detrás de las puertas cerradas
: ndz maja 31, 2026 8:05 pm
Ze wszystkim by mu pomogła.
Co tylko chciał.
Mogła zrobić najlepiej ugotowany ryż, ale też gdyby powiedział jej, że ma zrobić jajko sadzone z płynnym żółtkiem i próbować do momentu, aż nie będzie idealnie — robiłaby to. Bez najmniejszego problemu. Dlatego też uśmiechnęła się na jego słowa. Kurwa, gdyby oni tak się nauczyli robić Bandeja Paisa, to chyba przez kilka dobrych dni jak nie tygodni pewnie nie jedliby nic innego.
Tą fantazje trzeba było jednak zostawić na potem, biorąc pod uwagę, że wciąż byli u Almy w mieszkaniu, a Emilio musiał jeszcze dokończyć zadanie, żeby w końcu można było zająć się rzeczami f a j n y m i. Tylko nim to się stało, okazało się, że całkiem nieświadomie chłopak wygadał się o powodzie dla którego potencjalnie Alma ostatnio zachowywała się dziwnie. Przecież oboje widzieli to jak rozmawiała z nimi jeszcze kilka dni temu, a chociażby dzisiaj, wybiegając z domu, gdzie tak naprawdę miała jeszcze masę czasu. Pilar siedziała spokojnie przy stole, chociaż ręce już ją świerzbiły, żeby zacząć przeszukiwać całą kuchnie w poszukiwaniu tego listu z literkami z gazety, o którym wspomniał Emilio. Skinęła głową na Madoxa, słysząc, jak doskonale podchodzi dzieciaka, żeby powiedział im coś więcej, a zaraz potem utwierdza go w przekonaniu, że niczego tam pewnie nie było. Tylko oni i tak mieli jak przeszukać wysokiej szafki na ciasteczka z Emilio w pokoju. Przecież skoro im tak łatwo się wygadał, to była tylko kwestia czasu, jakby powiedział matce, że ta Pilar i Madox to grzebali jej w rzeczach. Dzieciom akurat pod tym względem nie można było udać.
Tylko zaraz się okazało, że jej narzeczony jak zwykle o wszystkim już pomyślał, proponując Emilio lody. Pilar aż spojrzała na niego z uśmiechem na ustach i pokręciła głową z uznaniem. Nie przestawał jej zaskakiwać, jak zawsze doskonale dopasowywał się do sytuacji i szył na bieżąco. Czasami miała nawet taką myśl, że pod tym względem byli idealnym duetem — ona lubiła planować, miała o wiele bardziej świeży umysł, bardziej racjonalny, a zaś Madox był idealnym prowodorem chaosu, używaniem tego, co miał pod ręką, mistrz improwizacji. Niesamowite jak dobrze się dopełniali.
— Dobra, to ja wam będę odliczać, kto pierwszy zje. Uwaga… — wyprostowała się na krześle i nachyliła do przodu, zaczynając od razu odliczać od pięciu w dół. A potem to już na stole zapanował istny chaos. Zupa to dosłownie latała wszędzie, bo kiedy Madox zaczął się szybciej zajadać i wszystko spłynęło mu po brodzie, Emilio tak się zaczął z niego śmiać, że jemu zaś poszło nosem i obsmarkał pół obruzu. Pilar zerwała się do przodu, żeby uchronić zadania, bo naprawdę żadne z nich nie miałoby siły, żeby to robić wszystko jeszcze raz, a nim skończyli, doskoczyła do blatu i zgarnęła z niego czystą ścierkę.
— WYGRAŁEM!!!! — krzyknął Emilio, wlewając ostatnie resztki zupy do ust i mówiąc z pełną buzią, ale zaraz przełknął i pokazał im nawet język. — Ale byłeś blisko, Madox! — proszę bardzo, jak ładnie wychowany, jeszcze pociesza swojego kolegę. Oba ubarańce. Nawet nie zakodowała momentu, w którym włączył jej się jakiś opiekuńczy tryb matki i podeszła do Emilio, złapała go za brodę i wyciągnęła do góry, żeby wytrzeć mu buzię. Oczywiście wystawiła przy tym jęzor w wielkim skupieniu, a mały rzucał się, mówiąc, że wystarczy. A potem poszła do drugiego dziecka, które swoją zupę miało tez na brodzie. Chociaż akurat Madoxa bardziej chciała pozaczepiać niż faktycznie umyć, ale postanowiła połączyć przyjemne z pożytecznym. Dlatego jedna ręka wycierała mu resztki z zupy, a druga zaczepiała o rozgrzany kark, szarpiąc delikatnie za włosy. Nawet chciała mu szepnąć jakimś zbereźnym tekstem, ale przecież Emilio był tuż obok, więc ostatkami sił po prostu się odsunęła.
— Dobra, czyści? — odrzuciła ścierkę gdzieś na krzesło i spojrzała po nich. — To lećcie po te lody — poklepała Emilio po ramieniu, pomagając mu zeskoczyć z krzesła. — Ja chce czekoladę i mango — puściła oczko do Madoxa, chociaż pewnie nawet nie musiała o tym mówić, bo on doskonale wiedział, jakie były ulubione smaki Pilar.
— O to ja też chce czekoladę i mango! — krzyknął, wciskając buty już w przedsionku, siedząc na podłodze.
— A nie chciałeś Smerfowego? — spytała praktycznie od razu, a chłopak się zamyślił.
— No chciałem, ale czekoladę też chce — mruknął pod nosem i spojrzał na Madoxa z dołu. — A mogę trzy?! — zapytał z wielkim entuzjazmem. No proszę. Chyba jednej rzeczy, jakiej brakowało im jeszcze przy dzieciach, to zdecydowanie była asertywność. No chyba, że Noriega jeszcze w drodze jakoś go podejdzie.
Poczekali aż Emilio wcisnął na ramiona kurtkę, zapieli Sombrero na smycz, bo oczywiście chłopaczek chciał prowadzić psa chociaż przez mały kawałek, a Pilar nawet odprowadziła ich do drzwi, jak jakaś przykład matka i pani domu. Śmieszne by było ich życie, gdyby tak wyglądało. Może niekoniecznie źle? Taka przyziemność. Chociaż znając ich szczęście, a raczej pecha, pewnie długo by nie potrwało, niż coś by się nie wyjebało.
I w sumie od można powiedzieć, że trochę się wykrzaczyło i tak, bo przecież mieli tylko pilnować chłopca, a Pilar właśnie szybkim krokiem kierowała się do kuchni, żeby przegrzebać biednej Almie szafki. Przez moment naprawdę czuła się jak jakaś złodziejka, ale przecież to wszystko było dla jej dobra. Jak mieli jej pomóc, kiedy nie znali całej prawdy?
W pierwszej kolejności skierowała się do wysokiej szafki, o której wspominał Emilio, jednak tam znalazła tylko ciastka. Zgarnęła z dwa prosto do ust i przejrzała wszystkie inne, w których były jakieś zestawy do szycia i szydełkowania (hi Iza!), pojemniki na jedzenie, jakieś słoiki, aż w końcu coś tchnęło ją, żeby sprawdzić półkę pod gazetami w salonie, przy której ostatnio siedziała ciężarna. W końcu Emilio na pewno nie grzebałby w nudnych gazetach dla dorosłych. I faktycznie kiedy przesunęła kilka jej oczom ukazała się kartka, a na niej niezdarnie poklejone literki. Nawet nie zdążyła jej dobrze złapać, kiedy zobaczyła jeszcze jedną. Dopiero wtedy przeczytała zawartość obu i poczuła, jak serce mocniej zabiło w piersi.

Co tylko chciał.
Mogła zrobić najlepiej ugotowany ryż, ale też gdyby powiedział jej, że ma zrobić jajko sadzone z płynnym żółtkiem i próbować do momentu, aż nie będzie idealnie — robiłaby to. Bez najmniejszego problemu. Dlatego też uśmiechnęła się na jego słowa. Kurwa, gdyby oni tak się nauczyli robić Bandeja Paisa, to chyba przez kilka dobrych dni jak nie tygodni pewnie nie jedliby nic innego.
Tą fantazje trzeba było jednak zostawić na potem, biorąc pod uwagę, że wciąż byli u Almy w mieszkaniu, a Emilio musiał jeszcze dokończyć zadanie, żeby w końcu można było zająć się rzeczami f a j n y m i. Tylko nim to się stało, okazało się, że całkiem nieświadomie chłopak wygadał się o powodzie dla którego potencjalnie Alma ostatnio zachowywała się dziwnie. Przecież oboje widzieli to jak rozmawiała z nimi jeszcze kilka dni temu, a chociażby dzisiaj, wybiegając z domu, gdzie tak naprawdę miała jeszcze masę czasu. Pilar siedziała spokojnie przy stole, chociaż ręce już ją świerzbiły, żeby zacząć przeszukiwać całą kuchnie w poszukiwaniu tego listu z literkami z gazety, o którym wspomniał Emilio. Skinęła głową na Madoxa, słysząc, jak doskonale podchodzi dzieciaka, żeby powiedział im coś więcej, a zaraz potem utwierdza go w przekonaniu, że niczego tam pewnie nie było. Tylko oni i tak mieli jak przeszukać wysokiej szafki na ciasteczka z Emilio w pokoju. Przecież skoro im tak łatwo się wygadał, to była tylko kwestia czasu, jakby powiedział matce, że ta Pilar i Madox to grzebali jej w rzeczach. Dzieciom akurat pod tym względem nie można było udać.
Tylko zaraz się okazało, że jej narzeczony jak zwykle o wszystkim już pomyślał, proponując Emilio lody. Pilar aż spojrzała na niego z uśmiechem na ustach i pokręciła głową z uznaniem. Nie przestawał jej zaskakiwać, jak zawsze doskonale dopasowywał się do sytuacji i szył na bieżąco. Czasami miała nawet taką myśl, że pod tym względem byli idealnym duetem — ona lubiła planować, miała o wiele bardziej świeży umysł, bardziej racjonalny, a zaś Madox był idealnym prowodorem chaosu, używaniem tego, co miał pod ręką, mistrz improwizacji. Niesamowite jak dobrze się dopełniali.
— Dobra, to ja wam będę odliczać, kto pierwszy zje. Uwaga… — wyprostowała się na krześle i nachyliła do przodu, zaczynając od razu odliczać od pięciu w dół. A potem to już na stole zapanował istny chaos. Zupa to dosłownie latała wszędzie, bo kiedy Madox zaczął się szybciej zajadać i wszystko spłynęło mu po brodzie, Emilio tak się zaczął z niego śmiać, że jemu zaś poszło nosem i obsmarkał pół obruzu. Pilar zerwała się do przodu, żeby uchronić zadania, bo naprawdę żadne z nich nie miałoby siły, żeby to robić wszystko jeszcze raz, a nim skończyli, doskoczyła do blatu i zgarnęła z niego czystą ścierkę.
— WYGRAŁEM!!!! — krzyknął Emilio, wlewając ostatnie resztki zupy do ust i mówiąc z pełną buzią, ale zaraz przełknął i pokazał im nawet język. — Ale byłeś blisko, Madox! — proszę bardzo, jak ładnie wychowany, jeszcze pociesza swojego kolegę. Oba ubarańce. Nawet nie zakodowała momentu, w którym włączył jej się jakiś opiekuńczy tryb matki i podeszła do Emilio, złapała go za brodę i wyciągnęła do góry, żeby wytrzeć mu buzię. Oczywiście wystawiła przy tym jęzor w wielkim skupieniu, a mały rzucał się, mówiąc, że wystarczy. A potem poszła do drugiego dziecka, które swoją zupę miało tez na brodzie. Chociaż akurat Madoxa bardziej chciała pozaczepiać niż faktycznie umyć, ale postanowiła połączyć przyjemne z pożytecznym. Dlatego jedna ręka wycierała mu resztki z zupy, a druga zaczepiała o rozgrzany kark, szarpiąc delikatnie za włosy. Nawet chciała mu szepnąć jakimś zbereźnym tekstem, ale przecież Emilio był tuż obok, więc ostatkami sił po prostu się odsunęła.
— Dobra, czyści? — odrzuciła ścierkę gdzieś na krzesło i spojrzała po nich. — To lećcie po te lody — poklepała Emilio po ramieniu, pomagając mu zeskoczyć z krzesła. — Ja chce czekoladę i mango — puściła oczko do Madoxa, chociaż pewnie nawet nie musiała o tym mówić, bo on doskonale wiedział, jakie były ulubione smaki Pilar.
— O to ja też chce czekoladę i mango! — krzyknął, wciskając buty już w przedsionku, siedząc na podłodze.
— A nie chciałeś Smerfowego? — spytała praktycznie od razu, a chłopak się zamyślił.
— No chciałem, ale czekoladę też chce — mruknął pod nosem i spojrzał na Madoxa z dołu. — A mogę trzy?! — zapytał z wielkim entuzjazmem. No proszę. Chyba jednej rzeczy, jakiej brakowało im jeszcze przy dzieciach, to zdecydowanie była asertywność. No chyba, że Noriega jeszcze w drodze jakoś go podejdzie.
Poczekali aż Emilio wcisnął na ramiona kurtkę, zapieli Sombrero na smycz, bo oczywiście chłopaczek chciał prowadzić psa chociaż przez mały kawałek, a Pilar nawet odprowadziła ich do drzwi, jak jakaś przykład matka i pani domu. Śmieszne by było ich życie, gdyby tak wyglądało. Może niekoniecznie źle? Taka przyziemność. Chociaż znając ich szczęście, a raczej pecha, pewnie długo by nie potrwało, niż coś by się nie wyjebało.
I w sumie od można powiedzieć, że trochę się wykrzaczyło i tak, bo przecież mieli tylko pilnować chłopca, a Pilar właśnie szybkim krokiem kierowała się do kuchni, żeby przegrzebać biednej Almie szafki. Przez moment naprawdę czuła się jak jakaś złodziejka, ale przecież to wszystko było dla jej dobra. Jak mieli jej pomóc, kiedy nie znali całej prawdy?
W pierwszej kolejności skierowała się do wysokiej szafki, o której wspominał Emilio, jednak tam znalazła tylko ciastka. Zgarnęła z dwa prosto do ust i przejrzała wszystkie inne, w których były jakieś zestawy do szycia i szydełkowania (hi Iza!), pojemniki na jedzenie, jakieś słoiki, aż w końcu coś tchnęło ją, żeby sprawdzić półkę pod gazetami w salonie, przy której ostatnio siedziała ciężarna. W końcu Emilio na pewno nie grzebałby w nudnych gazetach dla dorosłych. I faktycznie kiedy przesunęła kilka jej oczom ukazała się kartka, a na niej niezdarnie poklejone literki. Nawet nie zdążyła jej dobrze złapać, kiedy zobaczyła jeszcze jedną. Dopiero wtedy przeczytała zawartość obu i poczuła, jak serce mocniej zabiło w piersi.
Spoiler

