welcome back!
: czw cze 25, 2026 3:42 pm
No tak, nic nie wyjdzie z tego, żeby było znów dobrze, jeśli to od samego Audrica nie wyjdzie jako pierwsze, aby się opamiętać i przyjechać do rodziny, przepraszając za brak kontaktu i nie odwiedzanie chociażby Andrei, która spodziewa się kolejnego członka w tej rodzinie, a nie mówiąc już o jego matce, ewidentnie usychającej z tęsknoty za najmłodszym ze swych dzieci. Cóż jednak sama Prudence mogła na to poradzić, bo przecież aż tak w rodzinne sfery nie mogła wkraczać, choć w pewnym stopniu może i by chciała.
— Byłabym wdzięczna — odparła z nieukrywaną radością, co by nie wyjść ze swojej roli i tym samym nie dać mu pretekstów ku temu, żeby odkryć dalsze okłamywanie jak najęte co do tematu rozmów jaki był prowadzony w momencie jego nieobecności. Wtedy też wstała od stołu za potrzebą, zapewne przez spożywane piwo, które może nie piła nie wiadomo jak prędko, ale jednak przyjmowała. Nie mając świadomości, że teraz to ona znajduje się na językach obecnych przy stole.
— Ej, ej, nie uczepiłem. Po prostu mówię co widzę. I jak dostrzegam - Tobie też trzeba to uświadomić, bo sam nawet nie masz świadomości tego, jak Ci się błyszczą oczy na jej widok — aż złożył dłonie i splótł swe palce, przy czym zrobił rozanieloną minę, jednocześnie uśmiechając się rozbawiony. No tak, Ethan jak to każdy facet - niby rozumie stan zakochania, bo przecież kocha Andreę ponad swoje życie jak i dzieciaki, to jednocześnie nie mógł tej rozmowy prowadzić na poważnie, tylko w bardziej żartobliwy sposób. Dobrze, że ostatecznie Andrea podjęła temat, bowiem nie mógł mu przecież tego zasugerować.. prawda? W sumie - mógł, ale mimo wszystko lepiej to wybrzmiało z ust małżonki, kierując je do brata.
— Ale przynudzasz, Hunter. Wojsko nie jest akurat blokadą — powiedziała to Andrea, mierząc w niego widelcem. — Boisz się zaangażować, bo łatwiej jest być kawalerem? — zagaiła, nabierając tym samym widelcem kawałek kiełbaski, umaczając ją w ketchupie, po czym przegryzła to jeszcze ogórkiem konserwowym. Apetyt jej zdecydowanie dopisywał. — Jak Matt mówi, że jest fajna… tym bardziej się zastanów — mówiąc to, puściła do swojego syna oczko. Ostatecznie po słowach Huntera, dosłownie wszyscy jak jeden mąż spojrzeli na niego z politowaniem, jakby to co się wydarzyło i powód dla którego trafił do szpitala sprawił, że dodatkowo coś mu na głowę siadło, przez co lekarz prosił aby być przez jakiś czas bardziej wyrozumiałym dla niego. Oczywiście, nic takiego nie miało miejsca, więc Andrea miała wręcz wymalowane na twarzy idiota.
— Ty, patrz, chyba zaraz się zarumieni!! — Ethan nie miał zamiaru mu niczego ułatwiać, a na to Matt aż się zaśmiał w głos, choć musiała prędko nastać cisza w momencie pojawienia się seniorki rodu. Andrea patrzyła mimo wszystko na brata wręcz wyzywająco, uśmiechając się przy tym niewinnie, chcąc mu dać do zrozumienia że temat jeszcze się dla niej nie zakończył. Przekichane, panie Wright.
Prudence parę minut później przyszła w ślad za Hope, niosąc przy okazji z lodówki ciasto śmietanowe, które przygotowała dnia poprzedniego specjalnie na tą okazję, co by nie jedli tylko grillowych rzeczy. Chyba trafiła w dziesiątkę, bo Andrei aż się oczy zaświeciły na widok deseru. Żeby jednak zachować jakieś cywylizowane warunki, prędko przeszła do kuchni po czyste talerzyki i łyżeczki oraz widelczyki, żeby nie wymieszali słodkiego z tłuszczem po kiełbasie. W końcu finalnie siadła na swoim miejscu. — Mam wrażenie, że po moim wyjściu tym razem to Ty mnie obgadywałeś — powiedziała to ciszej, żeby tylko on usłyszał. Piekły ją uszy, to co innego miała sobie pomyśleć?!
Hunter Wright
— Byłabym wdzięczna — odparła z nieukrywaną radością, co by nie wyjść ze swojej roli i tym samym nie dać mu pretekstów ku temu, żeby odkryć dalsze okłamywanie jak najęte co do tematu rozmów jaki był prowadzony w momencie jego nieobecności. Wtedy też wstała od stołu za potrzebą, zapewne przez spożywane piwo, które może nie piła nie wiadomo jak prędko, ale jednak przyjmowała. Nie mając świadomości, że teraz to ona znajduje się na językach obecnych przy stole.
— Ej, ej, nie uczepiłem. Po prostu mówię co widzę. I jak dostrzegam - Tobie też trzeba to uświadomić, bo sam nawet nie masz świadomości tego, jak Ci się błyszczą oczy na jej widok — aż złożył dłonie i splótł swe palce, przy czym zrobił rozanieloną minę, jednocześnie uśmiechając się rozbawiony. No tak, Ethan jak to każdy facet - niby rozumie stan zakochania, bo przecież kocha Andreę ponad swoje życie jak i dzieciaki, to jednocześnie nie mógł tej rozmowy prowadzić na poważnie, tylko w bardziej żartobliwy sposób. Dobrze, że ostatecznie Andrea podjęła temat, bowiem nie mógł mu przecież tego zasugerować.. prawda? W sumie - mógł, ale mimo wszystko lepiej to wybrzmiało z ust małżonki, kierując je do brata.
— Ale przynudzasz, Hunter. Wojsko nie jest akurat blokadą — powiedziała to Andrea, mierząc w niego widelcem. — Boisz się zaangażować, bo łatwiej jest być kawalerem? — zagaiła, nabierając tym samym widelcem kawałek kiełbaski, umaczając ją w ketchupie, po czym przegryzła to jeszcze ogórkiem konserwowym. Apetyt jej zdecydowanie dopisywał. — Jak Matt mówi, że jest fajna… tym bardziej się zastanów — mówiąc to, puściła do swojego syna oczko. Ostatecznie po słowach Huntera, dosłownie wszyscy jak jeden mąż spojrzeli na niego z politowaniem, jakby to co się wydarzyło i powód dla którego trafił do szpitala sprawił, że dodatkowo coś mu na głowę siadło, przez co lekarz prosił aby być przez jakiś czas bardziej wyrozumiałym dla niego. Oczywiście, nic takiego nie miało miejsca, więc Andrea miała wręcz wymalowane na twarzy idiota.
— Ty, patrz, chyba zaraz się zarumieni!! — Ethan nie miał zamiaru mu niczego ułatwiać, a na to Matt aż się zaśmiał w głos, choć musiała prędko nastać cisza w momencie pojawienia się seniorki rodu. Andrea patrzyła mimo wszystko na brata wręcz wyzywająco, uśmiechając się przy tym niewinnie, chcąc mu dać do zrozumienia że temat jeszcze się dla niej nie zakończył. Przekichane, panie Wright.
Prudence parę minut później przyszła w ślad za Hope, niosąc przy okazji z lodówki ciasto śmietanowe, które przygotowała dnia poprzedniego specjalnie na tą okazję, co by nie jedli tylko grillowych rzeczy. Chyba trafiła w dziesiątkę, bo Andrei aż się oczy zaświeciły na widok deseru. Żeby jednak zachować jakieś cywylizowane warunki, prędko przeszła do kuchni po czyste talerzyki i łyżeczki oraz widelczyki, żeby nie wymieszali słodkiego z tłuszczem po kiełbasie. W końcu finalnie siadła na swoim miejscu. — Mam wrażenie, że po moim wyjściu tym razem to Ty mnie obgadywałeś — powiedziała to ciszej, żeby tylko on usłyszał. Piekły ją uszy, to co innego miała sobie pomyśleć?!
Hunter Wright