We don't need to worry, we ain't in a hurry rushin' into love
: sob maja 09, 2026 7:03 pm
Wsparcie rodziców Teddy było naprawdę budujące. Zawsze przecież traktowali ją z niezwykłą czułością, a teraz mogło być już tylko lepiej. Jeszcze trochę i zostaną rodziną w sposób, którego nikt nie ma szans podważyć. Finch zdawała sobie sprawę, że z teściami bywało różnie – w końcu jej rodzice byli tego najlepszych przykładem. Tym bardziej doceniała szczęście, jakie ją spotkało, że zakochała się w kobiecie, która miała tak ciepłą rodzinę. Może powinna znaleźć jednak sposób na dotarcie do serc Finchów? Gdzieś tam przecież musieli je mieć schowane! Żadna z pozostałych córek nie kwapiła się nawet do wejścia w poważny związek, a co dopiero taki małżeński. April, jako ta najstarsza, perfekcyjnie spełniała ten psi obowiązek. Powinna dostać za to jakieś dodatkowe punkty już na starcie, a nie tylko nerwy.
— No nie wiem, może zaczęłabyś się rozglądać za jakąś młodszą i bardziej jurną? — zażartowała, głaszcząc ją z czułością po policzku. Tylko by spróbowała! Szybko by się życie tej młodszej skończyło i April znowu byłaby perfekcyjna. Nie podejrzewała jednak Teddy o takie pomysły, a przynajmniej nie w tym momencie. Drugiej takiej jak Finch przecież nie znajdzie! Z drugiej strony, kto by chciał takiej drugiej szukać?
Skinęła głową i zaczęła odpisywać Emmie, próbując w te kilkadziesiąt sekund streścić wszystko, co się wydarzyło między nią a Teddy. Narzeczona jednak nie miała za dużo cierpliwości do takich głupot i bardzo szybko zaczęła rozpraszać ją pocałunkami. Są rzeczy ważne i ważniejsze, wiadomo. April wsunęła telefon do kieszeni i ujęła twarz narzeczonej w dłoni, by móc skraść jej jeszcze kilka słodkich całusów.
— Daj mi chociaż parę dni nacieszyć się stanem narzeczeństwa. Nawet ja nie jestem tak absurdalnie nerwowa. — To nie była do końca prawda. Czuła, że gdzieś z tyłu głowy zaczynają rodzić się stresy związane z nadchodzącym ślubem. Martwiła ją zarówno kwestia organizacji wydarzenia, jak i tego, co je czeka później. Dzisiaj się stresowała, ale miała to przecież przećwiczone. Pytała ją wcześniej wielokrotnie, więc szansa na to, że odmówiłaby, była dość nikła. Ale przecież przysięgi małżeńskiej nie będą mogły przećwiczyć. To będzie jednorazowa akcja, więc może stać się wszystko. Równie prawdopodobne jest to, że spadnie im na głowę meteoryt, jak i to, że Teddy jednak zmieni zdanie. Szanse nie były wysokie, ale cokolwiek powyżej zera było poważnym problemem.
Wpatrywała się w nią przez moment w milczeniu, co nie było częstym zjawiskiem w ich relacji, więc na pewno długo zapadnie im ten moment w pamięci. Nie była w stanie objąć rozumem, jakie miała szczęście. Nie była w stanie wyobrazić sobie lepszej partnerki, nawet jeśli miałaby stworzyć jakąś samą, od zera, jak postać do sesji RPG. Czuła się strasznie durna, że tyle lat goniła za jakimiś szalonymi emocjami, a okazało się, że te najspokojniejsze i najlepiej znane są najprzyjemniejsze. Zaszkliły jej się oczy, a wzruszenie ścisnęło ją za gardło. Walnęła Teddy w ramię, jakby to była w jakichś pokrętny sposób jej wina, że znowu roniła łzy.
— Przepraszam. Po prostu w najśmielszych snach nie spodziewałam się, że będę mieć żonę równie seksowną, co ja — zażartowała, chcąc nieco rozładować emocje, które się zdążyła w niej zgromadzić. Złapała ją mocno za tyłek i przyciągnęła biodra bliżej własnych. Świetnie się składało, że obie były takie piękne. Pasowały do siebie.
— Brangelina to przy nas chuj — dodała, kontynuując romantyczne gest. Wtuliła twarz w jej szyję, przygryzając dolną wargę, żeby jednak nie parsknąć śmiechem nad własną głupotą.
Hej, ja przed Tobą się rozbieram. Zrzucam zmięte, brudne myśli
— No nie wiem, może zaczęłabyś się rozglądać za jakąś młodszą i bardziej jurną? — zażartowała, głaszcząc ją z czułością po policzku. Tylko by spróbowała! Szybko by się życie tej młodszej skończyło i April znowu byłaby perfekcyjna. Nie podejrzewała jednak Teddy o takie pomysły, a przynajmniej nie w tym momencie. Drugiej takiej jak Finch przecież nie znajdzie! Z drugiej strony, kto by chciał takiej drugiej szukać?
Skinęła głową i zaczęła odpisywać Emmie, próbując w te kilkadziesiąt sekund streścić wszystko, co się wydarzyło między nią a Teddy. Narzeczona jednak nie miała za dużo cierpliwości do takich głupot i bardzo szybko zaczęła rozpraszać ją pocałunkami. Są rzeczy ważne i ważniejsze, wiadomo. April wsunęła telefon do kieszeni i ujęła twarz narzeczonej w dłoni, by móc skraść jej jeszcze kilka słodkich całusów.
— Daj mi chociaż parę dni nacieszyć się stanem narzeczeństwa. Nawet ja nie jestem tak absurdalnie nerwowa. — To nie była do końca prawda. Czuła, że gdzieś z tyłu głowy zaczynają rodzić się stresy związane z nadchodzącym ślubem. Martwiła ją zarówno kwestia organizacji wydarzenia, jak i tego, co je czeka później. Dzisiaj się stresowała, ale miała to przecież przećwiczone. Pytała ją wcześniej wielokrotnie, więc szansa na to, że odmówiłaby, była dość nikła. Ale przecież przysięgi małżeńskiej nie będą mogły przećwiczyć. To będzie jednorazowa akcja, więc może stać się wszystko. Równie prawdopodobne jest to, że spadnie im na głowę meteoryt, jak i to, że Teddy jednak zmieni zdanie. Szanse nie były wysokie, ale cokolwiek powyżej zera było poważnym problemem.
Wpatrywała się w nią przez moment w milczeniu, co nie było częstym zjawiskiem w ich relacji, więc na pewno długo zapadnie im ten moment w pamięci. Nie była w stanie objąć rozumem, jakie miała szczęście. Nie była w stanie wyobrazić sobie lepszej partnerki, nawet jeśli miałaby stworzyć jakąś samą, od zera, jak postać do sesji RPG. Czuła się strasznie durna, że tyle lat goniła za jakimiś szalonymi emocjami, a okazało się, że te najspokojniejsze i najlepiej znane są najprzyjemniejsze. Zaszkliły jej się oczy, a wzruszenie ścisnęło ją za gardło. Walnęła Teddy w ramię, jakby to była w jakichś pokrętny sposób jej wina, że znowu roniła łzy.
— Przepraszam. Po prostu w najśmielszych snach nie spodziewałam się, że będę mieć żonę równie seksowną, co ja — zażartowała, chcąc nieco rozładować emocje, które się zdążyła w niej zgromadzić. Złapała ją mocno za tyłek i przyciągnęła biodra bliżej własnych. Świetnie się składało, że obie były takie piękne. Pasowały do siebie.
— Brangelina to przy nas chuj — dodała, kontynuując romantyczne gest. Wtuliła twarz w jej szyję, przygryzając dolną wargę, żeby jednak nie parsknąć śmiechem nad własną głupotą.
Hej, ja przed Tobą się rozbieram. Zrzucam zmięte, brudne myśli