happy birthday to me
: śr cze 03, 2026 12:25 am
Eric to w sumie od bardzo dawna zastanawiał się, jak to właściwie jest z tymi przeciwieństwami - czy one faktycznie się przyciągają, czy może jednak lepsza chemia istniała między tymi, co byli do siebie podobni. Obserował wiele związków, łącznie ze swoimi rodzicami i… ciężko mu było wybrać jedną, konkretną stronę, gdyż zarówno u jednych, jak i u drugich ZAWSZE albo może PRAWIE zawsze pojawiały się wzloty i upadki - znał może jedną parę, która - podobno nigdy - się nie kłóciła i faktycznie, co Eric się z nimi widział (znał ziomka ze studiów), to NIGDY nie podnieśli na siebie głosu- oczywiście, nigdy nie wiadomo, co działo się za drzwiami, lecz po co kumpel miałby kłamać?
Sam Stones uważał to za coś niesamowitego, ze względu na to, iż był przyzwyczajony do kłótni i wiedział, że są one raczej nie do uniknięcia, chyba że ktoś umiał się kontrolować.
Dorastał słysząc głośne rozmowy swoich rodziców Miałeś wrócić wcześniej! Nie mogłem. Nie mogłeś czy nie chciałeś?! i ten zimny, przeszywający głos ojca, który w porę zauważył stojącego w pomieszczeniu Eryka albo Kupiłaś o co Cię prosiłem? Nie. DLA.. NIE MIAŁAM CZASU! NIE MIAŁAŚ?! A CO takiego ROBIŁAŚ?! Eryk któregoś razu nie wytrzymał i po prostu uderzył pięściami w kuchenny blat, krzycząc: A czy nie moglibyście ze sobą NORMALNIE porozmawiać?! i o ile pani Stones spojrzała na niego z troską, tak ojciec kazał mu się nie wtrącać bo tak właściwie, to powinien być u siebie i się uczyć, a do tego, NIE Z NIM rozmawiano. Eric miał ochotę powiedzieć coś jeszcze i nawet zaczął otwierać usta, lecz ostatecznie odpuścił, kręcąc głową, i po prostu… wyszedł z domu, mając gdzieś, że pewnie potem się nasłucha o nieposłuszeństwie, chyba że wróci o takiej porze, gdy jego ojciec będzie spał. Często zastanawiał się po uczestniczeniu w takich rozmowach, czy naprawdę jego ojciec miał taki problem z prowadzeniem normalnej rozmowy? Czy ja też tak będę rozmawiał? pytał samego siebie, siedząc nad stawem i rzucając kamyki do wody, tuż obok drzewa, na którym widniały inicjały jego oraz Shereen, która w tamtym czasie była jego najlepszą przyjaciółką - i wtedy nie sądził, że sprawy potoczą się tak, że teraz będzie nie tylko jego przyjaciółką, lecz kimś więcej - obserwując, jak lecą, oraz słuchając, gdy uderzały o taflę wody. Czasami miał wrażenie, jakby jego życie było kamieniem, który ktoś postanowił sobie rzucić i obserwował, jak tonie pod naciskiem obowiązków i prób sprostowania wymagań narzuconych głównie przez nikogo innego jak Dainiusa Stonesa. I nauczycieli. A mamy w tym wszystkim po prostu nie chciał zawieść.
Bo ona zawsze go wspierała, za co po dziś dzień był wdzięczny. To ona zachęcała, by się nie zastanawiał, tylko poszedł porozmawiać z trenerem od pływania, by zapytać, czy jeszcze przyjmuje nowe osoby, i to ona pękała z dumy, gdy po raz pierwszy samodzielnie złożył komputer od A do Z, albo gdy zajął trzecie miejsce w państwowym konkursie z matematyki - w pudełku na strychu zachowała nawet dyplom wraz z innymi reliktami z przeszłości, związanymi i powiązanymi z Erickiem. Każde dziecko u Stonesów miało swoje pudełko, do którego Pani Stones wkładała przeróżne nagrody: figurki, zdjęcia… i inne rzeczy. Robiła tak, ponieważ jej rodzice robili to samo i uważała to za dobry pomysł, aby można było kiedyś do tych wspomnień wrócić.
On naprawdę nadal nie potrafił pojąć, jak ktoś mógł podszywać się pod zmarłą osobę, aczkolwiek dobre w tym wszystkim było to, że Sher WIEDZIAŁA, kto to. Często w serialach lub filmach, które Eric oglądał, należało odkryć, kto podszywał się pod nadawcę. Tym razem było inaczej. Stones zastanawiał się, czy istniał sposób, by typa po prostu tak przestraszyć, by dał sobie spokój. Sher zasługiwała na spokój. Powinna funkcjonować bez świadomości, iż ktoś mógł lub ją obserwował - dlatego Eric często albo do niej przyjeżdżał po pracy, albo zapraszał do siebie, bo będąc obok, czuł się jakby nieco spokojniejszy, choć czy miał pewność, że on też nagle nie znalazł się na celowniku psychola? Otóż niekoniecznie, ale szczerze? Miał gdzieś swoje bezpieczeństwo – chodził ze scyzorykiem, który miał często schowany w plecaku, bluzie lub spodniach, oraz potrafił się bić. Dla niego priorytetem było bezpieczeństwo tej, której ciepło czuł na swoim ciele. Tej o zielonych oczach, w które mógł się patrzeć 24/7. Tej, która… była jego światem, i nie chciał, by ten świat nagle dotknęła jakaś klęska lub tragedia.
Prędzej sam pozwoliłby, by jemu stała się krzywda.
Wszystko, byle tylko Shereen była bezpieczna - tym się kierował. Dlatego, gdy widział jej rozwiązaną sznurówkę, klękał, by ją zawiązać, albo gdy padało, niósł parasol nad ich głowami.
Zazdrość…
To okropny nawyk, który potrafi przynieść więcej złego niż dobrego. Potrafiła przyjść niczym mroczny kosiarz i wbić ostre narzędzie w plecy tak, by druga osoba była wręcz pewna, iż druga osoba ją zdradza i wtedy się zaczyna… kontrola, sprawdzanie znajomych, pilnowanie, akty nieufności,
stalkowanie…
Rospędzoną kolejkę górską niełatwo jest zatrzymać.
Szczególnie kiedy uszkodzony jest układ hamowania.
Eric bał się, że któregoś razu właśnie taki kosiarz do niego przyjdzie i wpoi mu do głowy, że znudziłeś się jej, stary. Lepiej jej będzie z kimś innym. Pamiętasz, jak patrzyła na tamtego barmana? Albo kelnera z restauracji, w której ostatnio byliście? To pewnie z nim teraz siedzi, a nie w pracy….I kto wie co robią… Pewnie będzie musiał to przetrawić i nauczyć się…kontroli ale nad samym sobą.
- Postaram się, okej? Nie wiem, jak mi to wyjdzie, ale naprawdę się postaram Ci niczego bezpodstawnie nie zarzucać. - powiedział zgodnie z tym, co czuł i jak uważał, patrząc Winfield w oczy. Mimo wszystko na potwierdzenie swoich słów, wpił się w usta Sher, by zaraz potem zejść na jej żuchwę, którą obcałował od lewej do prawej strony, a potem zszedł na szyję. Swoją serię pocałunków zakończył na obojczyku, lekko przygryzając skórę.
A potem przeszli do kolejnej zasady.
- Okej. Ale mimo wszystko się staramy. - odpowiedział, akceptując to, ponieważ zdawał sobie sprawę, że niektóre wady były wręcz BARDZO ciężkie do zaakceptowania i do przepracowania.
- To co… ukroić Ci kawałek tortu? - spytał nagle, cały czas głaszcząc Sher po włosach i plecach - bo ten także na nią czekał. Eric wysłał jej zdjęcie ciasta w jednej z wiadomości. Był truskawkowy i naprawdę pyszny.
the best gift
Sam Stones uważał to za coś niesamowitego, ze względu na to, iż był przyzwyczajony do kłótni i wiedział, że są one raczej nie do uniknięcia, chyba że ktoś umiał się kontrolować.
Dorastał słysząc głośne rozmowy swoich rodziców Miałeś wrócić wcześniej! Nie mogłem. Nie mogłeś czy nie chciałeś?! i ten zimny, przeszywający głos ojca, który w porę zauważył stojącego w pomieszczeniu Eryka albo Kupiłaś o co Cię prosiłem? Nie. DLA.. NIE MIAŁAM CZASU! NIE MIAŁAŚ?! A CO takiego ROBIŁAŚ?! Eryk któregoś razu nie wytrzymał i po prostu uderzył pięściami w kuchenny blat, krzycząc: A czy nie moglibyście ze sobą NORMALNIE porozmawiać?! i o ile pani Stones spojrzała na niego z troską, tak ojciec kazał mu się nie wtrącać bo tak właściwie, to powinien być u siebie i się uczyć, a do tego, NIE Z NIM rozmawiano. Eric miał ochotę powiedzieć coś jeszcze i nawet zaczął otwierać usta, lecz ostatecznie odpuścił, kręcąc głową, i po prostu… wyszedł z domu, mając gdzieś, że pewnie potem się nasłucha o nieposłuszeństwie, chyba że wróci o takiej porze, gdy jego ojciec będzie spał. Często zastanawiał się po uczestniczeniu w takich rozmowach, czy naprawdę jego ojciec miał taki problem z prowadzeniem normalnej rozmowy? Czy ja też tak będę rozmawiał? pytał samego siebie, siedząc nad stawem i rzucając kamyki do wody, tuż obok drzewa, na którym widniały inicjały jego oraz Shereen, która w tamtym czasie była jego najlepszą przyjaciółką - i wtedy nie sądził, że sprawy potoczą się tak, że teraz będzie nie tylko jego przyjaciółką, lecz kimś więcej - obserwując, jak lecą, oraz słuchając, gdy uderzały o taflę wody. Czasami miał wrażenie, jakby jego życie było kamieniem, który ktoś postanowił sobie rzucić i obserwował, jak tonie pod naciskiem obowiązków i prób sprostowania wymagań narzuconych głównie przez nikogo innego jak Dainiusa Stonesa. I nauczycieli. A mamy w tym wszystkim po prostu nie chciał zawieść.
Bo ona zawsze go wspierała, za co po dziś dzień był wdzięczny. To ona zachęcała, by się nie zastanawiał, tylko poszedł porozmawiać z trenerem od pływania, by zapytać, czy jeszcze przyjmuje nowe osoby, i to ona pękała z dumy, gdy po raz pierwszy samodzielnie złożył komputer od A do Z, albo gdy zajął trzecie miejsce w państwowym konkursie z matematyki - w pudełku na strychu zachowała nawet dyplom wraz z innymi reliktami z przeszłości, związanymi i powiązanymi z Erickiem. Każde dziecko u Stonesów miało swoje pudełko, do którego Pani Stones wkładała przeróżne nagrody: figurki, zdjęcia… i inne rzeczy. Robiła tak, ponieważ jej rodzice robili to samo i uważała to za dobry pomysł, aby można było kiedyś do tych wspomnień wrócić.
On naprawdę nadal nie potrafił pojąć, jak ktoś mógł podszywać się pod zmarłą osobę, aczkolwiek dobre w tym wszystkim było to, że Sher WIEDZIAŁA, kto to. Często w serialach lub filmach, które Eric oglądał, należało odkryć, kto podszywał się pod nadawcę. Tym razem było inaczej. Stones zastanawiał się, czy istniał sposób, by typa po prostu tak przestraszyć, by dał sobie spokój. Sher zasługiwała na spokój. Powinna funkcjonować bez świadomości, iż ktoś mógł lub ją obserwował - dlatego Eric często albo do niej przyjeżdżał po pracy, albo zapraszał do siebie, bo będąc obok, czuł się jakby nieco spokojniejszy, choć czy miał pewność, że on też nagle nie znalazł się na celowniku psychola? Otóż niekoniecznie, ale szczerze? Miał gdzieś swoje bezpieczeństwo – chodził ze scyzorykiem, który miał często schowany w plecaku, bluzie lub spodniach, oraz potrafił się bić. Dla niego priorytetem było bezpieczeństwo tej, której ciepło czuł na swoim ciele. Tej o zielonych oczach, w które mógł się patrzeć 24/7. Tej, która… była jego światem, i nie chciał, by ten świat nagle dotknęła jakaś klęska lub tragedia.
Wszystko, byle tylko Shereen była bezpieczna - tym się kierował. Dlatego, gdy widział jej rozwiązaną sznurówkę, klękał, by ją zawiązać, albo gdy padało, niósł parasol nad ich głowami.
Zazdrość…
To okropny nawyk, który potrafi przynieść więcej złego niż dobrego. Potrafiła przyjść niczym mroczny kosiarz i wbić ostre narzędzie w plecy tak, by druga osoba była wręcz pewna, iż druga osoba ją zdradza i wtedy się zaczyna… kontrola, sprawdzanie znajomych, pilnowanie, akty nieufności,
stalkowanie…
Rospędzoną kolejkę górską niełatwo jest zatrzymać.
Szczególnie kiedy uszkodzony jest układ hamowania.
Eric bał się, że któregoś razu właśnie taki kosiarz do niego przyjdzie i wpoi mu do głowy, że znudziłeś się jej, stary. Lepiej jej będzie z kimś innym. Pamiętasz, jak patrzyła na tamtego barmana? Albo kelnera z restauracji, w której ostatnio byliście? To pewnie z nim teraz siedzi, a nie w pracy….I kto wie co robią… Pewnie będzie musiał to przetrawić i nauczyć się…kontroli ale nad samym sobą.
- Postaram się, okej? Nie wiem, jak mi to wyjdzie, ale naprawdę się postaram Ci niczego bezpodstawnie nie zarzucać. - powiedział zgodnie z tym, co czuł i jak uważał, patrząc Winfield w oczy. Mimo wszystko na potwierdzenie swoich słów, wpił się w usta Sher, by zaraz potem zejść na jej żuchwę, którą obcałował od lewej do prawej strony, a potem zszedł na szyję. Swoją serię pocałunków zakończył na obojczyku, lekko przygryzając skórę.
A potem przeszli do kolejnej zasady.
- Okej. Ale mimo wszystko się staramy. - odpowiedział, akceptując to, ponieważ zdawał sobie sprawę, że niektóre wady były wręcz BARDZO ciężkie do zaakceptowania i do przepracowania.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
- To co… ukroić Ci kawałek tortu? - spytał nagle, cały czas głaszcząc Sher po włosach i plecach - bo ten także na nią czekał. Eric wysłał jej zdjęcie ciasta w jednej z wiadomości. Był truskawkowy i naprawdę pyszny.
the best gift