiedziała mu to te odio.
- Te quiero - skontrował to od razu i... chciał się do niej znowu szarpnąć, żeby ją pocałować, ale się powstrzymał. I powstrzymał się też przed tym, żeby nie sięgnąć do jej ręki, nie spleść palców z tymi jej, kiedy mu uciekła. Objął ją za to ramieniem.
- Ty zdecydujesz... Bo jakby to ode mnie zależało, to... - to on już w Meksyku by się do tego wyrwał. Bo Madox przecież w jednej chwili miał jakiś pomysł, a zaraz to robił. Zaraz się wyrywał na przód, nie patrząc na konsekwencje. Zawsze.
Chciał, żeby została jego żoną bez względu na wszystko. Ale jeśli rzeczywiście Eliot by to poparł i półświatek...
Zaraz jednak rozmawiali o tym, co jadły kaczki, a Madox kiwał głową, że chleb będzie w porządku.
Tylko zanim zdążył się odezwać, to on już rzucił się biegiem za facetem, który robił im zdjęcia. Przez ulicę i przez park. Ale go nie złapał, nie miał szans, bo było zbyt tłoczno, chociaż jeszcze się rozglądał, kiedy dogoniła go Pilar, kiedy on też łapał w płuca łapczywie powietrze. Pokręcił głową na jej pytania.
- Nie... Był za daleko, tylko ta ciemna bluza, ale pewnie ją zdjął - jeszcze raz rzucił spojrzeniem dookoła - ale to... facet? Szybki. Mojego wzrostu, dobrze zbudowany - od razu rzucił jej to co zapamiętał, ale na niewiele się to zdało. Ilu takich mężczyzn zamieszkiwało Toronto? Od chuja.
- Ty będziesz moim łącznikiem z Eliotem - powiedział, kiedy ciągnęła go do budki z bułkami - ale kurwa Pilar… Musisz mi obiecać, że nie będziesz gubiła ochroniarza, skoro oni tak za nami łażą, w biały dzień. A Raul skarżył, że go gubisz - a dał jej najlepszego człowieka, jakiego tylko polecił mu Diego. Madox ufał Diego, na tyle, na ile w ogóle mógł ufać półświatkowi, ale pomagali sobie w wielu sprawach. Obaj pochodzili z Kolumbii. Tylko Diego nie był tam od wielu, wielu lat.
- A lody? - mruknął coś, kiedy kupowała precle, ale zaraz pochylał się do szyby i pokazywał ekspedientce, który z czekoladą ma im zapakować. A kiedy Pilar oderwał mu kawałek, to oczywiście sięgnął do jej dłoni, żeby musnąć palce wargami i złapać precla w zęby. Odgryzł kawałek, ale prawie się nim zakrztusił, kiedy powiedziała o tej Helenie, odchrząknął.
- Nie wiem która to Helena, ona też cię szarpie? Też się martwi? - wbił w nią spojrzenie, ale na jej kolejne słowa skrzywił się i chociaż już trzymał kawałek pieczywa przy ustach to go odstawił - tego zakładu zamkniętego? - zapytał, a kiedy skinęła głową, to aż się obrócił, zrobił dwa kroki w tył i zaraz z powrotem w jej stronę, tak, że prawie się z nią zderzył - mogliśmy to skonfrontować z Eliotem... Wspomnieć mu o tym, żeby sprawdził Daltona, przycisnął go - bo Madox chyba nie powinien tego robić. A ona... Ona tym bardziej. Nawet by jej kurwa nie pozwolił.
Jeszcze chciał coś powiedzieć. Może właśnie jej zabronić?
Ale Pilar już pokazywała mu kaczki, a Madox też takich chyba jeszcze nie widział. Kanadyjskie kaczki były inne niż kolumbijskie.
- Nie dam im z czekoladą - rzucił i zaraz w dwóch gryzach przełknął swój kawałek, a po chwili już stał przy Pilar i wyciągał do niej rękę, żeby dała mu też tamten dla kaczek. Oczywiście, że mu nie dała. No i chwilę się przepychali, szarpali, drażnili ze sobą. Aż jedna z tych kaczek stanęła przed nimi na brzegu, patrząc na nich jak na debili.
I kiedy Pilar podniosła do góry precla, a Madox ją szarpnął do siebie, żeby wylądowała w jego objęciach. Prosto w jego ramionach... Znowu niebezpiecznie blisko.
Kwa! Kwa!
Usłyszeli nagle, bo kaczka chyba się niecierpliwiła i zaraz nawet tym swoim kaczym chodem ruszyła w ich kierunku. I wtedy już Madox wyrwał Pilar kawałek precelka, niewielki... Taki kawałek. Tylko trochę nie wymierzył i walnął tą kaczkę w łeb. A ona znowu...
Kwakwakwakwakwa!
Zkwakała ich, aż Noriega szarpnął Pilar do tyłu.
- Daj jej cały, jest jakaś dziwna - mruknął jej do ucha.

Incluso puedo dar de comer a los patos contigo 𐙚⋆°🦢。⋆♡

we're fucked.

: ndz maja 10, 2026 12:03 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Kto robił im zdjęcia?
To pytanie kręciło się jej w głowie już od jakiegoś czasu, jednak widząc w końcu, jak ta osoba autentycznie przed nimi ucieka, na własnych oczach, można było odczuć, że to już nie są tylko gdybanki i przypadkowe foty. Ktoś ciągle za nimi łaził. Śledził ich.
Jakim cudem twoi goryle nikogo nie przyłapali? — spytała autentycznie szczerze, wcale nie z wyrzutem. I oczywiście nie chodziło jej o tego jednego gościa, ale przecież już od kilku dni oni ciągneli się za nimi jak smród po gaciach. Chociaż dobrze, że Pilar przynajmniej miała świadomość tego, co się działo, bo gdyby Madox zrobił to za jej plecami, autentycznie by zwariowała. Już i tak lekko wariowała, kiedy czasami widziała w lusterku podążające za nią auto i… — Nie moja wina, że mój na-rze-czo-ny kupił mi sportowe auto, a Raul jeździ dość… przeciętnie — wzruszyła ramionami, spoglądając wymownie na Noriegę. Czy czasami specjalnie uciekała? Nie Tak. Czasami po prostu chciała chwili dla siebie, której wieczny cień jakoś nie mógł jej dać. Pilar nigdy nie miała do czyniania z takimi zabawami, nie była do tego przyzwyczajona, raczej to ona śledziła a nie ją, więc też o wiele łatwiej jej było zauważać te nawet najdrobniejsze niuanse.
Chociaż Daltona nie zauważyła nigdy. W tym akurat był jebaniec dobry. Za dobry, biorąc pod uwagę, że potrafił przesiadywać w jej mieszkaniu, podczas gdy ona spała. Spała kurwa. Dalej za każdym razem jak o tym myślała, jej ciało przechodziły obrzydliwie chłodne dreszcze. Jak ona mogła tego nie zauważyć? Sen może i miała mocny ale… powinna się zorientować. Miała do siebie żal. Nie chciała więcej popełniać tych błędów, dlatego tak zaangażowała się z tą sprawę ze zdjęciami na nowo. Nie chciała tego bagatelizować ani temu umniejszać. Nie tym razem.
No z TEGO zakładu zamkniętego — pokiwała głową, odpowiadając na jego pytanie. — No ale tak na dobrą sprawę, co ci da Eliot w tej sprawie? Jak go przyciśnie, Madox? — podniosła spojrzenie na swojego mężczyznę i nawet na moment przystanęła w miejscu. — Dalton siedzi. W jebanej pace. Czym oni mogą go przycisnąć? A zaoferować ulgi też mu nie mogą, bo wtedy wyśpiewałby tyle kłamstw, ile tylko trzeba — bo taka była prawda. Nick zawsze był dobry w wykręcaniu się z prawdy. Umiał powiedzieć to w taki sposób, że jego słowa niby się broniły, a jednak były stekiem bzdur. I nawet ona kilka razy mu przecież uwierzyła. — Poza tym, nie możemy na razie aż tak zawężać grona podejrzanych i po prostu obstawić, że to on. Trzeba pamiętać, że tam jest jeszcze w chuj innych osób — dodała, podchodząc coraz bliżej stawu. Najgorsze, co mogli zrobić, to znowu coś bagatelizować. Nauczeni doświadczeniem tym razem powinni podejść do tego bardziej na ostrożnie. Chociaż z drugie strony Pilar miała już w głowie, że może… może powinna również sama spróbować się czegoś dowiedzieć. Ale tą myśl na ten moment postanowiła zostawić tylko i wyłącznie dla siebie.
A tak swoją drogą, nie, Helena mnie nie szarpie — wróciła jeszcze na chwile do jego wcześniejszych słów, a następnie wyprzedziła go i na króciutki moment szła do niego przodem, ciemne spojrzenie zawieszając na jego orzechowych oczach. — Z Heleną chodze na pilates — przystanęła, bo przecież już byli na miejscu. A Madox oczywiście znowu prawie na nią wpadł. Zadarła głowę do góry. — Tam się nauczyłam tego szpagatu i kilku innych jeszcze rzeczy — dodała tajemniczo, ani na moment nie spuszczając z niego wzroku. Mogli się wkurwiać i dochodzić, ale czasami wyobraźnia i tak potrafiła robić swoje.
Potrafiły też robić je kaczki, które nie przejmując się tym, że dookoła kręciła się masa ludzi, po prostu żyły swoim najlepszym życiem. Kilka pływało w stawie, ciesząc się wodą, jeszcze inne wylegiwały się na kamieniach, no i oczywiście była też jedna, która zamiast zająć się sobą, chyba jako pierwsza zwęszyła, że mieli w woreczku jakieś suweniry.
I kiedy oni kłócili się i przekomarzali o to, kto miał zarzucic pierwszym kawałekim, kaczka podeszła sobie do nich jeszcze bliżej, kwacząć jakby ten precel naprawdę się jej należał. I Madox zaraz taki kawałek jej dał. Szkoda tylko, że trafił prosto w jej łeb, a ona chyba nie ogarneła, gdzie to potem spadło.
No tam masz — Pilar próbowała ją nakierować, wskazująć urwany precelek, ale ta znowu zaczęła kwakać jak pojebana. Zaś kiedy Madox powiedział, że powinna jej dać cały, bo jest jakaś dzina, Pilar to na niego spojrzała, jakby był dziwny. — A jak ona to kurwa zje? — spytała całkiem poważnie. — Przecież kaczki chyba nie mają zębów — czy miały? W sumie nie miała pojęcia, ale patrząc na ten dziub, który w pełni się zamykał, to raczej nie wyglądało na to, jakby miały się tam zmieścić jakiekolwiek siekacze.
Może trzeba im rzucić do wody? No wiesz, żeby miały to miękkie — zaproponowała, wpadajac na świetny przecież pomysł i zaraz oderwała kilka kawałków i cisnęła nimi gdzieś na środek stawu. Ten gest sprawił, że większość kaczek w wodzie dosłownie rzu-ci-ła się na te ochłapy, walcząc między sobą o każdy kawałek, a Pilar tylko spojrzała zaskoczona na Noriegę. — Kurwa, jakby rok nic nie jadły. Trzeba było tego więcej kupić — skwitowała i znowu rzuciła kilka kawałków, przy okazji wystawiając ręke z preclem bliżej Madoxa, żeby też sobie urwał. To były prawdziwe igrzyska śmierci kaczek. Szkoda tylko, że ta jedna, która szła w ich stronę, znowu podeszła bliżej, kwacząc głośno.
Ej ta serio chyba jest jakaś chorutka — rzuciła, robić nawet mały krok w tył, bo chociaż nie znała się na kaczkach, to autentycznie widziała jakiś dziwny mord w jej oczach. — No przecież ci dałam — dała jej nawet jeszcze dwa kawałki, ale ona nic sobie z tego nie zrobiła, kwacząc na nich coraz głośniej. No i co kurwa? Spierdalać? Kopnać ją?

tu mi patito 𓅰 𓅬 𓅭 𓅮 𓅯