Run, Baby, as though tomorrow didn’t exist
: ndz lip 05, 2026 4:28 pm
Nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie. Powodów mogło być tak wiele, a niestety nie umiał czytać ludziom w umyśle. O ile łatwiejsze byłoby życie, gdyby poznał kolejne linijki programu układającego się na zamiary i plany innych. Uniknąłby nieporozumienia, może zmienił odpowiednie wartości, zmieniając tym i rzeczywistość.
Marzenia zafiksowanego na punkcie komputerów nerda.
Niestety, realny świat był dla niego znacznie mniej łaskawy, niż ten skrywający się za szklanym monitorem. Albo plastikowym, bo teraz wszędzie jakość schodziła na psy.
-Podobam? Mizzy, zdecydowanie nie jestem osobą, która przejawia pociąg w stronę takiego sadomasochistycznego podejścia, a oni wyglądają na kogoś, dla kogo to nie pierwszyzna - skomentował jej słowa. Był pewien, że daleki był od podobania im się. Jasne, istniała spora szansa, że gdyby tylko nie chcieli połamać mu kości albo skrzywdzić w jeszcze brutalniejszy sposób, któryś wpadłby w oko Carlsonowi. Był dziwne spaczony pod tym względem, przyciągając osoby, które nie mogły być dobrym wyborem. Zostało mu z przeszłości i jakoś nie umiał się przerzucić na ludzi, którzy byli dla niego dobrzy.
Bywał naiwny, co tu dużo mówić. Dlatego przyjął do wiadomości informacje, które przekazała mu przyjaciółka, nie doszukując się w nich niczego podejrzanego. Przecież ona z pewnością by go nie okłamała!
Przechylił lekko głowę, przyglądając się dziewczynie, kiedy mówiła. Była urocza; zadawał się w dużej mierze z takimi ludźmi. Wyłączając tych, z którymi próbował randkować, co kończyło się katastrofą z jednorazowym zaspokajaniem cielesnych potrzeb. Bolesne, ale sam się na to pisał, działać trochę samodestrukcyjnie.
-Wiesz… brzmi to całkiem fajnie i w ogóle jestem ci bardzo wdzięczny, ale jesteś pewna, że potrafiliby zająć się nimi na tyle, żeby później nie zemścili się na mnie bardziej? Bo wiesz, znam ich już trochę i oni bardzo, ale to bardzo nie lubią, jak coś szło nie po ich myśli - powiedział, pocierając ręką kark. A co, jeśli dodatkowo faktycznie narazi dziewczynę? Może i jej pracodawcy mogli uchronić ją w godzinach pracy, ale co ze światem później? Jakoś nie sądził, żeby dali jej całodobową ochronę. - Lepiej nie mieszać w to tych gangusów, którzy się na mnie uwzięli. Jakoś sobie z nimi poradzę - zapewnił skwapliwie, kiwając przy tym głową. Kiedyś musiało im się znudzić.
-Dzwoń kochana, a później jestem moją randką w kawiarni - klasnął w dłonie. Humor mu wrócił, kiedy zagrożenie minęło.
Mizzy Thembo
Marzenia zafiksowanego na punkcie komputerów nerda.
Niestety, realny świat był dla niego znacznie mniej łaskawy, niż ten skrywający się za szklanym monitorem. Albo plastikowym, bo teraz wszędzie jakość schodziła na psy.
-Podobam? Mizzy, zdecydowanie nie jestem osobą, która przejawia pociąg w stronę takiego sadomasochistycznego podejścia, a oni wyglądają na kogoś, dla kogo to nie pierwszyzna - skomentował jej słowa. Był pewien, że daleki był od podobania im się. Jasne, istniała spora szansa, że gdyby tylko nie chcieli połamać mu kości albo skrzywdzić w jeszcze brutalniejszy sposób, któryś wpadłby w oko Carlsonowi. Był dziwne spaczony pod tym względem, przyciągając osoby, które nie mogły być dobrym wyborem. Zostało mu z przeszłości i jakoś nie umiał się przerzucić na ludzi, którzy byli dla niego dobrzy.
Bywał naiwny, co tu dużo mówić. Dlatego przyjął do wiadomości informacje, które przekazała mu przyjaciółka, nie doszukując się w nich niczego podejrzanego. Przecież ona z pewnością by go nie okłamała!
Przechylił lekko głowę, przyglądając się dziewczynie, kiedy mówiła. Była urocza; zadawał się w dużej mierze z takimi ludźmi. Wyłączając tych, z którymi próbował randkować, co kończyło się katastrofą z jednorazowym zaspokajaniem cielesnych potrzeb. Bolesne, ale sam się na to pisał, działać trochę samodestrukcyjnie.
-Wiesz… brzmi to całkiem fajnie i w ogóle jestem ci bardzo wdzięczny, ale jesteś pewna, że potrafiliby zająć się nimi na tyle, żeby później nie zemścili się na mnie bardziej? Bo wiesz, znam ich już trochę i oni bardzo, ale to bardzo nie lubią, jak coś szło nie po ich myśli - powiedział, pocierając ręką kark. A co, jeśli dodatkowo faktycznie narazi dziewczynę? Może i jej pracodawcy mogli uchronić ją w godzinach pracy, ale co ze światem później? Jakoś nie sądził, żeby dali jej całodobową ochronę. - Lepiej nie mieszać w to tych gangusów, którzy się na mnie uwzięli. Jakoś sobie z nimi poradzę - zapewnił skwapliwie, kiwając przy tym głową. Kiedyś musiało im się znudzić.
-Dzwoń kochana, a później jestem moją randką w kawiarni - klasnął w dłonie. Humor mu wrócił, kiedy zagrożenie minęło.
Mizzy Thembo