Kiss me, baby?
: pn cze 01, 2026 9:36 pm
Charly zaśmiała się cicho, kręcąc głową. Coraz bardziej podobało jej się to, że Noe potrafił podchwycić nawet najbardziej absurdalne porównania i zamiast patrzeć na nią jak na wariatkę, po prostu brnął w nie razem z nią. To było… odświeżające.— Produkty pierwszej potrzeby nie mają łatwego życia. Ludzie przypominają sobie o nich dopiero wtedy, kiedy ich zabraknie. — zerknęła na niego z rozbawieniem. — Więc radzę dobrze wykorzystać swoją szansę, bo konkurencja jest spora… - tutaj na chwilę przerwała, odliczając w myślach pięć sekund, idealnie wpasowujących się w teatralną pauzę, zanim dodała - Kawa, internet i pizza mają całkiem mocną pozycję na rynku.
Parsknęła śmiechem na wzmiankę o marzycielu. — Nie wiem, czy cię pocieszę, ale większość ciekawych ludzi wygląda na takich, którzy od czasu do czasu tracą kontakt z rzeczywistością. Ci całkiem normalni zazwyczaj okazują się śmiertelnie nudni. — wzruszyła lekko ramionami. — A przynajmniej takie są moje doświadczenia.- przyznała trochę zagadkowo. Prawda była taka, że Charly nigdy szczególnie nie przepadała za normalnością. Normalni ludzie kojarzyli jej się z przewidywalnością, utartymi schematami i rozmowami, które kończyły się dokładnie tam, gdzie człowiek spodziewał się, że się skończą. Może dlatego przez całe życie lgnęła do artystów, muzyków, fotografów i wszelkiej maści marzycieli. Do ludzi, którzy potrafili rzucić wszystko, żeby pojechać na koncert do innego miasta, wydać ostatnie pieniądze na aparat albo zakochać się w pomyśle bardziej niż we własnym rozsądku. Sama też nigdy nie była szczególnie rozsądna. W końcu która normalna osoba spędza noce pod sceną, próbując uchwycić idealne zdjęcie, a później zasypia w pociągu powrotnym z aparatem przyciśniętym do piersi? Być może dlatego znacznie bardziej ufała ludziom z odrobiną chaosu w głowie. Takim, którzy czasem mówili za dużo, czasem za mało, ale przynajmniej byli prawdziwi. Idealnie poukładani ludzie zawsze wydawali jej się podejrzani. Jakby za bardzo pilnowali tego, co pokazują światu.
Kiedy wspomniał o fotografii, jej twarz niemal natychmiast się rozjaśniła. Uwielbiała o tym rozmawiać. Nawet jeśli nie zawsze miała okazję robić to z kimś, kto faktycznie wydawał się zainteresowany odpowiedzią.— Uważaj, bo właśnie mnie zaprosiłeś. — wskazała na niego palcem z rozbawieniem. — Więc zapewne skończymy stojąc przez trzy godziny pod sceną, otoczony przez spoconych ludzi, którzy od rana czekali na swój ulubiony zespół. - zawiesiła głos na chwilę - Tylko musisz pokazać mi te miejsca, bo jestem tutaj stosunkowo nowa - przyznała, oczywiście nie mogła zignorować tego zaproszenia. Mimochodem wywołało ono uśmiech na twarzy ciemnowłosej, co więcej, ze zdziwieniem odkryła, że sama myśl o kolejnym spotkaniu wywołuje w niej ciepłe, trudne do nazwania poruszenie.
Przez chwilę szli dalej, mijając kolejne alejki. Charly wsunęła dłonie do kieszeni kurtki i uniosła głowę, przyglądając się budynkom odbijającym światło późnego popołudnia. — Wiesz, chyba właśnie dlatego lubię robić zdjęcia. — odezwała się po chwili. — Ludzie cały czas próbują coś ukryć. Udają spokojniejszych, szczęśliwszych albo pewniejszych siebie niż są naprawdę. A potem trafia się jeden moment nieuwagi i nagle wszystko widać. — uśmiechnęła się lekko. — Aparaty są trochę bezczelne w tym, co potrafią zauważyć. - oznajmiła.Przez lata nauczyła się dostrzegać te krótkie chwile. Uśmiechy, które gasły sekundę po zrobieniu zdjęcia. Spojrzenia uciekające gdzieś poza kadr. Drobne gesty zdradzające więcej niż najdłuższe rozmowy. Właśnie dlatego fotografia fascynowała ją bardziej niż idealnie wyreżyserowane portrety. Prawda niemal nigdy nie pojawiała się wtedy, gdy człowiek był na nią przygotowany.— A ciebie co najbardziej pociąga w dziennikarstwie? — zagaiła. — I nie kupię odpowiedzi o papierologii, terminach i redakcyjnych zebraniach.
Na samą myśl o sali bankietowej odczuwała mieszankę sceptycyzmu i ciekawości. Nie była to praca, o której marzyła jako nastolatka z aparatem przewieszonym przez ramię, ale życie rzadko układało się według idealnego scenariusza. Zresztą nauczyła się już, że czasami najciekawsze historie zaczynają się właśnie od rzeczy, które początkowo wydają się kompletnie przypadkowe. Niemniej na wspomnieniu o darmowym ciastku, spojrzała na niego kątem oka, a na jej ustach ponownie pojawił się zaczepny uśmiech.
Noe Villeneuve-Scott
Parsknęła śmiechem na wzmiankę o marzycielu. — Nie wiem, czy cię pocieszę, ale większość ciekawych ludzi wygląda na takich, którzy od czasu do czasu tracą kontakt z rzeczywistością. Ci całkiem normalni zazwyczaj okazują się śmiertelnie nudni. — wzruszyła lekko ramionami. — A przynajmniej takie są moje doświadczenia.- przyznała trochę zagadkowo. Prawda była taka, że Charly nigdy szczególnie nie przepadała za normalnością. Normalni ludzie kojarzyli jej się z przewidywalnością, utartymi schematami i rozmowami, które kończyły się dokładnie tam, gdzie człowiek spodziewał się, że się skończą. Może dlatego przez całe życie lgnęła do artystów, muzyków, fotografów i wszelkiej maści marzycieli. Do ludzi, którzy potrafili rzucić wszystko, żeby pojechać na koncert do innego miasta, wydać ostatnie pieniądze na aparat albo zakochać się w pomyśle bardziej niż we własnym rozsądku. Sama też nigdy nie była szczególnie rozsądna. W końcu która normalna osoba spędza noce pod sceną, próbując uchwycić idealne zdjęcie, a później zasypia w pociągu powrotnym z aparatem przyciśniętym do piersi? Być może dlatego znacznie bardziej ufała ludziom z odrobiną chaosu w głowie. Takim, którzy czasem mówili za dużo, czasem za mało, ale przynajmniej byli prawdziwi. Idealnie poukładani ludzie zawsze wydawali jej się podejrzani. Jakby za bardzo pilnowali tego, co pokazują światu.
Kiedy wspomniał o fotografii, jej twarz niemal natychmiast się rozjaśniła. Uwielbiała o tym rozmawiać. Nawet jeśli nie zawsze miała okazję robić to z kimś, kto faktycznie wydawał się zainteresowany odpowiedzią.— Uważaj, bo właśnie mnie zaprosiłeś. — wskazała na niego palcem z rozbawieniem. — Więc zapewne skończymy stojąc przez trzy godziny pod sceną, otoczony przez spoconych ludzi, którzy od rana czekali na swój ulubiony zespół. - zawiesiła głos na chwilę - Tylko musisz pokazać mi te miejsca, bo jestem tutaj stosunkowo nowa - przyznała, oczywiście nie mogła zignorować tego zaproszenia. Mimochodem wywołało ono uśmiech na twarzy ciemnowłosej, co więcej, ze zdziwieniem odkryła, że sama myśl o kolejnym spotkaniu wywołuje w niej ciepłe, trudne do nazwania poruszenie.
Przez chwilę szli dalej, mijając kolejne alejki. Charly wsunęła dłonie do kieszeni kurtki i uniosła głowę, przyglądając się budynkom odbijającym światło późnego popołudnia. — Wiesz, chyba właśnie dlatego lubię robić zdjęcia. — odezwała się po chwili. — Ludzie cały czas próbują coś ukryć. Udają spokojniejszych, szczęśliwszych albo pewniejszych siebie niż są naprawdę. A potem trafia się jeden moment nieuwagi i nagle wszystko widać. — uśmiechnęła się lekko. — Aparaty są trochę bezczelne w tym, co potrafią zauważyć. - oznajmiła.Przez lata nauczyła się dostrzegać te krótkie chwile. Uśmiechy, które gasły sekundę po zrobieniu zdjęcia. Spojrzenia uciekające gdzieś poza kadr. Drobne gesty zdradzające więcej niż najdłuższe rozmowy. Właśnie dlatego fotografia fascynowała ją bardziej niż idealnie wyreżyserowane portrety. Prawda niemal nigdy nie pojawiała się wtedy, gdy człowiek był na nią przygotowany.— A ciebie co najbardziej pociąga w dziennikarstwie? — zagaiła. — I nie kupię odpowiedzi o papierologii, terminach i redakcyjnych zebraniach.
Na samą myśl o sali bankietowej odczuwała mieszankę sceptycyzmu i ciekawości. Nie była to praca, o której marzyła jako nastolatka z aparatem przewieszonym przez ramię, ale życie rzadko układało się według idealnego scenariusza. Zresztą nauczyła się już, że czasami najciekawsze historie zaczynają się właśnie od rzeczy, które początkowo wydają się kompletnie przypadkowe. Niemniej na wspomnieniu o darmowym ciastku, spojrzała na niego kątem oka, a na jej ustach ponownie pojawił się zaczepny uśmiech.
Noe Villeneuve-Scott