Strona 2 z 2

cariño, te presento a Pati

: wt maja 19, 2026 6:23 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox musiał czasem poopowiadać bajki. Jak to o Pilar i Pati. Jak on przy Stewart mógł być kompletnie inny, mówić jej jak bardzo ją kocha i że oddałby za nią życie, że była dla niego wszystkim. Tak przy półświatku musiał grać. Cały czas.
Zupełnie innego Madoxa.
- Wszyscy - rzucił w odpowiedzi na pytanie Stewart, chociaż oboje wiedzieli, że nie wszyscy. Ale w stosunku do tancerek Madox zawsze mógł się zasłaniać tą zasadą, czasami jemu też była na rękę. Diego nie musiał wiedzieć, że on przecież robi sobie tutaj co tylko chce. Bo to jego klub.
A może wiedział? Bo zerknął w jego kierunku, chociaż potem dłużej zagapił się na Pilar, w momencie, w którym Noriega patrzył gdzieś na podest. I to nie na gibającą się w rytmie jakiejś smętnej piosenki tancerkę, na rurę za jej plecami. Może też wracając myślami do tego jak zaciskał na niej palce?
Zaraz jednak zacisnął je na dłoni Stewart i już szarpał ją do siebie. Na kolana. Bo skoro był jego, to tu miała siedzieć, przed nim, z jego dłonią ułożoną na udzie.
Poczuł jak się spięła, kiedy bez skrępowania mówił o tym, że Pilar była z policji. I mogli to zatajać przed nic nie znaczącymi półświatkowymi gangusami, ale nie przed Diego. Tutaj trzeba było grać w otwarte karty, Madox to wiedział, doskonale zdawał sobie sprawę, że Rojas by stąd wyszedł i w jakieś pół godziny dowiedział się o niej wszystkiego. A potem zaczęły by się pytania, dlaczego o tym nie wspomniałeś Madox. Więc wspominał, prosto z mostu, i przesunął wytatuowanymi palcami po jej udzie, miękko, może żeby ją uspokoić?
Przecież to nie tak, że Madox to strzelił, tak jak wtedy z narzeczoną przy makaroniarzu, w przypływie adrenaliny, kiedy dał mu po mordzie. Tutaj ważył co może, co powinien powiedzieć, żeby Diego wciąż mu ufał.
Był jego amigo.
A Pilar była jego... dupeczką, policjantką, z której przez łóżko miał wyciągać informacje. Co zaraz pokazywał w tym ognistym pocałunku, kiedy jego usta kradły z tych jej ostatni oddech, i nie dzielili tego na pół, jak zwykle, tylko... on brał, to co kurwa chciał. Wsuwając czubki palców pod materiał jej koszulki, napierając na nią mocniej. Agresywniej, tak, żeby pokazać kto tutaj rządzi. I na koniec jeszcze szarpnąć jej włosy, bo przecież to on tutaj szefował.
A zaraz pochylał się do Diego załatwiając interesy. Coś czuł, że Pilar go zapyta o te policjantki, ale nawet się na nią nie spojrzał, z tymi ciemnymi oczami zawieszonymi na Diego, kiedy już oznajmiał mu, że załatwi dla niego tę sprawę, ale nie za darmo. W tym świecie nic nie było za darmo. Madox się do tego przyzwyczaił.
Też zerknął na tancerkę, kiedy ściągała z siebie bieliznę oblepioną cekinami i zakręciła nią na palcu. Ale na nim ten pokaz nie robił aż takiego wrażenia, jak na Diego, bo on bardziej słodki tyłeczek trzymał sobie właśnie na kolanach. A zresztą wyznawał zasadę, że nie romansował z pracownikami, a jednak nie przeszkadzało mu to czasem, żeby urządzić sobie tutaj prywatny pokaz, albo jakiś full serwis, bez romansu w tle. I może Madox teraz przy Pilar był inny, był wierny, zapatrzony w nią, jak w najpiękniejszy na świecie obrazek, to kiedyś był... gorszy. Nie był grzecznym chłopcem. Nigdy.
Dopiero kiedy Diego zaczął nawijać o tej drugiej rzeczy, przeniósł na niego spojrzenie, wytatuowanymi palcami wciąż głaskając udo Stewart. Wbił w niego ciemne tęczówki, i przecież widział, jak się na nią gapił. Tyle, że znał Diego, skakali sobie czasem do gardeł, jak to Latynosi, a jednak żaden nigdy nie dotknął kobiety tego drugiego. Można by powiedzieć, że istniały miedzy nimi pewne nie pisane zasady. Jakaś nić przyjaźni?
O ile w tym półświatkowym świecie w ogóle można o czymś takim mówić. A jednak kiedy Rojas użył tego określenia perro względem Pilar, to poprawił się na fotelu. Nabrał powietrze w płuca, bo z jednej strony narracja powinna iść chyba w takim kierunku, że przecież on nie ufa jej do końca, a może ufa? Może była przydatna... Do tego stopnia, że niedługo sami ją wepchną w jego ramiona? A Diego zatańczy na ich ślubie?
Nie no kurwa, nie zaprosili by go.
- Ja jej ufam - powiedział spokojnie Noriega, ale mocniej zacisnął palce na udzie Pilar. A Pati wyjęła mu to pytanie z ust, co ten Rojas kombinował?
Słuchał go, tego co mówił o Navarro, kojarzył go. Madox kojarzył chyba wszystkich ludzi Diego. A na pewno wielu, tych przy ladzie znał wszystkich, z imienia i nazwiska. Znowu poczuł jak Pilar się spięła, ale on tym razem zachował zimną krew. Nawet powieka mu nie drgnęła, chociaż przytrzymał ją przy sobie mocniej. Mocniej opierając rękę na jej udzie i na talii.
Myślał, zastanawiał się na ile może wziąć jej stronę, a na ile powinien trzymać z Diego. Tylko, że Madox był jaki był. Agresywny, narwany, pierdolnięty, a jednak...
- Jak nie umie trzymać chuja w gaciach, to po co ci kurwa taki śmieć Diego? A jakby to była twoja dupa, albo nie wiem kurwa siostra, to byś mu tego kutasa odstrzelił - powiedział i poprawił jakoś na sobie Stewart pochylając się nad jej udami do przodu - i ja nie przyłożę ręki do tego, żeby jakiś zwyrol wyszedł z pierdla, a następna mogłaby być jakaś dziewczyna z klubu, albo kurwa Dora - a Dora to była siostra Diego, którą Madox też przecież znał - jak chcesz to mogę załatwić, żeby mu tam jeszcze wpierdolili, bo na pewno nie, żeby go zwolnili, a jak sam to ogarniesz, to żeby mi się nie zbliżał do klubu, bo zapierdolę i wtedy najmniejszym problemem będzie to, że nie umiał chuja trzymać przy sobie - powiedział poważnie. Bo Madox też miał pewne swoje zasady, które zresztą Rojas znał. Przez moment mierzyli się spojrzeniami, ale Madox finalnie sięgnął po swoją szklankę, żeby ją zzerować - wiesz... to wszystko to jest inny kaliber - omiótł spojrzeniem stolik, na którym leżała kokaina i tych goryli z bronią, a zaraz znowu patrzył na Diego - ale kurwa moja matka, w jebanej Kolumbii, teraz przewracała by się w grobie, jak ja przyłożyłbym do tego rękę - zacznijmy od tego, że matka Madoxa nie leżała wcale w kolumbijskiej mogile, tylko wygrzewała się na jakiejś hiszpańskiej plaży, ale Diego akurat o tym nie wiedział. Akurat tu Madox naopowiadał mu bajek, że jego matka nie żyje, a ojciec, ten siedział, to akurat się zgadzało.
Diego się skrzywił, pokręcił na kanapie, ewidentnie mu to nie pasowało, ale finalnie skinął głową.
- Coś w tym jest Madox, bo ten Navarro to meksykaniec... - rzucił zerkając na Pati, która poprawiła się obok niego na kanapie.
- Meksykańcy to popierdoleńcy, żadnych zasad, nie to co Kolumbijczycy, hermano - Madox pokręcił głową, ale zaraz znowu pochylił się do przodu - ale co to za człowiek amigo? Może mogę ci kogoś polecić? - zapytał, bo przecież Noriega też znał dużo ludzi. Różnych.
- No nie wiem... Wiesz chłop zajmował się takimi... - popatrzył na Pilar kiepiąc cygaro na podłogę, na co Madox znowu się skrzywił - odbierał moje, że tak powiem... zadłużenia - wyjaśnił w końcu. No tak, kto był do tego lepszy niż jakiś popierdolony meksykaniec? Madox przez chwilę myślał zaglądając w pustą szklankę.
- Doleję wam - zaoferowała się Pati, a podnosząc z miejsca oparła dłoń na kolanie Diego.
Madox pokręcił głową - nie, ja się zbieram, ale pomyślę o kimś Diego - jeszcze zwrócił się do Rojasa, a ten skinął głową.
- Vale, pregúntale a esta chica cuánto cobra por una mamada - dobra, to jeszcze zapytaj tej swojej dupeczki ile bierze za obciąganie, rzucił wskazując na tancerkę. A Madox się ruszył, żeby Pilar wstała. Sam też się podniósł.
- Ja do tego nie przykładam ręki, to jest kurwa porządny klub, sam zapytaj... Tylko kulturalnie - warknął a zaraz już opierał rękę na biodrze Pilar, żeby ją do siebie przyciągnąć, poprowadzić do drzwi. Pati ruszyła za nimi, chociaż jeszcze obejrzała się na tancerkę, jeszcze rzuciła do ochroniarzy, żeby mieli na nią oko.
Bo skoro tutaj szef nie przykładał ręki do napaści na tle seksualnym, to chyba trzeba było tego pilnować, prawda?

confío en ella ₊˚⊹ᰔ

cariño, te presento a Pati

: wt maja 19, 2026 9:42 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa, wspominki przemocy seksualnej
Ufam jej.
Doceniała te słowa. Wypowiedziane prosto w oczy jednemu z ważniejszych ludzi z latynoskiego półświatka. Że ufał swojej kobiecie. I chociaż Pilar delikatnie się uśmiechnęła, kiedy to mówił, w jej głowie wcale nie była taka pewna tego, czy Madox naprawdę jej ufał. Wciąż z tyłu głowy miała sytuacje z Galenem. To jak łatwo potrafił uwierzyć w to, że coś łączyło ją z Wyattem, że robiła go na boku. Jak on mógł w to pójść bez najmniejszego zawahania? Nie dawało jej to spokoju.
Pilar była przekonana, że szczególnie po Meksyku łączyło ich zaufanie nie do podważenia. Lojalność tak wielkiego kalibru, że nic ale to kurwa nic nie byłoby w stanie jej złamać. Że nawet jakby najlepsi kanciarze świata próbowali, to żadne z nich by się nie złamało. I chociaż Madox przeprosił, powiedział, że przecież ufał, to w jej głowie od tego czasu tliły się prawdziwe wątpliwości. Bo skoro pierodlony Galen Wyatt był ich w stanie złamałać przez jeden, durny telefon, to kto jeszcze mógł? Zamyśliła się na moment nad tym wszystkim, odcięła od rozmowy, a jednak kiedy Diego przedstawił cel swojej drugiej przysługi, od razu się spięła.
Nie było nawet takiej o p c j i, żeby ona wyciągnęła z więzienia gwałciciela.
Nawet jeśli mieliby jej za to ładować kulkę w łeb.
Nie i koniec.
I Madox doskonale o tym wiedział. Znał ją już wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że kto jak kto, ale akurat Pilar stawała m u r e m za słabszymi. Za ludźmi, którzy potrzebowali pomocy. Tym bardziej po sprawie z Daltonem, kiedy na własnej skórze poznała co to znaczyło być bezbronną przy psychopatyczne napalonym facecie. Bo przecież miała pełną świadomość, że jeśli Noriega by nie pojawił się wtedy w hotelu, Nick… no przecież by ją zgwałcił. Zrobiłby to. I jeszcze w tej swojej pojebanej do szpiku kości głowie myślałby, że to z miłości. Że przecież oboje tego pragnęli. Aż kurewsko zimny dreszcz przeszedł po jej plecach, kiedy tylko o tym pomyślała.
Nie.
Nie było kurwa opcji.
I już była gotowa wystartować do Diego; powiedzieć mu, żeby spierdalał, kiedy Madox zacisnął mocniej palce na jej udach. Spojrzała na niego wkurwiona, ale słowa, które zaczął mówić, szybko uświadomiły jej, że był po jej stronie. Że on też tego nie chciał. Tylko zamiast po prostu odmawiać Diego, postanowił sprawić, że on sam tego nie będzie chciał. I szczerze? Musiała przyznać, że zrobił to śpiewająco. Wybornie wręcz. Obłędnie. Tak dobrze, że przez cały czas jak mówił, Pilar patrzyła w niego jak w obrazek. Nawet kurwa nie musiała udawać tej zauroczonej po uszy idiotki, bo ona nie tylko świata poza nim nie widziała, ale też kurewsko doceniała jego dobre serce. Bo może i Noriega mógł grać groźnego gangusa, miał swoje za uszami, robił złe rzeczy, ale przecież nigdy ale to kurwa nigdy nie posunąłby się do czegoś takiego. Miał swoje wartości. I trzymał się ich. I w tamtym momencie dla Pilar nie było nic bardziej seksownego — facet, który stał przy swoim zdaniu. Bronił słabszych. I to nie przez odmawianie, a solidne argumenty, które Rojas faktycznie kupił. Zaraz nawijał o tym, że to meksykaniec, a oni przecież byli najgorsi.
Skopanie mu dupy, akurat z przyjemnością mogę załatwić — odezwała się, uśmiechając zaczepnie do Diego, a Rojas jak wcześniej faktycznie chciał swojego kumpla znowu na wolności, tak po monologu Noriegi, chciał mu jeszcze bardziej dojebać.
Proszę proszę — mruknął, ściągając kilka dodatkowych buszków z cygara. — Hermoso y peligroso piękna i niebezpieczna, nachylił się w ich kierunku, przesuwając spojrzeniem po ciele Stewart, chociaż kiedy jego wzrok nastąpił na dłoń Madoxa, od razu wrócił do oczu Pilar. — Está bien, sprawdźmy, co będziesz w stanie zrobić — sięgnął po szklankę z drinkiem i wyzerował ją do końca, na co Stewart skinęła głową. Normalnie nie mieszała się w takie rzeczy, ale tutaj, w tym właśnie scenariuszu w grę wchodziły dwa powody, dla których warto było się zaangażować. Po pierwsze będzie mogła zapulsować w oczach latynoskiego półświatka, a po drugie skoro facet zgwałcił jakąś biedną kobietę, z przyjemnością załatwi mu dodatkowe lanie podczas spaceru na deptaku. To akurat nie był problem.
Przewróciła oczami, kiedy Pati zaproponowała dolewkę. Naprawdę nie miała ochoty tu dłużej siedzieć, kto wie, co zaraz przyszłoby do głowy Diego. I Madox jakby czytał jej w myślach, od razu oznajmił, że on będzie się już zbierał, ale pomyśli o kimś do polecenia na miejsce Javiera. Rozmowy o dupeczkach i obciąganiu już nawet nie słuchała, bo po prostu skierowała się do wyjścia. Pati niby szła za nimi, ale Diego jeszcze zawołał ją do siebie, żeby zapytać o jakiś towar, skoro miała teraz zażądać tym przybytkiem i być prawą ręką Noriegi. Powiedziała, że zaraz do nich dołączy i wróciła się do kanapy.
Pilar za ten czas szarpnęła za klamkę i przeszła pierwsza przez trzy, a kiedy tylko Madox zamknął je za sobą, już zaciskała swoje palce na jego kolorowej koszuli i przyciskała go do ściany, przysuwając się bliżej. Tak blisko, że bez problemu mógł czuć na sobie jej ciepły oddech. Ona jego zresztą tęż. Przysunęła głowę. Chciała go pocałować? Czy może jednak przesłuchać?
Były dwie policjantki? — spytała prosto z mostu, każde ze słów osadzając na jego lekko rozchylonych wargach. — Haddie to jedna, a kto jest drugą? — faktycznie musiał mieć słabość do mundurów, skoro okazywało się, że ona nawet nie była drugą, a trzecią, którą usidlił. W głowie gdzieś wertowała te, które znała i z którymi nie raz prowadziła sprawy. A kiedy Madox w końcu raczył jej odpowiedzieć, chwile później drzwi znowu się otworzyły i wyszła z nich Pati. Popatrzyła na nich podejrzliwie, a zaraz potem się uśmiechnęła bezczelnie.
Może wam też trzeba załatwić jakiś pokój? — przewróciła oczami, przyglądając się swoim krwiście czerwonym paznokciom. Następnie podeszła bliżej i spojrzała na Madoxa. — Masz jeszcze chwile? Chciałam dogadać szczegóły naszej współpracy, skoro oficjalnie przy Rojosie powiedziałeś, że dostałam robotę — wcześniej była to niewiadoma, jednak po tym, co stało się w pokoju i jak jasno Madox dał znać, że pokojem VIP od teraz zajmowała się Fernendez, Pati chyba nie miała już co do tego żadnych wątpliwości. A przynajmniej takie sprawiała wrażenie. — Będę potrzebować na dół więcej ludzi. I więcej kamer. Tą marną jedną na podest możnaby łatwo zasłonić chociażby majtkami. A i jeszcze chciałabym zatrudnić nowe tancerki. Te tutaj są jakieś… — popstrykała w powietrzu, jakby szukała odpowiedniego słowa. — Przestarzałe. Nudne. Nie wiem, do wyjebania. Goście się nudzą — z jednej strony miała jaja, że tak na starcie już się rządziła, a z drugiej… no chyba dobrze to o niej świadczyło. Wyglądała, jakby znała się na robocie i naprawdę chciała z tego miejsce wyciągnąć jak najwięcej.

¿Quién es el segundo?