Strona 2 z 2

Instead of havin' demons that's as big as my house

: ndz maja 17, 2026 1:22 am
autor: April Finch
Mogła to zrobić dużo spokojniej. Powinna zacząć od nabudowania jakiejś rozmowy. Mogła też po prostu ostrzec Teddy, że zaraz wypali z czymś takim i może wtedy jej narzeczona nie zaczęłaby się krztusić. Spojrzała na nią zmartwiona, by upewnić się, że nic jej nie jest. Na szczęście wciąż była w jednym kawałku. Jeszcze tego brakowało, żeby w takim momencie wyzionęła ducha. April by chyba tego nie przeżyła. Emocje przecież ponosiły ją tak łatwo, a to był na to najlepszy przykład. Nie była w stanie wytrzymać presji, którą sama przecież sobie nabudowała w głowie przez ostatnie tygodnie. Miała nadzieję, że w trakcie tej kolacji wytrzyma nieco dłużej i w ogóle zrobi to jakoś... lepiej. Ale grubo się pomyliła. Pokładała w sobie zdecydowanie zbyt dużo wiary.
Przeniosła wzrok na matkę, kompletnie nie pojmując, skąd wzięło jej się to pytanie. Doskonale przecież wiedziała, odkąd się przyjaźniły. Znając jej skrupulatność, to pewnie pamiętała dzień, w którym April po raz pierwszy jej o Darling opowiedziała. Czemu więc wydawało jej się to dziwne? Odkąd April dowiedziała się, że rodzice jej partnerki wyczekiwali ich oświadczyn jak ziemia dżdżu, będąc od dawna święcie przekonanymi, że do nich dojdzie, zaczęła mieć jakieś dziwaczne wymagania względem rodziców i ich reakcji. Nie spodziewała się, że tak szybko zaczną je wszystkie demolować.
Spojrzała na ojca, kiedy ten stwierdził, że pomrukiwanie będzie również jego strategią w dyskusji. W ogóle nie poczuła ulgi, że pozbyła się z ramion ciężaru tego sekretu. Poczuła się przytłoczona nim o wiele mocniej niż kiedykolwiek. Wprawdzie wyszedł już ze sfery tajemnicy, ale na razie nie wyniknęło z tego nic dobrego. A wręcz przeciwnie, zaczęło to skręcać w jakimś okropnym kierunku. Spojrzała na ich dłonie, licząc, że to ją nieco uspokoi. Niespecjalnie to pomogło. Chociaż z drugiej strony, gdyby Teddy nie było teraz obok niej, pewnie zwariowałaby do reszty.
Nie powiedziałbym, że praca w straży mi przeszkadza. To twoja ścieżka zawodowa, nie moja. Wydaje mi się natomiast, że nie jesteś osobą, która... przerwał, ponieważ po drugiej stronie stołu szurnęło krzesło, a zaraz po tym huknęło o podłogę. April podniosła się z miejsca na tyle gwałtownie, że dokonała lekkiej demolki. Wbiła w ojca wściekłe spojrzenie. Miała wrażenie, że wewnątrz cała się gotuje. Przed momentem przepraszała za rozbicie kieliszka, a teraz miała ochotę cisnąć całą ich lodówką na wino.
— Nawet tego, kurwa, nie dokańczaj — warknęła. W środku aż cała dygotała. Nie miała pojęcia, jakimi mitycznymi siłami udawało jej się utrzymywać w jednym miejscu i nie dostać jakiegoś ataku.
— April... — odezwała się jej matka tonem, który miał chyba być próbą uspokojenia córki. Nigdy nie było im po drodze z awanturami, a to, co się teraz działo, było przecież bardzo dalekie od wizji, jaką Abigail miała na ten wieczór.
— Nie mam pojęcia, o co ci chodzi, ale też nie wiem, czemu miałoby mnie to obchodzić. Nie przekonało cię piętnaście lat przyjaźni, nie przekonuje cię też fakt, że chcę za nią wyjść... to ja nie wiem, co niby miałoby zmienić twoje zdanie. To powinny być twoje jedyne argumenty, by zdecydować, czy lubić Teddy czy też nie. — Nie przejęła się kompletnie matką, nawet na nią nie spojrzała. Wciąż gromiła wzrokiem ojca, próbując jakkolwiek pojąć, jak on mógł się zachowywać w ten sposób. Przecież nie oczekiwała, że nagle zaczną chodzić razem na zakupy i spacery do lasu. Miał się po prostu cieszyć szczęściem córki, a nie odwalać takie szopki. Zacisnęła szczęki, czując, jak w oczach zbierają jej się łzy. Za nic w świecie nie chciała jednak złamać się tak szybko i po prostu się rozpłakać. Choćby miały jej popękać zęby, będzie sterczeć taka spięta, póki nie uda jej się zdusić w środku tych odczuć albo Paul jednak nie przeprosi.
Nikt nie bierze niczego innego pod uwagę. Nie mamy zamiaru sterować twoimi wyborami. Jesteś dorosła, podejmujesz odpowiedzialne decyzje i informujesz nas o tym, kiedy przyjdzie ci ochotapodjęła znowu Abigail, starając się zachować spokój. April nadal na nią nie patrzyła, ale usłyszała minimalną zmianę w jej głosie, być może niedostrzegalną do kogoś, kto nie mieszkał z tą kobietą przez dwadzieścia lat. Pojawiło się w niej jakieś wahanie, jakiś stres albo smutek.

Nie liczy się nic, liczą się przyspieszone tętna

Instead of havin' demons that's as big as my house

: ndz maja 17, 2026 2:54 am
autor: teddy darling
Nie chciała, żeby April mierzyła swoich rodziców tą samą miarą, którą przykładała do Darlingów. Trudno było porównywać do siebie ludzi o tak różnych charakterach i podejściu do życia. Finchowie nigdy nie sprawiali na Teddy wrażenia osób okrutnych. Uprzedzonych - może. Rozczarowanych - zdecydowanie. Ale nie złych. Dlatego tym bardziej nie podobało jej się, w jakim kierunku zmierzała ta rozmowa. Przychodząc tutaj, obie wiedziały, czego raczej nie powinny się spodziewać. Żadna z nich nie liczyła na entuzjazm i łzy wzruszenia. Strażaczka od początku zakładała, że będzie niezręcznie. Że pojawią się trudne pytania. Była na to przygotowana. A przynajmniej tak jej się wydawało. Mimo to siedziała teraz przy tym stole równie spięta jak narzeczona. Bo czym innym jest wyobrażanie sobie czyjejś reakcji, a czym innym obserwowanie jej na własne oczy. Słuchanie urywanych zdań, niedopowiedzeń i tego specyficznego tonu, który jasno sugerował, że coś jest ewidentnie nie tak. I Teddy potrafiłaby sobie z tym poradzić. Ale zerkała na April i miała coraz większe poczucie winy, że jednak namówiła ją na to spotkanie. Nie chciała jednak, żeby narzeczona musiała znosić wszystko właśnie w taki sposób. Nie chciała widzieć, jak z każdą kolejną odpowiedzią ojca robi się bardziej roztrzęsiona i wściekła.
Paul nawet nie próbował ukrywać swojego stanowiska. Nie powiedział wprost, że nie akceptuje Teddy, ale każde kolejne zdanie właśnie do tego zmierzało. Siedziała nieruchomo, kiedy Paul zaczął mówić o straży. W pierwszej chwili jeszcze próbowała wmówić sobie, że może źle go zrozumiała. Że może rzeczywiście chodziło mu wyłącznie o pracę, o ryzyko, o godziny, o cokolwiek, co rodzice zwykle wyciągają, kiedy martwią się o przyszłość własnych dzieci. Ale sposób, w jaki urwał zdanie, powiedział jej wystarczająco dużo. Spojrzała na niego uważniej, próbując zrozumieć, co właściwie chciał powiedzieć. Nie była głupia. Wiedziała, jak ludzie czasem patrzą na strażaków. Wiedziała też, że część osób widzi w niej przede wszystkim kobietę, która wykonuje męski zawód. Była do tego przyzwyczajona. Komentarze, głupie żarty, niedowierzanie - wszystko to przerabiała już wcześniej. Ale tutaj nie chodziło tylko o straż.
I właśnie wtedy krzesło April z hukiem odsunęło się od stołu.
Teddy drgnęła mimowolnie i automatycznie mocniej zacisnęła palce na jej dłoni, choć sekundę później April już stała. Nie była zaskoczona, że narzeczona wybuchła. Bardziej zaskoczone byłaby chyba wtedy, gdyby siedziała dalej spokojnie i pozwalała ojcu kończyć tamto zdanie. Znała ją za dobrze. Wiedziała, jak reaguje, kiedy czuje się przyparta do ściany albo kiedy ktoś uderza w coś dla niej ważnego. A Darling była dla niej ważna. To akurat było widać aż za bardzo.
April — tym razem to ona zaczęła uspokajającym tonem, ale innym niż ten, którego użyła Abigail. — Daj spokój. Jest w porządku. Naprawdę — dodała jeszcze, chociaż nic nie było w porządku i nic było takie, jak być powinno.
Spuściła na chwilę wzrok. Nie chciała patrzeć na Paula w momencie, kiedy April praktycznie wbijała go w krzesło samym spojrzeniem. Nie chciała też, żeby Abigail miała poczucie, że siedzi naprzeciwko nich ktoś osądza każdy ich ruch. Finchowie właśnie dowiedzieli się o czymś ogromnym, a przecież nieczęsto mieli pojęcia, co dzieje się w życiu własnej córki, która mówiła im to, na co miała akurat ochotę. Informacja o zaręczynach spadła na nich jak grom z jasnego nieba. To oczywiście nie usprawiedliwiało ich zachowania, ale Darling próbowała postawić się w ich sytuacji.
Nie mamy zamiaru sterować twoimi wyborami, ale to nie oznacza, że będziemy je akceptować . Nie mogę wypowiadać się za matkę, ale ja tego zwyczajnie nie toleruję— oświadczył Paul, jak gdyby nigdy nic, dolewając sobie whisky.
Teddy wiedziała, że to zdanie zostanie z nimi na długo. Nie była pewna, czy April słyszy teraz cokolwiek poza samym odrzuceniem. I trudno było jej się dziwić. Sama poczuła nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami, mimo że przez większość wieczoru próbowała zachowywać spokój. Bo właściwie, co to miała oznaczać? Nie akceptować Teddy? Nie akceptować ich związku? Czy może całego życia, które chciały razem zbudować.
Przez chwilę w jadalni zapanowała cisza tak ciężka, że Darling miała ochotę po prostu wstać od stołu i wyjść, zanim sytuacja rozleci się całkowicie. Ale nie ruszyła się nawet o milimetr. Spojrzała w końcu na April i dopiero wtedy naprawdę dotarło do niej, jak źle to na nią działa. Wściekłość nadal tam była, ale pod nią kryło się coś znacznie gorszego. Rozczarowanie. Takie prawdziwe, dziecięce wręcz rozczarowanie własnym rodzicem. Jakby część niej nadal naiwnie liczyła, że ojciec po prostu potrzebuje chwili, a potem powie coś, co wszystko naprawi. Przełknęła ślinę i odruchowo uniosła dłoń, chcąc sięgnąć jej przedramienia, ale zatrzymała się w połowie ruchu. Nie była pewna, czy ukochana w ogóle byłaby teraz w stanie przyjąć jakikolwiek gest uspokojenia. I chyba po raz pierwszy od momentu wejścia do tego domu naprawdę pomyślała, że żadna z nich nie była przygotowana na to, jak źle może pójść ta rozmowa.
Powinnyśmy już iść — odezwała się cicho, odsuwając swoje krzesło. — Bardzo dziękujemy za gościnę, pani Finch — zwróciła się do Abigail, bo Paulowi nie miała za co dziękować.
Usiądźcie. Porozmawiajmy normalnie — spróbowała pani Finch, ale Teddy pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że to fatalny pomysł. Może kiedy indziej, ale na pewno nie teraz.

moja droga byłaś ze mną, kiedy moja droga była kręta