Pustka.
Jej ciałem zawładnęło dojmujące zimno, gdy odepchnął ją od siebie. Wpatrywała się w niego lekko oszołomiona z zaróżowionymi policzkami i rozchylonymi nabrzmiałymi od pocałunków wargami. Niezgrabnie upadła na asfalt próbując zrozumieć co się odjebało, że tak nagle zmienił swoje nastawienie. Żółć podeszła jej do gardła, gdy z jego spojrzenia wyczytała tylko pogardę. Nie była w stanie nawet zareagować, gdy odwrócił się od niej plecami, kończąc tym samym ich niemą walkę. Na skórze wciąż czuła jego dotyk wszędzie tam, gdzie jeszcze chwilę wcześniej zostawiał ślady ust i palców. I chyba właśnie to bolało najbardziej, że jeszcze przed momentem trzymał ją tak, jakby była jedyną rzeczą, której potrzebował w swoim życiu, a teraz patrzył na nią jak na coś obrzydliwego. W milczeniu przyglądała się jak zbierał swoje rzeczy. Drżącą dłonią poprawiła kusy materiał na swoich piersiach i pokręciła głową na boki.
Jak miała niby wytłumaczyć, że wcale nie było tak jak myślał? Że to jedno imię nie wyrwało się dlatego, że chciała Billego zamiast jego. Że problem polegał na tym, że próbowała na siłę wybić sobie z głowy człowieka, którego nosiła tam od lat, a im bardziej walczyła, tym bardziej wszystko się mieszało. On jej mieszał w głowie.
-
Noe... - odezwała się cicho niemal prosząc o czas, żeby miała szansę to wszystko wytłumaczyć. Nienawidziła tego. Tego, że w takiej chwili brzmiała tak słabo. Nie przywykła do tego, żeby prosić o cokolwiek. Nie tłumaczyła się nigdy ze swoich słów lub czynów. Jak komuś się nie podobało jej zachowanie, to wykreślała taką personę ze swojego życia, ale to był Noe. I czuła niezidentyfikowaną potrzebę naprawiania tego całego syfu, który znowu powstał przez jej osobę. Tyle, że on miał rację. A żadne słowa nie zamaskowałyby brudnej prawdy. Bo nawet kiedy próbowała być tu i teraz, część niej dalej tkwiła przy kimś innym. W niedomkniętej relacji, która była toksyczna i pojebana. I przez to rzucała się w ramiona Noe, żeby zagłuszyć tą pustkę, której w żaden inny sposób nie była w stanie wypełnić.
Kiedy powiedział, żeby go nie szukała, coś ścisnęło ją brutalnie pod żebrami w okolicach serca. Jakby dopiero teraz dotarło do niej, że to nie była kolejna toksyczna kłótnia, po której wrócą do siebie za kilka dni, bo żadne z nich nie potrafiło odpuścić. Tym razem to był definitywny koniec. Sama nawet nie wiedziała kiedy na drżących nogach zrobiła krok w jego stronę. Łzy piekły ją pod powiekami, ale uparcie je powstrzymywała. Wyciągnęła swoją dłoń jakby chciała ująć go pod ramię, ale powstrzymała się w ostatniej chwili.
-
To nie jest tak jak myślisz... - wbrew wszystkiemu co myślała oraz czuła i tak starała się go zatrzymać przy sobie. Miała mętlik w głowie, a tego chaosu nikt nie był w stanie ogarnąć.
Nie odchodź.
Nie będę cię zatrzymywać.
Te dwa uczucia tworzyły mieszankę wybuchową. Niszczyła wszystko co kiedyś ich łączyło przez jedną osobę, której nie była w stanie wydłubać ze swojego serca. -
Noe! - krzyknęła za nim po raz kolejny, gdy jego sylwetka zaczęła się oddalać. Zbyt szybko. Przeklęła cicho, gdy uzmysłowiła sobie, że stała tam dalej naga. Pośpiesznie zarzuciła na swoje ciało ubrania, żeby go dogonić, ale było już za późno.
Odszedł, a ona została sama ze swoimi problemami i myślami.
Koniec
Noe Villeneuve-Scott