Strona 2 z 2

A psik!

: ndz maja 24, 2026 10:51 pm
autor: Lilian Davenport
Chciała jak najszybciej wrócić do łazienki, aby przypadkiem nie natknąć się na któregoś z członków rodziny Korhonenów, którzy przecież nadal mogli kręcić się po domu. Nie znała Maxa na tyle dobrze, aby wiedzieć cokolwiek o jego bliskich (poza tym, że miał sympatyczną mamę) dlatego zdecydowanie nie zamierzała ryzykować poznawania kogokolwiek w przemoczonych jeansowych szortach i beżowym staniku.
Idąc przez korytarz, Lilian nie myślała właściwie o niczym innym poza tym, jak bardzo była naiwna i głupia, wpadając na ten irracjonalny pomysł z prysznicem.
Durna, bo najpierw powinna upewnić się, czy w domu nie było kogoś, kto potrafiłby lepiej zająć się Maxem. Naiwna, bo w tamtym momencie naprawdę wierzyła, że postępowała właściwie.
Kolejna fala emocji uderzyła w nią w chwili, gdy otworzyła drzwi. Mimowolnie wypuściła z rąk wszystkie ubrania, po czym odruchowo zasłoniła oczy prawą dłonią. Jednak po dłuższym oczekiwaniu nie usłyszała żadnego, gwałtownego ruchu, czeoś, co świadczyłoby o desperackiej próby zakrycia się, więc ostrożnie rozchyliła palce.
Najpierw spojrzała na rozgrzaną od gorączki twarz Maxa. Niezmiennie wylądał na zmęczonego z karkiem opartym o kafelki, ale jednocześnie z jego mimiki bił wręcz niepokojąca ignorancja. Nie wydawał się przejęty tym, że Lilian przyłapała go nago.
Zaraz zerknęła niżej. Przesunęła wzrok po szerokich, zaczerwienionych ramionach, klatce, która lśniła od wody i napiętych mięśniach brzucha, aż dopiero po chwili zatrzymała się na tych intymniejszych strefach jego ciała.
Przełknęła ślinę. Czuła jak serce waliło jej o piersi w zastraszająco alarmującym tempie, jednak kiedy ponownie powróciła do twarzy Maxa, w której wyrazie kompletnie nic się nie zmieniło, po prostu prychnęła i opuściła rękę.
Niewiarygodne — syknęła bardziej do siebie aniżeli do niego. Potem schyliła się po ubrania, a w międzyczasie zdążyła minimum trzy razy zbesztać się za utratę rezonu. Zastanawiała się, czy robił to specjalnie? Nie mógł udawać gorączki, jednak zachowanie Maxa pod prysznicem i obecnie pozostawiało naprawdę wiele do życzenia. Nie przywykła do takiej wylewności ze strony kogokolwiek; nie przywykła, nawet jeżeli bywała zaczepiana przez mężczyzn, że ktoś spoglądał na nią w taki sposób. — Zakryj się chociaż! — Cisnęła w stronę Korhonena koszulką i dresami, po czym sama pośpiesznie założyła T-Shirt.
Chyba miała już dosyć. Czuła, że granica jej empatii, cierpliwości i zwykłej ludzkiej wytrzymałości właśnie została brutalnie przekroczona, a wszystkie czerwone lampki w głowie rozbłysły jednocześnie niczym fajerwerki na nocnym niebie. Najpierw majaczył, a teraz stał przed nią niby wciąż chory, ale nagi, niczym młody Bóg.
Lilan w dwóch szybkich krokach dopadła swojej porzuconej w zlewie bluzki, po czym odwróciła się do wyjścia. Potrzebowała dystansu, zanim zrobi albo powie coś, czego później będzie żałowała, bo przecież potrafiła bez ostrzeżenia paplać same głupoty.

Max Korhonen

A psik!

: pn maja 25, 2026 9:05 am
autor: Max Korhonen
Mało prawdopodobnym było to, że Lilian natknie się na kogoś w domu. Max mieszkał wyłącznie z rodzicami, a obecnie jego ojciec wyjechał do Finlandii załatwiać jakieś sprawy, w które blondyn nigdy szczególnie się nie zagłębiał. Matka natomiast wracała zwykle późno; pochłonięta własnym grafikiem i obowiązkami, przez co dom przez większość dnia pozostawał cichy i niemal pusty. Korhonen lubił ten spokój. Dzisiaj jednak cisza wydawała się dziwnie ciężka, lepka od gorączki i emocji, które od kilkunastu minut wymykały mu się spod kontroli.
W głowie Maxa wciąż pulsował obraz Lilian stojącej pod prysznicem; mokre włosy przyklejone do szyi, drżący oddech i dłonie zaciskające się na jego koszulce. I ten moment, w którym go przytuliła. Wbrew wszystkiemu właśnie wtedy coś w nim drgnęło bardziej niż powinno. Bo jeszcze chwilę wcześniej kierowało nim wyłącznie fizyczne pragnienie: proste, instynktowne i brutalnie szczere. Chciał jej bliskości w najbardziej egoistyczny sposób; chciał zagłuszyć gorączkę, chaos i własne myśli jej skórą oraz oddechem. Jednak gdy objęła go ramionami i zaczęła klepać po plecach z tą absurdalnie ciepłą troską, coś się zmieniło. Nagle przestał skupiać się na własnym ciele, a zamiast tego poczuł spokój. Ten rodzaj ulgi, którego nie doświadczał od bardzo dawna.
Dlatego kiedy wróciła do łazienki i zatrzymała się w progu, nie wykonał gwałtownego ruchu ani nie próbował się zakryć. Gorączka, mimo lekkiej poprawy, wciąż odbierała mu część rozsądku, przez co jej obecność wydawała się czymś abstrakcyjnym; zupełnie jakby ponownie stała się majakiem, wytworem zmęczonego umysłu, który uparcie podsuwał mu obrazy zbyt intensywne, by mogły być prawdziwe. Lilian stała przecież kilka kroków od niego — rozczochrana, zdenerwowana i czerwona na twarzy — a Max nadal miał irracjonalne wrażenie, że jeśli mrugnie, zniknie równie nagle, jak się pojawiła.
Dopiero gdy koszulka uderzyła go w tors i usłyszał zirytowane „zakryj się chociaż”, dotarła do niego rzeczywistość.

Przecież próbowałem — mruknął zachrypniętym głosem, chociaż nie dało się ukryć, że ręcznik nadal wisiał na wieszaku tuż przy kabinie prysznicowej - nikt nie próbował po niego sięgnąć. Wbrew temu, co mogła pomyśleć Lilian, blondyn nie robił niczego specjalnie. W normalnych okolicznościach nawet nie pomyślałby o tym, żeby przywitać dziewczynę w stroju Adama. Sama myśl o tym napawała go wstydem; nawet jeśli nie miał problemu z nagością, istniały przecież pewne granice przyzwoitości i szacunku, których zazwyczaj pilnował niemal odruchowo. Teraz jednak gorączka skutecznie rozmywała mu instynkty, odbierała ostrość myślenia i sprawiała, że reagował wolniej. Dlatego, kiedy Lilian wróciła do łazienki, Max początkowo nawet nie zrozumiał, dlaczego upuściła ubrania ani czemu zasłoniła oczy dłonią. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niego, w jakiej pozycji właściwie stał.
Przymknął powieki i ciężko oparł głowę o chłodne kafelki, wypuszczając z ust cichy, zachrypnięty śmiech bardziej z własnej bezradności niż rozbawienia. — To chyba zły moment, żeby powiedzieć, że kompletnie o tym nie pomyślałem? — mruknął ochryple. Spojrzał na trzymane w dłoniach ubrania, a krótkie zawahanie wymalowało się na jego twarzy, jakby potrzebował chwili, by przypomnieć sobie, co właściwie powinien z nim zrobić. W końcu naciągnął na siebie spodnie, potem koszulkę, chociaż ruchy miał wyraźnie spowolnione.
Kiedy Lilian ruszyła w stronę wyjścia, coś w jej zachowaniu sprawiło jednak, że wyprostował się odrobinę. — Lilian — odezwał się używając jej imienia, jakby sprawa była niebywale poważna, i prawdopodobnie w odczuciu brunetki taka była. — Hej, nie uciekaj. - rzucił przez chwilę tylko na nią patrząc; zmęczony, rozgrzany od gorączki i dziwnie spokojny mimo chaosu, który jeszcze chwilę temu miał w głowie. — Nie chciałem cię zawstydzić — dodał po chwili już znacznie ciszej. — Chyba powinienem ci podziękować, zamiast doprowadzać cię do zawału.




Lilian Davenport

A psik!

: pn maja 25, 2026 12:34 pm
autor: Lilian Davenport
Lilian zmrużyła oczy i skrzyżowała ręce na piersi. Natychmiast posłała mu spojrzenie pełne niedowierzania. Jej wzrok tylko na krótką chwilę uciekł w stronę ręcznika wiszącego niewzruszenie na wieszaku, jakby bezczelnie szydził z nich obojga, po czym wróciła do nagiej sylwety Maxa.
Jasne. Próbowałeś — prychnęła oburzona. Nie wyglądała na ani trochę przekonaną jego tłumaczeniem. Ani pierwszym, ani kolejnym, kiedy wspomniał o tym, że nie pomyślał.
Nie pomyślał, aby się zasłonić.
Nie pomyślał. Oczywiście.
W żaden sposób nie zareagowała na jego krótki, zachrypnięty śmiech. Z jakiegoś powodu jeszcze bardziej ją to irytowało. Skupiła się wyłączie na twarzy Korhonena, jakby za wszelką cenę próbowała zignorować całą resztę, choć co chwilę mimowolnie zerkała na dłonie, kóre wpierw jedynie zaciskał na otrzymanych ciuchach. Odwróciła głowę dopiero wtedy, kiedy zaczął się ubierać.
Lilian głośno westchnęła. Była zażenowana i zaniepokojona absolutnie wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich minut, ale największy niesmak czuła wobec samej siebie. Zupełnie niepostrzeżenie do jej głowy znowu wdarła się sylweta babki Dolores. Słyszała głos seniorki, który był utkany wyłącznie z krytyki. Ponadto niemal widziała to pełne dezaprobaty spojrzenie, jakim zmierzyłaby ją od stóp do głowy, gdyby zobaczyła, że właśnie stała na przeciwko nagiego mężczyzny.
Babka na pewno nazwałaby to bezwstydnością. Wtedy Lilian zaczęła mieć chorobliwe wrażenie, że słyszała Dolores wydzierającą się na nią w niebogłosy, dlatego na chwilę przed wyjściem, zupełnie intuicyjnie zasłoniła uszy i docisnęła łokcie do czoła.
Nie uciekam — burknęła, choć zdążyła już przekroczyć próg łazienki. Jednak ledwie kilka sekund później, kiedy usłyszała kolejną wypowiedź Maxa, odwróciła się z impetem i narastającą pretensją w ciemnych oczach. — Tak. Zdecydowanie powinieneś mi podziękować, bo czterdzieści jeden stopni gorączki może być stanem zagrożenia życia — rzuciła ostrzej, niż planowała. — Ale wiesz co? Ja nawet nie zamierzałam tutaj dziś przychodzić, więc może właśnie byłbyś teraz w drodze do szpitala. Moja babcia się o ciebie martwiła albo właściwie martwiła się tym, czy dokończysz remont pensjonatu, bo przecież to jest teraz najważniejsze.
Od razu zacisnęła szczękę, zirytowana bardziej sobą niż nim i emocjami, które całkowicie wymknęły jej się spod kontroli. Wcale nie chciała być dla niego niemiła; to nie było do niej podobne. Problem polegał na tym, że Max postawił ją w sytuacji, nad którą przestała panować. Obudził w niej samokrytykę zaszczepioną przez babkę Dolores. Nagle wszystko zaczęło ją przytłaczać.

A psik!

: pn maja 25, 2026 1:44 pm
autor: Max Korhonen
Max przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Stał nieruchomo po drugiej stronie łazienki, z mokrymi włosami opadającymi na czoło i dłonią zaciśniętą na materiale koszulki tak mocno, że pobielały mu knykcie. Słowa Lilian uderzyły go znacznie mocniej, niż powinny. Wybrzmiewająca w nim złość i wyrzut okraszona emocjami, które drzemały w dziewczynie odrobinę go ocuciły, wywołując dziwny ucisk gdzieś pod mostkiem. Zmęczenie, gorączka i emocjonalny chaos sprawiały, że nie potrafił już oddzielać od siebie poszczególnych emocji. Irytacji. Wstydu. Wdzięczności. Tego absurdalnego spokoju, który czuł, kiedy była blisko.
A ona - roztrzęsiona, zdenerwowana i przytłoczona bardziej, niż początkowo chciała pokazać. Dopiero wtedy naprawdę dotarło do niego, że nie chodziło już o samą sytuację w łazience. Że Lilian od dobrych kilku minut walczyła bardziej sama ze sobą niż z nim.

Hej… — odezwał się w końcu zdecydowanie spokojniej niż ona chwilę wcześniej. Zrobił krok w stronę brunetki, ale zaraz się zatrzymał, jakby nagle przypomniał sobie, że ostatnio za każdym razem, gdy skracał między nimi dystans, wszystko wymykało mu się spod kontroli.
Przetarł dłonią twarz i wypuścił ciężko powietrze. Wyglądał, jakby gorączka wyssała z niego resztki sił, a mimo to w jego spojrzeniu pojawiło się coś bardziej świadomego. W plątaninie wszystko tych emocji, jakie nimi targały zupełnie zapomniał o zażytej wcześniej tabletce, która właśnie zaczynała działać, oddając mężczyźnie choć niewiele zdrowego rozsądku.
Nie chciałem zrobić z ciebie ratownika medycznego ani… nie wiem, kolejnego problemu do rozwiązania. — zaśmiał się krótko, ale bez rozbawienia. — Po prostu…. - uciął, nie pozwalając by słowa zbyt szybko opuściły jego usta. — Wiem, że zachowywałem się jak idiota. — oznajmił. — Wiem. - powtórzył opierając się biodrem o umywalkę, jakby nagle zabrakło mu sił, żeby dalej stać prosto. Nie był świadom, że wybuch ze strony Lilian nie wynikał wyłącznie z tej absurdalnej sytuacji i jego wcześniejszego zachowania. Nie wiedział, że obudził w niej coś znacznie starszego i głębszego — wszystkie te słowa, które przez lata wpajała jej babka Dolores. Krytykę ukrytą pod pozorem troski. Wstyd zaszczepiany przy każdej okazji.

Max widział tylko roztrzęsioną dziewczynę stojącą w progu łazienki i był niemal pewny, że sam doprowadził ją do tego stanu. Ta świadomość nieprzyjemnie ścisnęła go gdzieś pod żebrami.
Naprawdę nie chciałem, żebyś poczuła się tutaj źle — dodał — Po prostu… chyba przestałem normalnie myśleć. - wyznał i była chyba najbardziej szczera rzecz, jaką mógł teraz powiedzieć. Gorączka rozmywała granice rozsądku, ale obecność Lilian robiła coś znacznie gorszego — sprawiała, że Max momentami kompletnie zapominał o wszystkich mechanizmach kontroli, które budował wokół siebie przez lata.

A psik!

: pn maja 25, 2026 5:51 pm
autor: Lilian Davenport
Nie zezłościł się. Nie zrobił tego, dlatego Lilian poczuła się jeszcze gorzej. W tym momencie we własnych oczach była jedynie bardziej winna i bardziej żałosna. Popatrzyła na Maxa wyraźnie złamana zza progu łazienki i ciężko westchnęła, gdy dostrzegła jego nieudolną próbę podejścia. Na szczęście w porę się zatrzymał się, zanim zdążyła poprosić, aby się nie zbliżał.
Chyba nie była gotowa na kolejną konfrontację. Nie teraz, kiedy gorycz szczypała ją w język po tym, co powiedziała. Z jakiegoś powodu nie chciała, aby Max odebrał jej zachowanie jako pozbawione troski czy ludzkiej bezinteresowności, która dla Lilian była charakterystyczna. Jeszcze chwilę wczwśniej naprawdę zależało jej na tym, aby poczuł się lepiej po ich wspolnym, lodowatym prycznicy. A remont wcale nie był najważniejszy. Najważniejsze było zdrowie.
To wcale nie miało tak zabrzmieć — ucięła, gdy wspomniał o robieniu z niej ratownika medycznego. Doskonale wiedziała, o co mu chodziło i wiedziała też, że wcale tego tak nie odebrała. Przecież nie mógł spodziewać się, że tego dnia zjawi się u niego w domu z całym koszem rozmaitości, więc nie równoczenie nie mógł zaplanować tych wszystkich niedorzecznych poczynań. — Masz gorączkę — przypomniała cicho, chcąc, o zgrozo, jednak go usprawiedliwić.
Po swoim wybuchu Lilian nie potrafiła tak po prostu przyjąć skruchy Maxa, choć jeszcze przed chwilą podświadomie pragnęła, aby przepadł pod ziemią. Zwłaszcza że, mimo wszystko, naprawdę zachował się jak idiota, paradując przed nią kompletnie obnażony, jakby nie widział w tym nic niestosownego.
Teraz uważała, że niezależnie od powodów — czy była to jego niezachwiana pewność siebie, czy po prostu wysoka gorączka — nie powinna była tak się unosić. Gubiła się we wszystkim co czuła. Przez tę cholerną Dolores traciła swoją naturalną beztroskę i nadawała całej sytuacji znacznie większą problematyczność.
Nie szkodzi — wypaliła znienacka. — Nic się nie stało. — Nerwowo potarła czoło. Wolała, aby nie kontynuuował, bo mogłoby to tylko pogorszyć jej wewnętrzną rozterkę. — Tak naprawdę niewiele widziałam. To znaczy widziałam wszystko, ale po takim prycznicu na szczęście był malutki. Taki pomarszczony i skurczony. To znaczy... Boże, co ja wygaduje! — Raptem sekundę wcześniej wypowiedziała wszystko z lekkością, zakrawającą o żart, którym pod wpływem zdenerwowania chciała zatuszować poprzednią niekomfortową wypowiedź. Niestety całość momentalnie uderzyła w Lilian z niesłychaną mocą, dlatego rozszerzyła oczy i gwałtownie odwróciła głowę. Zdradliwy rumieniec błyskawicznie rozlał się po jej policzkach i sięgnął aż po czubki uszu. Jeszcze przed chwilą przytłaczał ją stres i napięcie, ale teraz wszystko to rozpłynęło się pod falą nagłego, palącego wstydu.
Miała ochotę zapaść się pod ziemię.
Nerwowo zacisnęła palce na materiale bluzki i jęknęła z zażenowania.
Zapomnij, że coś takiego powiedziałam — Parsknęła krótkim, spanikowanym śmiechem, po czym zamknęła oczy i schowała nos pod kołnierz T-shirtu. Potem nagle rozpostarła ramiona i wcale niemniej zawstydzona rzuciła: — Przytul mnie, bo zaraz spłonę ze wstydu i bedziesz miał mnie na sumieniu.

Max Korhonen