Did you order an uber?
: sob maja 16, 2026 11:50 pm
Nikt go nie przekona, że szpilki są wygodne. Nie ma mowy. Zresztą mężczyźni mają większe stopy, więc i tak byłoby problemem znaleźć im szpilki! Także mogła sobie zachować dla siebie to ”byś się przyzwyczaił i nauczył”, bo graniczyłoby to z cudem…
- Ten drugi? - uniósł wyżej brew, mając zdecydowanie złe myśli w głowie, które nie powinny się tutaj pojawić. Jakby kobieta coś insynuowała, co było bardzo nie na miejscu, ale musiał jej to puścić płazem i zrzucić wszystko na wędrujące w jej organizmie procenty. Normalnie nigdy nie odważyłaby się rzucić podobnym komentarzem względem niego. Profesjonalizm na to nie pozwala, a ona przecież jest poważną panią psycholog. Widać jednak, że kryje się za tym dużo więcej i szczerze? Miło by było poznać ją od tej strony. Miał teraz szansę zobaczyć, że żart jej się trzyma i pozwala sobie stracić kontrolę. Jest to warte odnotowania na przyszłość.
Gdy stwierdziła, że jest to świetny pomysł zaśmiał się cicho pod nosem. Oj nawet biedna nie wie jak jutro będzie tego żałować. Poranek będzie chyba najcięższym z ostatnich jakie miała.
- Nie… położę koszulkę na sofie i powinna wyschnąć. - oczywiście tak później zrobił, rozkladając ją w nadziei, że stanie się sucha szybko i będzie mógł wrócić do domu. - A ja jako pacjent mam to gdzieś. - powiedział, wyszczerzając zęby w uśmiechu. Nie musiał jej słuchać, bo był dorosły i mógł robić co chce, także nie ma mowy, że go powstrzyma, a jak nie to weźmie ubera i tyle. No przecież nie zostanie tu na noc.
Pokiwał głową, lecz zaraz delikatnie się speszył. Nawet nie do końca wiedział o co mu chodziło. Może fakt, że w pracy jest poukładana sprawił iż myślał odwrotnie o życiu prywatnym? Trudno to stwierdzić. - Nie no, nie papiery, ale jakieś damskie pisemka, ubrania, jedzenie? - szczerze mówiąc cokolwiek. Mieszkanie wyglądała tak schludnie jakby nikt w nim nie mieszkał i zaraz dostał swoją odpowiedź. Bywała tu jedynie na spanie - nie to co on. Jego dom był trochę zagracony, ewidentnie używany i bardziej przytulny, ten był zdecydowanie piękniejszy, ale trochę jak takie muzeum, gdzie ktoś boi się czegokolwiek dotknąć.
- Po prostu myślałem, że będzie tu mniej sterylnie. - zaśmiał się delikatnie bo nie mówił tego złośliwe/ - Czasem można by tu nabrudzić wiesz? - i przy tym puścił jej oczko, choć nie było to w formie podrywu, wręcz przeciwnie, tak na rozluźnienie sytuacji. - Czyli całe swoje życie spędzasz w tamtym gabinecie? - wydawało się to dosyć… smutne… i samotne, ale nie mógł tego komentować. Sam był w swoich czterech ścianach prawie 24 na dobę. Upił łyk wina i znowu na twarzy pojawił się uśmiech. - Bardzo dobre, chyba zacznę spisywać od Ciebie nazwy aby uzupełnić barek. - bo tego smaku jeszcze nie znał. - Nie doskwiera Ci tu samotność? - to on teraz był psychologiem. Chciał się dowiedzieć jak wygląda jej życie i jak się w nim odnajduje i choć u niego nie będzie aż tak dogłębnej psychoanalizy to jednak będzie mógł sobie odnotować jaka jest naprawdę Prudence Lane.
prudence lane
- Ten drugi? - uniósł wyżej brew, mając zdecydowanie złe myśli w głowie, które nie powinny się tutaj pojawić. Jakby kobieta coś insynuowała, co było bardzo nie na miejscu, ale musiał jej to puścić płazem i zrzucić wszystko na wędrujące w jej organizmie procenty. Normalnie nigdy nie odważyłaby się rzucić podobnym komentarzem względem niego. Profesjonalizm na to nie pozwala, a ona przecież jest poważną panią psycholog. Widać jednak, że kryje się za tym dużo więcej i szczerze? Miło by było poznać ją od tej strony. Miał teraz szansę zobaczyć, że żart jej się trzyma i pozwala sobie stracić kontrolę. Jest to warte odnotowania na przyszłość.
Gdy stwierdziła, że jest to świetny pomysł zaśmiał się cicho pod nosem. Oj nawet biedna nie wie jak jutro będzie tego żałować. Poranek będzie chyba najcięższym z ostatnich jakie miała.
- Nie… położę koszulkę na sofie i powinna wyschnąć. - oczywiście tak później zrobił, rozkladając ją w nadziei, że stanie się sucha szybko i będzie mógł wrócić do domu. - A ja jako pacjent mam to gdzieś. - powiedział, wyszczerzając zęby w uśmiechu. Nie musiał jej słuchać, bo był dorosły i mógł robić co chce, także nie ma mowy, że go powstrzyma, a jak nie to weźmie ubera i tyle. No przecież nie zostanie tu na noc.
Pokiwał głową, lecz zaraz delikatnie się speszył. Nawet nie do końca wiedział o co mu chodziło. Może fakt, że w pracy jest poukładana sprawił iż myślał odwrotnie o życiu prywatnym? Trudno to stwierdzić. - Nie no, nie papiery, ale jakieś damskie pisemka, ubrania, jedzenie? - szczerze mówiąc cokolwiek. Mieszkanie wyglądała tak schludnie jakby nikt w nim nie mieszkał i zaraz dostał swoją odpowiedź. Bywała tu jedynie na spanie - nie to co on. Jego dom był trochę zagracony, ewidentnie używany i bardziej przytulny, ten był zdecydowanie piękniejszy, ale trochę jak takie muzeum, gdzie ktoś boi się czegokolwiek dotknąć.
- Po prostu myślałem, że będzie tu mniej sterylnie. - zaśmiał się delikatnie bo nie mówił tego złośliwe/ - Czasem można by tu nabrudzić wiesz? - i przy tym puścił jej oczko, choć nie było to w formie podrywu, wręcz przeciwnie, tak na rozluźnienie sytuacji. - Czyli całe swoje życie spędzasz w tamtym gabinecie? - wydawało się to dosyć… smutne… i samotne, ale nie mógł tego komentować. Sam był w swoich czterech ścianach prawie 24 na dobę. Upił łyk wina i znowu na twarzy pojawił się uśmiech. - Bardzo dobre, chyba zacznę spisywać od Ciebie nazwy aby uzupełnić barek. - bo tego smaku jeszcze nie znał. - Nie doskwiera Ci tu samotność? - to on teraz był psychologiem. Chciał się dowiedzieć jak wygląda jej życie i jak się w nim odnajduje i choć u niego nie będzie aż tak dogłębnej psychoanalizy to jednak będzie mógł sobie odnotować jaka jest naprawdę Prudence Lane.
prudence lane