Strona 2 z 5

fast laps and mixed signals

: ndz maja 31, 2026 10:38 am
autor: Daisy Whitmore
Nie zdecydowała, gdzie będzie go trzymać, jednak biuro wydawało się zdecydowanie bardziej odpowiednie niż mieszkanie. Może jeszcze gdyby mieszkali w domu jednorodzinnym, byłaby w stanie przemycić go do piwnicy lub chociaż garażu, tam nawet by pasował, ale nie mieszkali, bo przecież Rowan wolał minimalizm. Uważał, że wcale nie był im potrzebny wielki dom, a loft w centrum był wystarczający. Daisy niby nie miała nic przeciwko, ale jednak gdzieś z tyłu wiedziała jak bardzo ograniczające to było w porównaniu do posiadania własnej ziemi. Może gdyby miała ogród zainteresowałaby się sadzeniem kwiatów lub roślin? Otworzyła własny, domowy warzywniak? A w ciepłe dni, mogłaby wywalić się na hamaku lub na trawie i po prostu pobyć. To wszystko było jednak odległym marzeniem, na ten moment nawet nie wchodzącym w grę.
Skinęła głową, gdy Kira oznajmiła, że trzeba będzie znaleźć jakąś ślepą uliczkę i na szybko dopiła resztki kawy. W końcu jak to miała być szybka akcja, to Daisy nie mogła latać z papierowym kubkiem. Serce zaczęło jej bić delikatnie szybciej, kiedy Finch faktycznie zwolniła, rozglądając się za znakiem. Czy ona naprawdę ukradnie z n a k?! Wpisując to na listę nie sądziła, że będzie to wzbudzać w niej aż takie emocje. Cóż, chciała podniesionego ciśnienia i adrenaliny, to miała.
Poprawiła się na fotelu i obserwowała, jak Kira parkuje żółte ferrari. Całe szczęście, że okolica była w miarę opuszczona, bo jednak taki samochód mógł przyciągać ślepa, a przecież to była ostatnią rzecz, jaką by chciały.
A przynajmniej jakiś jest — rzuciła, kiedy Kira oznajmiła, że wybór był raczej znikomy. Daisy przyjrzała się obu i rozejrzała, czy nie było nic innego w okolicy, chociaż te były okej. Na moment się zastanowiła. — To może zakaz zawracania — podjęła w końcu decyzję, oznajmiając ją Finch. Można było taki znak interpretować na wiele sposób, nawet względem życia, że nie było od niego odwrotu, trzeba było iść od przodu, tak jak czas nigdy nie czekał i po prost gnał. Niektóre rzeczy powinno się zostawić za plecami, gdzieś z tyłu. — Dobra, róbmy to — próbowała zmotywować chyba bardziej siebie niż blondynkę. Jej dłoń, lekko już nerwowa nacisnęła na przycisk zwalniający pas bezpieczeństwa, a zaraz potem Whitmore wygramoliła się z auta. Z głośnym wydechem przeszła na tyły, gdzie Kira już pewnie otwierała bagażnik i wyciągała wszelkie niezbędne narzędzia do wykonania tego jakże ekscytującego przestępstwa. Daisy przez moment na to patrzyła, ale zaraz obracała się przez ramię i patrzyła zestresowana, czy nikt nie idzie w ich kierunku.
— I co, jak to się robi? — spytała, podchodząc bliżej Finch. — Jedna przytrzymuje druga odkręca? — dopytała, zaglądając jeszcze na znak tuż obok z zakazem zawracania. — Ej tylko on jest wysoko — zauważyła. — Dosięgniemy? Może powinnam cię wziąć na barana? — zaproponowała, po prostu dzieląc się na głos całym swoim tokiem myślenia. Znaki drogowe oscylowały w wysokości około dwa metry a dwa dwadzieścia, a niestety żadna z nich nie była aż tak wysoka. Obie miały powyżej metr siedemdziesiąt (dokładnie po metr siedemdziesiąt cztery kurwa XD) ale to i tak było za mało. Diasy przegapiła z nogi na nogę, znowu się rozglądając, a potem wbiła jasne spojrzenie w szare oczy Kiry. W końcu ona była jej przewodnikiem w tych wszystkich występkach.

:kira:

fast laps and mixed signals

: ndz maja 31, 2026 10:01 pm
autor: kira finch
Daisy byłaby zachwycona ogromnym domem Kiry, który sprezentowali jej rodzice na spółkę z dziadkami. Finchowie od zawsze lubili przepych. Dlatego trochę dziwiła się, że jej najstarsza siostra gniotła się w małym lofcie swojej narzeczonej. April było stać na wynajem czegoś porządnego, a gdyby tylko chciała, rodzice zafundowaliby jej równie duży dom. Tylko ich relacje były dość specyficzne. Kira, jako najmłodsze dziecko, potrafiła sobie ich urobić i owinąć wokół palca. Wychodziła z założenia, że lepiej dobrze z nimi trzymać, nawet jeśli nie podobał jej się ich tok rozumowania. Po tym, jak wybrała dziennikarstwo zamiast prawa, ojciec nie odzywał się do niej miesiącami. A jednak i tak na końcu zawsze była jego ukochaną córeczką.
Był jeden sposób, żeby Whitmore miała gdzie trzymać skradziony znak drogowy - musiała po prostu przeprowadzić się do Finch. Wtedy nie musiałaby go nigdzie ukrywać. Mogłyby nawet zawiesić go na ścianie w salonie i podziwiać każdego dnia. Tylko tego jej przecież nie zaproponuje. Co najwyżej mogłaby go przechować przez pewien czas, żeby Rowan niczego nie podejrzewał.
Kiedy decyzja zapadła, Kira pokiwała z aprobatą głową. Zakaz zawracania był świetnym wyborem. Takim życiowym, który oznajmiał, że jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć też B, a nie wycofywać się nagle i zmieniać zdanie.
No to dawaj — powiedziała, wyskakując z samochodu. Od razu otworzyła bagażnik i zajrzała do skrzynki z narzędziami. Przez chwilę grzebała w środku, spoglądając przez ramię, żeby lepiej przyjrzeć się znakowi i wybrać odpowiednim klucz. — Ten powinien pasować — uniosła wyżej narzędzie i ruszyła w kierunku znaku. Stanęła przed nim, opierając ręce na biodrach, próbując podejść do tego w jak najłatwiejszy sposób. Kira lubiła wyzwania, ale nie znosiła utrudniać sobie życia.
Cmoknęła w zamyśle, aż w końcu przeniosła spojrzenie na zestresowaną menadżerkę, która rozglądała się w popłochu i sprawdzała, czy przypadkiem w pobliżu nie zjawił się nikt, kto mógłby je przyłapać na gorącym uczynku.
Spokojnie, nikogo tutaj nie ma — zapewniła, wskazując wolną ręką na powybijane okiennice w otaczających je budynkach. Nie wyglądały na zamieszkałe. Co najwyżej mogli koczować tam jacyś bezdomni, ale im chyba latało koło chuja, czy ten znak drogowy stąd zniknie. — Może uda mi się po prostu stanąć na palcach i... — jak powiedziała, tak też zrobiła. Wspięła się na palcach i wyciągnęła ręce. Udało jej się dosięgnąć tarczy, ale śruby okazały się zamocowane zbyt wysoko. — Okej, jednak nie. Musisz mnie podsadzić — zadecydowała, chociaż równie dobrze, to ona mogła podsadzić Daisy. Sprzeczanie się jednak o to, która będzie dźwigać którą było bez sensu. Były podobnej postury, więc ich waga też pewnie była zbliżona. — Dasz radę? Poczekaj, pochyl się trochę — poprosiła, a kiedy Whitmore przykucnęła, wcisnęła klucz do kieszeni spodni i usiadła jej na ramionach. — Wow, ale nie szalej tak, bo jeszcze coś sobie nadwyrężysz — zaśmiała się, bo menadżerka poderwała się tak gwałtownie, że Finch aż zachwiało. — Skąd masz tyle siły? Trenujesz coś? Codzienny jogging? Fitness? Mąż katuje cię obowiązkową siłownią? Moment, podejdź trochę bliżej — złapała za klucz i zaczęła odkręcać pierwszą śrubę, która na początku nie chciała ruszyć, ale w końcu puściła pod zwiększonym naciskiem. Teraz powinno być już z górki!

Daisy Whitmore

fast laps and mixed signals

: wt cze 02, 2026 3:18 pm
autor: Daisy Whitmore
Spokojnie, nikogo tutaj nie ma.
Wiedziała to, a jednak i tak to nie powstrzymało ją przed tym, by nie poobracać się jeszcze kilkakrotnie nerwowo wokół własnej osi i upewnić tak na sto procent. Bo przecież nawet jeśli w okolicy nie było żywej duszy, nie wiadomo, czy zaraz nie będzie ktoś przejeżdżać, tak jak zrobiły to one. Na przykład jakiś radiowóz!! Całe szczęście na ten moment droga wydawała się równie opustoszała co okolica, więc Whitmore wypuściła głośno powietrze z płuc i zaraz strzepała z siebie wszystkie nadmierne wątpliwości.
Przecież chciała to zrobić.
Sama w wpisała to na listę. Nie mogła teraz wymięknąć, szczególnie kiedy Kira Finch już otwierała bagażnik i wyciągała z niego wszelkie potrzebne narzędzia do dokonania napadu na znak. Chociaż blondynka była całkiem pewna siebie, jeśli chodziło o stanięcie na palcach i ściągnięcie znaku, Whitmore nie była co do tego wcale taka przekonana. W końcu miały tyle samo wzrostu i Daisy już na pierwszy rzut oka widziała, że ona by nie dosięgła. Nie powiedziała jednak nic i po prostu pozwoliła Kirze pracować. Przystanęła z boku przyglądając się, jak ta staje na palcach i próbuje sięgnąć śrubek. Brakowało jej może kilka centymetrów, jednak zamiast powiedzieć to na głos, jej uwaga niespodziewanie przeniosła się nieco niżej, dokładnie na miejsce, w którym zaczynały się spodnie Finch, a tuż nad nimi goła skóra, odsłonięta przez koszulkę, która poszła w górę razem z rękami. Słońce odbijało się od skrawka jej nagiego ciała, tworząc całkiem niezły widok. I może Daisy nawet zapatrzyłaby się na to chwile dłużej, ale okazało się, że Kira jednak jej potrzebowała.
A nie mówiłam? — zaśmiała się pod nosem i bez większych złośliwości ruszyła w stronę znaku, żeby zgarnąć Kirę na barana. Za nic nie miała potrzeby, żeby być na górze. Zdecydowanie bardziej pasowała jej sceneria, jakąś zarządziła Finch. — No to wskakuj — przytrzymała się ruski od znaku i nachyliła do przodu, a kiedy tylko poczuła tyłek Kiry na swoich barkach od razu wyciągnęła się do góry, sapiąc przy tym wymownie.
Siłownie trzy razy w tygodniu, moja droga — podsumowała te wszystkie komplementy, które padły w jej kierunku, uśmiechając się delikatnie i podeszła dokładnie za znak. Finch była leciutka. Gdyby właśnie nie miały w planie kradzieży znaku, z którym trzeba było się uwijać, pewnie przebiegłaby się z nią kawałek, tak dla dodatkowego treningu. Ale miały. Wiec stanęła stabilnie na nogach i przytrzymała ją sobie tuż nad kolanami. — Tak jest okej? — dopytała, poddając się jej instrukcjom. Serce wciąż biło jej mocno, sama już nie wiedziała czy bardziej z ekscytacji, czy jednak strachu.
I jak ci idzie? — w pierwszej chwili chciała zadrzeć głowę w górę, ale przecież były w takiej pozycji, że jej tylna części czaszki momentalnie wcisnęła się Kirze w kroczę, więc odpuściła i jedynie postukała po jej takiej skórze placami. Jedna śrubka w końcu odskoczyła, a Whitmore podniosła dłoń, by ją przejąć i wcisnąć do kieszeni i kiedy to Kira męczyła się z drugą, Daisy usłyszała jakiś szelest tuż za ich plecami. — Słyszałaś?! — odwróciła się energicznie, znowu zapominając, że przecież miała drugiego człowieka na plecach. — O kurcze, przepraszam — rzuciła akurat kiedy Kira musiała się przytrzymać jej głowy i prawie nie wsadziła jej palca do oka. — To chyba jednak jakieś zwierze — dobrze, że nie policja, bo wtedy zrobiłoby się nieprzyjemnie, całe szczęści kostki dzisiaj były łaskawe. Wróciła pod znak i tym razem grzecznie wyczekała aż Finch upora się z drugim zapięciem. Pomogła jej go ściągnąć, a potem zamiast po prostu ją odstawić, podbiegła sprintem z Finch na ramionach do żółtego Ferrari.
Jezu, jakie to wielkie tak z bliska — otworzyła szerzej oczy, gdy przejęła cały znak od Kiry i oparła go o karoserię, żeby spuścić blondynkę ze swoich barków. Znak faktycznie z daleka wyglądał na o wiele mniejszy… i lżejszy. — On się tu w ogóle zmieści? — dopytała, patrząc wcale nie taki duży bagażnik dziennikarki. — Jak coś to mogę wziąć moją torbę między nogi.

stressed but blessed

fast laps and mixed signals

: wt cze 02, 2026 7:38 pm
autor: kira finch
Nie miała pewności, że nikt ich nie przyłapie. Bardzo chciała w to wierzyć. Pewnie zdążyłyby wskoczyć do samochodu i uciec, zostawiając po sobie tylko kurz unoszący się na drodze. Była przygotowana na taką ewentualnością. Tylko teraz, kiedy Daisy wzięła ją na ramiona i podsadziła, żeby mogła dosięgnąć śrubek, byłoby to o wiele trudniejsze. Pewnie skończyłoby się upadkiem i zdartymi kolanami. Albo wybitymi zębami, gdyby Kira poleciała prosto na ryj.
Można było się tego spodziewać — stwierdziła, słysząc, że Whitmore trzy razy w tygodniu chodziła na siłownię. I pewnie nawet na niej ćwiczyła, bo pójść, to akurat żadna sztuka. Finch też miała kilka podejść, ale szybko stwierdziła, że to jednak nie dla niej. Miała dobre geny i nienaganną sylwetkę, nie musiała zrzucać zbędnych kilogramów. Oczywiście wcale nie uważała, żeby menadżerka miała za dużo boczków, bo to nieprawda. Figurę miała akurat taką, że nie dało się oderwać od niej wzroku i Kira musiała się zmuszać, żeby nie gapić się na nią, jak jakaś popierdolona. Ciągle powtarzała sobie, że Daisy hetero i - co najważniejsze - miała męża.
Tak jest idealnie — przytaknęła, zrzucając na dłoń kobiety kolejną śrubę. Jeszcze tylko cztery. — Co? — wyrwało jej się, kiedy Whitmore odwróciła się gwałtownie. Finch bujnęło na bok i żeby nie spaść, przytrzymała się jej głowy. — Prrr, szalona! — zaśmiała się, czując, jak Daisy nerwowo zaciska palce na jej łydkach. — To pewnie jakiś szop. Albo inny szczur. Pełno ich w śmietnikach — wskazała kluczem na kontener, ale zaraz mogły wrócić do zdejmowania znaku. To znaczy, do kradzieży. Nazywajmy rzeczy po imieniu.
Chwilę później stały już przy samochodzie, a Whitmore mogła odhaczyć jedną zrobioną rzecz ze swojej listy. Kira oparła się biodrem o drzwi i z uśmiechem obserwowała jak ta z zachwytem ogląda tabliczkę z zakazem zawracania. I była tyle, dosłownie TYLE od palnięcia, że między swoje nogi, to może wziąć ją. Niby żart, a jednak pokręciła głową, żeby wybić z niej te głupoty.
Wszystko się zmieści — powiedziała pewnie. Jak się popieści, dodała, ale już tylko w myślach. Obeszła Ferrar i otworzyła bagażnik. — Dajmy go na spód — zadecydowała, wyciągając z środka ich bagaże i z pomocą Daisy, umieściła znak na dnie bagażnika, a na nim umieściła ich torby. Tablica była masywna, na pewno utrzyma ciuchy i sprzęt. Wprawdzie Finch musiała odpierdolić mały tetris, ale koniec końców i tak zostało trochę miejsca i na luzie dałyby radę wsadzić tam jeszcze jeden bagaż.
Dobra robota — pochwaliła menadżerkę i wystawiła rękę, żeby zbić z nią piątkę. — A teraz wsiadaj, mamy jeszcze kawałek drogi do przejechania. Jakbyś mogła tylko sprawdzić na nawigacji, czy możemy jakoś objechać tę dziurę, żeby jechać na około — poprosiła, zajmując miejsce kierowcy. Zamiast jednak odpalić silnik, spojrzała z uśmiechem na Whitmore. — Skreśl to z listy. No śmiało — kiwnęła zachęcająco głową, poprawiają lusterko wsteczne. Lepiej, żeby Daisy robiła to na bieżąco i nie czekała, aż zrobione rzeczy zaczną się nawarstwiać i piętrzyć! Nie, żeby Kira zamierzała narzucić takie tempo. Chociaż, kto wie? Znając ją, to będzie chciała zapewnić menadżerce mnóstwo rozrywek.

ok, let's gooo

fast laps and mixed signals

: śr cze 03, 2026 8:28 pm
autor: Daisy Whitmore
Nie spodziewała się, że pójdzie im tak dobrze. Że faktycznie obejrzę się bez żadnego przypału ani gapiów, a tu proszę — poszło jak bułka z masłem. Uśmiechnęła się do Kiry, zaciskając palce na znaku. Teraz jedynie zostało umieszczenie go jakoś w środku. Całe szczęście to również nie okazało się wielkim problemem, bo Kira stwierdziła, że wszystko się zmieści. I faktycznie — nim managerka zdążyła cokolwiek chociażby powiedzieć, Finch już zaczęła wywalać wszystkie toby z bagażnika, a następnie wspólnie wsadziły znak na samo dno. Wszedł dosłownie na milimetry, jakby tam było jego miejsce. A potem został pięknie przykryty ich rzeczami, przez co nawet przy jakiejś większej kontroli nie będzie rzucać się w oczy.
No i super — skwitowała zadowolona, przybijając piątkę z Kirą. Przyjrzała się jej kilka chwil dłużej, może nawet trochę za długo, bo to nie był sposób, w jaki patrzyło się na zwykłego towarzysza podróży. Chociaż jakby się nad tym dłużej zastanowić, to Finch była jednak kimś więcej. W końcu nie kradło się znaków z byle kim, nie?! Tak samo jak nie dzieliło się z byle kim listą rzeczy, którą chciało się zrobić, gdzie połowa z nich nie należała do legalnych. Co prawda wciąż nie powinna się tak na nią patrzeć, ale już trudno. Otrząsnęła się i ruszyła na miejsce pasażera, przyjmując do wiadomości polecenie Kiry.
Jasne, już patrzę — złapała za telefon, który leżał na desce rozdzielczej i wbiła odpowiedni adres hotelu. Przejrzała kilka potencjalnych dróg, a następnie dwie z nich pokazała Kirze. — Ta będzie szybsza, ale też chyba prowadzi przez jakieś małe mieściny… a tą możemy przejechać ekspresówką, niby dłużej o piętnaście minut, ale też tam będziesz mogła przyśpieszyć — pokazała jej co i jak, a kiedy już wybrały, Daisy wcisnęła odpowiednią i przymocowała telefon do stojaka, wyśrodkowując niewielki samochód na dole ekranu.
Ferrari ruszyło, a Whitmore sięgnęła do torebki po swoją starannie rozpisaną listę. Co prawda znalezienie długopisu zajęło jej całe wieku, ale kiedy to się w końcu udało, oficjalnie skreśliła pozycje, która mówiła o kradzieży znaku drogowego. Może to głupie, ale serce zabiło jej jakoś mocniej, kiedy sunęła pisakiem po tekście. Może na wspomnienie tego, jak z Kirą na baranach go kradły? A może chodziło po prostu o fakt, że w końcu robiła coś, co zawsze chciała? Cokolwiek to było, musiała przyznać przed samą sobą, że uczucie było całkiem… świetne.
Reszta drogi minęła im całkiem sprawnie, a po jakiś dwudziestu minutach powitał ich wielki napis witamy w Brantford. Cała ekipa, jak i większość dziennikarzy zatrzymywała się w tym samym hotelu. Znajdował się od niecałe dziesięć minut od głównego toru i na czas rajdów był wynajęty jako media obiekt dla organizatorów i pewnie też zawodników, ale akurat tego nie wiedziały na sto procent. Już kiedy wjechały na główne ulice miasta było widać liczne bannery i plakaty związane z wydarzeniem. W takim mieście jak to, pewnie była to niemała atrakcja i przyciągała ten raz w roku naprawdę tłumy turystów.
— To tutaj — wskazała w końcu odpowiedni budynek. — Tam chyba jest wjazd na parking — poinstruowała Finch, a kiedy tylko zjechały do podziemnego parkingu, im oczom ukazały się w większości… sportowe samochody. No cóż, było widać, że był to event motoryzacyjny.
Która najfajniejsza? Oprócz twojej — zagadała Kirę, kiedy już wysiadły z samochodu i zaczęły wyciągać rzeczy z bagażnika. Daisy sama nie potrafiła wybrać i też nie znała się na tym za dobrze. Pewnie jej wybór byłby bardziej podyktowany wyglądem i samym kolorem, Kira natomiast pewnie miała o wiele więcej do powiedzenia. Whitmore za ten czas złapała swoją torbę, a kurtkę wzięła w dłoń.
Przy recepcji nie było za dużo ludzi, jednak trochę się naczekały aż w końcu przyszła ich kolej. Kobieta za ladą przywitała ich szerokim uśmiechem, a jej plakietka Jeny - uczę się mówiła wszystko.
Mamy rezerwacje z redakcji Toronto Sun. Na nazwiska Whitmore i Finch — poinstruowała kobietę, wyciągając swój dowód i przesuwając go po ladzie. Kobieta złapała go tak niezdarnie, że spadł jej na klawiaturę, a po chwili zaczęła coś wklepywać w komputer, to samo zrobiła z tym Kiry.
Ah tak, widzę! — ucieszyła się. — Jeden pokoik prezydencki na czwartym piętrze — rzuciła zadowolona, patrząc na nie, jakby wszystko było w jak najlepszym porządku. Szkoda tylko, że mina Daisy wcale nie była taka zadowolona. Bardziej zaskoczona. Bo jak to jeden pokój?

:kira: kira finch

fast laps and mixed signals

: czw cze 04, 2026 11:50 am
autor: kira finch
Miejsce, z którego ukradły znak, zdawało się być całkowicie opuszczone. Kira nie była aż tak durna, żeby robić takie rzeczy na oczach świadków. To znaczy, mogłaby, ale wpierw musiałaby wypić zdecydowanie wypić więcej niż na dachu podczas pięćdziesiątej czwartej rocznicy istnienia redakcji. Po pijaku zdarzało jej wyprawiać głupoty, łącznie z siadaniem za kółkiem. Na szczęście to było dawno i skończyło się jedynie skoczeniem - o ironio - kilku znaków drogowych. Miała nauczkę i już nigdy nie postąpiła podobnie. W końcu człowiek uczy się na błędach, prawda?
Zdecydowanie wolę jechać ekpresówką, przynajmniej niczego sobie nie pourywam — zadecydowała, bo wizja przyspieszenia na prostych odcinkach zdawała się o wiele lepszą opcją, niż bujanie się po jakichś wioskach, gdzie musiała przestrzegać ograniczenie prędkości. To znaczy, nie musiała, ale wypadałoby.
Odpaliła silnik, wykręciła i ruszyła zgodnie ze wskazówkami nawigacji. Kątem oka zerkała na Daisy, która wyciągnęła listę i wykreślała z niej kradzież znaku drogowego. Uśmiechnęła się pod nosem, dostrzegają ekscytację na jej twarzy. To, co dla Finch wydawało się zupełnie normalne, dla niej z pewnością było wyjątkowym momentem.
Brantford było znacznie mniejszym miastem od Toronto, ale nie przypominało żadnej pipidówy, przez które przejeżdżały na początku trasy. Możliwe, że Kira była tędy jakoś przejazdem, ale nie miała okazji zatrzymać się na dłużej. Podjechała pod hotel i skręciła w prawo, gdzie przed budyniem znajdował się parking dla gości. Na widok sportowych samochodów aż zaświeciły jej się oczy.
Tamto Porsche 911 Turbo S — stwierdziła właściwie natychmiast, wskazując ręką na auto stojące dwa rzędy dalej. — Wyciąga do setki w dwie i pół sekundy, jego maksymalna moc to 711 KM, a w dodatku... — urwała, zdając sobie sprawę, że stan techniczny samochodu jest ostatnią rzeczą, jaka może interesować Whitmore. Dlatego po prostu złapała swoją torbę i ruszyła w kierunku dużych, obrotowych drzwi.
Przywitała recepcjonistkę uśmiech, ale mina jej zrzedła, gdy okazało się, że czekał na nie jeden pokój. Tego kompletnie się nie spodziewała.
Niemożliwe. Musiała nastąpić jakaś pomyłka — stwierdziła, zapierając się łokciami o ladę. — Proszę sprawdzić jeszcze raz — zwróciła się do kobiety, a ta znów kliknęła coś w komputerze.
Wszystko się zgadza. Whitmore i Finch, apartament prezydencki z łóżkiem typu king size, piętro trzecie — pokiwała głową, dając im do zrozumienia, że nie było mowy o jakichkolwiek błędach. — Od razu zaznaczę, że nie mamy dodatkowych pokoi — dodała jeszcze, jakby czytała Finch w myślach.
Kirze nie pozostało nic innego, jak unieść wysoko brwi i wzruszyć ramionami i spojrzała ze na Daisy. Ona wyglądała na równie zbitą z tropu. Najwyraźniej podczas składania rezerwacji asystentka dała dupy.
Damy radę. W takich pokojach zawsze jest jeszcze kanapa — zapewniła, bo przecież nie będą teraz się wykłócać i szukać innego hotelu, skoro wyjazd sponsorowała redakcja. — Chodź — pociągnęła ją za rękaw koszulki i ruszyła w kierunku windy. Poczekała aż menadżerka do niej dołączy i wcisnęła odpowiedni guzik. — Nie przejmuj się, zajmę sofę. To żaden problem — zapewniła od razu, bo przecież to tylko dwie noce, a korona jej z głowy nie spadnie, jeśli przekoczuje na kanapie.

Daisy 🌼

fast laps and mixed signals

: czw cze 04, 2026 4:41 pm
autor: Daisy Whitmore
Pytając się Kiry o to, jaka furka tutaj podobała się jej najbardziej, nie oczekiwała nic innego, jak to, że Finch zaraz poda jej pełną nazwę pojazdu i to, jakie miało właściwości i funkcje techniczne. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy dziennikarka nakręciła się na Porche. Faktycznie wyglądało ciekawie.
O wiele mniej ciekawa okazała się sytuacja na recepcji, kiedy to kobieta ubrana w obcisły kubraczek oznajmiła, że czekał na nie tylko jeden pokój. Daisy może i nie była jakąś paniusią, która nie mogła się dzielić własną przestrzenią, ale jednak jakby na to nie patrzeć, to był wyjazd służbowy i należało zachować jakieś standardy, a przede wszystkim resztki profesjonalizmu (bo to nie tak, że chwile temu kradły razem znak na jakieś randomowej wsi).
Już miała się odezwać, że na pewno zaszła jakaś pomyłka, jednak Kira ubiegła ją z dokładnie tym samym pytaniem. Problem w tym, że okazało się, że takiej pomyłki wcale nie było. Cztery osoby z Toronto Sun dostały dwa pokoje do podziału, każdy z jednym łóżkiem. I chyba gorzej od nich miała się Blanka z Marco, biorąc pod uwagę, że facet był żonaty.
Mogły się jeszcze kłócić, żądać jakiegoś zadośćuczynienia w formie dodatkowego pokoju, domagać się lub szukać innego hotelu, ale prawda była taka, że wszystko było już dawno wyprzedane. Wyścigi ściągały do Brandford całą śmietankę wyścigową z całego kraju, pokoje rozeszły się jak świeże bułeczki już miesiące temu i dziewczyny nie miały co liczyć na jakąkolwiek alternatywę.
Daisy spojrzała na Finch, jakby chciała wyczytać z jej twarzy, jak bardzo było jej z tym wszystkim niewygodnie, jednak ona jako pierwsze stwierdziła, że damy radę, szarpiąc ją w stronę winy. Whitmore posłała jej ciepły uśmiech, a potem odebrała karty do pokoju i dogoniła blondynkę przy windzie.
Na pewno nie będzie ci to przeszkadzać? — upewniła się. Jej by przeszkadzało, gdyby dostała pokój z jakimś mężczyzną. Nie miała pojęcia, jak to działało w przypadku osób homoseksualnych, ale Kira najwidoczniej nie miała z tym żadnego problemu. — Przestań, nie będziesz spać na kanapie — pokręciła głową, przy okazji wchodząc do windy i wybierając trzecie piętro. — Skoro to jest king size łózko, to z pewnością się pomieścimy — tego tyłu łoża były tak wielkie, że na upartego zmieściłoby się tam pewnie nawet do ośmiu osób i to tak, że byłyby się w stanie nawet wyspać. Mogły ułożyć sobie fort z poduszek albo po prostu spać na osobnych krawędziach. Akurat Whitmore nie miała z tym nic przeciwko.
Będzie prawie jak nocowanka — zaśmiała się, opierając plecy o wielkie lustro i przy okazji łapiąc szare spojrzenie Finch. — Ostatnią miałam chyba jeszcze na studiach — bo przecież potem jej życiu potoczyło się tak a nie inaczej, znajomi też się od niej odcięli, kiedy przestała imprezować i zajęła się Rowanem. W sumie nawet fajnie będzie mieć kogoś, z kim będzie można sobie pogadać przed snem albo wypić coś z barku niż w samotności siedzieć wieczorem przed telewizorem samemu w pokoju hotelowym.
Winda wydała charakterystyczny dźwięk, oznajmiający, że są już na odpowiednim piętrze, a drzwi równo się rozsunęły. Whitmore puściła Kirę przodem, a sam spojrzała na kartę, którą dostała na recepcji.
Sto trzynaście — podyktowała numer pokoju. Trochę zajęło im, żeby go znaleźć, bo były tam same kręte korytarze, ale w końcu się udało. Przystawiła klucz do drzwi i weszła do środka. Apartament faktycznie był duży. Miał nie tylko sofę ale i duży barek po jednej stronie pokoju tuż obok telewizora. Po drugiej natomiast znajdowało się to wielkie łoże i…
No proszę — prychnęła głośno, spoglądając na łazienkę. Bo TAK, łazienkę było widać stojąc tuż przy łóżku. Zamiast ściany ktoś pomyślał, że świetnym wręcz pomysłem było umieszczenie szyby, przez którą wszystko było widać. Dosłownie w s z y s t k o. — Niby wysokie standardy, pięć gwiazdek, a na ścianę im zabrakło — zażartowała nerwowo, bo co innego mogła zrobić? Nie chciała dać po sobie poznać, że lekko się tym zestresowała, dlatego zaraz rzuciła się na łózko. Chociaż ono było wygodne.

houston we have a problem

fast laps and mixed signals

: czw cze 04, 2026 5:53 pm
autor: kira finch
Gdyby zaczęły się wykłócać i domagać jakiejś rekompensaty, mogłoby się to skończyć dokładnie tym, czego obie chciały uniknąć - nocą spędzoną w samochodzie. A ten zdecydowanie nie był stworzony do takich celów. Kira wprawdzie wykorzystywała go do wielu rzeczy, które producent zapewne nigdy nie miał na myśli podczas projektowania wnętrza, ale nawet ona musiała przyznać, że istniały pewne granice. Był to w końcu samochód sportowy, zaprojektowany z myślą o osiągach i wyglądzie, a nie o komforcie noclegowym. Siedzenia rozkładały się jedynie częściowo, zostawiając pozycję wystarczająco wygodną na krótką drzemkę, ale zdecydowanie nie na kilka godzin snu. Już sama myśl o obudzeniu się rano z bólem karku, pleców i nóg skutecznie odbierała jej ochotę na wszczynanie jakichkolwiek awantur. Dlatego, choć perspektywa kłótni była kusząca, zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że tym razem lepiej odpuścić. Nawet najbardziej satysfakcjonująca sprzeczka nie była warta budzenia się następnego dnia połamanym w Ferrari wartym fortunę.
Na pewno — skinęła głową, żeby umocnić swoje słowa. — Żaden problem. A ty? Serio chcesz mnie przygarnąć do łóżka? Nawet jeśli ci powiem, że strasznie się rozpycham, chrapię i zabieram kołdrę? — zapytała, podejrzewając, że w tym o rozmiarach king jest tylko jedna pierzyna. Przynajmniej tak to wyglądało, kiedy Finch wynajmowała podobne pokoje. Nie zdarzało się to często, przecież miała dużą chatę z równie dużym wyrkiem, ale czasami wyrwanie jakiejś dupy wymagało małego poświęcenia.
Popatrzyła na menadżerkę z rozbawieniem, kiedy ta wspomniała o nocowance, a gdy drzwi otworzyły się na trzecim piętrze, już miała zachęcić ją do wyjścia, ale Daisy ją uprzedziła. Nie pozostało jej nic innego, jak poprawić torbę na ramieniu i wyjść na długi korytarz.
Może od razu zrobimy sobie pidżama party? Albo w ogóle zapleciemy sobie bransoletki z przyjaźni? — parsknęła pod nosem, ale bez złośliwości. W sumie nie dziwiła się, że kobieta podchodzi do dzielenia pokoju tak entuzjastycznie. Sama wspomniała, że po liceum nie miała zbyt wielu okazji do tego typu rozrywek.
Dwukrotnie musiały się zawracać, żeby odnaleźć wskazany numer, ale w końcu się udało i kiedy Whitmore przyłożyła kartę do czytnika, za drzwiami ukazało się elegancko urządzone wnętrze. Prysznic też był niczego sobie, tylko Kira od razu zaczęła wyobrażać sobie niestosowne rzeczy i aż musiała pokręcił głową, żeby je sobie z niej wybić.
Ale sama przyznaj, że pomijając brak ściany, to poczucie stylu mają zacne. I niezłą wyobraźnię — powiedziała, szybko uświadamiając sobie, że wyobraźnia projektantów była tak bujna, jak jej własna. — Szkoda tylko, że nie pomyśleli o jacuzzi — rzuciła żartobliwym tonem. Jakby miały w ogóle miały czas na takie rzeczy!
Upuściła torbę na podłogę i podeszła to okna. Widok nie był szczególnie imponujący. Akurat trafił im się pokój z takim, który wychodził jedynie na parking i pobliskie budynki. Nic specjalnego. Ale przecież nie przyjechały tutaj dla widoków. Miały robotę do zrobienia.
To co? Sprawdzę harmonogram na wieczór — powiedziała i opadła na materac obok Daisy. Był tak miękki, że Finch aż się w nim zapadła i przez moment pomyślała nawet, że nie dość, że dostały pokój prezydencki, to jeszcze taki z wodnym łóżkiem.

lemme get you in the shower

fast laps and mixed signals

: pt cze 05, 2026 4:32 pm
autor: Daisy Whitmore
Nie był to dla niej żaden problem dzielić pokój z Kirą. Pewnie byłaby innego zdania, gdyby na jej miejscu była Roberta. Wtedy pewnie błagałaby kobietę na recepcji o coś innego albo przynajmniej chciałaby rozmawiać z managerem zmiany i odpowiednio z nim podyskutować, żeby chociaż rozważyli jakąś dostawkę. Z Kirą jednak nie czuła tego typu dyskomfortu, co było w sumie ciekawe. Nie znały się przecież jakoś bardzo długo, a jednak można było powiedzieć, że dogadywały się świetnie.
Świetnie za to nie wyglądała łazienka, która była cała przeszklona. Whitmore nie miała pojęcia, czy na świecie w ogóle istniał człowiek, któremu się to podobało. Przecież takie rzeczy jak chociażby robienie dwójeczki było bardzo prywatną oraz intyną rzeczą… kto normalny chciałby być oglądany wtedy przez swoją drugą połówkę albo — co gorsza — przez współpracownika. Kompletnie nieprzemyślany pomysł. Tylko co one mogły teraz z tym zrobić? Chyba nic, bo inny pokoi w hotelu też nie było. Będą się usiały jakoś poodwracać w razie potrzeby, albo czymś przesłonić. Na szczęście na ten moment nie był to wielki problem.
Pidżama party? — zaśmiała się, podłapując słowa Finch, wciąż leżąc na wygodnym łóżku, z przymkniętymi powiekami. — I co, będziemy sobie powiadać sekrety i gadać o zauroczeniach? — bo chyba tak to się robiło jeszcze w czasach szkolnych. — Szkoda, że my już ostatnio sobie większość powiedziałyśmy — na dachu, podczas imprezy firmowej w Toronto Sun, kiedy to ukradły szampana i włamały się na dach budynku, żeby spędzić trochę czasu z dala od ludzi. Na dobrą sprawę, Kira wiedziała o Daisy rzeczy, których nie wiedział nawet Rowan, szczególnie jeśli w grę wchodziła lista.
Jacuzzi nie ma, ale słyszałam, że na piętrze minus jeden są jakieś termy — wyznała, bo przeczytała to na stronie hotelu już dwa dni wcześniej, kiedy dowiedziała się, że będzie jechać jako zastępstwo. Kilka basenów, siłownia, sauna… tylko kto by miał na to czas? Na pewno nie one, bo przecież już dzisiaj pewnie musiały się stawić na jakimś spotkaniu prasowym albo chociaż zapoznawczym dla innych dziennikarzy. Plus może jeszcze w grę wvchodziły treningi na torze? Whitmore nie miała pojęcia jak to wyglądało, więc musiała w pełni zdać się na Kirę.
No i co mamy w takim harmonogramie? — spytała w końcu otwierając oczy i podnosząc się delikatnie, żeby poprzyglądać się jak Finch sprawdza coś w telefonie. — Cokolwiek ciekawego? Czy same nudne rzeczy? Bo jak to drugie to może będziemy się mogły potem wyrwać na miasto? Słyszałam, że mają tu kilka fajnych barów, jeden nawet z karaoke — poinformowała już odbiegając myślami od tego po co tak naprawdę tu przyjechały, dlatego zaraz odchrząknęła i usiadła na łóżku. — Oczywiście jak już zrobimy to, co trzeba — o tak, to brzmiało już o wiele bardziej profesjonalnie. Ba, Daisy poszła nawet o krok dalej i tuszyła się z miejsca, żeby wypakować torbę ze sprzętem. Powinna pewnie sprawdzić, czy nic nie zapomniała zabrać oraz czy wszystkie mater były naładowane a karty pamięci z wolnym miejscem, żeby nic niespodziewanego się nie wykrzaczyło przed nagrywkami.
Jest w ogóle ktoś, komu jakoś bardziej kibicujesz? — zainteresowała się, odpinając torbę, którą dostała od Milesa z redakcji pełną sprzętu. — No wiesz, tak personalnie, nie dziennikarsko — dodała, znowu ją zagadując. Nic nie mogła poradzić na to, że Kira po prostu ją interesowała.

szybka szczała :kira:

fast laps and mixed signals

: pt cze 05, 2026 6:46 pm
autor: kira finch
Gdyby ostatecznie okazało się, że musi dzielić pokój z Robertą, prawdopodobnie wybrałaby spanie w samochodzie. Nieważne, jak bardzo niewygodne były siedzenia i jak bardzo miałaby tego żałować następnego ranka. Przynajmniej miałaby święty spokój. Co zresztą pewnie byłoby Moretti na rękę. Bo przecież w jej oczach Kira była niereformowalną lesbijką, która według wszelkiego prawdopodobieństwa nie potrafiła przejść obok kobiety bez nieczystych intencji. Przynajmniej taki obraz można było wywnioskować z niektórych spojrzeń i komentarzy, które od czasu do czasu jej fundowała. Roberta najwyraźniej zdążyła sobie stworzyć własną wersję jej osoby, w której Finch stanowiła nieustanne zagrożenie dla wszystkich kobiet znajdujących się w promieniu kilku metrów. Jakby każdego ranka budziła się z ambitnym planem uwiedzenia wszystkiego, co nie zdążyło odpowiednio szybko spierdolić na drzewo.
Możemy zasłonić tę przeszkloną narzutą z łóżka — zaproponowała, widząc, że Daisy wraca spojrzeniem do łazienki. Może przynajmniej w ten sposób zyskają odrobinę prywatności. Kira nie miała większego problemu z kąpielą i załatwianiem potrzeb na widoku, ale rozumiała, że nie wszyscy podchodzą do tego z pełną swobodą.
Istniało jeszcze wiele sekretów, o których Whitmore nie wiedziała. Finch nie mogła przecież powiedzieć jej wszystkiego i wolała pewne rzeczy zachować dla siebie. Nie mogła zapominać, że chociaż tak dobrze dogadywała się z menadżerką, to ta przede wszystkim była jej szefową.
Tak i robić dobierane warkocze — powiedziała, ale nie do końca wiedziała, co robi się na takich imprezach. Rodzice nie pozwalali jej przenocowywać koleżanki. Wyszła z szafy dosyć wcześnie i chyba obawiali się - zupełnie jak Roberta - że będzie palcować wszystkie znajome, które zostaną u niej na noc. — Oj, nie gadaj, że nie chciałabyś skorzystać z term — wymierzyła w nią swoim telefonem i zaczęła przeglądać ustaloną na weekend agendę.
Sobota wyglądała okropnie. Aż przypomniały jej się studia dziennikarskie, kiedy między zajęciami były tak krótkie przerwy, że nawet nie miała czasu wyskoczyć na lunch. Niedziela też zapowiadała się intensywnie, chociaż całość planowo miało zakończyć się o siedemnastej, więc na wieczór powinny dotrzeć do Toronto. Oczywiście jeśli nie wpadną w jakieś kolosalne korki. Za to piątek...
Hej, wcale nie jest tak źle. Sama spójrz — skierowała ekran w stronę Daisy, żeby ta sama mogła rzucić oko na rozpiskę. — Dzisiaj jest tylko oficjalne rozpoczęcie i wywiady. Chciałabym załapać się na ten z Lancem Strollem i Jacquesem Villeneuvem — powiedziała, szczerze podekscytowana spotkaniem z obecnie startującym kierowcą i tym, który zakończył karierę dwie dekady temu. — Potem możemy się urwać. Lubisz śpiewać, że tak wyskoczyłaś z tym karaoke? A może nawet umiesz? Ale czekaj, czekaj — spojrzała podejrzliwie na menadżerkę znad swojego telefonu. — Czy ty chcesz iść na wagary? Daisy Whitmore, nie podejrzewałam się o coś takiego — pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. Ale czy na pewno? Godzinę temu kradły razem znak drogowy z jakiejś dziury zabitej dechami, więc szybsze zwinięcie się z eventem nie było niczym nadzwyczajnym.
Musiała dobrze zastanowić się nad pytaniem o ulubionych zawodników. Kira zwykle nie miała niczego ulubionego. Nie potrafiła wybrać ulubionego filmu, zespołu czy książki. Jedyne, z czym nie miała problemu, to z wielbieniem swojego Ferrari. I psa.
Wszystko zależy od sezonu — odparła zgodnie z prawdą. — No wiesz, czasem pojawiają się znikąd takie perełki, które przykuwają uwagę. Na przykład Max Verstappen. Albo wcześniej Charles Leclerc. Dlatego często lawiruję pomiędzy zespołem Oracle Red Bull Racing a Scuderia Ferrari HP — oznajmiła, bez wskazywania konkretnego faworyta. — Chciałabym odpić piłeczkę, ale podejrzewam, że bardziej od Formuły Jeden, to chcąc nie chcąc, bardziej znasz się na hokeju — usiadła na łóżku i zajrzała do torby, którą otworzyła Whitmore. Wszystko wyglądało legitnie i chyba niczego nie brakowało. Oby Miles zapakował dużo baterii, których będzie można naprzemiennie używać, kiedy te rozładowane trzeba będzie naładować.

bad girls, to skończy się źle