get this party started!
: pn maja 18, 2026 9:25 am
Nie wiedział, czy robił słusznie i czy powinien reagować aż tak gwałtownie. Niemniej został sprowokowany - według niego - bezpodstawnie, bowiem tylko chciał odbić ją w tańcu i zwyczajnie miło spędzić czas z Riley w trakcie chwilowego kołysania się do piosenki, jaka leciała przez głośniki. To Thomas miał tutaj jakiś niżej niezidentyfikowany problem, a Jamie nie rozumiał skąd taka reakcja od mężczyzny. Jednakże krążące po krwioobiegu procenty sprawiały, że zamiast uspokoić sytuację, wytłumaczyć, ewentualnie odsunąć się i poczekać na swoją kolej, postanowił oddać tym samym. Po co go szturchnął, popchnął, wyrażał się nie tak, jak powinien? I to nie chodziło o to, że to jego impreza, więc nie życzył sobie takich zachowań względem siebie, lecz obawiał się iż może to później odbić się na Davis. Szczególnie, gdy miał z tyłu głowy uwagę Daniela co do osoby Tom’a, nie mającego raczej zbyt dobrodusznych zamiarów co do kobiety. Czy czuł się jak rycerz w lśniącej zbroi? Naturalnie, że nie, ale to nie znaczyło iż nie mógł zapobiec czemuś, zanim w ogóle miałoby do tego dojść.
Sam fakt tego, jak przynosił jej alkohol do czasu, dopóki teraz James nie zainterweniował, powinien dać mu do myślenia. Nie prosiła się o kolejne drinki, a jednak ten już na nią czekał, a obok niej nie kto inny, jak właśnie Tommy. Ten sam, który kazał mu się odpierdolić i poszukać innej towarzyszki na wieczór, bo przecież on sobie zaklepał Riley. Jak więc miał na wszystko w ogólnym rozrachunku nie zareagować zupełnie tak, jak właśnie to zrobił? Nie myślał zresztą zbyt wiele, zanim do tego doszło, wzburzając się bardziej niż przypuszczał. Mężczyzna poczuł jego sierpowego na swoim policzku, na szczęście nie musząc się z nim dalej męczyć - jednocześnie mocno tego żałując, bowiem nigdy typa nie tolerował i nadal nie rozumiał jak mógł zostać tu zaproszony - gdyż został wyprowadzony i nie będziego nikogo wkurwiał swym prostackim zachowaniem.
Spojrzał jakby wyszedł z transu na początku na Riley, a następnie na Maggie, która nie kryła swojego wzburzenia zaistniałymi okolicznościami, lecz prędko sobie odpuścił obserwowanie poczynań kobiety, gdyż to ktoś inny znacznie bardziej przykuwał jego uwagę. Musiał wiedzieć, czy jest z nią na pewno wszystko w porządku. I czy przypadkiem Ry nie dostała jakiegoś ekstra dodatku do swoich drinków, które z taką wielką radością ofiarowywał jej Thomas, który nie wiadomo co tak naprawdę ukrywał przed nimi wszystkim i jak wielkim zboczeńcem mógł się okazać.
Zupełnie jakby on sam nie powinien zostać nazwany w ten sposób, patrząc na to z jaką lubością i pożądaniem obserwował od samego początku Davis, nie mówiąc o tym, co potrafił niekiedy z nią wyprawiać…
Obejrzał ją uważnie spojrzeniem, gdy ta jeszcze chwilę patrzyła w kierunku Maggie oraz baru, przy jakim się znalazła, a on nie ukrywał swojego dalszego niepokoju wymieszanego ze złością, że tak się to wszystko wydarzyło - i to faktycznie na imprezie wydanej dla niego, nie mówiąc już o tym iż zwyczajnie nie lubił rozwiązywać konfliktów jakichkolwiek właśnie w taki sposób. Oczywiście, chodził na treningi w dalszym ciągu, lubił się mierzyć na macie, ale to jednak nie to samo, co podejmowanie takich decyzji w życiu codziennym. Westchnął ostatecznie na to wszystko, zupełnie jakby ktoś mu ściskał do tej poru płuca i nie wiedział jak powinien prawidłowo oddychać, by następnie zapytać Riley czy jest z nią okej w niezbyt odpowiedni - patrząc po jej reakcji - sposób. — Sama go poprosiłaś? — trochę został wybity z rytmu tą informacją, że aż ściągnął brwi do siebie. — Wszystko rozumiem, ale Tommy? Boże, co Ty w nim… — urwał słysząc komentarz, iż nie musiał zgrywać rycerza i że nie działa jej się krzywda. — Jakbyś nie zauważyła, nie ja zacząłem, tylko on pierwszy kazał mi się odpierdolić i popchnął. Miałem udać, że nic się nie wydarzyło? — odparł spokojnie, choć gdzieś tam tliło się w nim lekkie zniesmaczenie, iż wychodziło na to że tą samą sytuację inaczej widzieli ze swoich perspektyw. — To byś mi później jeszcze powiedziała, że zachowałem się jak pizda — dodał, już nieco rozluźniony z w żartobliwym tonie, by prędko rozładować atmosferę. Nie chciał przecież się z nią kłócić, prawda?
W końcu - chciał od niej ten obiecany pocałunek.
Znaczy, chciał tylko dla niej dobrze!
Podniósł jedną z brwi i przyglądał się jej badawczo, chcąc rozszyfrować jej zamiary. Prowokowała go, bo chciała usłyszeć prawdę? Czy zwyczajnie bawiła się z nim w kotka i myszkę? Uśmiechnął się półgębkiem, po czym sam się do niej bardziej nachylił. — Mówi to osoba która też nie lubi patrzeć, gdy inne kobiety są mną bardziej zainteresowane, niż by tego chciała — odparł spokojnie, nie przestając się jej przyglądać - póki nie wycelowała palcem w jego tors, na co zerknął kątem oka. Wtedy też prędko złapał za ów dłoń i przyciągnął jeszcze bliżej siebie - jakby zapominając o tym, gdzie są i czy otaczają ich znajome twarze. Zresztą - są zbyt zajęci sobą i swoim dalszym upijaniem się. — A może Cię to właśnie kręci i satysfakcjonuje, że tak naprawdę zamiast lecieć do innej, to wolę Ciebie? — zapytał z cwanym uśmiechem, świrując wręcz tęczówkami po jej twarzy. — Urocze — skwitował zupełnie jak Davis, drugą dłonią chwytając ją w talii, tak żeby nie miała możliwości ucieczki. Nie teraz, nie z tej sytuacji. Przede wszystkim żeby nie miała drogi ucieczki od odpowiedzi.
riley davis
Sam fakt tego, jak przynosił jej alkohol do czasu, dopóki teraz James nie zainterweniował, powinien dać mu do myślenia. Nie prosiła się o kolejne drinki, a jednak ten już na nią czekał, a obok niej nie kto inny, jak właśnie Tommy. Ten sam, który kazał mu się odpierdolić i poszukać innej towarzyszki na wieczór, bo przecież on sobie zaklepał Riley. Jak więc miał na wszystko w ogólnym rozrachunku nie zareagować zupełnie tak, jak właśnie to zrobił? Nie myślał zresztą zbyt wiele, zanim do tego doszło, wzburzając się bardziej niż przypuszczał. Mężczyzna poczuł jego sierpowego na swoim policzku, na szczęście nie musząc się z nim dalej męczyć - jednocześnie mocno tego żałując, bowiem nigdy typa nie tolerował i nadal nie rozumiał jak mógł zostać tu zaproszony - gdyż został wyprowadzony i nie będzie
Spojrzał jakby wyszedł z transu na początku na Riley, a następnie na Maggie, która nie kryła swojego wzburzenia zaistniałymi okolicznościami, lecz prędko sobie odpuścił obserwowanie poczynań kobiety, gdyż to ktoś inny znacznie bardziej przykuwał jego uwagę. Musiał wiedzieć, czy jest z nią na pewno wszystko w porządku. I czy przypadkiem Ry nie dostała jakiegoś ekstra dodatku do swoich drinków, które z taką wielką radością ofiarowywał jej Thomas, który nie wiadomo co tak naprawdę ukrywał przed nimi wszystkim i jak wielkim zboczeńcem mógł się okazać.
Zupełnie jakby on sam nie powinien zostać nazwany w ten sposób, patrząc na to z jaką lubością i pożądaniem obserwował od samego początku Davis, nie mówiąc o tym, co potrafił niekiedy z nią wyprawiać…
Obejrzał ją uważnie spojrzeniem, gdy ta jeszcze chwilę patrzyła w kierunku Maggie oraz baru, przy jakim się znalazła, a on nie ukrywał swojego dalszego niepokoju wymieszanego ze złością, że tak się to wszystko wydarzyło - i to faktycznie na imprezie wydanej dla niego, nie mówiąc już o tym iż zwyczajnie nie lubił rozwiązywać konfliktów jakichkolwiek właśnie w taki sposób. Oczywiście, chodził na treningi w dalszym ciągu, lubił się mierzyć na macie, ale to jednak nie to samo, co podejmowanie takich decyzji w życiu codziennym. Westchnął ostatecznie na to wszystko, zupełnie jakby ktoś mu ściskał do tej poru płuca i nie wiedział jak powinien prawidłowo oddychać, by następnie zapytać Riley czy jest z nią okej w niezbyt odpowiedni - patrząc po jej reakcji - sposób. — Sama go poprosiłaś? — trochę został wybity z rytmu tą informacją, że aż ściągnął brwi do siebie. — Wszystko rozumiem, ale Tommy? Boże, co Ty w nim… — urwał słysząc komentarz, iż nie musiał zgrywać rycerza i że nie działa jej się krzywda. — Jakbyś nie zauważyła, nie ja zacząłem, tylko on pierwszy kazał mi się odpierdolić i popchnął. Miałem udać, że nic się nie wydarzyło? — odparł spokojnie, choć gdzieś tam tliło się w nim lekkie zniesmaczenie, iż wychodziło na to że tą samą sytuację inaczej widzieli ze swoich perspektyw. — To byś mi później jeszcze powiedziała, że zachowałem się jak pizda — dodał, już nieco rozluźniony z w żartobliwym tonie, by prędko rozładować atmosferę. Nie chciał przecież się z nią kłócić, prawda?
W końcu - chciał od niej ten obiecany pocałunek.
Znaczy, chciał tylko dla niej dobrze!
Podniósł jedną z brwi i przyglądał się jej badawczo, chcąc rozszyfrować jej zamiary. Prowokowała go, bo chciała usłyszeć prawdę? Czy zwyczajnie bawiła się z nim w kotka i myszkę? Uśmiechnął się półgębkiem, po czym sam się do niej bardziej nachylił. — Mówi to osoba która też nie lubi patrzeć, gdy inne kobiety są mną bardziej zainteresowane, niż by tego chciała — odparł spokojnie, nie przestając się jej przyglądać - póki nie wycelowała palcem w jego tors, na co zerknął kątem oka. Wtedy też prędko złapał za ów dłoń i przyciągnął jeszcze bliżej siebie - jakby zapominając o tym, gdzie są i czy otaczają ich znajome twarze. Zresztą - są zbyt zajęci sobą i swoim dalszym upijaniem się. — A może Cię to właśnie kręci i satysfakcjonuje, że tak naprawdę zamiast lecieć do innej, to wolę Ciebie? — zapytał z cwanym uśmiechem, świrując wręcz tęczówkami po jej twarzy. — Urocze — skwitował zupełnie jak Davis, drugą dłonią chwytając ją w talii, tak żeby nie miała możliwości ucieczki. Nie teraz, nie z tej sytuacji. Przede wszystkim żeby nie miała drogi ucieczki od odpowiedzi.
riley davis