Strona 2 z 2

liar, liar, liar, fucking liar

: ndz wrz 06, 2026 9:32 pm
autor: Rhys Madden
Było w tym coś głęboko satysfakcjonującego.
Nie zamierzał się do tego przyznawać. Czy nie od tego był, by ustanawiać porządek i wymagać przestrzegania prawa? Czy nie powinien zachowywać się l e p i e j i być p o n a d to, ponad ludzi takich jak Hall? Był przecież pieprzonym p o l i c j a n t e m, jego odznaka coś znaczyła - powinna coś znaczyć.
Ale jego dusza od dawna była skorumpowana.
Jej części wycięte z obrazka, który pasował do odznaczeń na jego galowym mundurze. Ręce splamione krwią, której nie przelał w imię prawa. Kontakty w telefonie należące do osób, wokół których nadgarstków powinien zamknąć kajdanki. W szufladzie dwie pary broni - jedna służbowa, druga nierejestrowana.
Na wielu podłożach był dokładnie takim samym człowiekiem jak Alexander Hall.
Na innych zaś - był gorszym.
Dlatego uderzenie, które rozlało się kaskadą bólu po jego czaszce, wygięło jego usta w bezczelnym uśmiechu. Krew spłynęła z pękniętej wargi gdy butnie zadzierał podbródek, spoglądając na efekt s w o i c h działań.
Ponieważ szał, w który wpadł Hall, był właśnie tym - celową prowokacją, celnie oddanymi strzałami, trucizną wlaną prosto w serce dobrego człowieka. Widział to, nawet pomimo krwi na jego knykciach i rozszalałego spojrzenia. Widział, że właśnie dlatego jego słowa doprowadziły go do takiego stanu.
Bo były paliwem dla wszystkich obaw, które już tkwiły, zakorzenione w jego głowie.
Obaw, których nie mieli źli ludzie.
Wiedział, jak działali, w jaki sposób myśleli. Zatrzymywał ich w swojej pracy w świetle dnia, współpracował z nimi w mroku nocy. Hall z pozoru wyglądał jak oni - jak kolejny, wściekły pies szarpiący na uwięzi, kierowany gwałtownością, skłonny do brutalności.
Ale Madden znał się na ludziach.
Tym bardziej to, co robił, było podłe. Gdyby Margo była obok, nigdy nie pozwoliłaby, by to eskalowało do tej sytuacji. Była jego sumieniem.
Bez niej pozostawała mu wyłącznie bezwzględność.
- Już mówiłem ci, czego chcę, Hall - warknął w odpowiedzi, gdy znaleźli się już na ziemi, wyczuwał jej chłód przez cienki materiał kurtki, za której poły szarpał bokser. - Ale może powinienem zaczekać, aż pogrążysz się jeszcze dalej, nim wyjaśnię ci ponownie?
Jego dłoń zacisnęła się na chłodnym metalu - gdzieś w trakcie tej szamotaniny, w nagłej wątpliwości, czy przypadkiem nie zepchnął chłopaka z krawędzi, ku której zamierzał go tylko poprowadzić. Wyjęta zza paska broń teraz uniosła się, szturchnęła go w żebra - gdzieś pod jego wyciągniętymi ku niemu ramionami, w groźbie, która powinna go o s t u d z i ć.
- Mam pozwolić moim kolegom na odprowadzenie cię do twojej celi? - wycedził, słysząc okrzyki policjantów gdzieś za ścianą, przeczesujących kolejne pomieszczenia. - Czy może zamkniesz mordę i ze mnie zejdziesz?

:lepa:

liar, liar, liar, fucking liar

: śr wrz 23, 2026 9:02 pm
autor: Alexander Hall
Znowu to zrobił. Znowu puściły mu hamulce i dał się podejść jak dzieciak, a przecież… przecież on tylko chciał, żeby ten bezczelny uśmiech zniknął z mordy Maddena; żeby raz na zawsze przestał wchodzić mu w drogę i żeby po prostu się odpierdolił. Czy to tak dużo? Alex dalej szarpał go za kurtkę, bo chaos w jego głowie nie pozwalał mu na zebranie myśli do kupy; i tak, przypominał agresywnego psa, który raz sprowokowany, widział zagrożenie we wszystkim, dlatego gryzł i atakował wszystko. Ba, chciał, żeby Madden mu oddał, żeby też stracił nad sobą kontrolę... Żeby poczuł ten sam ból.

Ale nie, Madden był chujem jebanym. Już mówiłem ci, czego chcę, Hall. Alex znowu go szarpnął. - To może mnie, kurwa, oświeć ponownie! - wrzasnął Rhysowi prosto w twarz. Nie mógł współpracować z policją. Kurwa, brakowało mu powietrza. Nie, nie było mowy, żeby zaczął układać się z gliniarzami, nope. Gdyby oni się dowiedzieli… NIE MA MOWY. Już był gotów unieść pięść i dopieprzyć mu kolejny raz, włożyć w ten cios całą swoją złość, gdy... nagle poczuł to. Chłodny, twardy metal szturchnął go bezczelnie prosto w żebra. Spluwa. Hah, Rhys Madden nie był chujem jebanym, nie. Był skurwysynem. W jednej sekundzie ręka Alexa zastygła w powietrzu, a zaraz uniesiona pięść opadła o centymetr.

Dopiero teraz, z bronią przyciśniętą do ciała i z chłodem podłogi pod kolanami, zaczęło do niego docierać, co on właśnie odjebał. Madden celowo uderzył w jego najczulsze punkty i z bezczelnym uśmiechem czekał, aż Hall straci nad sobą panowanie; pociągał za sznurki, wykorzystywał jego lęki i robił z niego swoją własną pacynkę. Alex przełknął ślinę, a w jego oczach pojawiło się obrzydzenie. - Ty pieprzony… - zaczął, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Często to robisz? - wycedził po krótkiej chwili milczenia. Jak często ten glina wykorzystywał i prowokował ludzi dla osiągnięcia swoich celów? Czy robił to dla swojej satysfakcji? Lubił czuć władzę? Hall splunął na podłogę, tuż obok twarzy Rhysa. Cholera, słyszał coraz głośniejsze okrzyki policjantów na korytarzu. Byli blisko, Madden doskonale wiedział, co robił. Kończył im się czas. Dalsza szamotanina oznaczałaby dla Alexa wyjście w kajdankach i zarzuty. Dlaczego miał wrażenie, że… Madden chciał tego wszystkiego uniknąć? Że nie chciał, aby ktokolwiek zobaczył ich bójkę? A może mu się tylko wydawało? Może Madden byłby skłonny go postrzelić i jeszcze by się ucieszył po fakcie? Ta spluwa… kurwa. Alex postanowił nie kusić losu. Zacisnął szczękę i powoli rozluźnił palce, które w dalszym ciągu zaciskał na kurtce policjanta. Najpierw uniósł dłonie w obronnym geście, a następnie zszedł z Maddena, odpychając się od podłogi i odsuwając na bezpieczny dystans. - Jesteś popierdolony - stwierdził bezceremonialnie, gdy już wstał.

A chwilę później podał mu dłoń - akurat w momencie, gdy ktoś zaczął naciskać na klamkę.

Czuł się, jakby właśnie chciał zawrzeć pakt z diabłem.

:well:

liar, liar, liar, fucking liar

: śr paź 07, 2026 4:02 pm
autor: Rhys Madden
Madden był pragmatykiem.
Odbębniał swoją dolę na siłowni i ze swoją niewyparzoną gębą znalazł się w zbyt wielkiej ilości bójek w swoim życiu, by mógł zrzucić to na karb ryzyka zawodowego. Wiedział, że mógłby uszkodzić do pewnego stopnia zmęczonego poprzednim pojedynkiem Halla, ale było to obarczone ryzykiem. Chłopak walczył zawodowo, robił to zdecydowanie lepiej od niego i o ile mógłby wyrządzić mu szkody, nie zrobiłby tego nie wracając do domu z równie uszkodzonym ciałem - bądź bardziej, patrząc na stan, do którego doprowadził boksera.
Stąd też broń w ręku.
Nie grał honorowo. Nie robił tego nigdy w ciągu swojego życia, nawet gdy odznaka w jego kieszeni miała jeszcze jakiś połysk. Grał tak, żeby wygrać, niezależnie od wybranych przez siebie metod.
Nie zamierzał przecież umieszczać tego w aktach.
A teraz miał wszystko, by dopiąć celu. Miał złapanego na gorącym uczynku boksera, uczestniczącego w nielegalnych walkach. Prawdę powiedziawszy nie musiał doprowadzać do tego, że oboje tkwili teraz na ziemi - to wystarczyło by przekształcić go w potrzebnego sobie informatora.
Coś w nim jednak go irytowało.
Może to dziewczyna, która opuściła szatnię z wściekłością i łzami. Może sekrety, które wreszcie ujawniło światło dnia i zniszczyło coś budowanego na fałszu.
Może to sposób, w jaki wydawało mu się, że patrzy na młodszą wersję siebie - również walczącą by osiągnąć coś w życiu, w którym nic niczego mu nie dał poza rzucanymi pod nogi kłodami.
To było jednak zbyt skomplikowane więc zdecydował, że Alexander Hall zwyczajnie go denerwował i zasłużył na tę odrobinę złośliwości, która miała potencjał zrujnowania jego całego życia. Nie zamierzał przecież faktycznie umieszczać w aktach bycia pobitym przez policjanta, który sam do tej bitwy do sprowokował.
Ale on tego nie wiedział.
- Większość szumowin twojego pokroju nie wymaga zbyt wiele do sprowokowania - odrzucił, z bezczelnym i ponurym uśmiechem wyginającym jego usta. - Wystarczy jedno słowo za dużo.
Sięgnął by zrzucić chłopaka z siebie, ten jednak sam, w nagłym przebłysku racjonalności, sam zsunął się na podłogę i powoli podniósł do góry.
Jego wzrok prześlizgnął się po wyciągniętej ku niemu dłoni.
Zignorował ją, podnosząc się o własnych siłach. Nie zamierzał cementować z nim żadnego paktu podaniem dłoni - w jego głowie możliwość zostania informatorem i wymazanie jego nazwiska z dzisiejszego nalotu było niczym dar, który Hall powinien docenić.
- Załatwiam tu - warknął przez ramię, gdy ktoś nacisnął na klamkę i w drzwiach stanął odziany w błękit porucznik. Przesunął wzrokiem po pomieszczeniu i po Hallu, po broni wsuwanej do kabury przez Maddena i powoli, oszczędnie skinął głową, wycofując się do korytarza.
- Odbędziemy długą rozmowę na temat tych walk, w których bierzesz udział - poinformował go, rzeczowo, z uśmiechem znikającym już z jego ust, namiastką profesjonalizmu wracającą do mimiki. - Od dziś będziesz mnie informował o wszystkich następnych, na które dostaniesz też zaproszenie.
Sięgnął do kieszeni, wyciągając - znów - wizytówkę z jego numerem telefonu. Wyciągnął kawałek kartonu do tkwiącego obok chłopaka.
- Rozumiemy się?

you're in for a treat

liar, liar, liar, fucking liar

: wt paź 20, 2026 8:43 pm
autor: Alexander Hall
Większość szumowin twojego pokroju nie wymaga zbyt wiele do sprowokowania. Wystarczy jedno słowo za dużo.

Większość. Szumowin.

Świetnie. Znowu się wkurwił i na ułamek sekundy zapomniał o pistolecie, odznace tego tutaj fajfusa i konsekwencjach. Posłał Maddenowi wściekłe spojrzenie, ale nie opuścił dłoni, którą mu zaoferował. Szumowina? Kurwa, naprawdę? Całe swoje życie walczył o… wszystko, nawet o jedzenie, a w oczach tego kolesia był zwykłym śmieciem, którego wystarczyło sprowokować, żeby zaczął machać łapami. W pewnym sensie miał rację, w końcu był porywczy, ale co jeśli… miał rację? Przegrał walkę, pokłócił się z babą, przed chwilą dał się ponieść emocjom, a teraz stał jak debil z rozbitym ryjem i dłonią wyciągniętą do gliniarza, który go właśnie zmieszał z błotem. W sumie racja, patologia.

Przewrócił ostentacyjnie oczami, gdy Madden ostatecznie zignorował jego dłoń, zupełnie jakby się obawiał, że zarazi się tym całym byciem szumowiną czy coś. Zacisnął usta i skrzyżował ręce na piersi, ale zaraz pomyślał sobie, że pewnie w takiej pozie wyglądał jak obrażona panienka, więc opuścił dłonie z powrotem wzdłuż ciała i wziął głęboki wdech. Nagle drzwi uchyliły się i stanął w nich kolejny mundurowy śmietnik. Alex rzucił mu pełne nienawiści spojrzenie, już szykując się do pyskówki, ale Madden warknął krótko, że TU ZAŁATWIAŁ. Fiu, fiu, fiu. Szycha. No i tamten skinął głową i wycofał się na korytarz. No spoko, mogło być i tak. Znowu zostało ich tylko dwóch.

No i co teraz? Zawinie go na komendę? Wsadzi do suki i zamknie w izbie zatrzymań? A może... Odbędziemy długą rozmowę na temat tych walk, w których bierzesz udział. Alex zmarszczył brwi. Co to, kurwa, znaczyło? On chciał rozmawiać TERAZ? PÓŹNIEJ? Dzisiaj w nocy, jutro, pojutrze, za tydzień? A może już miał jechać z rozjebaną mordą na komendę? Już otwierał usta, żeby po prostu zapytać, czego konkretnie on od niego chciał i czy zamierzał go aresztować, gdy Madden wcisnął mu wizytówkę w dłoń. Znowu. Na chuj mu ten karton znowu? Rozumiemy się? Alex wpatrywał się w wizytówkę z numerem telefonu z głupią miną. No co? Pierwszy raz miał zostać informatorem. I ostatni, jeśli niedługo go za to zajebią. - Rozumiemy się - przytaknął automatycznie, ale zaraz potrząsnął głową. Nie, nie, nie. No nie. Nie rozumiał. Nie tak szybko, kurwa jego mać. - Ale co to właściwie znaczy? - spytał, unosząc wzrok znad wizytówki. Czuł się jak debil, ale nikt nie powinien się dziwić, że wkurwienie wpływało na jego zdolność logicznego myślenia. - Bierzesz mnie na komendę? Mam tu zostać, spakować się, spierdalać do domu czy czekać, aż zadzwonisz? Mógłbyś być, kurwa, konkretniejszy - warknął.

No i… kurde. Alex właśnie sobie coś uświadomił. Owszem, przegrana bolała. Awantura z Lennox też bolała. Bycie capniętym przez Maddena TEŻ, CHOLERA, BOLAŁO. Ale to? Układ z gliniarzem? Pakt z policją? Przecież jeśli cokolwiek z tego wyjdzie na jaw i ktokolwiek ze środowiska dowie się, że Alexander Hall został kapusiem, nie dadzą mu żyć. I to dosłownie, znajdą go za miesiąc w jakiejś ciemnej uliczce ze skręconym karkiem, a ten skurwysyn Madden po prostu wzruszy ramionami i znajdzie sobie nowego frajera.

To już nie bolało, to było samobójstwo. W co on się, kurwa, wkopał?

no i chuj, no i cześć