snap out of it
: pt cze 05, 2026 11:08 pm
Praca ją rozluźniała. Wcale nie dlatego, że była jedną z osób, które miały absolutnego pierdolca na punkcie tego czym zajmowały się zawodowo, ale dlatego, że dawało jej to poczucie wolności i kontroli. Na te kilka chwil, nikt nie mógł jej dosięgnąć. Ani Xavier, ani rodzice, ani nawet Karrion - choć ciągle przyglądał się jej badawczo. Gołym okiem widać było, że jest to coś w czym czuje się dobrze i co przychodziło jej z łatwością, wręcz naturalnie.
Skinęła głową, gdy potwierdził, że finanse nie będą problemem.
— Nie orżnę… — powiedziała, choć brzmiało to bardziej jak zwyczajne powtórzenie jego słów, niż jak potwierdzenie. Uniosła lekko brwi — Karrion, myślałam że to jasne, że nie wezmę od ciebie za to ani centa — odezwała się znów zaraz, by nie miał wątpliwości i posłała mu nieznoszące sprzeciwu spojrzenie. Uświadamiając go o ilości pieniędzy jakie miała pochłonąć rozbudowa, z pewnością nie miała na myśli swojego wynagrodzenia, a materiały, ekipę budowlaną i wszystko inne.
— Koleżeńska przysługa — dodała jeszcze ze wzruszeniem ramion, nim zdążył cokolwiek powiedzieć — Ja pracuję nad projektem, a ty zabierasz mnie na wypad do Hiszpanii. Ty drapiesz moje plecy, a ja twoje… czy jak to tam się mówi — machnęła ręką, śmiejąc się krótko. Nie oferowała często podobnych specjalnych promocji dla znajomych, bo gdzieś z tyłu głowy słyszała krytyczny głos matki, że jeśli będzie w ten sposób prowadziła interesy, to bez wątpienia doprowadzi firmę do ruiny.
Tyle że teraz firmy nie miała. Za to miała zbyt dużo wolnego czasu.
— Znakomicie, wszystko się przyda. Potrzebna będzie też zapewne ekspertyza techniczna samego budynku, ale o to będziemy się już martwić na miejscu — poinformowała, zapoznając się równocześnie z wytycznymi, które były częściowo dostępne na stronie tamtejszego urzędu.
— Szkoda, bo to by znacznie ułatwiło sprawę — zauważyła, o czym pewnie i tak już wiedział — Ja chętnie z nimi powalczę, odświeżę sobie przy okazji hiszpański — zapewniła, by miał poczucie, że udając się z tym do niej, podjął najlepszą decyzję. Patrzyła mu w oczy już trochę śmielej i nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu na ten jego nietypowy komplement w jej stronę.
Zainteresowana tym jaką miał jeszcze prośbę, przechyliła pytająco głowę.
— W porządku, to dobry pomysł — odpowiedziała, choć nie od razu, pozwalając mu wypowiedzieć się do końca. Znów ją rozbawił, jakby zupełnie zapomniała o tym jak jeszcze kilka chwil wcześniej reagowała na jego słowa. Jak tak dalej pójdzie, zapomni przy Stiflerze o całym świecie!
— Żeby nie było - to tym chorizo mnie kupiłeś — przyznała żartobliwie, wtórując mu ponownie śmiechem. Tak naprawdę najbardziej przekonywał ją fakt, że mężczyzna obiecał nie wspominać już więcej o jej mężu. Dużo lepsze - i bezpieczniejsze - były rozmowy o ścianach nośnych. Ona też oczami wyobraźni widziała już tę scenerię.Wielkie dzięki, sztuczna inteligencjo - gdyby nie ty, to by nas tu nie było.
— Zgadzam się z tym w pełni. Właściwie to myślę, że będzie wiele okazji ku temu, by wspólnie zjeść — przyznała i nie miała tu na myśli tego, że po obiedzie czy kolacji, mogą też razem zjeść śniadanie. Oczywiście, że nie.
Przez chwilę oboje milczeli. Jako że wstępnie mieli wszystko dogadane, schowała sprzęt do torby i odetchnęła głęboko, jakby właśnie podjęła jakąś ważną decyzję — Dobra, chyba nie ma się nad czym zastanawiać. Zarezerwuj dla nas te bilety.
Karrion Stifler
Skinęła głową, gdy potwierdził, że finanse nie będą problemem.
— Nie orżnę… — powiedziała, choć brzmiało to bardziej jak zwyczajne powtórzenie jego słów, niż jak potwierdzenie. Uniosła lekko brwi — Karrion, myślałam że to jasne, że nie wezmę od ciebie za to ani centa — odezwała się znów zaraz, by nie miał wątpliwości i posłała mu nieznoszące sprzeciwu spojrzenie. Uświadamiając go o ilości pieniędzy jakie miała pochłonąć rozbudowa, z pewnością nie miała na myśli swojego wynagrodzenia, a materiały, ekipę budowlaną i wszystko inne.
— Koleżeńska przysługa — dodała jeszcze ze wzruszeniem ramion, nim zdążył cokolwiek powiedzieć — Ja pracuję nad projektem, a ty zabierasz mnie na wypad do Hiszpanii. Ty drapiesz moje plecy, a ja twoje… czy jak to tam się mówi — machnęła ręką, śmiejąc się krótko. Nie oferowała często podobnych specjalnych promocji dla znajomych, bo gdzieś z tyłu głowy słyszała krytyczny głos matki, że jeśli będzie w ten sposób prowadziła interesy, to bez wątpienia doprowadzi firmę do ruiny.
Tyle że teraz firmy nie miała. Za to miała zbyt dużo wolnego czasu.
— Znakomicie, wszystko się przyda. Potrzebna będzie też zapewne ekspertyza techniczna samego budynku, ale o to będziemy się już martwić na miejscu — poinformowała, zapoznając się równocześnie z wytycznymi, które były częściowo dostępne na stronie tamtejszego urzędu.
— Szkoda, bo to by znacznie ułatwiło sprawę — zauważyła, o czym pewnie i tak już wiedział — Ja chętnie z nimi powalczę, odświeżę sobie przy okazji hiszpański — zapewniła, by miał poczucie, że udając się z tym do niej, podjął najlepszą decyzję. Patrzyła mu w oczy już trochę śmielej i nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu na ten jego nietypowy komplement w jej stronę.
Zainteresowana tym jaką miał jeszcze prośbę, przechyliła pytająco głowę.
— W porządku, to dobry pomysł — odpowiedziała, choć nie od razu, pozwalając mu wypowiedzieć się do końca. Znów ją rozbawił, jakby zupełnie zapomniała o tym jak jeszcze kilka chwil wcześniej reagowała na jego słowa. Jak tak dalej pójdzie, zapomni przy Stiflerze o całym świecie!
— Żeby nie było - to tym chorizo mnie kupiłeś — przyznała żartobliwie, wtórując mu ponownie śmiechem. Tak naprawdę najbardziej przekonywał ją fakt, że mężczyzna obiecał nie wspominać już więcej o jej mężu. Dużo lepsze - i bezpieczniejsze - były rozmowy o ścianach nośnych. Ona też oczami wyobraźni widziała już tę scenerię.
— Zgadzam się z tym w pełni. Właściwie to myślę, że będzie wiele okazji ku temu, by wspólnie zjeść — przyznała i nie miała tu na myśli tego, że po obiedzie czy kolacji, mogą też razem zjeść śniadanie. Oczywiście, że nie.
Przez chwilę oboje milczeli. Jako że wstępnie mieli wszystko dogadane, schowała sprzęt do torby i odetchnęła głęboko, jakby właśnie podjęła jakąś ważną decyzję — Dobra, chyba nie ma się nad czym zastanawiać. Zarezerwuj dla nas te bilety.
Karrion Stifler