i wish i found you sooner
: wt maja 26, 2026 11:18 pm
Mógł się spodziewać, że rodzina Margo wyglądała w ten sposób. Każda z poznanych przez niego osób spokrewnionych z nią posiadała jakieś cechy, które łączyłyby ją z kobietą. Niektórzy mieli jej oczy, inni sposób, w jaki kręciły się ich ciemne włosy. Jeszcze inni posiadali ten błysk w oku poprzedzający żart, którego być może nie powinno się wypowiadać głośno.
Z niejaką ulgą przyjął zaproszenie do męskiego grona. Mercer był osobą, która lubiła skupiać na sobie uwagę, opowiadać historie z dzieciństwa swojej córki lub z własnej przeszłości. Jemu odpowiadało tkwienie w kącie i słuchanie, sporadyczne skinienie głową na potwierdzenie tego, że coś, co powiedział miało sens lub było właściwie zabawne.
Chciałby powiedzieć, że te interakcje musiała mu osładzać whisky w dłoni, ale prawda była taka, że przebywanie tutaj w żaden sposób mu nie przeszkadzało. Chaos otaczał go z każdej strony, od koleżanek jej matki zaczepnie podpytujących o datę ślubu lub ilość planowanych dzieci, aż po ów dzieci należące do nich, plączące się tu i ówdzie i okazjonalnie wpadające na dorosłych.
Nigdy tego nie miał.
Jego dom był zawsze pusty, towarzystwo kameralne, rodzina - ta, która nie odsunęła się od nich przez wgląd na jego ojca - skromna. Rzadko kiedy mieli gości, a gdy ci zwykle się pojawiali, oznaczali butelkę wyjętą na stół i potrzebę ewakuacji z domu. Chaos w jego domu rodzinnym zawsze oznaczał coś złego, zawsze był niepożądany i destrukcyjny - ale tutaj wydawał się wyzbyty negatywnych konotacji. Naturalny, jak ten, który przejawiała ona sama.
Spodziewał się wyłącznie kłopotów widząc wzrok, z którym podeszła do ich kółka. Chaos mógł ich otaczać, ale Margo Mercer była jego pieprzonym ucieleśnieniem. Niepokój przemknął po jego twarzy gdy zbliżyła się, swobodnie poprawiając kołnierzyk jego koszuli z tym samym, niewinnym uśmiechem, z którym waliła drzwiami jego samochodu.
A gdy tylko się odezwała, jakaś jego cząstka umarła z zażenowania, głęboko w środku. Zakłopotany odchrząknął, potrzebując chwili na odzyskanie rezonu, którego postanowiła go w tej chwili pozbawić.
- Musicie jej wybaczyć - westchnął, obserwując, jak zwilża usta winem z uniesionego kieliszka, którego błysk natychmiast podsunął mu odpowiedź. - Bylibyśmy wcześniej, gdyby nie osuszyła połowy butelki w trakcie szykowania się...
- Margo - rzucił ostro jej ojciec, strofując kobietę. Sięgnął do kieliszka w jej dłoni i chwycił naczynie, odbierając jej je. - Nie za dużo już wypiłaś?
W geście pełnego satysfakcji zwycięstwa uniósł własną szklankę do ust i wypił łyk gorzkiej, zimnej whisky, którą stary Mercer otworzył specjalnie na tą okazję.
- Thomas, tak? - zagadnął mężczyznę, który był jednym z braci Margo. Mieli te same oczy i podobny uśmiech. Jego dłoń w tym czasie zsunęła się na kobiecą talię, przyciągając ją bliżej na wypadek, gdyby próbowała się ewakuować. Obrócił ją przy tym tak, że stała do niego bokiem. Siląc się na powagę, dodał: - Słyszałem, że wylądowałeś w szpitalu. Straszna tragedia.
margo mercer
Z niejaką ulgą przyjął zaproszenie do męskiego grona. Mercer był osobą, która lubiła skupiać na sobie uwagę, opowiadać historie z dzieciństwa swojej córki lub z własnej przeszłości. Jemu odpowiadało tkwienie w kącie i słuchanie, sporadyczne skinienie głową na potwierdzenie tego, że coś, co powiedział miało sens lub było właściwie zabawne.
Chciałby powiedzieć, że te interakcje musiała mu osładzać whisky w dłoni, ale prawda była taka, że przebywanie tutaj w żaden sposób mu nie przeszkadzało. Chaos otaczał go z każdej strony, od koleżanek jej matki zaczepnie podpytujących o datę ślubu lub ilość planowanych dzieci, aż po ów dzieci należące do nich, plączące się tu i ówdzie i okazjonalnie wpadające na dorosłych.
Nigdy tego nie miał.
Jego dom był zawsze pusty, towarzystwo kameralne, rodzina - ta, która nie odsunęła się od nich przez wgląd na jego ojca - skromna. Rzadko kiedy mieli gości, a gdy ci zwykle się pojawiali, oznaczali butelkę wyjętą na stół i potrzebę ewakuacji z domu. Chaos w jego domu rodzinnym zawsze oznaczał coś złego, zawsze był niepożądany i destrukcyjny - ale tutaj wydawał się wyzbyty negatywnych konotacji. Naturalny, jak ten, który przejawiała ona sama.
Spodziewał się wyłącznie kłopotów widząc wzrok, z którym podeszła do ich kółka. Chaos mógł ich otaczać, ale Margo Mercer była jego pieprzonym ucieleśnieniem. Niepokój przemknął po jego twarzy gdy zbliżyła się, swobodnie poprawiając kołnierzyk jego koszuli z tym samym, niewinnym uśmiechem, z którym waliła drzwiami jego samochodu.
A gdy tylko się odezwała, jakaś jego cząstka umarła z zażenowania, głęboko w środku. Zakłopotany odchrząknął, potrzebując chwili na odzyskanie rezonu, którego postanowiła go w tej chwili pozbawić.
- Musicie jej wybaczyć - westchnął, obserwując, jak zwilża usta winem z uniesionego kieliszka, którego błysk natychmiast podsunął mu odpowiedź. - Bylibyśmy wcześniej, gdyby nie osuszyła połowy butelki w trakcie szykowania się...
- Margo - rzucił ostro jej ojciec, strofując kobietę. Sięgnął do kieliszka w jej dłoni i chwycił naczynie, odbierając jej je. - Nie za dużo już wypiłaś?
W geście pełnego satysfakcji zwycięstwa uniósł własną szklankę do ust i wypił łyk gorzkiej, zimnej whisky, którą stary Mercer otworzył specjalnie na tą okazję.
- Thomas, tak? - zagadnął mężczyznę, który był jednym z braci Margo. Mieli te same oczy i podobny uśmiech. Jego dłoń w tym czasie zsunęła się na kobiecą talię, przyciągając ją bliżej na wypadek, gdyby próbowała się ewakuować. Obrócił ją przy tym tak, że stała do niego bokiem. Siląc się na powagę, dodał: - Słyszałem, że wylądowałeś w szpitalu. Straszna tragedia.
margo mercer