A psik!
: ndz maja 24, 2026 10:51 pm
Chciała jak najszybciej wrócić do łazienki, aby przypadkiem nie natknąć się na któregoś z członków rodziny Korhonenów, którzy przecież nadal mogli kręcić się po domu. Nie znała Maxa na tyle dobrze, aby wiedzieć cokolwiek o jego bliskich (poza tym, że miał sympatyczną mamę) dlatego zdecydowanie nie zamierzała ryzykować poznawania kogokolwiek w przemoczonych jeansowych szortach i beżowym staniku.
Idąc przez korytarz, Lilian nie myślała właściwie o niczym innym poza tym, jak bardzo była naiwna i głupia, wpadając na ten irracjonalny pomysł z prysznicem.
Durna, bo najpierw powinna upewnić się, czy w domu nie było kogoś, kto potrafiłby lepiej zająć się Maxem. Naiwna, bo w tamtym momencie naprawdę wierzyła, że postępowała właściwie.
Kolejna fala emocji uderzyła w nią w chwili, gdy otworzyła drzwi. Mimowolnie wypuściła z rąk wszystkie ubrania, po czym odruchowo zasłoniła oczy prawą dłonią. Jednak po dłuższym oczekiwaniu nie usłyszała żadnego, gwałtownego ruchu, czeoś, co świadczyłoby o desperackiej próby zakrycia się, więc ostrożnie rozchyliła palce.
Najpierw spojrzała na rozgrzaną od gorączki twarz Maxa. Niezmiennie wylądał na zmęczonego z karkiem opartym o kafelki, ale jednocześnie z jego mimiki bił wręcz niepokojąca ignorancja. Nie wydawał się przejęty tym, że Lilian przyłapała go nago.
Zaraz zerknęła niżej. Przesunęła wzrok po szerokich, zaczerwienionych ramionach, klatce, która lśniła od wody i napiętych mięśniach brzucha, aż dopiero po chwili zatrzymała się na tych intymniejszych strefach jego ciała.
Przełknęła ślinę. Czuła jak serce waliło jej o piersi w zastraszająco alarmującym tempie, jednak kiedy ponownie powróciła do twarzy Maxa, w której wyrazie kompletnie nic się nie zmieniło, po prostu prychnęła i opuściła rękę.
— Niewiarygodne — syknęła bardziej do siebie aniżeli do niego. Potem schyliła się po ubrania, a w międzyczasie zdążyła minimum trzy razy zbesztać się za utratę rezonu. Zastanawiała się, czy robił to specjalnie? Nie mógł udawać gorączki, jednak zachowanie Maxa pod prysznicem i obecnie pozostawiało naprawdę wiele do życzenia. Nie przywykła do takiej wylewności ze strony kogokolwiek; nie przywykła, nawet jeżeli bywała zaczepiana przez mężczyzn, że ktoś spoglądał na nią w taki sposób. — Zakryj się chociaż! — Cisnęła w stronę Korhonena koszulką i dresami, po czym sama pośpiesznie założyła T-Shirt.
Chyba miała już dosyć. Czuła, że granica jej empatii, cierpliwości i zwykłej ludzkiej wytrzymałości właśnie została brutalnie przekroczona, a wszystkie czerwone lampki w głowie rozbłysły jednocześnie niczym fajerwerki na nocnym niebie. Najpierw majaczył, a teraz stał przed nią niby wciąż chory, ale nagi, niczym młody Bóg.
Lilan w dwóch szybkich krokach dopadła swojej porzuconej w zlewie bluzki, po czym odwróciła się do wyjścia. Potrzebowała dystansu, zanim zrobi albo powie coś, czego później będzie żałowała, bo przecież potrafiła bez ostrzeżenia paplać same głupoty.
Max Korhonen
Idąc przez korytarz, Lilian nie myślała właściwie o niczym innym poza tym, jak bardzo była naiwna i głupia, wpadając na ten irracjonalny pomysł z prysznicem.
Durna, bo najpierw powinna upewnić się, czy w domu nie było kogoś, kto potrafiłby lepiej zająć się Maxem. Naiwna, bo w tamtym momencie naprawdę wierzyła, że postępowała właściwie.
Kolejna fala emocji uderzyła w nią w chwili, gdy otworzyła drzwi. Mimowolnie wypuściła z rąk wszystkie ubrania, po czym odruchowo zasłoniła oczy prawą dłonią. Jednak po dłuższym oczekiwaniu nie usłyszała żadnego, gwałtownego ruchu, czeoś, co świadczyłoby o desperackiej próby zakrycia się, więc ostrożnie rozchyliła palce.
Najpierw spojrzała na rozgrzaną od gorączki twarz Maxa. Niezmiennie wylądał na zmęczonego z karkiem opartym o kafelki, ale jednocześnie z jego mimiki bił wręcz niepokojąca ignorancja. Nie wydawał się przejęty tym, że Lilian przyłapała go nago.
Zaraz zerknęła niżej. Przesunęła wzrok po szerokich, zaczerwienionych ramionach, klatce, która lśniła od wody i napiętych mięśniach brzucha, aż dopiero po chwili zatrzymała się na tych intymniejszych strefach jego ciała.
Przełknęła ślinę. Czuła jak serce waliło jej o piersi w zastraszająco alarmującym tempie, jednak kiedy ponownie powróciła do twarzy Maxa, w której wyrazie kompletnie nic się nie zmieniło, po prostu prychnęła i opuściła rękę.
— Niewiarygodne — syknęła bardziej do siebie aniżeli do niego. Potem schyliła się po ubrania, a w międzyczasie zdążyła minimum trzy razy zbesztać się za utratę rezonu. Zastanawiała się, czy robił to specjalnie? Nie mógł udawać gorączki, jednak zachowanie Maxa pod prysznicem i obecnie pozostawiało naprawdę wiele do życzenia. Nie przywykła do takiej wylewności ze strony kogokolwiek; nie przywykła, nawet jeżeli bywała zaczepiana przez mężczyzn, że ktoś spoglądał na nią w taki sposób. — Zakryj się chociaż! — Cisnęła w stronę Korhonena koszulką i dresami, po czym sama pośpiesznie założyła T-Shirt.
Chyba miała już dosyć. Czuła, że granica jej empatii, cierpliwości i zwykłej ludzkiej wytrzymałości właśnie została brutalnie przekroczona, a wszystkie czerwone lampki w głowie rozbłysły jednocześnie niczym fajerwerki na nocnym niebie. Najpierw majaczył, a teraz stał przed nią niby wciąż chory, ale nagi, niczym młody Bóg.
Lilan w dwóch szybkich krokach dopadła swojej porzuconej w zlewie bluzki, po czym odwróciła się do wyjścia. Potrzebowała dystansu, zanim zrobi albo powie coś, czego później będzie żałowała, bo przecież potrafiła bez ostrzeżenia paplać same głupoty.
Max Korhonen