Strona 2 z 3

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: ndz maja 17, 2026 6:26 pm
autor: William N. Patel
Wzdycham przeciągle i kręcę głową, że nie będę, bo chyba zdążyłem się już przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy, że zawsze musieliśmy się trochę wkurzać - ona mnie bo plotkowała o mnie ze wszystkimi, a ja ją bo wynajdywałem najnudniejsze zadania byle musiała klepać nadgodziny, w ramach kary za wszystkie swoje grzechy, a tych przecież było aż nadto. Kiedy na jej twarzy pojawiają się pierwsze oznaki rozbawienia, to i ja wyciągam usta w uśmiechu - Żyłem w małżeństwie jakieś dwa tygodnie i już nie mogę się doczekać powrotu do stanu kawalerskiego, jednak śluby są przejebane - wzdycham teatralnie. Teraz już mi nikt nie może zarzucić, że w dupie byłem i gówno widziałem, a małżeństwo jest wspaniałym zwieńczeniem relacji, bo z moich doświadczeń wynika coś całkiem innego. Byłem, widziałem, nie przekonało mnie. Śmieję się, no tak, gdyby nie praca i kolejne sprawy piętrzące mi się na biurku przez nawał urlopów i chorobowego, to faktycznie nie miałbym już żadnych zobowiązań. Przekrzywiam głowę na jedną stronę, wbijając w nią badawcze spojrzenie, bo wydaje się jakaś nieobecna, jakby pogrążona w całkiem innej rzeczywistości i dopiero kiedy wspominam o wstrząsie mózgu, to wybudza się z letargu. W międzyczasie przeganiam kota, żeby móc poświęcić całą swoją uwagę Charlotte, a zresztą ta włochata bestia i tak już zdążyła się mną znudzić. Zeskakuje z kanapy i ostentacyjnie wylizuje miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą był głaskany. Człowiek fajny, ale i tak ma brudne ręce, kot musi się umyć po kontakcie z pospólstwem - To właściwie brzmi trochę absurdalnie - drapię się po głowie, na moment spuszczając wzrok na nasze złączone kolana, by już za chwilę powrócić do obserwowania jej twarzy - No więc jak poszedłem do Madoxa z tymi papierami to on zaproponował żebyśmy poświętowali otwierając szampana i potem co prawda nic nie pamiętam, ale z tego co mówił to chciałem go otworzyć i wystrzelił mi prosto w łeb i to tak mocno, że aż mnie znokautowało, Jezu, jakbyś widziała tego guza, którego potem miałem na czole przez kilka dni, taka bania, dosłownie jakby jakiś obcy chciał mi wyjść przez czoło - dla potwierdzenia kiwam głową, bo wyglądało to naprawdę fatalnie - Straciłem pamięć na chwilę, tak że prawie całkowicie, ale teraz już jest znacznie lepiej, chociaż wciąż mam takie luki czasem, albo mi się nagle przypomni jakaś sytuacja z życia - tak jak ramdomowo ostatnio w sklepie mi się przypomniał seks w oceanie i musiałem się czym prędzej udać do na szczęście wtedy pustego działu z mrożonkami, po którym chodziłem tak długo aż mi opadł. Masakra. Tym się jednak z nią nie dzielę - Hm? - pytam jeszcze, ale nie drążę tematu, bo już za moment oglądamy zdjęcia. Na pierwszy ogień idzie moje ulubione - No tak, bo to było jedno z pierwszych, które zrobiłem - przynajmniej po tym jak się spotkaliśmy, bo wcześniej cyknąłem kilka widoczków albo jakiś selfie, na których ucinało mi pół głowy, albo w kadrze znajdował się palec. Potem parę fotek z fabryki cygar, jak pochyla się nad świeżym tytoniem, lub pokazuje coś palcem - Kurde po tobie to od razu widać jak jesteś czymś zainteresowana - zauważam, bo wystarczy spojrzeć na te fotografie, nawet na papierze dało się dostrzec błysk zainteresowania w oczach. Następne przedstawia moment, w którym chciałem zapalić z nią po studencku i koleś uchwycił idealnie, bo to naprawdę wygląda jakbyśmy wymieniali pocałunek, tylko gdzieś z kącików ust unosi się cienka strużka dymu - Kurde, ale złapał moment, niezłe, podoba ci się? - pytam, bo chcę wiedzieć jaki ma teraz pogląd na tamtą sytuację. Wtedy nie była zbyt zadowolona, ale fota sama w sobie sprawia całkiem inne wrażenie.

Charlotte Kovalski

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: ndz maja 17, 2026 10:49 pm
autor: Charlotte Kovalski
Może mówisz tak, bo nie skonsumowałeś małżeństwa — zaczęła delikatnie, obserwując go badawczo. Chciała to wiedzieć. Czy oni uprawiali seks? Jak tak naprawdę wyglądało to całe, kumpelskie małżeństwo i czy William naprawdę nie jest zainteresowany facetami? Tak dużo pytań, a tak mało odpowiedzi. W ich relacji zawsze ją to nurtowało. Co dokładnie siedziało mu w głowie? Dlaczego był facetem imprezą, a teraz wybrzmiewało w głowie jeszcze głośniej jedno pytanie... Czy byłby w stanie wydorośleć?
A zajął się chociaż Tobą? — wcześniej słuchała z zainteresowaniem, potakując przy tym delikatnie głową. Z prawdziwym błyskiem w oczach, próbując zrozumieć wszystkie jego słowa. Naprawdę chciała dowiedzieć się wszystkiego. Przede wszystkim, czy gdy jej nie ma obok, to czy ktoś się nim zaopiekuje — byłeś w szpitalu, lub miałeś lód? — o ironio, nawet ten siniak wzbudził w niej od razu emocje. Chciała dowiedzieć się wszystkiego, mieć pewność, że nic się z nim poważnego nie zadziało — ohh, mam nadzieję, że nic Ci nie jest — luki w pamięci brzmiały okropnie. Sięgnęła delikatnie dłonią do jego policzka, by mieć absolutną pewność, że wszystko z nim w porządku. Siedział, oddychał, serce mu biło... ale skoro doszło do amnezji, mogło zadziać się coś, o czym nikt nie wiedział.
Nic, nieważne — wymruczała Charlotte, bo rozmowa o... ewentualnej ciąży nie wchodziła w grę. Zero wierności, pewnie zobowiązania też wchodziły w cały pakiet, a Kovalski musiała mieć pewność.
Mogłeś wybrać... coś ładniejszego — mruknęła, marszcząc przy tym czoło — każdy kto je zobaczy, widzi jaka jestem rozkraczona — a chciała wyglądać idealnie, tak by ledwie spojrzenie mówiło samo za siebie. By wręcz każdy mu mówił, stary poleć na nią. Za to z krwią na kolanie i łokciu, z obrzydliwym grymasem przypominała bardziej karykaturę samej siebie.
Nie jestem tego pewna — stwierdziła dość chłodno, bo... czy widział, że ona jest zainteresowana nic? Musiał. Oczy się jej świeciły, gdy tylko doszli do jakiegoś rozejmu.
Tak... — przypomniała sobie tamtą chwilę. Patrząc na cały wyjazd, gdyby ta fabryka była dzień później... nie pokłóciliby się oto. Ale też może pod gwiazdami nie pogodziliby się — naprawdę ładne zdjęcie — pokiwała głową, przewracając stronę na kolejne ujęcia. Uśmiech z każdym robił się coraz większy — szkoda, że nie ma dobrego zdjęcia gwiazd. Obejrzałabym je — wtedy gdy zalał się piwem, a ona opowiadała mu opowieści o gwiazdach — o, a popatrz tutaj — zaczęła, pokazując kolejne ujęcie palcem — chwilę później płakałeś przesz jaszczurkę, a ja musiałam się Tobą zaopiekować — zaśmiała się głośno i dodała — prawie jak z dzieckiemdziecko tylko tyle wybrzmiewało w jej głowie. Przez kilka sekund nic nie powiedziała, procesowała wszystko w głowie — w ogóle chciałbyś mieć kiedyś dzieci? — dobrze wiedziała, że to pytanie z dupy. Musiała znać na nie odpowiedź.

:william:

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: pn maja 18, 2026 5:13 pm
autor: William N. Patel
W pierwszej chwili patrzę na nią ze szczerym zdziwieniem, które ostatecznie przechodzi w jakiś tajemniczy uśmiech, jednym ruchem odgarniam z czoła kilka zabłąkanych kosmyków włosów - A skąd pewność, że nie zostało skonsumowane? - wbijam w nią uważne spojrzenie, badając mimikę twarzy i mowę ciała. Daję jej krótką chwilę na zastanowienie, ale nie mogę wytrzymać dłużej i parskam śmiechem - Weź, fuj, nie jarają mnie faceci - macham ręką, chociaż prawda jest taka, że nigdy do końca nie dowiemy się co się zdarzyło w Las Vegas, ani na pustyni pięćdziesiąt kilometrów dalej. Niemniej siebie bym jeszcze podejrzewał o chwilę zapomnienia bo jestem zjebem, ale Madoxa? Madox nigdy w życiu nawet nie całował się z facetem. On nawet guru odmówił, ja nie, bo ja nie wiedziałem, że można - No pewnie, Madox to mój przyjaciel - wzruszam ramionami. W dodatku taki, który przecież uratował mi kiedyś życie, gdyby nie on, Charlotte nie miałaby okazji w ogóle mnie poznać - Był szpital i lód i wszystko - potwierdzam, a kiedy opiera mi dłoń na policzku to unoszę i swoją rękę, by przesunąć delikatnie palcami po jej skórze - Jest stabilnie - zapewniam, bo bywało lepiej. Ale chyba nie ma na co narzekać, skoro siedzę tutaj i żyję i zdaję się doskonale pamiętać nasze wspólne wakacje. Nieważne to nieważne, nie naciskam - No ale to jest świetne przecież - dalej się śmieję bo dla mnie było, zdecydowanie wolałem fotografie, które łapały chwilę niż te pozowane. Chociaż na pozowanych, szczególnie wspólnych, też wyglądaliśmy nieźle - Przecież nikt nie będzie tego oglądał, to jest dla mnie. Dla ciebie i tyle - mówię, chociaż pierdole, pewnie pokażę wszystkim, tak jak ten filmik ze ślubu. Uśmiecham się szerzej kiedy stwierdza, że to ładne zdjęcie i lecimy dalej - Prawda, też bym to przeżył jeszcze raz - kiwam głową, na moment się zamyślam, wracając do tamtych wspomnień na górze, do snutych przez nią opowieści i tego pocałunku smakującego rozlanym piwem - Co?! - obruszam się prawie że obrażony - Wcale nie płakałem, co to za pomówienia - kręcę teatralnie głową, że niby w ogóle tak nie było - Chociaż ta jaszczurka była groźna - prawie tak groźna jak ten stwór, który potem stanął nam na drodze. Już mam wspominać typa z fujarą w ręce, ale nagle Kovalski zaskakuje mnie swoim pytaniem, więc unoszę na nią spojrzenie - Dzieci? - dziwię się, odpowiedź wydaje mi się raczej jasna i wszystkim dobrze znana - A pamiętasz tego bachora znad basenu? - odpowiadam pytaniem na pytanie, ale szybko dodaję - To mój byłby gorszy, więc nie, zdecydowanie nie chciałbym mieć dzieci, poza tym czy ty sobie wyobrażasz mnie jako ojca? No kurwa nie wydaje mi się - nie wiem kto miałby bardziej przejebane. Przerzucam kilka następnych fotek, zatrzymując się na tej, na której pozuję z Gejoxem - O! A to jest ten facet, z którym się pobrałem! To znaczy no on wygląda dosłownie identycznie jak ten mój kumpel Madox, muszę mu pokazać to zdjęcie - ale się zdziwi, w chuj.

Charlotte Kovalski

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: pn maja 18, 2026 6:26 pm
autor: Charlotte Kovalski
A zostało? — wyszeptała, a twarz momentalnie jej zbladła. Przed oczami miała obrazy Williama z mężczyzną, przewracających się w pościeli. Spojrzała na jego usta i przełknęła gorzko ślinę. Nie spodziewała się tak sporej konkurencji — jezu, weź mnie nie strasz — i sprzedała mu kuksańca w bok, patrząc na niego groźnym spojrzeniem — chociaż może ja powinnam skonsumować nie-małżeństwo z kobietą — dla niej nie liczyła się płeć, a człowiek, którego miała przed sobą. By mogła wtulić się w jego ramiona, odprężyć się i zniknąć na dobre przed całym światem. Miała w sobie coś z imprezowiczki, ale bywały momenty, kiedy wolała schować się z książką i odpocząć.
To dobrze — mruknęła, unosząc kąciki ust — cieszę się — dosłownie się czuła, jakby właśnie kamień spadł jej z serca. Uczucie ulgi nad którym nie da się zapanować — nie mogę mieć Cię wiecznie na oku — po pierwsze dlatego że był wolną duszą, nad którą nie dało się zapanować, po drugie ze względu na własne obowiązki, a po trzecie... kim oni dla siebie byli? Upierdliwymi sąsiadami.
FA-TA-LNE — rozkraczona, zakrwawiona z niezbyt pochlebną miną — jak ja przecież wyglądam — wymruczała cała niezadowolona sama z siebie. Mogłaby z irytacji wyrecytować mu całą litanię.
Ale zesrałeś się w swoje, ohydne gacie khaki — język aż mu pokazała, bo na niego zasłużył — dlatego mieliśmy komorę gazową — aż wzdrygnęła się na samą myśl — nie była — to był ten gatunek zwierzęcia, którego trzeba było wkurzyć, żeby się na Ciebie rzucił. Łagodna, niegroźna jaszczurka.
Dzieci. — kiwnęła głową — pamiętam. — aż ją odrzuciło na samo wspomnienie tamtej gumy. Jeśli Patel miałby być gorszy... Nie, to niemożliwe. Miał dobre geny, tylko pomieszały się w nieodpowiedni sposób. Inaczej oznaczałoby to, że nosi w sobie pomiot szatana — byłbyś dobrym ojcem... — była poważna jak na nią. Sama nie wiedziała, czemu w to wierzyła. Może przez wzgląd na to, w jaki sposób on opiekował się nią? Potrafił być czuły, opiekuńczy, jeśli na kimś mu zależało — wyobraź sobie lepiej moje dziecko. Mała, wypominająca każdy szczegół Lotta — aż sama się zaśmiała — a jakie byłoby piekielne połączenie nas dwóch — była zbyt poważna, musiała dodać— ha, ha — tylko ten śmiech w ogóle nie był poważny.
Mówiłeś, że nikomu nie pokażesz zdjęć... — wymruczała, wracając do wcześniejszego trybu — że są dla Ciebie i dla mnie — oczy musiała przymrużyć — może powinnam dodać do albumu twoje zjebane akcje? — kiedy tak przeglądała zdjęcia, coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że to nie był tylko zwykły wyskok — a pamiętasz tamten namiot? Tam było gorąco... — podobnie jak w oceanie, ale tego już nie powie — albo tego typa, z którym rozmawiałeś, jak się na Ciebie wkurzyłam, bo przelizałeś się z inną — ouć, zabolało. Dlaczego znowu rzucała triggerujący temat? Dramat. Nie mogła go unikać w nieskończoność. Za każdym razem wracało to samo.
W ogóle... — zaczęła dość niepewnie, próbując opanować własne myśli. Zakuło ją. Na pewno obracał się już wśród innych kobiet. Dałaby sobie za to rękę uciąć — idę na randkę w ciemno — może powinna nakłamać, że idzie z Cassianem? Cóż... Z Williamem przecież nie zbudują nic poważnego, a samo wspomnienie kasjerki spowodowało w niej przedziwne spięci. Kłująca zazdrość była najgorsza na świecie.

:william:

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: pn maja 18, 2026 7:36 pm
autor: William N. Patel
- Tylko nagraj i potem pokaż - rzucam, poruszając brwiami w górę i w dół. Jak dla mnie bomba, może jakbym odpowiednio zagadał to mógłbym nawet dołączyć? Ewentualnie zostać operatorem kamery, też niezła fucha w sumie. Uśmiecham się tylko w duchu dziękując, że jednak nie może mieć mnie cały czas na oku, bo kurwa, chyba by zdążyła zwątpić z tysiąc razy, a ja tak po prawdzie już się trochę przyzwyczaiłem do jej obecności. Mimo wielu zatargów i dziwnych sytuacji to teraz chyba bym już nie mógł tak po prostu olać. To znaczy na pewno bym nie mógł, gdybym olał to bym tu teraz nie siedział. Wywracam oczami, na usta już mi się ciśnie, że wygląda jak zwykle przecież, hehe, ale się powstrzymuję i znowu tylko kręcę głową, że przesadza - No trochę było zesrańsko, prawda - potwierdzam ze śmiechem, ale szybko się krzywię i strzelam ją lekko w ramię mówiąc przy tym - Ale chamówa z ciebie - wzdycham ciężko. Robi się jakoś tak dziwnie poważnie, chociaż temat dzieci wydaje mi się jakiś kompletnie odległy i nierealny, totalnie odklejony. Prędzej bym się poddał wazektomii niż zdecydował na rodzicielstwo, to w ogóle nie była moja bajka. Poprawiam się niespokojnie na kanapie, bo to zdecydowanie nie jest temat, który chcę ciągnąć - Wątpię - rzucam jakoś tak sucho, zupełnie innym tonem, ale kiedy fantazjuje o małej Lottcie to znowu się lekko uśmiecham - Jeeezuu, to brzmi jak ktoś jeszcze bardziej wkurwiający, a to chyba niemożliwe - tylko już za moment zrzuca taką bombę, że znowu robię się całkiem poważny i przez chwilę milczę. Połączenie nas dwóch? Brzmi zbyt pojebanie by mogło się udać - O co chodzi Charlotte? - pytam, przechylając głowę na jedną stronę - Jeśli ci się załączył jakiś instynkt macierzyński i szukasz dawcy, to sory ale nie piszę się na to - kręcę głową, może niech się uda do banku spermy albo znajdzie jakiegoś innego przypadkowego bolca. Zerkam na nią podejrzliwie, dosłownie jakbym miał myśl, że przy następnym razie zacznie dziurawić gumki. No cóż, następnego razu w takim wypadku nie będzie, chociaż szedłem tutaj z myślą, że po wspominkach wezmę ją na kuchennym blacie albo może od razu na tej kanapie, na której właśnie siedzieliśmy - Tylko to jedno mu pokażę - zapewniam, chociaż znowu bujam. O tym jednak nie musi wiedzieć - Moje zjebane akcje? Niby które? - ja właściwie na połowie tych zdjęć wyglądałem zjebanie szczerze mówiąc - Noo, tam było świetnie, wiesz, że mam to jajko ciągle? Znalazłem je jak rozpakowywałem bagaż, myślałem, że przepadło jak wracaliśmy, aż niemożliwe, nie? - normalnie jakby nagle wróciło, przedziwna akcja, zupełnie jak ten cały rytuał - Jose Maria Antonio Vivaldi Banderasa? - pytam, chociaż ni chuja nie pamiętam jak on się nazywał, improwizuję. Za to już za moment pokazuję jej moje zdjęcie z nim, na pierwszym planie moja morda czerwona uśmiechnięta i piwko, a w tle jego morda uśmiechnięta czerwona i piwko, jakbyśmy się znali całe życie dosłownie - Nie przelizałem się przecież, Jezu - wywracam oczami, to było tylko palenie po studencku - Za to ty się ostro ocierałaś z Adolfem, to pamiętasz? - odgryzam się. Akurat zdjęcia z Niemcami nie mamy, może i dobrze - Hm? - unoszę na nią spojrzenie, czekając na kolejne rewelacje i kiedy się nimi dzieli to w pierwszej chwili robię się jakiś dziwnie poważny, unoszę obie brwi i milczę zdecydowanie za długo - Oh, wow, a... Z kim? - durne pytanie, skoro to miała być randka w ciemno - To znaczy skąd taki pomysł? - znowu rzucam jej jakieś takie podejrzliwe spojrzenie i nagle wszystko składa mi się w jebaną całość - musiała naprawdę mieć parcie na dzieciaka, skoro chodziła na randki w ciemno w poszukiwaniu odpowiedniego kandydata na starego dla swojego pierworodnego. Pojebana akcja.

Charlotte Kovalski

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: pn maja 18, 2026 8:27 pm
autor: Charlotte Kovalski
Nie lubię się dzielić — stwierdziła całkiem poważnym tonem — nie wyobrażaj sobie za dużo, co? — prychnęła i po paru sekundach dodała — co się dzieje w moim łóżku to moja sprawa, przecież nie jesteś tym zainteresowany — a na pewno nie nią, pomyślała. Na słowa o innej od razu oczy mu się zaiskrzyły. Znów żar zapiekł ją prosto w dupę. No tak, Patelowa świnia ruchała na prawo i lewo. Jedną zaliczył, do drugiej wchodził na balkon, pewnie miał jakąś ogromną chcicę. Dlatego się u niej pojawił. Uczucia? Nie posądzała go o nie.
Uśmiechnęła się jedynie. Było to porządne zesrańsko i nawet bawił ją taki William. Aż uśmiech sam pojawiał się na jej twarzy na samą myśl.
Mina szybko jej zrzedła. Wątpił. Nawet była w stanie go zrozumieć.
Wkurwiająca? Pokochałbyś ją — prychnęła głośno, zakładając rękę na rękę. Gdzieś głęboko chciała, by zrobił to nie tylko z Junior Lottą, ale nie mogła dopuścić do odkrycia się przed nim. Patrzyła na niego i chociaż robiła maślane oczy, chociaż w głowie miała dzieci, to jednocześnie widziała same, pierdolone red flagi.
Słucham? — spytała, otwierając szerzej usta — chyba cię popierdoliło — założyła rękę na rękę — jestem za młoda na matkę, wpierw muszę przebić twojego ojca w Toronto, a poza tym... już zostałeś dawcą tak w ramach przypomnienia. Może właśnie William junior rośnie mi w brzuszku? — spytała złośliwie, unosząc obie brwi ku górze — za wcześnie bym została matką... Nie dałabym sobie rady — westchnęła ciężko, bo właśnie ta myśl cały czas kołatała jej w głowie. Była egoistką. Przyznała to przed samą sobą. Lubiła życie ze swoim zwierzęcym ZOO, z wkurwiającym sąsiadem, z melanżami i nieustanną pracą przez kilka dni. Nie byłaby w stanie teraz tego poświęcić. Była za młoda. Przecież w jej brzuchu rozwijała się właśnie ciąża nastoletnia.
Jak sam się spierdoliłeś chociażby, albo twoje zdjęcie z mamuśką, która chciała zaciągnąć cię do łóżka — oh to wspomnienie było cudowne. Nawet jeśli chwilę później ciągnęła laskę za włosy. W tamtej chwili nie pozwoliłaby żadnej zbliżyć sie do Williama, a w domu? Musiała się od niego wyleczyć raz a dobrze. — faktycznie niemożliwe. Nie wziąłeś go? — zagadnęła, bo... zaciekawiła sie, czy coś się z niego nie wykluło — nie znam go, wkurwiona na Ciebie byłam — ledwo ich zobaczyła, to już wsiadała wściekła do auta. Chciała odjechać w siną dal, a on musiał się jej spierdolić na głowę.
I co? Zazdrosny byłeś? — tylko z tego powodu się o niego ocierała. Żadnego innego nie było — no nie wiem z kim... Moja znajoma nas ustawiła — z całkiem przystojnym, ambitnym i poukładanym starszym mężczyzną. Czy tego nie potrzebowała od życia? — no, bo... przecież na sto procent spotykałeś się z innymi — pewnie jeszcze je widziała, patrząc przez judasza — chyba mogę spróbować sobie poukładać życie z kimś innym i się zakochać? — badanie gruntu przy nim było piekielnie trudne. Aż nie wiedziała, co powinna zrobić, by dostać jakieś informacje. Zakochać się. Brzmiało łatwo. Choć było to trudniejsze, bo darzyła już kogoś uczuciami.

:william:

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: pn maja 18, 2026 9:21 pm
autor: William N. Patel
- Za późno, już sobie wyobraziłem wszystko - wzruszam ramionami i wywracam oczami na jej słowa. No ciężko powiedzieć, że nie byłem zainteresowany życiem erotycznym swoich sąsiadów, skoro nawet do Cynthii pod drzwi bym uderzył ze szklanką gdybym akurat nie był wtedy w drodze na lotnisko. Więc tak, być może byłem jednym z najbardziej zainteresowanych, ale nie komentuję bo nie chcę żeby to zabrzmiało jakoś poważnie. Nie uśmiechało mi się wchodzenie w żadne głębsze relacje, tak jak teraz było przecież okej? Przynajmniej dla mnie - W to nie wątpię - skoro byłem w stanie pokochać także wersję seniorską. Tylko już raz powiedziałem to głośno, że chyba się zakochałem i drugi raz nie powiem, głównie dlatego, że pojęcie wolnej miłości było jej całkowicie obce. Lubiła mieć kontrolę, mnie zaś nie dało się kontrolować, byłem wolnym duchem, który dzisiaj siedział u niej na kanapie, a jutro mógł być gdziekolwiek. Może na drugim końcu świata? I taka propozycja pojawiła się gdzieś na horyzoncie, ale na szczęście nie doszła do skutku. Wbijam w nią spojrzenie słuchając tego wywodu. Czyli też nie widziała siebie w roli matki? No nie wiem, podobno instynkt macierzyński można było przerzucić na zwierzęta a tak się składa, że miała tu cały pierdolony zwierzyniec. Kogo więc chciała oszukać? Chyba głównie samą siebie - No, powodzenia - w to, że ktokolwiek byłby w stanie przebić mojego ojca nie jestem w stanie uwierzyć, chociaż była ambitna, niech się stara. Tylko jej kolejne słowa sprawiają, że się krzywię i zerkam jakoś tak spod byka, jakby mnie właśnie chciała obrazić - Haha, bardzo śmieszne - w ogóle nieśmieszne tak po prawdzie. Bardzo głupi żart, nawet jeśli moje spojrzenie mimowolnie opada na jej brzuch, a potem kostki. Podobno puchły w ciąży, jej nie wyglądały na spuchnięte - Tu akurat muszę przyznać ci rację, zdecydowanie za wcześnie - nie zdążyliśmy jeszcze przerobić tej relacji na sto procent, a przecież gdyby nagle znalazła sobie jakiegoś odpowiedzialnego faceta, z którym mogłaby założyć rodzinę to chcąc nie chcąc musiałbym się zdystansować. Ja zdecydowanie nie nadawalem się na poważnego partnera i wydawało mi się, że doskonale o tym wie. Chyba jasno dawaliśmy sobie do zrozumienia, że zabawa zabawą, ale nie będziemy sobie obiecywać nic więcej? Przynajmniej według mnie, ciężko stwierdzić co jej dokładnie siedziało w głowie, czasami była zagadką nie do rozszyfrowania - Jezu, to akurat było tragiczne, o tym mógłbym zapomnieć - szkoda, że wspomnienie sobowtórów moich starych, którzy się okazali swingersami, którzy w dodatku chcieli wyjebać akurat mnie, wróciło, bo oddałbym wszystkie skarby świata, żeby zapomnieć. Aż mi ciary lecą wzdłuż kręgosłupa, zrzygałbym się, ale nie chciałem jej zapaskudzić dywanu - W mieszkaniu je mam, zobaczymy czy coś się urodzi z tego, sam jestem ciekaw - bardzo dziwna sprawa, trzeba się było jej przyjrzeć - Zazdrosny? - powtarzam - No w chuj - mówię z typową dla siebie nonszalancją, chociaż prawda była taka, że przecież wjebałem klonowi Cassiana tak naprawdę za nic, bo mnie wkurwiła jego parszywa morda. Tylko taki Adolf, choć przystojny jak sam skurwysyn, nie był dla mnie żadnym zagrożeniem, raczej sprawiał wrażenie typa, którego chcesz poczuć w sobie i tyle. Nic więcej tak naprawdę nie miał do zaoferowania, wystarczyło spojrzeć na tę twarz nieskalaną zbyt wielką ilością myśli - A co to za znajoma? I czemu nagle wpadła na taki pomysł? - dopytuję. Album jak widać schodzi nagle na dalszy plan - Może i spotykałem - rzucam, wbijając w nią badawcze spojrzenie. Tak było w sumie, ale przecież chyba nie spodziewała się niczego innego? - Jesteś wolnym człowiekiem, jeśli tego właśnie chcesz to rób to - rzucam takim tonem, jakby mi było obojętne, chociaż spojrzenie mówi co innego, zbyt intensywne jak na to, że mam wyjebane - A tego właśnie chcesz? Zakochać się? Ustatkować? Oddać jednemu mężczyźnie? Boże jaka nuda - obserwuję uważnie jej reakcję, nieznacznie mrużąc przy tym oczy. Na mojej twarzy zero uśmiechu, raczej coś między powagą a lekkim poddenerwowaniem.

Charlotte Kovalski

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: pn maja 18, 2026 10:06 pm
autor: Charlotte Kovalski
Skwasiła się. Wcale nie potrzebował wiele do wyobrażenia. Poznał każdy centymetr jej ciała, zresztą ona znała także ten jego. Nocami, kiedy zostawała sama, wracała wspomnieniami do wspólnych nocy. Wtedy gdy wydawali się zrozumieć siebie nawzajem. Kiedy przedziwna nić porozumienia znalazła się między nimi, ale teraz nie potrafiła wrócić. Za ją z każdą sekundą coraz bardziej wszystko bolało. Czy to były te słynne hormony ciążowe, albo zwykły PMS? Nie wiedziała. Bała się dowiedzieć. Przymknęła na moment oczy, przełykając gorzko ślinę. Cokolwiek by mu powiedziała, jej serce coraz bardziej krwawiło. Mógł pokochać Lottę Juniorkę, ale... nie wierzyła, że mógłby pokochać Junior Williama. Kącik ust nieznacznie jej drgnął.
Nie wierzył w nią.
Czego mogłaby się spodziewać? Przypominał jej ojca. Z nieustanną chęcią dotykania każdej kobiety, z chęcią do używek.
I kolejne słowa zabolały jeszcze bardziej.
Zdecydowanie za wcześnie, huh? Chwyciło ją to za serce. Jakby przyznał głośno, że będzie okropną matką. Zdawała sobie sprawę, że miała ukochane poukładane życie. Poranną rutynę, codzienne sprawunki i wszystko bardzo spięte w jedną, logiczną całość. Jej życie musiało takie być. Inaczej nie znalazłaby się w prestiżowej kancelarii, inaczej nie mogłaby udowodnić ojcu, że się mylił. Na wszystko dzielnie pracowała, ale też... chciała mieć kiedyś pełną rodzinę z otwartym domem. Organizować przedziwne dni na tak i przeżywać dziecięce przygody. Tylko nie teraz. Jak jej pozycja na rynku nie ucierpi. Co to za adwokatka, która rok po zatrudnieniu zamienia się w matkę? Żadna. Nie mogłaby się w tu procentach poświęcić pracy.
Chociaż na wspomnienie sobowtórów rodziców Williama uśmiechnęła się delikatnie. Nie zapomni mu tego nigdy. W najbardziej styrany dzień przypomni mu całą sytuację i jak pani palmowa Patel prawie chwytała już go za jaja. Zresztą na kolejne stwierdzenie też się rozpromieniła. Trwało to krótko. Na sekundę.
I znów zabolało, ale mocniej. Nic z tego nie będzie. Po co tu tkwił, skoro tak naprawdę nie chciał jej? Raz się zawiodła. Nie potrzebowała ponownie złamanego serca. Przymknęła delikatnie oczy, próbując wszystko poukładać sobie w głowie. Cholernie to bolało. Nawet nie potrafiła wytłumaczyć tego racjonalnie. Wciągnęła powoli powietrze do własnych płuc.
.Bridget. No po prostu wpadła, jak jej powiedziałam, że... — czy mówienie mu o czymkolwiek miało w ogóle sens? Chwyciła się za ramiona, ściskając je mocno — że chciałabym wrócić do mieszkania, w którym ktoś na mnie czeka — kiedy on imprezował i brał ślub, wróciła do wiru pracy. Psy oraz kot wydawały się być przepiękną odskocznią, ale czasem potrzebowała poczuć się po prostu kochana, zaopiekowana, a przede wszystkim czuć, że ma kogoś przy sobie, kto stanąłby przy jej boku i sprawił, że pojawi się uśmiech na twarzy — mhm — tyle wystarczyło, by odsunęła się od Williama na parę centymetrów. Ślub z mężczyzną, kochanki na boku, a może jeszcze wenera do tego? Cholera, będzie musiała przejść się do ginekologa i to sprawdzić... Mógł przecież czymś ją zarazić.
Rób, co chcesz. Niemalże czuła przechodzące dreszcze po całym jej ciele, a kiedy zaczął zadawać pytania, zamarła. Wargi zaczęły jej drgać. Oczy zaczęły się szklić i z trudem powstrzymała się od płaczu. Tego chciała. Zakochać się, wracać do jednych, bezpiecznych ramion. Może dlatego tak to bolało? Widziała jego wzrok.
Jak Ci to nie pasuje, to po prostu wyjdź... — powiedziała oschle, odwracając wzrok — i przestań mi w końcu mieszać w głowie — musiała zapalić. Tylko czy powinna? Chrzanić to. Nic jeszcze nie wiedziała. Wstała z kanapy, by wyjść na balkon, mimo że pod spodem dalej ludzie kłócili się oto, po której stronie ich konfliktu powinni stanąć.

:cri:

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: wt maja 19, 2026 4:31 pm
autor: William N. Patel
- Że? - dopytuję, a kiedy wyrzuca z siebie kolejne słowa to na usta mi się ciśnie żeby sobie w takim razie znalazła współlokatora. A najlepiej współlokatorkę, ale gryzę się w język, żeby jeszcze nie zaogniać sytuacji. Tylko patrzę, bo to jest jeden z tych nielicznych momentów kiedy nie wiem co powiedzieć i kiedy sobie uświadamiam, że nasze światopoglądy rozmijają się aż za bardzo. Na wyspie było inaczej, bardziej swobodnie, ale wraz z powrotem do Toronto wróciła rutyna i codzienność. Niestety nasza wyglądała całkiem przeciwnie. Myślę, że byłbym w stanie przyzwyczaić się do pewnych stałych, których tak potrzebowała w swoim życiu, tylko jak widać ona nie jest w stanie ogarnąć mojego chaosu. Czysto teoretycznie - gdybym zdecydował się zmienić swoje dotychczasowe życie i zostać przykładnym obywatelem oraz oddanym partnerem to jak szybko zacząłbym się nudzić? A jak szybko ona znudziłaby się mną? I w drugą stronę - czy jeśli wpadłaby wraz ze mną w kalejdoskop wrażeń to ile czasu musiałoby minąć byśmy sięgnęli dna? Może jednak nie byliśmy dla siebie?... Wzdycham ciężko i odprowadzam ją wzrokiem dopóki nie wyjdzie na balkon. Jeszcze przez chwilę siedzę w miejscu, z wolna odkładam zdjęcia na kawowy stolik, po czym ruszam za Kovalski, na moment zatrzymując się w drzwiach - To znaczy, że czar prysł? - rzucam, ale w zasadzie wątpliwości pojawiały się już na wyspie - co będzie jak wrócimy do Toronto? Na dole wciąż sterczą jednostki, które najwidoczniej nie mają co robić, skoro aż tak pochłania je czyjeś życie. Kilka głów na nowo zadziera się do góry i ktoś nawet woła - Ej, głośniej! Bo nic nie słychać! - dochodzi do naszych uszu, na co wspieram się o barierkę i wyciągam do tłumu środkowy palec - Wal się! Wystarczająco głośno?! Bo mogę głośniej! - wywracam oczami, po czym wbijam spojrzenie w Charlotte - Czyli co? To koniec, tak? Mam sobie iść i dać ci spokój? Żebyś mogła spokojnie układać sobie życie z kimś innym? - czuję jakiś dziwny ścisk gdzieś w środku. To nie jest coś co chciałbym zrobić, ale może tak właśnie miało być? Może wcale do siebie nie pasowaliśmy i rzeczywiście lepiej zdusić to wszystko w zarodku, zanim naprawdę będzie za późno. Może to co wydarzyło się na wyspie było tylko głupim żartem od losu i w zasadzie byłoby dużo prościej gdybyśmy zostali w stanie wojny.

Charlotte Kovalski

hej, chcesz obejrzeć zdjęcia?

: wt maja 19, 2026 5:01 pm
autor: Charlotte Kovalski
Wyszła na balkon.
Potrzebowała świeżego powietrza, oddechu. Nerwowo sięgnęła po paczkę papierosów i odpaliła pierwszego. Charakterystyczny dźwięk zapalniczki uspokoił ją na krótki moment. Smugi dymu dostały się do jej płuc i pierwszy raz próbowała skupić się na samej sobie. Na własnych potrzebach, a on? Miała nadzieję, że wyjdzie. Nie. Chciała czegoś zupełnie innego, ale nie liczyła na to.
Wcale nie potrzebowała wielkich deklaracji. Włamywania się do jej mieszkania z balkonu na balkon, dostania się tu siłą, czy oglądania przedziwnych zdjęć, powodujących uśmiech. Dla niego La Palma minęła. Ile czasu minęło od wyspy? Liczyła dni, tygodnie, a dalej nie mogła wyrzucić go z własnej głowy. Przecież durna chodziła na randki, uśmiechała się do nieznajomych mężczyzn, ale za każdym razem porównywała ich z Williamem.
Kolejne mocne wciągnięcie.
Pojawił się.
A czy czar prysł? Miała wrażenie, że nie. Potrzebowała objęcia jej bezpiecznymi ramionami, ale... może nie była wystarczająca dla niego? Inaczej by walczył. Praktyczne zrozumienie jego stylu życia było dla niej czymś niemożliwym. Zresztą znów nie próbował.
Pierwsza łza spadła po jej policzku z delikatnym rozbawieniem na twarzy.
W takim Williamem się zakochała. Bezczelnym, a jednak broniącym jej osoby na wszelkie możliwe sposoby. Potrzebowała tego, choć znów kąciki ust upadły. To koniec, tak? Tak łatwo się poddawał. Nie mogła na niego spojrzeć, a chciała. Spaliła w ciszy papierosa. Tłum na dole dalej coś wrzeszczał, ale wydawał się być zaledwie tłem do ich rozmów.
Wiesz... — zaczęła nerwowym tonem. Teraz powinna go wyrzucić. Cała jej racjonalność powinna dać w tym momencie pokaz własnych umiejętności. Pożegnać go, pokiwać głową i odmachać na pożegnanie — ty nawet nie walczysz — stwierdziła oschłym tonem, patrząc mu prosto w oczy. Właśnie na to liczyła. Scenę złości, że jak to tak. Wiedziała jedno, potrzebowała kogoś, kto o nią zawalczy, a William nie miał zamiaru.
Więc może to była tylko zwykła zabawa z twojej strony — zakuło ją samą. Odwróciła głowę, nie mogąc dłużej na niego patrzeć. W głowie odliczała sekundy do jego wyjścia.
Nie spodziewała się niczego innego.

:william: