Strona 2 z 2

Can somebody help me?

: czw maja 21, 2026 10:03 pm
autor: Hunter Wright
Wychowanie trójki chłopaków (a właściwie to nawet czwórki) nie należało do najłatwiejszych. Było wiele dni gdzie Andrea miała dość i najchętniej wyjechałaby na długie wakacje, ale te momenty przemijały gdy któryś z nich przychodził się przytulić, posprzątał kuchnie, wręczył jej kwiaty albo po prostu powiedział kilka miłych słów. Pracowała naprawdę ciężko nad tym aby wyrośli na porządnych mężczyzn i widać, że to się dzieje na ich oczach!
Odetchnęła z ulgą. Były momenty gdy bała się czy brat nie popełni jakiejś głupoty. Oczywiście nigdy nie zrobił niczego takiego, ale każdy wiedział że poza PTSD, może mieć depresję a wtedy czarne myśli przychodzą dużo łatwiej. Martwienie się o Huntera przychodziło jej automatycznie. Może dlatego, że to on zawsze odpowiadał za wszystkich i gdy wyjechał na pierwszą misję musieli się na nowo odnaleźć w dynamice rodzinnej? Nie chciał aby stało się coś złego!
- Oczywiście. - bo Andy nie zamierzała iść tam sama, zresztą doktor pozwolił im obu wejść także nie było opcji aby się teraz z tego wymiksowała. Znalazła Wrighta i pomogła mu, także dzięki niej miał większe szanse na pełną rekonwalescencję.
Zmarszczył deliktanie brwii, bo nie zgadzał się z tą opinią! Nie bije się leżącego, zwłaszcza na łóżku szpitalnym. Przewrócił wzrokiem na słowa Prudence - a co jak myślał? Ciężko mu było rozmawiać w tej maseczce! Bez niej będzie łatwiej. Znowu poczuł uderzenie w ramię - Andrea chciała mu tylko przypomnieć, że teraz nie ma nic do gadania - i to lekarz zarządza kiedy będzie mógł oddychać sam bez pomocy. Na całe szczęście nie miał rurki intubacyjnej, którą wcześniej usunęła pielęgniarka - teraz jedynie miał dostarczany tlen - tak ważny dla organizmu.
- Jakbym sączył drinki z palemką i leżał na plaży. - rzucił głupim komentarzem na co Andy strzeliła go po raz kolejny. - Będę miał przez Ciebie siniaki! - powiedział głośniej, aby na pewno dosłyszała.
- I dobrze! Co Ty sobie myślałeś zabierając chłopaków na quady bez mojej zgody? - oj… ktoś tu się wygadał, a siostrzeńcy dali słowo. Kurczę. Spojrzał na Prudence jakby miała go teraz uratować w tej sytuacji. Musiała coś powiedzieć, koniecznie!

prudence lane