Like we never left
: sob maja 30, 2026 1:46 pm
Przewróciła wymownie oczami, gdy zażartował o domowym budżecie. I nie, wcale nie dlatego, że nazwał go ich domowym budżetem jakby prowadzili wspólne gospodarstwo domowe, ale dlatego, że właśnie obracał to w żart. Albo raczej obracał kota ogonem. Nie martwiła się o pieniądze, ani trochę. To była naprawdę ostatnia rzecz, która przeszłaby jej przez myśl. I wydawało jej się, że znał ją wystarczająco dobrze (a przede wszystkim wystarczająco długo), żeby o tym wiedzieć. Mówiąc o życiu z oszczędności wcale nie chodziło jej o to, że te miałyby szczególnie mocno topnieć – bo ponownie, spokojnie mogła z klubu utrzymać ich dwójkę – ale bardziej o sam fakt braku pracy. I że podejrzewala, że mężczyznom jego pokroju nie jest łatwo tak funkcjonować. Mogłaby o tym dyskutować dalej i dalej, także dobrze, że przed tym po prostu na chwilę zamknął jej usta pocałunkiem i trochę rozproszył jej myśli. Bo tak… wbrew pozorom było ją równie łatwo rozproszyć, co jego. Niektórych rzeczy nie dało się zwalczyć tak od ręki.
Każda poważna rozmowa w ich przypadku była ogromnym krokiem naprzód. Ona się tego uczyła i chyba on trochę też. Nawet jeśli w pewnych kwestiach był bardziej dojrzały od niej – chociażby jeśli chodziło o świadomość własnych uczuć – tak w pewnym oboje byli jak dzieci we mgle. Ale robienie tych kroków wspólnie było całkiem… satysfakcjonujące. I chociaż śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, gdy stwierdził, że mogliby się tutaj kochać, a jego kciuk zahaczył o jej dolną wargę… i jakaś część jej po prostu chciała go na moment wsunąć między wargi i zdrażnić męską wyobraźnię to nie zrobiła tego. Nie oderwała od niego wzroku i nie zeszła ze swojego toru… nie musieli żartować, mogli poważnie porozmawiać.
I dobrze, bo jego słowa wywołały w niej dokładnie taki sam efekt. Śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, lekko zadrżała i zagryzła wargę, wpatrując się w twarz Cadwaladera. Potrzebowała sekundy, dwóch albo pięciu, żeby tak naprawdę dotarł do niej sens wypowiedzianych przez niego słów. Ale nic nie powiedziała, jeszcze nie. Zamiast tego przysunęła się, mocniej zacisnęła palce na jego koszulce i pocałowała go. Zdecydowanie nie chciała uciekać.
- Nie wiem, czy to coś zmienia… może to dość niefortunny moment, ale próbuję się umówić z prawnikiem Daniela. Kimś, kto wie o większości trupów ukrytych w szafach tego klubu. Chciałabym, żeby zrobił z tym miejscem taki bardzo formalny porządek na wypadek jakbym chciała go sprzedać. Jak już znajdziesz to miejsce, w którym moglibyśmy zacząć od początku. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – To na pewno nie będzie trwało tydzień, czy miesiąc… ale chciałabym to zrobić tak jak należy, żeby przez resztę życia nie musieć oglądać się przez ramię. – wyjaśniła i lekko wzruszyła ramionami. Wiedziała, że w przypadku tego całego bałaganu należało uzbroić się w cierpliwość… ale wierzyła, że będzie warto. Nawet jeśli miała na to zmarnować kilka następnych lat. Tym bardziej, że to nie zmieniało ich aktualnego życia. Wcale.
Arvel Cadwalader
Każda poważna rozmowa w ich przypadku była ogromnym krokiem naprzód. Ona się tego uczyła i chyba on trochę też. Nawet jeśli w pewnych kwestiach był bardziej dojrzały od niej – chociażby jeśli chodziło o świadomość własnych uczuć – tak w pewnym oboje byli jak dzieci we mgle. Ale robienie tych kroków wspólnie było całkiem… satysfakcjonujące. I chociaż śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, gdy stwierdził, że mogliby się tutaj kochać, a jego kciuk zahaczył o jej dolną wargę… i jakaś część jej po prostu chciała go na moment wsunąć między wargi i zdrażnić męską wyobraźnię to nie zrobiła tego. Nie oderwała od niego wzroku i nie zeszła ze swojego toru… nie musieli żartować, mogli poważnie porozmawiać.
I dobrze, bo jego słowa wywołały w niej dokładnie taki sam efekt. Śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, lekko zadrżała i zagryzła wargę, wpatrując się w twarz Cadwaladera. Potrzebowała sekundy, dwóch albo pięciu, żeby tak naprawdę dotarł do niej sens wypowiedzianych przez niego słów. Ale nic nie powiedziała, jeszcze nie. Zamiast tego przysunęła się, mocniej zacisnęła palce na jego koszulce i pocałowała go. Zdecydowanie nie chciała uciekać.
- Nie wiem, czy to coś zmienia… może to dość niefortunny moment, ale próbuję się umówić z prawnikiem Daniela. Kimś, kto wie o większości trupów ukrytych w szafach tego klubu. Chciałabym, żeby zrobił z tym miejscem taki bardzo formalny porządek na wypadek jakbym chciała go sprzedać. Jak już znajdziesz to miejsce, w którym moglibyśmy zacząć od początku. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – To na pewno nie będzie trwało tydzień, czy miesiąc… ale chciałabym to zrobić tak jak należy, żeby przez resztę życia nie musieć oglądać się przez ramię. – wyjaśniła i lekko wzruszyła ramionami. Wiedziała, że w przypadku tego całego bałaganu należało uzbroić się w cierpliwość… ale wierzyła, że będzie warto. Nawet jeśli miała na to zmarnować kilka następnych lat. Tym bardziej, że to nie zmieniało ich aktualnego życia. Wcale.
Arvel Cadwalader