wszystkie razy, gdy byłem idiotą
: sob cze 27, 2026 9:37 pm
Zastanawiał się, czy Elsa zdaje sobie sprawę, jak bardzo jej obecność go teraz ratuje. Przypominał sobie te wszystkie noce, kiedy to on był tym, który siedział obok niej. Widział w pamięci tamtą Elsę – z rozmazanym tuszem, trzymającą w dłoniach kubek z herbatą, która zdążyła już dawno wystygnąć. To było niemal niewiarygodne, że dzisiaj to ona nie pozwalając mu całkowicie się załamać. Czuł się przy niej bezpiecznie, gdzie nie musiał grać twardego i opanowanego. Przypominało mu to, jak wiele razem przetrwali i czasem zastanawiał się, czy bez tamtych kryzysów, które zmuszały ich do bycia razem, w ogóle by się przyjaźnili. W tej chwili jednak bał się, że to wszystko jest tylko chwilową namiastką spokoju, wiedział, że cokolwiek się wydarzy, jutro znowu będzie musiał zmierzyć się z tym, co zostawił za drzwiami, ale teraz jednak liczyło się tylko to, że nie był w tym wszystkim kompletnie sam.
— Wiesz, jak to brzmi? — odezwał się w końcu cicho. — Brzmi, jakbyś desperacko chciała wierzyć w wersję, w której on w ogóle miał jakiekolwiek prawo do twoich uczuć, nawet po tym, co ci zafundował. Skoro on nie miał odwagi, żeby być szczerym od początku, to dlaczego ty teraz musisz mieć tyle empatii, żeby go rozumieć?
Przerwał na moment, przecierając dłonią twarz, jakby próbował zetrzeć z niej zmęczenie.
— Jeśli Gabi mnie nie kocha, to przynajmniej jest w tym konsekwentna — dodał z gorzkim uśmiechem. — Obiecaj mi chociaż, że nie pozwolisz mu znowu się skrzywdzić.
Oparł się mocniej o oparcie kanapy, wbijając wzrok w punkt na podłodze, gdzie światło lampy tworzyło jasny krąg. Czuł, jak w piersi rośnie mu ucisk – to nie była zazdrość, raczej niepokój o kogoś, kto w jego oczach był już zbyt mocno zraniony. Zastanawiał się, czy ona naprawdę nie widzi, jak bardzo takie drobne gesty opieki, jak przynoszenie jedzenia, mogą być najłatwiejszą drogą do uśpienia czyjejś czujności.
— Szpital i pilnowanie jedzenia to nie jest miłość, Elsa, to jest zaspokajanie podstawowych potrzeb — powiedział, patrząc na nią z mieszanką troski i irytacji. — Nie chcę brzmieć jak jakiś mądrala, ale pamiętam, jak wyglądałaś, kiedy po raz ostatni naprawdę się starał, a potem zniknął bez słowa, zostawiając cię z dziurą w sercu, której do dziś nie załatałaś.
- Nie wiem, nigdy nie udawałem, ale to ponoć wy jesteście specjalistkami od udawania orgazmów, więc pewnie masz rację - roześmiał się, bo ta uwaga poprawiła mu humor. Mimowolnie wstrzymał powietrze, gdy poczuł dotyk jej ust na swoim uchu. Czuł w tej chwili jak nastolatek, któremu właśnie wytykają głupoty. — Dziwne, że musisz mi mówić takie rzeczy, zamiast żebym sam do tego doszedł po tych wszystkich miesiącach bycia idiotą. - Zacisnął ramiona wokół niej, chcąc, żeby ten moment trwał chwilę dłużej, zanim wszystko znowu zacznie być skomplikowane. — Jutro rano pewnie znowu będę miał ochotę sprawdzić, czy napisała, ale na razie... niech sobie tam żyje po swojemu — westchnął cicho, czując, jak powoli alkohol zaczyna działać.
Pod wpływem słów przyjaciółki kącik jego ust drgnął, a przez głowę przemknęły mu wspomnienia z tamtych korytarzy, krzyki rówieśników i jej zacięta mina, gdy stawała w jego obronie, nie przebierając w środkach. Nigdy nie zapomniał tego, jaki był wdzięczny, że ona zaraz podejdzie i rozładuje każdą sytuację.
— Rozgryzłaś mnie już dawno, więc nawet nie mam zamiaru próbować — odparł cicho, czując, jak przygnębienie powoli odpuszcza. — Czasami aż mnie przeraża, jak dobrze wiesz, co myślę, zanim w ogóle otworzę usta.
Przez moment wpatrywał się w dno kieliszka, rozważając propozycję, bo po tym wszystkim, co sobie wygadali, prosta odpowiedź nie przychodziła mu łatwo.
— Myślę, że po tym wszystkim, co sobie powiedzieliśmy, whisky to będzie lepszym wyborem — mruknął, poprawiając się na kanapie i pozwalając sobie na szczery uśmiech. — Skoro już mamy być do końca szczerzy, to niech to będzie porządny wieczór, a nie smutne parzenie ziółek.
W tym samym momencie, jakby wyczuwając zmianę nastroju w pokoju, do salonu wpadła mała, beżowa kulka. Ewidentnie zaspany zwierzak spojrzał na nich z miną pełną pretensji jakby miał im za złe, że śmiali go obudzić w tak nieodpowiednim momencie. Noe śledził wzrokiem każdy niezdarny ruch czworonoga, który chyba też zdecydował się go pocieszać, bo wgramolił się na jego kolana i nie zamierzał się ruszać. Zaśmiał się cicho, czując, jak pies wzdycha głęboko i wierci się w poszukiwaniu wygodniejszej pozycji na jego nogach. Spojrzał na Elsę, a potem z powrotem na małą kulkę, która najwyraźniej uznała, że to wieczór wymagający podwójnego pocieszania.
— Wygląda na to, że Olive przejęła od ciebie zmianę i uznała, że potrzebuję wsparcia z obu stron — powiedział, delikatnie drapiąc suczkę za uchem.
Elsa Eriksen

— Wiesz, jak to brzmi? — odezwał się w końcu cicho. — Brzmi, jakbyś desperacko chciała wierzyć w wersję, w której on w ogóle miał jakiekolwiek prawo do twoich uczuć, nawet po tym, co ci zafundował. Skoro on nie miał odwagi, żeby być szczerym od początku, to dlaczego ty teraz musisz mieć tyle empatii, żeby go rozumieć?
Przerwał na moment, przecierając dłonią twarz, jakby próbował zetrzeć z niej zmęczenie.
— Jeśli Gabi mnie nie kocha, to przynajmniej jest w tym konsekwentna — dodał z gorzkim uśmiechem. — Obiecaj mi chociaż, że nie pozwolisz mu znowu się skrzywdzić.
Oparł się mocniej o oparcie kanapy, wbijając wzrok w punkt na podłodze, gdzie światło lampy tworzyło jasny krąg. Czuł, jak w piersi rośnie mu ucisk – to nie była zazdrość, raczej niepokój o kogoś, kto w jego oczach był już zbyt mocno zraniony. Zastanawiał się, czy ona naprawdę nie widzi, jak bardzo takie drobne gesty opieki, jak przynoszenie jedzenia, mogą być najłatwiejszą drogą do uśpienia czyjejś czujności.
— Szpital i pilnowanie jedzenia to nie jest miłość, Elsa, to jest zaspokajanie podstawowych potrzeb — powiedział, patrząc na nią z mieszanką troski i irytacji. — Nie chcę brzmieć jak jakiś mądrala, ale pamiętam, jak wyglądałaś, kiedy po raz ostatni naprawdę się starał, a potem zniknął bez słowa, zostawiając cię z dziurą w sercu, której do dziś nie załatałaś.
- Nie wiem, nigdy nie udawałem, ale to ponoć wy jesteście specjalistkami od udawania orgazmów, więc pewnie masz rację - roześmiał się, bo ta uwaga poprawiła mu humor. Mimowolnie wstrzymał powietrze, gdy poczuł dotyk jej ust na swoim uchu. Czuł w tej chwili jak nastolatek, któremu właśnie wytykają głupoty. — Dziwne, że musisz mi mówić takie rzeczy, zamiast żebym sam do tego doszedł po tych wszystkich miesiącach bycia idiotą. - Zacisnął ramiona wokół niej, chcąc, żeby ten moment trwał chwilę dłużej, zanim wszystko znowu zacznie być skomplikowane. — Jutro rano pewnie znowu będę miał ochotę sprawdzić, czy napisała, ale na razie... niech sobie tam żyje po swojemu — westchnął cicho, czując, jak powoli alkohol zaczyna działać.
Pod wpływem słów przyjaciółki kącik jego ust drgnął, a przez głowę przemknęły mu wspomnienia z tamtych korytarzy, krzyki rówieśników i jej zacięta mina, gdy stawała w jego obronie, nie przebierając w środkach. Nigdy nie zapomniał tego, jaki był wdzięczny, że ona zaraz podejdzie i rozładuje każdą sytuację.
— Rozgryzłaś mnie już dawno, więc nawet nie mam zamiaru próbować — odparł cicho, czując, jak przygnębienie powoli odpuszcza. — Czasami aż mnie przeraża, jak dobrze wiesz, co myślę, zanim w ogóle otworzę usta.
Przez moment wpatrywał się w dno kieliszka, rozważając propozycję, bo po tym wszystkim, co sobie wygadali, prosta odpowiedź nie przychodziła mu łatwo.
— Myślę, że po tym wszystkim, co sobie powiedzieliśmy, whisky to będzie lepszym wyborem — mruknął, poprawiając się na kanapie i pozwalając sobie na szczery uśmiech. — Skoro już mamy być do końca szczerzy, to niech to będzie porządny wieczór, a nie smutne parzenie ziółek.
W tym samym momencie, jakby wyczuwając zmianę nastroju w pokoju, do salonu wpadła mała, beżowa kulka. Ewidentnie zaspany zwierzak spojrzał na nich z miną pełną pretensji jakby miał im za złe, że śmiali go obudzić w tak nieodpowiednim momencie. Noe śledził wzrokiem każdy niezdarny ruch czworonoga, który chyba też zdecydował się go pocieszać, bo wgramolił się na jego kolana i nie zamierzał się ruszać. Zaśmiał się cicho, czując, jak pies wzdycha głęboko i wierci się w poszukiwaniu wygodniejszej pozycji na jego nogach. Spojrzał na Elsę, a potem z powrotem na małą kulkę, która najwyraźniej uznała, że to wieczór wymagający podwójnego pocieszania.
— Wygląda na to, że Olive przejęła od ciebie zmianę i uznała, że potrzebuję wsparcia z obu stron — powiedział, delikatnie drapiąc suczkę za uchem.
Elsa Eriksen