we're fucked.
: sob maja 09, 2026 6:39 pm
trigger warning
przekleństwaŚ w i e t n i e.
Jak dalej pójdą taką tendencją zwyżkową, to za pół roku już nikt nie będzie pracował na tej komendzie. Przewróciła oczami, gdy Madox zaczął nawijać o tym, jak to już w środę ustawi się z Beckiem na maty i wszystko sobie wyjaśnią.
— I co ty mu wyjaśnisz, co? — warknęła, kiedy jej palce szarpały materiał kurtki, by przypadkiem się nie wrócił na komisariat. — Beck jest niegroźny, on się po prostu martwi — machnęła ręką. Serio tak uważała, ale czy powinna? W końcu sytuacja z Daltonem wystarczająco dostanie pokazała, że ludzie przybierali różne maski. Nigdy nie było wiadomo do końca, jakie człowiek miał intencje. Chociaż akurat co do tego tutaj, z pięknymi, ciemnymi oczami była pewna na milion procent. Nie miała co do niego ani jednej kurwa wątpliwości. Do Daltona miała kilka
— A po co chcesz z nią gadać? — wyrzuciła oczami dookoła orbity, a następnie spojrzała na Madoxa. — Serio pytam, będziesz ją przepraszać? Będziesz błagać o wybaczenie? Prosić, żeby znowu wpadła z butami do twojego życia? — nie rozumiała, po co w ogóle Madox chciał z nią rozmawiać. Przecież Haddie nie od dzisiaj była w Toronto. Wróciła tu kilka dobrych lat temu i Madox naprawdę miał wiele sytuacji i okazji, żeby z nią pogadać i nagle teraz mu się zachciało? No nie podobało jej się to. I to nawet nie tylko z zazdrości, ale tego, że to się po prostu nie kleiło. Może nawet dodałaby coś jeszcze, ale jej facet już trzymał ją mocno za tyłek i nachylał się w jej kierunku, więc głowa automatycznie… Haddie who?.
— No skoro tak właśnie powiedział Eliot, to na pewno tak jest — mruknęła zadowolona, rownież prostując kręgosłup i próbując wspiąć się do niego wyżej. Już prawie sięgała do jego ust, kiedy on oznajmił, że może powinien grać trochę mniej zajebanego. Pilar zaśmiała się głośno, wyrzucając głowę do tyłu. — No tak — pokręciła nią na boki, wracając spojrzeniem do jego twarzy. — A ja powinnam grać g ł u p i o zakochaną i ślepo w ciebie zapatrzoną — zacmokała, dłońmi rozpoczynając wędrówkę po jego ciele, od razu wdzierając się pod materiał kurtki, na ramiona i rozgrzany kark. — A czekaj… — przewróciła oczami. Akurat ona nie musiała grać absolutnie nic, biorąc pod uwagę, że świata poza nim nie widziała. Każdą jego wadę traktowała jak zaletę. Komplementowała go sobie we własnej głowie o wiele częściej niż powinna. I d e a l i z o w a ł a. Tak jak teraz, kiedy patrząc w ciemne oczy, była przekonana, że już nigdy w życiu nie zobaczy nic piękniejszego.
Chciała posmakować jego ust.
Kurwa, jak ona chciała to zrobić.
Już czuła na sobie jego ciepło. Oddech, który przyprawiał o przyjemne mrowienie i dotyk powodujący dreszcze, które on bez problemu mógł czuć pod opuszkami. Wspięła się na palcach, biorąc głębszy oddech, a on… się kurwa od niej odsunął.
— Te odio — mruknęła pod nosem, kręcąc głową z poirytowania. Przesunęła rękę wzdłuż jego ramienia w dół, by odnaleźć smukłe palce. W pierwszej chwili chciała je złapać, ale kiedy jego dłoń tylko musnęła tej Pilar, kiedy poczuł od niej charakterystyczne ciepło, ona zabrała dłoń. Oczywiście specjalnie. Oczywiście zaraz po tym posyłając mu bezczelny uśmiech. — Dopiero wtedy? Myślałam, że to ja miałam zdecydować, kiedy będzie ten moment — przypomniała mu, co przecież ustalili jeszcze w Meksyku. Dla niej to nie było już żadne jeśli coś, dla niej to była kwestia tylko i wyłącznie kiedy. Wiedziała, że chce spędzić z nim resztę życia, chce nosić jego nazwisko, niezależnie od tego, jak ciężko by nie było.
— No nie wiem — wzruszyła ramionami na pytanie, co jadły kaczki. — Pewnie jakiś chleb? Tam zaraz przy wejściu jest budka, możemy kupić jakaś bułkę albo droż… — nawet nie dokończyła, bo Madox już kurwował pod nosem. Sprawiając, że Pilar przystanęła momentalnie i zdążyła jedynie mrugnąć nim on rzucił się przed siebie na czerwonym, wpadając prawie pod auto. -- Kurwa — tym razem to ona rzuciła pod nosem, a potem… rzuciła się do przodu zaraz za nim, akurat kiedy auto już znowu chciało ruszać, więc ona też musiała przeprosić kierowcę. Biegła ile sił w nogach, ale kiedy dobiegła do miejsca, w którym stał Noriega, nikogo dookoła już nie było
— I co? — dychnęła, spoglądając na niego wyczekująco. — Spierdolił? Kto to był? Widziałeś jego twarz? — oczywiście seria pytań autorstwa Pilar Stewart. Obróciła się jeszcze kilka razy, rozglądając dookoła, ale ludzi w parku było tak wiele, że nie było opcji teraz znaleźć tego, kto strzelał im zdjęcia. — Kurwa, trzeba będzie dojść do sedna tego — mruknęła niezadowolona i szarpnęła go za kurtkę w stronę budki z pieczywem. — I serio, Madox, ostatni raz byłeś na komisariacie — szczególnie jeśli chcieli szyć narracje tego, że on wyciągał informacje od Pilar, a nie bezpośrednio od policji, nie mogli się razem pokazywać na komencie, a najlepiej, jakby jego tam nie było wcale. Bezpieczniej. Skoro nawet teraz ktoś ich śledził.
Podeszła do lady, a starsza kobieta uśmiechnęła się szeroko. Co prawda okazało się, że nie była to zwykła budka z pieczywem, a z preclami, ale przecież to nie problem. Wzięła trzy zwykłe i oczywiście jeszcze jeden dodatkowy z nadzieniem czekoladowym, bo przecież nie byłaby sobą, jakby nie musiała pochłonąć solidnej dawki cukru. Skierowali się w stronę stawu.
— Rozmawiałam z Heleną — zaczęła po chwili, urywając kawałek czekoladowego precla i podała go Noriedze, bo oczywiście Pilar musiała się z nim wszystkim podzielić. — Powiedziała, że sam numer nie ma właściciela i ciężko go namierzyć, ale udało jej się wyciągnąć listę połączeń — podniosła głowę, by spojrzeć na Madoxa. — I kilka razy wykręcał numer zakładu zamkniętego — a to zaś mogło znaczyć jedno: istniało kurewsko duże prawdopodobieństwo, że Nick Dalton faktycznie mógł mieć z tym wszystkim coś wspólnego. Mógł też nie mieć. W końcu było tam też dużo innych wariatów i bandytów… ale mógł też mieć. I ta myśli lawirowała gdzieś w jej głowie. — O patrz, tam są kaczki! — wskazała palcem na niewielki staw, jakby pierwszy raz w życiu widziała prawdziwe kaczuchy.
Te odio por no besarme ᥫ᭡.ִֶָ𓂃