I would walk 500 miles
: czw cze 11, 2026 12:05 am
Spojrzała na Maxa nagle wzrokiem pełnym… zachwytu? Podziwu? Wdzięczności? To była mieszanka tych wszystkich uczuć, bo może i sobie właśnie żartowali, ale pierwszy raz ktoś skomplementował w pewien sposób jej wiedzę, a nie wygląd. To było miłe uczucie, bo przypomniało jej także, że mężczyzna nie traktował jej nigdy tylko jak obiekt seksualny do zabawy, a zawsze liczył się z jej uczuciami i poglądami. Nawet jeśli nie zgadzał się z nią we wszystkim, to nigdy nie machnął na nią ręką mówiąc, że jest głupią blondynką. Używał odpowiednich argumentów, a kiedy one się kończyły sięgał po inne metody, ale na te Cora za żadne skarby nie zamierzała narzekać! - Ostatnie lata spędziłam pracując w korpo i to w dziale marketingu. Nauczyłam się kilku nowych słówek- nieznacznie się wyprostowała, jakby chciała z dumą podkreślić, że miała pewne ambicje. Przemilczała jednak fakt, że była to rodzinna firma i na domiar złego przez większość czasu mówiła fotowaliczna, zamiast fotowoltaiczna. To były nic nieznaczące szczegóły.
- Słuchaj, właśnie za darmo przewozisz moje rzeczy do mieszkania na drugim końcu Toronto. Myślisz, że te dwie cechy są już Ci całkowicie obce?- spojrzała na niego wymownie z tym zadziornym uśmiechem na ustach, bo jak widać stała się też bardziej spostrzegawcza!
Poza tym przez większość czasu czuła się jakby cofnęła się do dawnych lat. Byli starsi, nieco dojrzalsi. Cora była zdecydowanie bardziej zdystansowana niż dotychczas, a jej śmiech momentami brzmiał odrobinę za długo, co Max słusznie zauważył, że miało to na celu przykrycie tych elementów w jej życiu, które teraz sprawiały jej najwięcej przykrości. Dlatego na chwilę zamilkła zastanawiając się nad odpowiedzią, której nie musiała od razu kończyć, skoro podjechali pod restaurację pod złotymi łukami. Po kilku minutach zamówienie trzymała już na kolanach , a jedząc i popijając przysłuchiwała się spostrzeżeniom Maxa. Uśmiechnęła się przepraszająco, gdy żartował o urażeniu jego gatunku. Cóż, bywa! Taka jego niedola- Seks miałby sprawić, że ktoś przestaje być głupkiem?- powtórzyła za nim marszcząc brwi i zaczynając rozmyślać o tym intensywnie.- Na to jeszcze tak nie patrzyłam- bo że tak naprawdę nie rozwiązuje prawdziwej potrzeby bliskości, to wiedziała w zupełności. Szczególnie, gdy w ostatnim czasie w samotności przeżywała problemy. Ale żeby seks miał zmienić podejście czy ktoś jest głupi? Niektórzy tylko to potwierdzali w ten sposób. - Zazwyczaj?- aż jej prawie frytka utkwiła w przełyku , gdy go usłyszała, więc zaczęła kaszleć próbując mu tutaj nie paść. - Jeżeli nie jest zajebisty, to już tylko i wyłącznie wasza wina, że nie słuchacie nas, kobiet- spojrzała na niego z lekkim wyrzutem, ale nie z jakąś pretensją. Akurat sięgając pamięcią do wspólnie spędzonych chwil z Maxem, nie miała na co narzekać. Uważała, że on raczej też nie miał na co się skarżyć! Niestety jednak czasami zdarzał jej się kiepski partner i obiektywnie rzecz biorąc, to na pewno nie była jej wina.
Nie zdążyła ani odpowiedzieć na pytanie, ani tym bardziej zwrócić mu uwagę, że właśnie trochę pomieszał zasady gry, bo najpierw powinien zadać pytanie, a potem wylosować piosenkę, ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Ani trochę. Świetnie się bawili w swoim towarzystwie, a zasady przecież były po to, aby je łamać. Co więcej, jego pytanie było na tyle interesujące, że wbiło w fotel Córę i gdyby nie chmura dymu wyłaniająca się spod maski, to by pewnie zamilkła na dłużej zastanawiając się nad odpowiedzią. Jednak wszechświat miał na nich swój własny plan. - Mam nadzieję, że nie wybuchniemy- rzuciła lekko zaniepokojona, ale całe szczęście Max ją zaraz uspokoił. Lecz za dodanie kolejnych słów dostał kuksańca w bok, ale i tak wywołał tym ponowny uśmiech na twarzy Cory. Cóż, jeżeli ma utknąć w rozwalonym aucie, to przynajmniej dobrze, że w takim towarzystwie!
Obserwowała go, gdy wychodził z auta popijając przy tym colę. Nagle jej uszu dobiegły jakieś szmery i wydawało jej się, że Korhonen coś do niej mówił? - Co?!- krzyknęła wychylając się przez okno, ale postanowiła po chwili po prostu wysiąść i dołączyć do niego. Nie będzie jak jakaś księżniczka siedziała w aucie, a może mu nawet w czymś pomoże? - Co mówi…- zaczęła pytać wysiadając z auta z kubkiem napoju w ręce, gdy potknęła się o wystający kamyk i poleciała do przodu. Całe szczęście w ostatniej chwili odzyskała równowagę i tym razem nie wylądowała na ziemi PRZEZ KRZYWĄ PODŁOGĘ, ale napój nie miał tyle szczęścia, bo cała zawartość kubka wylądowała na mężczyźnie. Cora tylko skrzywiła się przepraszająco i wzruszyła ramionami, patrząc na niego niepewnie. - Chyba z dwojga złego lepiej na koszulkę niż na silnik, prawda?- grunt to widzieć szklankę do połowy pełną! - Przepraszam, zdejmij ją, a ja poszukam w swoich rzeczach czegoś na zmianę dla Ciebie. Lubiłam zawsze podbierać koszulki moim byłym. Możesz więc przez chwilę znowu być młodym i głupim- uśmiechnęła się szeroko stawiając pusty już karton po coli na aucie i czekając aż Max zdejmie mokre ubranie. Chyba, że postanowi odgrywać jej tutaj mistera mokrego podkoszulka. Facet naprawiający auto bez koszulki? Czy w mokrej, opinającej koszulce? Ciężki wybór miała Cora.
Max Korhonen
- Słuchaj, właśnie za darmo przewozisz moje rzeczy do mieszkania na drugim końcu Toronto. Myślisz, że te dwie cechy są już Ci całkowicie obce?- spojrzała na niego wymownie z tym zadziornym uśmiechem na ustach, bo jak widać stała się też bardziej spostrzegawcza!
Poza tym przez większość czasu czuła się jakby cofnęła się do dawnych lat. Byli starsi, nieco dojrzalsi. Cora była zdecydowanie bardziej zdystansowana niż dotychczas, a jej śmiech momentami brzmiał odrobinę za długo, co Max słusznie zauważył, że miało to na celu przykrycie tych elementów w jej życiu, które teraz sprawiały jej najwięcej przykrości. Dlatego na chwilę zamilkła zastanawiając się nad odpowiedzią, której nie musiała od razu kończyć, skoro podjechali pod restaurację pod złotymi łukami. Po kilku minutach zamówienie trzymała już na kolanach , a jedząc i popijając przysłuchiwała się spostrzeżeniom Maxa. Uśmiechnęła się przepraszająco, gdy żartował o urażeniu jego gatunku. Cóż, bywa! Taka jego niedola- Seks miałby sprawić, że ktoś przestaje być głupkiem?- powtórzyła za nim marszcząc brwi i zaczynając rozmyślać o tym intensywnie.- Na to jeszcze tak nie patrzyłam- bo że tak naprawdę nie rozwiązuje prawdziwej potrzeby bliskości, to wiedziała w zupełności. Szczególnie, gdy w ostatnim czasie w samotności przeżywała problemy. Ale żeby seks miał zmienić podejście czy ktoś jest głupi? Niektórzy tylko to potwierdzali w ten sposób. - Zazwyczaj?- aż jej prawie frytka utkwiła w przełyku , gdy go usłyszała, więc zaczęła kaszleć próbując mu tutaj nie paść. - Jeżeli nie jest zajebisty, to już tylko i wyłącznie wasza wina, że nie słuchacie nas, kobiet- spojrzała na niego z lekkim wyrzutem, ale nie z jakąś pretensją. Akurat sięgając pamięcią do wspólnie spędzonych chwil z Maxem, nie miała na co narzekać. Uważała, że on raczej też nie miał na co się skarżyć! Niestety jednak czasami zdarzał jej się kiepski partner i obiektywnie rzecz biorąc, to na pewno nie była jej wina.
Nie zdążyła ani odpowiedzieć na pytanie, ani tym bardziej zwrócić mu uwagę, że właśnie trochę pomieszał zasady gry, bo najpierw powinien zadać pytanie, a potem wylosować piosenkę, ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Ani trochę. Świetnie się bawili w swoim towarzystwie, a zasady przecież były po to, aby je łamać. Co więcej, jego pytanie było na tyle interesujące, że wbiło w fotel Córę i gdyby nie chmura dymu wyłaniająca się spod maski, to by pewnie zamilkła na dłużej zastanawiając się nad odpowiedzią. Jednak wszechświat miał na nich swój własny plan. - Mam nadzieję, że nie wybuchniemy- rzuciła lekko zaniepokojona, ale całe szczęście Max ją zaraz uspokoił. Lecz za dodanie kolejnych słów dostał kuksańca w bok, ale i tak wywołał tym ponowny uśmiech na twarzy Cory. Cóż, jeżeli ma utknąć w rozwalonym aucie, to przynajmniej dobrze, że w takim towarzystwie!
Obserwowała go, gdy wychodził z auta popijając przy tym colę. Nagle jej uszu dobiegły jakieś szmery i wydawało jej się, że Korhonen coś do niej mówił? - Co?!- krzyknęła wychylając się przez okno, ale postanowiła po chwili po prostu wysiąść i dołączyć do niego. Nie będzie jak jakaś księżniczka siedziała w aucie, a może mu nawet w czymś pomoże? - Co mówi…- zaczęła pytać wysiadając z auta z kubkiem napoju w ręce, gdy potknęła się o wystający kamyk i poleciała do przodu. Całe szczęście w ostatniej chwili odzyskała równowagę i tym razem nie wylądowała na ziemi PRZEZ KRZYWĄ PODŁOGĘ, ale napój nie miał tyle szczęścia, bo cała zawartość kubka wylądowała na mężczyźnie. Cora tylko skrzywiła się przepraszająco i wzruszyła ramionami, patrząc na niego niepewnie. - Chyba z dwojga złego lepiej na koszulkę niż na silnik, prawda?- grunt to widzieć szklankę do połowy pełną! - Przepraszam, zdejmij ją, a ja poszukam w swoich rzeczach czegoś na zmianę dla Ciebie. Lubiłam zawsze podbierać koszulki moim byłym. Możesz więc przez chwilę znowu być młodym i głupim- uśmiechnęła się szeroko stawiając pusty już karton po coli na aucie i czekając aż Max zdejmie mokre ubranie. Chyba, że postanowi odgrywać jej tutaj mistera mokrego podkoszulka. Facet naprawiający auto bez koszulki? Czy w mokrej, opinającej koszulce? Ciężki wybór miała Cora.
Max Korhonen