meeting mom… what could go wrong?
: pn cze 08, 2026 2:41 pm
Donnie w ogóle nie rozumiał tego, co ważyło się na szali, jeśli chodziło o ich być albo nie być, z punktu widzenia Marii.
Bo tam gdzie ona z jednej strony miała jego i tę chwilę szaleństwa w jego ramionach, to jak na nią patrzyły te jego zielone oczy, i to jak jego usta układały się w sei bellissima, to jak jego palce sunęły po jej gorącej skórze z uwielbieniem, a z drugiej... to przecież była jej rodzina. Mąż, córka i tych dwóch chłopców, którzy biegali po ogrodzie z piłką. Bowen nie miał takich wyborów. On po prostu mógł sobie pozwolić w to wejść, niczego nie ryzykując, no może jedynie ten związek z Aurelią, który i tak nie był za poważny. A przynajmniej z jego punktu widzenia.
Chociaż wciąż patrzył na Lię tymi oczami zauroczonego szczeniaka, wciąż lgnął do niej i traktował ją trochę jak księżniczkę, którą ona przy nim była przecież zawsze.
Mniej było w niej ognia niż w jej matce, więcej tej słodyczy. Ogień, czy słodycz, ciężki wybór.
I dzisiaj na boisku też pokazywała przed ojcem tą swoją słodką stronę, a Maria pokazała, że wychowała się na barcelońskim podwórku, ale to nawet dobrze, bo Bowen wychował się na sycylijskim, w Palermo, gdzie słońce grzało karki i piekło policzki, a pomarańcze smakowały wybornie, latem. Gdzie ulice kurzyły się, kiedy kopali tam piłkę z chłopakami i krzyczeli w głos.
Donnie zawsze był ciekawy świata, i kiedy już Palermo nie miało przed nim tajemnic, to wyruszył dalej. Wiele tych piłek przekopał w swoim życiu, w różnych zakątkach świata. A później trafił do Toronto i kiedy on myślał, że to tylko chwilka, że zaraz ruszy dalej, to jednak...
Zatrzymał się na dłużej, ale przecież nie spodziewał się nigdy, że któregoś dnia, wyląduje w takim ładnym ogródku ze swoją dziewczyną, z jej mamą, która do tego zawróci mu w głowie. I będzie szła do niego jeden na jeden z piłką przy nodze.
Nigdy by się czegoś takiego nie spodziewał.
A tego, że dostał w łeb tym bardziej. Maria powaliła go już wcześniej, w tym klubie, w pokoju numer trzynaście rozłożyła na łopatki, a teraz jeszcze doprawiła to wszystko... piłką. Na chwilę go nawet zamroczyło, Aurelia coś nad nim panikowała, ale Bowen już się podniósł do siadu i tylko powiódł spojrzeniem za Panią Perez.
Powalająca. I jak on miał być w nią nie zapatrzony? Nie zauroczony, do tego stopnia, że kiedy wszyscy krzątali się pod jej dyktando, to on tylko patrzył. Zakochany szczeniak.
Nie za bardzo łapał to co się działo dookoła, bo jeszcze trochę kręciło mu się w głowie, jeszcze zbierał myśli, kiedy Maria rozstawiała wszystkich po kątach.
- Ale kopniak... Zawrócił mi w głowie - rzucił kręcąc głową i zbierając się z ziemi, wytrzepał się trochę z piasku, ale nie zauważył wcale, że krew mu puściła, chociaż na słowa Marii zaraz sięgnął do nosa, rozmazał tylko krew na policzku, po czym ścisnął oba płatki nosa - ogarnę to - mruknął przez nos i skierował się do kuchni. Koszulkę też już miał brudną, a na kuchennym blacie, koło zlewu, zrobił kilka kropek. Jedną ręką przyciskał ręcznik do nosa odchylając do tyłu głowę, drugą wytarł krew z blatu, a zaraz starał się wyczyścić swoją koszulkę, na marne, więc w pierwszej chwili nie zauważył, że Maria do niego dołączyła. Dopiero kiedy usłyszał trzaśnięcie drzwi od lodówki, to się odwrócił, usiadł na jakimś wysokim stołku przy kuchennej wyspie. A kiedy Pani Perez do niego podeszła, to utkwił w niej zielone spojrzenie, którym zaraz zezował, kiedy sięgnęła do jego czoła. Trzymał, tak jak mu kazała, a drugą ręką wciąż papierowy ręcznik, i jak on teraz miał do niej sięgnąć? Kiedy stała tak blisko...
Chciał.
A kiedy Maria zrobiła krok do tyłu, to on zahaczył ją nogą zatrzymując przy sobie. Trampkiem o jej łydkę.
- Poczekaj... - odłożył na blat obok zakrwawiony papier i może zatamował krwawienie, ale twarz miał całą wymazaną i koszulkę też - chciałaś mi nabić guza, czy jednak poprzestawiać jakieś klepki, żebym przestał o tobie myśleć? Bo jeśli tak, to nic to nie dało... Jest jeszcze gorzej - sięgnął do niej ręką, jego palce przesunęły się po jej przedramieniu - spotkaj się ze mną jeszcze raz, Aurelia i twój mąż nie będą o niczym wiedzieć - chyba jednak ten cios sprawił tylko tyle, że Donnie postanowił nie odpuszczać. Nie tak łatwo - ostatni raz, Mario - zielone spojrzenie utkwił w jej pięknych, ciemnych oczach. I czekał... aż mu to obieca.
Nie zraziła go ta piłka, ani nawet to co powiedziała mu wcześniej, bo Donnie miał w sobie coś takiego, że rzadko się poddawał, szedł na przód, i brał życie garściami, tego nauczyło go Palermo, a może ta tułaczka po świecie? I to, i to pewnie.
promettimi questo Mario ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
Bo tam gdzie ona z jednej strony miała jego i tę chwilę szaleństwa w jego ramionach, to jak na nią patrzyły te jego zielone oczy, i to jak jego usta układały się w sei bellissima, to jak jego palce sunęły po jej gorącej skórze z uwielbieniem, a z drugiej... to przecież była jej rodzina. Mąż, córka i tych dwóch chłopców, którzy biegali po ogrodzie z piłką. Bowen nie miał takich wyborów. On po prostu mógł sobie pozwolić w to wejść, niczego nie ryzykując, no może jedynie ten związek z Aurelią, który i tak nie był za poważny. A przynajmniej z jego punktu widzenia.
Chociaż wciąż patrzył na Lię tymi oczami zauroczonego szczeniaka, wciąż lgnął do niej i traktował ją trochę jak księżniczkę, którą ona przy nim była przecież zawsze.
Mniej było w niej ognia niż w jej matce, więcej tej słodyczy. Ogień, czy słodycz, ciężki wybór.
I dzisiaj na boisku też pokazywała przed ojcem tą swoją słodką stronę, a Maria pokazała, że wychowała się na barcelońskim podwórku, ale to nawet dobrze, bo Bowen wychował się na sycylijskim, w Palermo, gdzie słońce grzało karki i piekło policzki, a pomarańcze smakowały wybornie, latem. Gdzie ulice kurzyły się, kiedy kopali tam piłkę z chłopakami i krzyczeli w głos.
Donnie zawsze był ciekawy świata, i kiedy już Palermo nie miało przed nim tajemnic, to wyruszył dalej. Wiele tych piłek przekopał w swoim życiu, w różnych zakątkach świata. A później trafił do Toronto i kiedy on myślał, że to tylko chwilka, że zaraz ruszy dalej, to jednak...
Zatrzymał się na dłużej, ale przecież nie spodziewał się nigdy, że któregoś dnia, wyląduje w takim ładnym ogródku ze swoją dziewczyną, z jej mamą, która do tego zawróci mu w głowie. I będzie szła do niego jeden na jeden z piłką przy nodze.
Nigdy by się czegoś takiego nie spodziewał.
A tego, że dostał w łeb tym bardziej. Maria powaliła go już wcześniej, w tym klubie, w pokoju numer trzynaście rozłożyła na łopatki, a teraz jeszcze doprawiła to wszystko... piłką. Na chwilę go nawet zamroczyło, Aurelia coś nad nim panikowała, ale Bowen już się podniósł do siadu i tylko powiódł spojrzeniem za Panią Perez.
Powalająca. I jak on miał być w nią nie zapatrzony? Nie zauroczony, do tego stopnia, że kiedy wszyscy krzątali się pod jej dyktando, to on tylko patrzył. Zakochany szczeniak.
Nie za bardzo łapał to co się działo dookoła, bo jeszcze trochę kręciło mu się w głowie, jeszcze zbierał myśli, kiedy Maria rozstawiała wszystkich po kątach.
- Ale kopniak... Zawrócił mi w głowie - rzucił kręcąc głową i zbierając się z ziemi, wytrzepał się trochę z piasku, ale nie zauważył wcale, że krew mu puściła, chociaż na słowa Marii zaraz sięgnął do nosa, rozmazał tylko krew na policzku, po czym ścisnął oba płatki nosa - ogarnę to - mruknął przez nos i skierował się do kuchni. Koszulkę też już miał brudną, a na kuchennym blacie, koło zlewu, zrobił kilka kropek. Jedną ręką przyciskał ręcznik do nosa odchylając do tyłu głowę, drugą wytarł krew z blatu, a zaraz starał się wyczyścić swoją koszulkę, na marne, więc w pierwszej chwili nie zauważył, że Maria do niego dołączyła. Dopiero kiedy usłyszał trzaśnięcie drzwi od lodówki, to się odwrócił, usiadł na jakimś wysokim stołku przy kuchennej wyspie. A kiedy Pani Perez do niego podeszła, to utkwił w niej zielone spojrzenie, którym zaraz zezował, kiedy sięgnęła do jego czoła. Trzymał, tak jak mu kazała, a drugą ręką wciąż papierowy ręcznik, i jak on teraz miał do niej sięgnąć? Kiedy stała tak blisko...
Chciał.
A kiedy Maria zrobiła krok do tyłu, to on zahaczył ją nogą zatrzymując przy sobie. Trampkiem o jej łydkę.
- Poczekaj... - odłożył na blat obok zakrwawiony papier i może zatamował krwawienie, ale twarz miał całą wymazaną i koszulkę też - chciałaś mi nabić guza, czy jednak poprzestawiać jakieś klepki, żebym przestał o tobie myśleć? Bo jeśli tak, to nic to nie dało... Jest jeszcze gorzej - sięgnął do niej ręką, jego palce przesunęły się po jej przedramieniu - spotkaj się ze mną jeszcze raz, Aurelia i twój mąż nie będą o niczym wiedzieć - chyba jednak ten cios sprawił tylko tyle, że Donnie postanowił nie odpuszczać. Nie tak łatwo - ostatni raz, Mario - zielone spojrzenie utkwił w jej pięknych, ciemnych oczach. I czekał... aż mu to obieca.
Nie zraziła go ta piłka, ani nawet to co powiedziała mu wcześniej, bo Donnie miał w sobie coś takiego, że rzadko się poddawał, szedł na przód, i brał życie garściami, tego nauczyło go Palermo, a może ta tułaczka po świecie? I to, i to pewnie.
promettimi questo Mario ✿˚ ༘ ⋆。♡˚