I'm so into you, damn
: wt cze 02, 2026 5:45 pm
Nie tylko dla niej, dla Sonny’ego wcześniej to również byłoby znakiem ostrzegawczym, bo przecież nie zamierzał angażować się w relację z zajętą kobietą. To byłoby bez sensu, bo sprawa jest tu z góry przegrana, a on tylko narażałby się na złamane serce. I na początku o tym wiedział, a jedna teraz, jakby coś mu umykało… Choć wciąż nie zapominał o tym, że Lacey kogoś miała. Nie rozmawiali o tym nigdy i sama nic mu nie powiedziała, ale też nie musiała. Radwell widział dość dość w jej mieszkaniu, aby zrozumieć, jak wyglądała sytuacja.
Nią jednak teraz się nie przejmował. Nie skupiał się na takich detalach, jak obecny status ich relacji, a także związek Tadwell, bo co go to obchodziło, skoro on miał ją tu teraz i mógł liczyć na jej czas, obecność, bliskość i mógł kraść tyle pocałunków i obserwować tyle uśmiechów, ile tylko chciał. A to w tej chwili mu wystarczyło.
Nie musiał być tym jedynym, ważniejsze było to, że miał ją obok. I to coraz częściej, co w pełni mu odpowiadało, dlatego chętnie proponował kolejne spotkania, aby takich okazji było jeszcze więcej.
Nawet jeśli miała się z nim droczyć w ten sposób… A może między innymi dlatego, że miała to robić? Bo nie da się zaprzeczyć temu, że Sonny’emu się to podobało, nawet jeśli teraz nic nie mógł z tym zrobić, dlatego był w nią wpatrzony, gdy oblizywała swój palec, a później tylko wciągnął głęboko powietrze, starając się nad sobą zapanować. Jak widać, nie musiała robić wiele, żeby doprowadzić go do szaleństwa.
– Jakoś będą musieli sobie z tym poradzić… Ważniejsze jest to, że ja cały czas nie mam dość – zapewnił, patrząc prosto w jej oczy, a kącik jego ust na koniec delikatnie się uniósł. Jak mógłby mieć jej dość, gdy tak dobrze spędzało mu się z nią czas? Choć początkowo wydawało się, że ta zabawa w romans z nieco starszą kobietą prędko mu się znudzi, to na razie na nic takiego się nie zanosiło.
– Dla pesto, tak? – zapytał, powątpiewając w to, że pesto było jedynym powodem, co zresztą podkreślił tonem głosu i spojrzeniem, które posłał Lacey.
A kiedy dokończyli jeść śniadanie, przy którym sporo jeszcze pogadali, Sonny zdołał namówić brunetkę na to, żeby jeszcze trochę została… Choć tak naprawdę to długo nie musiał jej namawiać, gdy zdradził jej swoje plany na resztę poranka.
Lacey Tadwell
Nią jednak teraz się nie przejmował. Nie skupiał się na takich detalach, jak obecny status ich relacji, a także związek Tadwell, bo co go to obchodziło, skoro on miał ją tu teraz i mógł liczyć na jej czas, obecność, bliskość i mógł kraść tyle pocałunków i obserwować tyle uśmiechów, ile tylko chciał. A to w tej chwili mu wystarczyło.
Nie musiał być tym jedynym, ważniejsze było to, że miał ją obok. I to coraz częściej, co w pełni mu odpowiadało, dlatego chętnie proponował kolejne spotkania, aby takich okazji było jeszcze więcej.
Nawet jeśli miała się z nim droczyć w ten sposób… A może między innymi dlatego, że miała to robić? Bo nie da się zaprzeczyć temu, że Sonny’emu się to podobało, nawet jeśli teraz nic nie mógł z tym zrobić, dlatego był w nią wpatrzony, gdy oblizywała swój palec, a później tylko wciągnął głęboko powietrze, starając się nad sobą zapanować. Jak widać, nie musiała robić wiele, żeby doprowadzić go do szaleństwa.
– Jakoś będą musieli sobie z tym poradzić… Ważniejsze jest to, że ja cały czas nie mam dość – zapewnił, patrząc prosto w jej oczy, a kącik jego ust na koniec delikatnie się uniósł. Jak mógłby mieć jej dość, gdy tak dobrze spędzało mu się z nią czas? Choć początkowo wydawało się, że ta zabawa w romans z nieco starszą kobietą prędko mu się znudzi, to na razie na nic takiego się nie zanosiło.
– Dla pesto, tak? – zapytał, powątpiewając w to, że pesto było jedynym powodem, co zresztą podkreślił tonem głosu i spojrzeniem, które posłał Lacey.
A kiedy dokończyli jeść śniadanie, przy którym sporo jeszcze pogadali, Sonny zdołał namówić brunetkę na to, żeby jeszcze trochę została… Choć tak naprawdę to długo nie musiał jej namawiać, gdy zdradził jej swoje plany na resztę poranka.
koniec