Strona 2 z 2

get this party started!

: pn maja 18, 2026 9:25 am
autor: James McCann
Nie wiedział, czy robił słusznie i czy powinien reagować aż tak gwałtownie. Niemniej został sprowokowany - według niego - bezpodstawnie, bowiem tylko chciał odbić ją w tańcu i zwyczajnie miło spędzić czas z Riley w trakcie chwilowego kołysania się do piosenki, jaka leciała przez głośniki. To Thomas miał tutaj jakiś niżej niezidentyfikowany problem, a Jamie nie rozumiał skąd taka reakcja od mężczyzny. Jednakże krążące po krwioobiegu procenty sprawiały, że zamiast uspokoić sytuację, wytłumaczyć, ewentualnie odsunąć się i poczekać na swoją kolej, postanowił oddać tym samym. Po co go szturchnął, popchnął, wyrażał się nie tak, jak powinien? I to nie chodziło o to, że to jego impreza, więc nie życzył sobie takich zachowań względem siebie, lecz obawiał się iż może to później odbić się na Davis. Szczególnie, gdy miał z tyłu głowy uwagę Daniela co do osoby Tom’a, nie mającego raczej zbyt dobrodusznych zamiarów co do kobiety. Czy czuł się jak rycerz w lśniącej zbroi? Naturalnie, że nie, ale to nie znaczyło iż nie mógł zapobiec czemuś, zanim w ogóle miałoby do tego dojść.
Sam fakt tego, jak przynosił jej alkohol do czasu, dopóki teraz James nie zainterweniował, powinien dać mu do myślenia. Nie prosiła się o kolejne drinki, a jednak ten już na nią czekał, a obok niej nie kto inny, jak właśnie Tommy. Ten sam, który kazał mu się odpierdolić i poszukać innej towarzyszki na wieczór, bo przecież on sobie zaklepał Riley. Jak więc miał na wszystko w ogólnym rozrachunku nie zareagować zupełnie tak, jak właśnie to zrobił? Nie myślał zresztą zbyt wiele, zanim do tego doszło, wzburzając się bardziej niż przypuszczał. Mężczyzna poczuł jego sierpowego na swoim policzku, na szczęście nie musząc się z nim dalej męczyć - jednocześnie mocno tego żałując, bowiem nigdy typa nie tolerował i nadal nie rozumiał jak mógł zostać tu zaproszony - gdyż został wyprowadzony i nie będzie go nikogo wkurwiał swym prostackim zachowaniem.
Spojrzał jakby wyszedł z transu na początku na Riley, a następnie na Maggie, która nie kryła swojego wzburzenia zaistniałymi okolicznościami, lecz prędko sobie odpuścił obserwowanie poczynań kobiety, gdyż to ktoś inny znacznie bardziej przykuwał jego uwagę. Musiał wiedzieć, czy jest z nią na pewno wszystko w porządku. I czy przypadkiem Ry nie dostała jakiegoś ekstra dodatku do swoich drinków, które z taką wielką radością ofiarowywał jej Thomas, który nie wiadomo co tak naprawdę ukrywał przed nimi wszystkim i jak wielkim zboczeńcem mógł się okazać.
Zupełnie jakby on sam nie powinien zostać nazwany w ten sposób, patrząc na to z jaką lubością i pożądaniem obserwował od samego początku Davis, nie mówiąc o tym, co potrafił niekiedy z nią wyprawiać…
Obejrzał ją uważnie spojrzeniem, gdy ta jeszcze chwilę patrzyła w kierunku Maggie oraz baru, przy jakim się znalazła, a on nie ukrywał swojego dalszego niepokoju wymieszanego ze złością, że tak się to wszystko wydarzyło - i to faktycznie na imprezie wydanej dla niego, nie mówiąc już o tym iż zwyczajnie nie lubił rozwiązywać konfliktów jakichkolwiek właśnie w taki sposób. Oczywiście, chodził na treningi w dalszym ciągu, lubił się mierzyć na macie, ale to jednak nie to samo, co podejmowanie takich decyzji w życiu codziennym. Westchnął ostatecznie na to wszystko, zupełnie jakby ktoś mu ściskał do tej poru płuca i nie wiedział jak powinien prawidłowo oddychać, by następnie zapytać Riley czy jest z nią okej w niezbyt odpowiedni - patrząc po jej reakcji - sposób. — Sama go poprosiłaś? — trochę został wybity z rytmu tą informacją, że aż ściągnął brwi do siebie. — Wszystko rozumiem, ale Tommy? Boże, co Ty w nim… — urwał słysząc komentarz, iż nie musiał zgrywać rycerza i że nie działa jej się krzywda. — Jakbyś nie zauważyła, nie ja zacząłem, tylko on pierwszy kazał mi się odpierdolić i popchnął. Miałem udać, że nic się nie wydarzyło? — odparł spokojnie, choć gdzieś tam tliło się w nim lekkie zniesmaczenie, iż wychodziło na to że tą samą sytuację inaczej widzieli ze swoich perspektyw. — To byś mi później jeszcze powiedziała, że zachowałem się jak pizda — dodał, już nieco rozluźniony z w żartobliwym tonie, by prędko rozładować atmosferę. Nie chciał przecież się z nią kłócić, prawda?
W końcu - chciał od niej ten obiecany pocałunek.
Znaczy, chciał tylko dla niej dobrze!
Podniósł jedną z brwi i przyglądał się jej badawczo, chcąc rozszyfrować jej zamiary. Prowokowała go, bo chciała usłyszeć prawdę? Czy zwyczajnie bawiła się z nim w kotka i myszkę? Uśmiechnął się półgębkiem, po czym sam się do niej bardziej nachylił. — Mówi to osoba która też nie lubi patrzeć, gdy inne kobiety są mną bardziej zainteresowane, niż by tego chciała — odparł spokojnie, nie przestając się jej przyglądać - póki nie wycelowała palcem w jego tors, na co zerknął kątem oka. Wtedy też prędko złapał za  ów dłoń i przyciągnął jeszcze bliżej siebie - jakby zapominając o tym, gdzie są i czy otaczają ich znajome twarze. Zresztą - są zbyt zajęci sobą i swoim dalszym upijaniem się. — A może Cię to właśnie kręci i satysfakcjonuje, że tak naprawdę zamiast lecieć do innej, to wolę Ciebie? — zapytał z cwanym uśmiechem, świrując wręcz tęczówkami po jej twarzy. — Urocze — skwitował zupełnie jak Davis, drugą dłonią chwytając ją w talii, tak żeby nie miała możliwości ucieczki. Nie teraz, nie z tej sytuacji. Przede wszystkim żeby nie miała drogi ucieczki od odpowiedzi.


riley davis

get this party started!

: pn maja 18, 2026 7:01 pm
autor: riley davis
I to by było na tyle z jej obietnic, że nie zrobi tego wieczoru nic, co mogłoby popsuć mu zabawę. Na jej obronę można by jedynie wspomnieć, że zupełnie nie spodziewała się tego, że zwykły taniec z Thomasem oraz krótkie i - jak na nią - bardzo niewinne podjudzanie Jamesa doprowadzi do sytuacji, w której obaj posuną się do rękoczynów. Tom zdecydowanie przesadził ze swoją reakcją, ale w tamtym momencie, gdy już wszystko się rozwiązało, a on sam został wyprowadzony na zewnątrz przez Michaela, nie miało to już większego znaczenia. Nic nie wyglądało tak jak to sobie zaplanowała, więc sama już nie wiedziała czego tak naprawdę wymagała od Jamesa; jakie zachowanie byłoby najbardziej odpowiednie. Przez chwilę dąsała się jak przedszkolak, któremu zabrano zabawkę - tak jakby wielkim zaskoczeniem dla niej było to, że ludzie mają wolną wolę i nie będą postępować dokładnie według scenariusza, który sama sobie stworzyła w głowie.
Nie miała wątpliwości co do tego jakie Thomas miał wobec niej zamiary. W ogóle jej to nie przeszkadzało, bo przecież i jej intencje nie były najczystsze. Chciała jedynie zaczepić McCanna, sprawdzić go i być może wywołać jakąś reakcję. Może niekoniecznie bójkę - w zupełności wystarczyłoby mordercze spojrzenie lub ewentualnie dyskretne zaciągnięcie jej gdzieś, gdzie nikt nie mógłby ich zobaczyć.
No co? To był tylko taniec. To ty dopowiadasz sobie niewiadomo co! — zareagowała ostro na pytanie przyjaciela, którego nawet nie zdążył dokończyć. Tak naprawdę, odpowiedzią było „nic” - nie widziała nic w Thomasie, poza tym, że był dla niej względnie miły. I chętny. Ale tego już nie musiała McCannowi mówić.
Było sporo racji w tym co mówił. Brak reakcji z jego strony na agresję Toma, także spotkałoby się pewnie z dezaprobatą Davis. Może nie wyraziłaby się o nim tak dobitnie, jak on to ujął, ale byłaby zawiedziona tym, że nie zrobił absolutnie nic, pozwalając - zapewne byłemu już - kumplowi na takie odzywki i popychanie. Uśmiechała się już prowokująco, widząc jak sam zaczynał żartować i w duchu odetchnęła z ulgą, że to spięcie z Thomasem nie zdołało popsuć mu humoru całkowicie.
Swoje pytanie wypaliła, nie zastanawiając się nad nim za bardzo. James na szczęście był odpowiednio już wprawiony w tym boju, bo szybko obrócił te zarzuty przeciwko kobiecie, zamiast szczerze odpowiedzieć - a tym samym zepsuć zabawę.
Prychnęła głośno.
Pojęcia nie mam o czym mówisz. Nie mam z tym żadnego problemu — zaprotestowała zdecydowanie, chociaż sama myśl o tym, że mógłby dziś zabawiać kogoś innego, podniosła jej ciśnienie. Gdy przyciągnął ją do siebie, kąciki jej ust znów drgnęły. Zaczęła się po prostu poruszać w rytm wolnej piosenki tak by nadal zachowywać pozory i nie wzbudzić niepotrzebnego zainteresowania innych tym zmniejszeniem się dystansu między nimi. Przełknęła ciężko ślinę na jego kolejne słowa i na kilka sekund spoważniała, pozwalając jej masce się zsunąć, bo trafił w samo sedno. Chyba sama to dopiero w sobie powoli odkrywała, a on miał gotową diagnozę. Czy naprawdę tak dobrze czytał ludzi, a w tym też i ją, czy to tylko zwykły przypadek?
Nie no, na pewno to jednorazowy fart.
Naprawdę myślisz, że bym się tym przejęła? Niedoczekanie. — mruknęła, już nie tak pewnie jak wcześniej. Może dlatego że tym razem stała znacznie bliżej McCanna, właściwie przylegając już całkowicie do jego ciała. Czuła jego ciepło, jego oddech na swojej skórze i dłonie, które kurczowo utrzymywały ją przy nim.
Jeśli masz ochotę lecieć do innej, to proszę bardzo, James. — rzuciła, trochę chłodno, ale zaraz zbliżyła się, by wyszeptać tuż przy jego uchu — Oboje wiemy, że i tak wrócisz. — uśmiechnęła się zadowolona, odsuwając się na tyle, by móc spojrzeć mu w oczy. — Wrócisz, bo żadna inna nie doprowadza cię do szaleństwa, jak ja.
Na ułamek sekundy, jej wzrok zjechał na usta przyjaciela. Nie mogła jednak tak łatwo się poddać.
Nie mając zbyt dużego pola manewru, ujęła jego twarz w dłonie i z czułością pogładziła kciukami jego policzki, zanim przesunęła się opuszkami palców na jego szyję.
James, przestańcie się już migdalić i chodź się z nami napić! — krzyknął Michael, gdy tylko piosenka się skończyła i pomachał do świeżo upieczonego kapitana.
Daniel, który cały czas bacznie im się przyglądał z dziwnym uśmiechem, natychmiast zareagował i złapał kumpla za przedramię, ściągając je w dół. — Zwariowałeś?! To była najlepsza telenowela jaką w życiu widziałem!
Riley, będąc już przy barze, parsknęła śmiechem i pokręciła głową, chcąc za wszelką cenę obrócić wszystko w żart. — Ale bredzisz! Każdy wie, że najlepsza to „Zbuntowany Anioł”.


James McCann

get this party started!

: pn maja 18, 2026 8:25 pm
autor: James McCann
Tak szczerze, to nie zniszczył mu się aż tak bardzo humor.
Znaczy, jasne, nie należało to wszystko do najprzyjemniejszych wydarzeń w dniu dzisiejszym, niemniej nie znaczyło to iż miał zamiar dzisiejszy wieczór kompletnie przekreślić, wyjść i nie patrzeć na cokolwiek innego.
Zresztą, Thomas wyszedł dzięki pomocy Michaela, dzięki czemu nie musieli się już przejmować tym debilem. I chociaż najbardziej w tym wszystkim martwił się o samą Riley, tak ona nie wykazywała złego samopoczucia - ba, wręcz była nim zniesmaczona na swój sposób. Tym, co zrobił i jak się zachował. Może i nawet faktem, że zdecydował postąpić tak, a nie inaczej. Ale to nie interesowało zbyt mocno Jamesa - skoro to mogło uratować kobietę od tego śliskiego typa.
Szkoda, że okazało się, iż trochę inaczej sytuacja wyglądała. Co prawda, widział jak przynosi jej drinki, niemniej ten taniec był zainicjowany przez nią, na co mocno się z początku zdziwił, jednocześnie mając na uwadze że przecież to Riley - a ona nie patrzyła na nikogo i na nic, chcąc się zwyczajnie dobrze bawić. Może i nawet jego kosztem, ale czym się przejmowała, skoro dobrze się bawiła?
Mimo wszystko nie miał zamiaru ukrywać swojego zdenerwowania na to, co przyszło mu usłyszeć. Dobrowolnie się w to wpakowała, a on - na to by wychodziło - niepotrzebnie reagował.
A może potrzebnie?
A może to była jej kolejna zagrywka, żeby sprawdzić czujność i reakcję Jamiego?
Cholera, czasem ta kobieta doprowadzała go do szaleństwa - i to nie chodziło w tym momencie o sprawy łóżkowe. O te zwyczajne, codzienne. Nie powinien tak się dawać tak łatwo prowokować, a jednak…
Przeklął pod nosem i pokręcił głową. — No tak, taniec… — westchnął, mówiąc to na głos, uciekając na moment spojrzeniem, żeby tylko uspokoić szalejące nerwy. Ostatecznie prędko powrócił mu poprzedni humor, starając się zachowywać jakby tego nie było. I ponownie wykorzystując słowa Riley przeciwko niej, tak jak to zawsze robił. Tak, jak ona lubiła, gdy tak robił. Gdyby tak nie było - już dawno ukróciłaby to wszystko, zostawiając Jamesa i nie przejmując się jego osobą w jakikolwiek sposób. Uśmiechnął się jeszcze, aby miała pewność że nie ma zamiaru dłużej się złościć, zaczynając kolejną ich gierkę słowną.
Przycisnął ją do siebie, uśmiechając się pod nosem gdy poczuł jak zaczyna delikatnie kołysać w rytm muzyki - co by wyglądali, że po prostu zaczęli tańczyć po tym wszystkim. Wtapiając się w otoczenie, znów świetnie się bawiąc. — Och, nie masz problemu? — zapytał z uniesioną jedną brwią zaczepnie i śmiejąc się cicho z tego, co powiedziała. Tak, zdecydowanie nie przejmowała się tym, jak inne panny na niego patrzyły, gdy ona akurat była w pobliżu. Wcale nie widział, jaka była zniesmaczona na to, co inne kobiety robiły koło niego i jakie spojrzenia mu posyłały. Niejednokrotnie zachowywała się dziwacznie, jak podejmował się rozmowy o sekundę za długo z inną, która nie była nią.
Gdyby nie to, że nie miał zbyt wielkiej sposobności, zdecydowanie roześmiałby się znacznie głośniej. Widząc jak na kolejne jego podejrzliwe słowa reaguje, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Trafił w czuły punkt? Miał rację, czy zgrywała się? Czy faktycznie nie chciała go widzieć z innymi kobietami? Spoważniała, bowiem została przyłapana na czymś, na czym nie sądziła iż zostanie zauważona?
Cholera, czemu Riley musi być taką skomplikowaną kobietą?
Czemu zawsze musi sobie robić pod górkę i decydować się na zainteresowanie taką, która jest najbardziej nieodgadnioną ze swoich przedstawicielek?
Przyglądał się jej jeszcze chwilę, póki miał możliwość, gdy stanęła na palcach i przybliżyła się do jego ucha - albo obawiała się, że nie zostanie usłyszana, albo chciała być znacznie bliżej jego osoby.
Parsknął, choć zastanawiał się czy mówiła to tylko po to, aby nie uznał sam jaka jest prawda i że miał rację. Nieświadomie ręką przycisnął ją bardziej ku sobie, a wtedy usłyszał kolejne kwestie Davis, na co się jeszcze szerzej zaczął wręcz szczerzyć. — To co myślę, nie ma żadnego znaczenia, skoro widzę jak to wygląda — odpowiedział pewny swojego, oblizując dolną wargę. — To Ty chcesz wracać bardziej z naszej dwójki. Nikt nie zna Cię lepiej. Nikt nie zna lepiej Twoich potrzeb i nie wie gdzie dotknąć, żebyś wiedziała już na samym starcie, że to będzie kolejna udana noc — dodał z jeszcze większym przekonaniem o słuszności swoich słów, badając ją uważnie spojrzeniem. Próbował coś odczytać z jej wyrazu twarzy, niemniej Michael - który dopiero co by ł tak pomocny - przeszkodził w najbardziej kluczowym momencie dzisiejszej rozmowy z Riley.
Przeniósł dosyć leniwie spojrzenie na kumpli, przenosząc najpierw na jednego, a potem na drugiego tęczówki, słysząc jak się nabijają. Czy byli rzeczywiście przez nich obserwowani? Liczył, że tak nie będzie!
Gdy Riley oderwała się - mając wrażenie iż bardzo niechętnie po raz kolejny dzisiejszego wieczoru - chwilę stał i oddychał nieco ciężej, wciskając dłonie w kieszenie. Wtedy jakoś intuicyjnie, a może z obawy iż znowu zauważy Thomasa w tym miejscu, co uprzednio, skierował wzrok na stoliki. Tam na jednym z nich zauważył charakterystyczne urządzenie należące do Riley. Uśmiech ponownie mu wrócił na usta, a nim zdecydował się powrócić do towarzystwa, przeszedł najpierw do tej miejscówki, zabierając telefon kobiety. — To chyba Twoje — rzucił, odkładając na bar sprzęt przed Davis, po czym siadł na wolnym krzesełku barowym - tuż obok Daniela.
Ten nie mógł wytrzymać, od razu przechodząc do ataku
— Ty, wy z Riley kręcicie, co nie? — wyszeptał, aby ta rozmowa pozostała bardziej prywatna. A słysząc to, James się aż trochę zmartwił. Czyli ich obserwował…
— Co? Co Ty pieprzysz, wypiłeś i gadasz głupoty — obrócił to prędko w żart, po czym zamówił dwie lufy dla siebie i dla Daniela.
— Weź mi tu nie pierdol. Przecież widziałem, jak się wręcz ruchacie wzrokiem na parkiecie — uznał to za zabawne, a Jamie poszedł jego śladem.
— Ruchamy wzrokiem? Kurwa, jesteś jednak obrzydliwy — zaśmiał się jeszcze głośniej, po czym pokazał kumplowi, aby wziął otrzymany kieliszek w dłoń. Stuknęli się szkłami i wypili całość. — Nie pij już więcej — po czym poklepał mocniej Daniela po plecach, na co ten zaczął kasłać.
— Ja i tak wiem swoje! — rzucił głośniej, w międzyczasie trochę się krztusząc - i przez alkohol, i przez uderzenie, jakie przyjął.
— Zaraz przyjdę, Panie Ja Wiem Swoje. Idę się odlać — poklepał - ale znacznie delikatniej - przyjaciela, po czym wstał i odszedł od baru bez jakiegokolwiek słowa - a tym bardziej nie zwracając się do Davis. Przeszedł do łazienki męskiej, upewniając się iż nikogo nie ma. Zamknął za sobą drzwi, gdzie w sumie i tak już wszyscy byli w takim stanie, że nikt się nie przejmował do jakiej łazienki wypada iść, więc nie przejmował się blokowaniem jednej z nich na własny użytek. Oparł się o ścianę i wyciągnął telefon.

wiadomość od James:
zapraszam do męskiej łazienki, nie pozwól mi czekać


riley davis

get this party started!

: pn maja 18, 2026 11:54 pm
autor: riley davis
Ich dziwna próba pokazania dominacji w postaci tej małej bójki to drobiazg, który nieco ją rozjuszył, ale z pewnością nie był w stanie wpłynąć mocniej na jej wieczór. Bawiła się świetnie - nie tylko dlatego, że mogła wyjść do baru, wypić i potańczyć ze znajomymi, których nie widziała dłuższy czas, ale także (a może przede wszystkim) bawiło ją granie na nerwach Jamesowi. Zawsze uważała go za anioła, z niekończącymi się pokładami cierpliwości dla jej głupstw.
W tamtym momencie jednak widziała jak powoli zaczyna buzować w nim krew. Czyżby to świadomość, że Riley z ochotą władowała się w objęcia Thomasa, w dodatku sama to zainicjowała, zapraszając go do tańca? McCann może nawet nie podejrzewał, że była to jedynie próba dla niego samego? A to, że wcale nie chodziło o niego, mogło zakłuć jeszcze bardziej. Owszem, było to z jej strony wszystko celowe, ale przecież wcale nie musiał o tym wiedzieć. Riley testowała granice, wiedząc dokładnie jakie guziczki nacisnąć. Tym razem trafiła aż za dobrze.
A najgorsze jest to, że sama nie wiedziała po co.
Nigdy wcześniej nie widziała u niego zazdrości - a na pewno nie takiej toksycznej, podchodzącej pod obsesję. Czy właśnie czegoś tak chorobliwego oczekiwała? Z drugiej strony, gdyby James wprost wyznał jej, że zależy mu na czymś więcej niż to co ich w tamtym momencie łączyło, to cofnęła by się do swojej skorupy i tyle ją widzieli!
Uwielbiała dostarczać mu jak najmocniejszych doznań - nie tylko w łóżku, ale i poza nim. Lubiła w Jamesie to, że nie pozostawał jej dłużny i droczył się z nią równie bezwzględnie, przez co jeszcze się sobą nie znudzili. Wszystko jednak musiało się odbywać na jej zasadach.
No, a co innego? Czyżbyś zobaczył coś wiecej? — spytała z małym, wyzywającym uśmieszkiem. Czyżby zobaczył między nią a Thomasem coś, co w końcu zaczęło mu przeszkadzać?
Starała się oddychać spokojnie, gdy tak ją do siebie przyciskał, jednak słabo jej to wychodziło. Czuła się zupełnie odurzona jego zapachem i bliskością. Kołysanie ciałem w rytm piosenki, która akurat sączyła się z głośników, pomogło zamaskować to, że cała drżała, za każdym razem, gdy chwytem w talii, przyciskał ją mocniej do siebie. Myślami była już gdzieś daleko. Daleko, poza barem - w jej mieszkaniu. Tylko we dwoje. Robiąc rzeczy, które tutejszą widownię mogłyby zgorszyć.
Nie mam. — warknęła wręcz, bo tym swoim cwaniackim tonem i uśmieszkiem, zaczął powoli doprowadzać ją do szału.
Nie mogła przyznać tego jak bardzo ją to ruszało. Za każdym razem obracała takie sytuacje w żart… albo chociaż się starała. Nie znosiła tego, że gdy tak się jej uważnie przyglądał, widział absolutnie wszystko. Nie potrafiła niczego przed nim ukryć, bo znał ją na wylot. Znał każdy uśmiech, każdy ton głos oraz co oznaczały drgania poszczególnych mięśni jej twarzy. Udawanie czegokolwiek przed tak bliską osobą wymagało naprawdę wielkich starań.
Parsknął.
Kurwa, parsknął.
A ona, jedyne na co miała w tamtym momencie ochotę, to zmazać mu uśmiech z twarzy.
Ja, bardziej? Nie rozśmieszaj mnie. — mruknęła, jednak to co mówił do niej dalej, powoli odbierało jej pewność siebie. A on miał jej zdecydowanie zbyt dużo! Nie zdążyła jednak dodać nic więcej i jakkolwiek się odgryźć. Musiała wrócić do baru z przyklejonym, wielkim uśmiechem na twarzy, udając, że to co właśnie jej powiedział, nie miało na nią żadnego wpływu.
Nie powiedziała nic, gdy podrzucił jej telefon i ruszył w stronę Daniela. Rozmawiając z Maggie i Michaelem nie okazywała tego, że cokolwiek było nie tak. Wypytywali o Thomasa i raz jeszcze przeżywali krok po kroku sytuację jaka miała miejsce kilkanaście minut wcześniej.
A jemu co? Zły jest na Ciebie? — zagadnął nagle Mike, wychwytując to jak solenizant oddala się od baru bez słowa, nawet nie spoglądając w ich stronę. Davis wzruszyła ramionami i mruknęła, siląc się znowu na uśmiech — A kto go tam wie…
Nie podejrzewali niczego - chociaż tyle dobrego. Albo podejrzewali, ale po prostu zdecydowali się nie poruszać tego tematu. Przewróciła oczami, czytając treść wiadomości. Pomyślała sobie oczywiście „no to se jeszcze poczeka” i zamiast grzecznie udać się od razu do męskiej toalety, zamówiła szota dla siebie i pary, która nadał jej towarzyszyła. Nie to, żeby potrzebowała odwagi - raczej znieczulenia na to co spodziewała się usłyszeć. Po wzniesieniu kolejnego już, tego wieczoru, toastu, skierowała swe kroki do ubikacji, gdzie nadal cierpliwie czekał na nią McCann.
Weszła do środka z pokerową twarzą, zamknęła za sobą drzwi i od razu się o nie oparła. Nie przesunęła w nich nawet zasuwy, nie podejrzewając że zabawi tam szczególnie długo. Wlepiając w niego pytający wzrok, skrzyżowała ręce na piersiach.
No słucham, James. Masz do powiedzenia coś, czego nie mogłeś powiedzieć mi przy barze, tylko musiałeś zaciągnąć mnie… tutaj? — marszcząc lekko nos, rozejrzała się po łazience. — Chyba że wcale nie chcesz rozmawiać, tylko po prostu liczysz na to, że coś innego się tu wydarzy? — uniosła brwi w rozbawieniu i udawanym zdziwieniu zarazem — To muszę cię rozczarować, bo nie będę się z tobą pieprzyć w tym obleśnym kiblu.


James McCann

get this party started!

: wt maja 19, 2026 12:35 am
autor: James McCann
— Żyj w niewiedzy. Może kiedyś Ci powiem, co tam takiego widziałem — rzucił niewinnym tonem głosu, choć znacznie się uśmiechną, a wręcz wyszczerzył - jakby prowokował ją do tego, aby sama się przyznała jaki miała cel zamierzony, działając w taki debilny sposób. Nie będzie jej zresztą dawał wszystkiego na tacy, bo ona sobie tak zarządziła. I chociaż wiele potrafił przeboleć, chowając dumę w kieszeń, żeby tylko zrobić tak, jak ona tego chce, to dzisiaj nie miał zamiaru jej znów tego dawać. Co za dużo, to nie zdrowo - tak mówią. I co może w tej chwili być idealnym odniesieniem do tej sytuacji.
Widząc, że bliskość, jego słowa, sposób w jaki mówi… może i nawet uśmiech, sprawia iż Riley zaczyna przezywać mieszankę wybuchową. Była na niego zła i zarazem rozanielona, wiedząc iż zawsze to na nią działa. Odkąd pamięta, gdy tylko mieli swój pierwszy raz, wspomniała jak lubi jego gardłowy sposób mówienia. I chociaż był to swoisty cios poniżej pasa, tak nie wstydził się, że go wykorzystał w tej chwili, na swoją własną korzyść. Może i o nic konkretnego nie wojowali, to jednak nie mógł jej oddać zwycięstwa tak po prostu, bo osiadłaby na laurach do tego stopnia, że uznałaby iż nie musi nic robić, a miałaby go już na zawsze w swojej garści.
A to nie przejdzie z Jamesem McCannem. Co to, to nie.
Dlatego przyciskał ją jeszcze bardziej kurczowo do siebie, chociaż ciągle odgrywali to w formie tańca. Szeptał, kusił, uwodził, dawał niejako obietnicę na coś więcej. Na to, że dowie się o nim jeszcze jakiejś nowej informacji, a jednak obracał sytuację na swoją stronę, dając jej poczucie iż została rozpracowana. Kto wie - może i tak było, lecz nie miał zamiaru brać to za pewnik, bo mógłby się prędko na tym przejechać. A przecież tego żadne z nich nie chciało, tak naprawdę. Świetnie się bawili w tym układzie, pasował im nadzwyczaj świetnie - po co mieli to psuć?
A no, bo Jamiemu nie wystarczyło to aż tak, jak tu zapowiadał i się wręcz zarzekał.
On chciałby, aby Riley była na wyłączność.
I nawet jeśli na swój sposób już była, to chciał aby jeszcze mocniej to okazywała. Żeby nie patrzyła na innych facetów, żeby go nie testowała, żeby nie musiała poznawać jego granic - a być zwyczajnie pewna, iż wie o nim wszystko i wie, na ile może sobie w jego czy bez jego obecności pozwolić. Znał siebie - wiedział, że bywał cholernym zazdrośnikiem, jednakże nigdy wcześniej nie dał tego odczuć na własnej skórze Davis. Dzisiaj niejako doszło do przełomu w tej kwestii, ale jak widać… nie było to wielką przeszkodą dla niej samej, a wręcz wydawała się być tym… podjarana?
Nie mógł jednak zapytać, bo aura domysłów stałaby się zbyt namacalna, dając obojgu przeczucie, iż zaczyna się coś dziać złego pomiędzy nimi. Dlatego jedynie odparowywał na jej zarzuty w podobny sposób, czerpiąc z tego wszystkiego niemałą satysfakcję.
Niestety to co dobre, prędko się kończy, a ów dwójka została przywołana do baru. Niemniej miał pewien mały plan, co gdyby nie spostrzeżenie telefonu Davis na oddalonym stoliku, to zdecydowanie by nie wypalił już na samym jego starcie - bowiem musiała odebrać wiadomość.
Chwilowa pogawędka z wciętym Danielem jedynie go rozbawiła, a gdy trafił do męskiej ubikacji - wysłał odpowiedniego smsa, czekając.
A przecież nie miała pozwolić, by tak się stało, a on musiał znajdować się tutaj sam dłużej, niż sobie tego życzył.
Zdecydowanie będzie musiał ją za to ukarać…
Nie wiedział ile dokładnie minęło, ale usłyszał ciche stukanie obcasów o podłogę, zupełnie jakby i nawet dzięki temu był w stanie ją rozpoznać. Otworzył drzwi, weszła do środka, a on zmierzył ją uważnym wzrokiem. — Nie spieszyłaś się — zauważył bardzo trafnie, unosząc brew gdy zaczęła mówić i zadawać mu pytania. Znów uśmiechnął się półgębkiem, odbijając się plecami od ściany, aby zmniejszyć dzielącą ich odległość.
— Może miejsce nie jest idealne, ale jak to kiedyś mówiłaś? Z Tobą wszędzie? — zagaił z rozbawieniem, widząc że próbowała zachować powagę początkowo, a dopiero później zachowując się, jakby próbowała wykpić ów pomysł. — Ale na takie przyjemności musisz najpierw poczekać — dodał ostrożnie, ponownie zmniejszając dzielącą ich odległość. Sięgnął do zasuwy od drzwi, o jakie się opierała, samemu blokując wejście do łazienki. Tak, żeby nikt im nie przeszkadzał.
W następującej chwili oparł się rękoma o drzwi, całkowicie pozbawiając ich jakiejkolwiek odległości pomiędzy sobą, opierając czoło o to należące do niej. — Coś mi się kojarzy, że obiecałaś mi pocałunek — odparł momentalnie, wlepiając w nią tęczówki. — A dobrze wiesz, że w tej kwestii zbytnio cierpliwy nie jestem — mówiąc to, zsunął się niżej. Przesunął nosem po jej policzku, przedostając się znów troszeczkę dalej. Zatrzymał się na jej szyi, na jakiej złożył dwa drobne całusy. — Tym bardziej, gdy cały wieczór próbujesz zrobić wszystko, aby sprowokować mnie do czegoś, czego obydwoje nie chcemy zrobić przy naszych znajomych — kontynuował, szepcząc jej to do ucha, jaki następnie obdarzył kolejnym muśnięciem warg. — Zanim jednak wezmę to, co do mnie należy i nie, nie chciał nawet słyszeć, że jest inaczej, bo prędko jej to przekonanie wyperswaduje. — Chciałbym się dowiedzieć, czy jeszcze długo ta impreza będzie trwała i czy macie jakieś kolejne wspaniałe niespodzianki — zapewne gdy mówił, czuła w miejscach, gdzie zostawił mokre ślady, jak ciepłe powietrze z jego ust sunie po jej skórze. Nie, wcale jej w tym momencie nie drażnił. W życiu, nigdy!

riley davis