Co przychodzi po miłości?
: wt cze 02, 2026 6:51 pm
Gdy się rozstawali, Tucker był jeszcze chłopakiem i w jej wspomnieniach nadal nim pozostawał. Tymczasem teraz stał przed nią też on, ale już jako mężczyzna, chociaż wciąż tak samo, jeśli nie bardziej przystojny. I chyba ten kontrast najbardziej w nią uderzał, im dłużej tu stała. Niby ta sama osoba, a jednak jakby inna.
- Wydaje mi się, że wtedy nagromadziło się za dużo złych emocji, trudnych chwil, które nas po prostu przerosły. I zamiast jakoś to ogarnąć poszliśmy po najmniejszej linii oporu. Pewnie kwestie niestety zaczyna się rozumieć zdecydowanie za późno, a potem nie ma do czego już wracać.
Gdyby teraz posiadali tę wiedzę, dziś być może to ona paradowałaby dumna po mieście z pierścionkiem zaręczynowym. Wybierała suknię ślubną i wymarzoną podróż poślubną. Ale wtedy, w nerwach, miała bardzo wąskie pole widzenia, czubek własnego nosa i swoje problemy. One były najważniejsze.
- Nie sądzisz, że lepiej tego nie roztrząsać? - Zaplotła dłonie na plecach nie wiedząc, co z nimi zrobić. - Nawet jeśli faktycznie, jest sporo racji w tym, co mówisz, to już jest za nami. Lepiej skupić się na teraźniejszość, bo łatwo stracić te ważne obecnie momenty.
Nauczyły ją tego ostatnie miesiące i obserwowanie jak babcia nie jest w stanie pozbierać się po śmierci swojego męża. Każda śmierć jest bolesna, chociaż być może ją to ominie? Nic nie wskazywało, by w najbliższej przyszłości poznała tego jedynego. Wierzyła, że tą osobą był właśnie Tucker, a być może podświadomie wciąż tak uważała. Dlatego tak trudno odnajdywała się w tych paru związkach, jakie miała na przestrzeni ostatnich lat. Nieświadomie porównywała każdego z nich do Tuckera?
- Naprawdę to doceniam - zdobyła się na lekki uśmiech, żeby atmosfera nie była za ciężka. W końcu to w zasadzie było ostatnie chwile, gdy ze sobą rozmawiają. Po pożegnaniu nie będzie powrotu. Staną się dla siebie obcymi ludźmi mijającymi się na ulicy bez słowa.- Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć tobie i twojej wybrance wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia - dodała siląc się na miły ton głosu, robiąc dwa kroki do przodu.
Jeśli mieli się rozstać się już tak na poważnie i ruszyć dalej z czystymi kartami, to nie wypadało łypać na siebie z drugiego kąta pokoju. Przynajmniej ona to tak widziała, chociaż tak cholernie trudno było być tak blisko i jedynie móc się uśmiechać.
- Mój dziadek do samego końca wierzył, że jednak się zejdziemy - wyrwało jej się nim zdążyła ugryźć się w język- chociaż mówiłam mu, że to się nie wydarzy.
Tucker Darby
- Wydaje mi się, że wtedy nagromadziło się za dużo złych emocji, trudnych chwil, które nas po prostu przerosły. I zamiast jakoś to ogarnąć poszliśmy po najmniejszej linii oporu. Pewnie kwestie niestety zaczyna się rozumieć zdecydowanie za późno, a potem nie ma do czego już wracać.
Gdyby teraz posiadali tę wiedzę, dziś być może to ona paradowałaby dumna po mieście z pierścionkiem zaręczynowym. Wybierała suknię ślubną i wymarzoną podróż poślubną. Ale wtedy, w nerwach, miała bardzo wąskie pole widzenia, czubek własnego nosa i swoje problemy. One były najważniejsze.
- Nie sądzisz, że lepiej tego nie roztrząsać? - Zaplotła dłonie na plecach nie wiedząc, co z nimi zrobić. - Nawet jeśli faktycznie, jest sporo racji w tym, co mówisz, to już jest za nami. Lepiej skupić się na teraźniejszość, bo łatwo stracić te ważne obecnie momenty.
Nauczyły ją tego ostatnie miesiące i obserwowanie jak babcia nie jest w stanie pozbierać się po śmierci swojego męża. Każda śmierć jest bolesna, chociaż być może ją to ominie? Nic nie wskazywało, by w najbliższej przyszłości poznała tego jedynego. Wierzyła, że tą osobą był właśnie Tucker, a być może podświadomie wciąż tak uważała. Dlatego tak trudno odnajdywała się w tych paru związkach, jakie miała na przestrzeni ostatnich lat. Nieświadomie porównywała każdego z nich do Tuckera?
- Naprawdę to doceniam - zdobyła się na lekki uśmiech, żeby atmosfera nie była za ciężka. W końcu to w zasadzie było ostatnie chwile, gdy ze sobą rozmawiają. Po pożegnaniu nie będzie powrotu. Staną się dla siebie obcymi ludźmi mijającymi się na ulicy bez słowa.- Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć tobie i twojej wybrance wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia - dodała siląc się na miły ton głosu, robiąc dwa kroki do przodu.
Jeśli mieli się rozstać się już tak na poważnie i ruszyć dalej z czystymi kartami, to nie wypadało łypać na siebie z drugiego kąta pokoju. Przynajmniej ona to tak widziała, chociaż tak cholernie trudno było być tak blisko i jedynie móc się uśmiechać.
- Mój dziadek do samego końca wierzył, że jednak się zejdziemy - wyrwało jej się nim zdążyła ugryźć się w język- chociaż mówiłam mu, że to się nie wydarzy.
Tucker Darby