004. Pietruszka w wielkim mieście
: wt maja 19, 2026 8:13 pm
Gdy córka odpowiadała na moje słowa, ja powoli mieszałam wywar. Muszę przyznać, że wstawienie do szklarni przenośnej kuchenki, to był jednak dobry pomysł. Wracając do Audrey, to z aprobatą przyjęłam to co mówiła o prezentach. Właściwie to czułam pewną ulgę, że przynajmniej pod tym względem nie będę musiała uczestniczyć w zachwycaniu się kolejnymi drogimi pierdołami na pokaz. Nigdy nie przepadałam za przesadnym materializmem, mimo tego, że ludzie bardzo często zakładali coś zupełnie odwrotnego tylko dlatego, jak wyglądało moje życie.
- To akurat da się załatwić - odpowiedziałam. - I szczerze mówiąc, ten pomysł pasuje do ciebie bardziej niż kolejna markowa torebka.
Uśmiechnęłam się delikatnie, a następnie sięgnęłam po łyżkę. Dopiero kiedy Audrey zaczęła mówić o tym chłopaku, to odłożyłam ją z cichym stuknięciem o blat. Nie chodziło mi nawet o sam fakt jego obecności, tylko o sposób, w jaki o nim mówiła.
Oparłam dłonie o krawędź stołu i spojrzałam uważnie na córkę. - Słoneczko, ludzie bardzo często wracają do naszego życia wtedy, gdy czegoś potrzebują - powiedziałam spokojnie. - I nie zawsze robią to dlatego, że nagle zrozumieli własne błędy.
Starałam się ostrożnie utrzymać spokojny ton głosu. Nie zamierzałam jej zabraniać kontaktu z nim, bo wiedziałam, że przyniosłoby to odwrotny efekt. Mimo wszystko nie podobało mi się to, że człowiek, który ją wcześniej zranił, znów pojawiał się tak blisko. Zdecydowanie nie był to też odpowiedni kandydat na męża.
- Jeśli chcesz odbudować tę relację, to dobrze. Lecz proszę nie rób tego kosztem własnego spokoju tylko dlatego, że jest ci go żal. Nie on pierwszy i ostatni. - Westchnęłam cicho i odwróciłam wzrok w stronę garnka. Kiedy Audrey spytała o brata, to początkowo tylko się wyprostowałam.
- Nie pokłóciliśmy się - odpowiedziałam po chwili dość chłodno. - Najzwyczajniej w świecie mieliśmy różne poglądy na pewien temat. - Sięgnęłam po ręcznik i wytarłam dłonie. - Twój brat od pewnego czasu uważa, że wie lepiej ode mnie, jak powinny wyglądać sprawy rodzinne. To wszystko. - Zamilkłam na moment. - Dopilnuję tego, aby pojawił się jednak na twoich urodzinach. W przeciwnym razie będzie miał przechlapane.
Audrey LeBlanc
- To akurat da się załatwić - odpowiedziałam. - I szczerze mówiąc, ten pomysł pasuje do ciebie bardziej niż kolejna markowa torebka.
Uśmiechnęłam się delikatnie, a następnie sięgnęłam po łyżkę. Dopiero kiedy Audrey zaczęła mówić o tym chłopaku, to odłożyłam ją z cichym stuknięciem o blat. Nie chodziło mi nawet o sam fakt jego obecności, tylko o sposób, w jaki o nim mówiła.
Oparłam dłonie o krawędź stołu i spojrzałam uważnie na córkę. - Słoneczko, ludzie bardzo często wracają do naszego życia wtedy, gdy czegoś potrzebują - powiedziałam spokojnie. - I nie zawsze robią to dlatego, że nagle zrozumieli własne błędy.
Starałam się ostrożnie utrzymać spokojny ton głosu. Nie zamierzałam jej zabraniać kontaktu z nim, bo wiedziałam, że przyniosłoby to odwrotny efekt. Mimo wszystko nie podobało mi się to, że człowiek, który ją wcześniej zranił, znów pojawiał się tak blisko. Zdecydowanie nie był to też odpowiedni kandydat na męża.
- Jeśli chcesz odbudować tę relację, to dobrze. Lecz proszę nie rób tego kosztem własnego spokoju tylko dlatego, że jest ci go żal. Nie on pierwszy i ostatni. - Westchnęłam cicho i odwróciłam wzrok w stronę garnka. Kiedy Audrey spytała o brata, to początkowo tylko się wyprostowałam.
- Nie pokłóciliśmy się - odpowiedziałam po chwili dość chłodno. - Najzwyczajniej w świecie mieliśmy różne poglądy na pewien temat. - Sięgnęłam po ręcznik i wytarłam dłonie. - Twój brat od pewnego czasu uważa, że wie lepiej ode mnie, jak powinny wyglądać sprawy rodzinne. To wszystko. - Zamilkłam na moment. - Dopilnuję tego, aby pojawił się jednak na twoich urodzinach. W przeciwnym razie będzie miał przechlapane.
Audrey LeBlanc