Strona 2 z 2

detrás de las puertas cerradas

: ndz maja 31, 2026 8:05 pm
autor: Pilar Stewart
Ze wszystkim by mu pomogła.
Co tylko chciał.
Mogła zrobić najlepiej ugotowany ryż, ale też gdyby powiedział jej, że ma zrobić jajko sadzone z płynnym żółtkiem i próbować do momentu, aż nie będzie idealnie — robiłaby to. Bez najmniejszego problemu. Dlatego też uśmiechnęła się na jego słowa. Kurwa, gdyby oni tak się nauczyli robić Bandeja Paisa, to chyba przez kilka dobrych dni jak nie tygodni pewnie nie jedliby nic innego.
Tą fantazje trzeba było jednak zostawić na potem, biorąc pod uwagę, że wciąż byli u Almy w mieszkaniu, a Emilio musiał jeszcze dokończyć zadanie, żeby w końcu można było zająć się rzeczami f a j n y m i. Tylko nim to się stało, okazało się, że całkiem nieświadomie chłopak wygadał się o powodzie dla którego potencjalnie Alma ostatnio zachowywała się dziwnie. Przecież oboje widzieli to jak rozmawiała z nimi jeszcze kilka dni temu, a chociażby dzisiaj, wybiegając z domu, gdzie tak naprawdę miała jeszcze masę czasu. Pilar siedziała spokojnie przy stole, chociaż ręce już ją świerzbiły, żeby zacząć przeszukiwać całą kuchnie w poszukiwaniu tego listu z literkami z gazety, o którym wspomniał Emilio. Skinęła głową na Madoxa, słysząc, jak doskonale podchodzi dzieciaka, żeby powiedział im coś więcej, a zaraz potem utwierdza go w przekonaniu, że niczego tam pewnie nie było. Tylko oni i tak mieli jak przeszukać wysokiej szafki na ciasteczka z Emilio w pokoju. Przecież skoro im tak łatwo się wygadał, to była tylko kwestia czasu, jakby powiedział matce, że ta Pilar i Madox to grzebali jej w rzeczach. Dzieciom akurat pod tym względem nie można było udać.
Tylko zaraz się okazało, że jej narzeczony jak zwykle o wszystkim już pomyślał, proponując Emilio lody. Pilar aż spojrzała na niego z uśmiechem na ustach i pokręciła głową z uznaniem. Nie przestawał jej zaskakiwać, jak zawsze doskonale dopasowywał się do sytuacji i szył na bieżąco. Czasami miała nawet taką myśl, że pod tym względem byli idealnym duetem — ona lubiła planować, miała o wiele bardziej świeży umysł, bardziej racjonalny, a zaś Madox był idealnym prowodorem chaosu, używaniem tego, co miał pod ręką, mistrz improwizacji. Niesamowite jak dobrze się dopełniali.
Dobra, to ja wam będę odliczać, kto pierwszy zje. Uwaga… — wyprostowała się na krześle i nachyliła do przodu, zaczynając od razu odliczać od pięciu w dół. A potem to już na stole zapanował istny chaos. Zupa to dosłownie latała wszędzie, bo kiedy Madox zaczął się szybciej zajadać i wszystko spłynęło mu po brodzie, Emilio tak się zaczął z niego śmiać, że jemu zaś poszło nosem i obsmarkał pół obruzu. Pilar zerwała się do przodu, żeby uchronić zadania, bo naprawdę żadne z nich nie miałoby siły, żeby to robić wszystko jeszcze raz, a nim skończyli, doskoczyła do blatu i zgarnęła z niego czystą ścierkę.
WYGRAŁEM!!!! — krzyknął Emilio, wlewając ostatnie resztki zupy do ust i mówiąc z pełną buzią, ale zaraz przełknął i pokazał im nawet język. — Ale byłeś blisko, Madox! — proszę bardzo, jak ładnie wychowany, jeszcze pociesza swojego kolegę. Oba ubarańce. Nawet nie zakodowała momentu, w którym włączył jej się jakiś opiekuńczy tryb matki i podeszła do Emilio, złapała go za brodę i wyciągnęła do góry, żeby wytrzeć mu buzię. Oczywiście wystawiła przy tym jęzor w wielkim skupieniu, a mały rzucał się, mówiąc, że wystarczy. A potem poszła do drugiego dziecka, które swoją zupę miało tez na brodzie. Chociaż akurat Madoxa bardziej chciała pozaczepiać niż faktycznie umyć, ale postanowiła połączyć przyjemne z pożytecznym. Dlatego jedna ręka wycierała mu resztki z zupy, a druga zaczepiała o rozgrzany kark, szarpiąc delikatnie za włosy. Nawet chciała mu szepnąć jakimś zbereźnym tekstem, ale przecież Emilio był tuż obok, więc ostatkami sił po prostu się odsunęła.
Dobra, czyści? — odrzuciła ścierkę gdzieś na krzesło i spojrzała po nich. — To lećcie po te lody — poklepała Emilio po ramieniu, pomagając mu zeskoczyć z krzesła. — Ja chce czekoladę i mango — puściła oczko do Madoxa, chociaż pewnie nawet nie musiała o tym mówić, bo on doskonale wiedział, jakie były ulubione smaki Pilar.
O to ja też chce czekoladę i mango! — krzyknął, wciskając buty już w przedsionku, siedząc na podłodze.
— A nie chciałeś Smerfowego? — spytała praktycznie od razu, a chłopak się zamyślił.
No chciałem, ale czekoladę też chce — mruknął pod nosem i spojrzał na Madoxa z dołu. — A mogę trzy?! — zapytał z wielkim entuzjazmem. No proszę. Chyba jednej rzeczy, jakiej brakowało im jeszcze przy dzieciach, to zdecydowanie była asertywność. No chyba, że Noriega jeszcze w drodze jakoś go podejdzie.
Poczekali aż Emilio wcisnął na ramiona kurtkę, zapieli Sombrero na smycz, bo oczywiście chłopaczek chciał prowadzić psa chociaż przez mały kawałek, a Pilar nawet odprowadziła ich do drzwi, jak jakaś przykład matka i pani domu. Śmieszne by było ich życie, gdyby tak wyglądało. Może niekoniecznie źle? Taka przyziemność. Chociaż znając ich szczęście, a raczej pecha, pewnie długo by nie potrwało, niż coś by się nie wyjebało.
I w sumie od można powiedzieć, że trochę się wykrzaczyło i tak, bo przecież mieli tylko pilnować chłopca, a Pilar właśnie szybkim krokiem kierowała się do kuchni, żeby przegrzebać biednej Almie szafki. Przez moment naprawdę czuła się jak jakaś złodziejka, ale przecież to wszystko było dla jej dobra. Jak mieli jej pomóc, kiedy nie znali całej prawdy?
W pierwszej kolejności skierowała się do wysokiej szafki, o której wspominał Emilio, jednak tam znalazła tylko ciastka. Zgarnęła z dwa prosto do ust i przejrzała wszystkie inne, w których były jakieś zestawy do szycia i szydełkowania (hi Iza!), pojemniki na jedzenie, jakieś słoiki, aż w końcu coś tchnęło ją, żeby sprawdzić półkę pod gazetami w salonie, przy której ostatnio siedziała ciężarna. W końcu Emilio na pewno nie grzebałby w nudnych gazetach dla dorosłych. I faktycznie kiedy przesunęła kilka jej oczom ukazała się kartka, a na niej niezdarnie poklejone literki. Nawet nie zdążyła jej dobrze złapać, kiedy zobaczyła jeszcze jedną. Dopiero wtedy przeczytała zawartość obu i poczuła, jak serce mocniej zabiło w piersi.
Spoiler
Obrazek
Obrazek
:pilar2:

detrás de las puertas cerradas

: ndz maja 31, 2026 9:51 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Coś w tym było, że oni się dopełniali, Pilar planowała, a Madox brał to co się dało, czepiał się słówek i teraz też postanowił wykorzystać te lody, które mieli niedaleko, żeby Stewart mogła działać. A przecież wiadomo, że dzieci uwielbiały lody, chociaż jak Noriega sobie o nich pomyślał, to też nagle naszła go ochota, więc to nawet łączenie przyjemnego z pożytecznym, można powiedzieć.
Zaraz okazało się, że wyścig o zupę też nawet był przyjemny, a może bardziej już to, jak Pilar czyściła ich z tej zupy?
- Ja nawet nie lubię kalafiorowej... - wyznał, kiedy Emilio powiedział mu, że był blisko, ale zaraz puścił do dzieciaka oczko - ale jakbyśmy jedli Ajiaco to nie miałbyś szans - Emilio zaraz zaczął jęczeć, że on nienawidzi Ajiaco, a najlepsza jest kalafiorowa. Madox się z tym nie kłócił, różne mieli zdania co do zup, tak jak co do tego, kiedy Stewart ich wycierała, bo jak Emilio stwierdził, że starczy, to Madox się kleił do Pilar, z tymi ciemnymi tęczówkami utkwionymi w jej pięknych, czekoladowych oczach, opierając palce na jej udach, i kiedy ona go szarpała za włosy, to on mocniej wbił palce w materiał jej spodni.
Jeszcze chwila, a znowu by wylądowali... na blacie? Albo na stole? Albo pod...
I Madox znowu sobie pomyślał, że Stewart mogła założyć sukienkę.
Ale zaraz już wstawał od stołu, żeby iść z Emilio po lody.
- I posypkę, ale też bitą śmietanę - jeszcze się obejrzał na Pilar wywracając oczami, bo już ostatnio wypomniała mu, że jej nie wziął śmietany, bo akurat jakie smaki lubiła to wiedział, te co on. Proste - a Smerfowy? - on też się odezwał do Emilio zakładając już buty. Sombra kręcił się już w kółko wiedząc, że też pójdzie. Normalnie Madox często wychodził z nim bez smyczy, ale tu nie znał okolicy, więc zaraz zapinali psa, a zresztą Emilio chciał go prowadzić. Na te trzy gałki Madox od razu pokiwał głową - ja też biorę trzy - on akurat chyba w odmawianiu był najgorszy i nawet gdyby Emilio mu powiedział, że on chce dziesięć, to by stwierdził, że czemu nie?
A może temu, że bolałby go brzuch i większość pewnie by się rozpuściła? - Ale zobaczymy jakie to będą duże gałki, bo jak wielkie to weźmiemy po pół - no tak, Madox to już z Emilio byli najlepsi kumple. Nawet po pół gałki zjedzą.
wyszli z domu i skierowali się chodnikiem do budki z lodami, ale Madox jeszcze chwilę szedł tyłem oglądając się na Pilar na ganku. Zdecydowanie musieli kupić dom. Najlepiej taki z ogródkiem i gankiem. Potknął się i prawie wyjebał zahaczając o wystającą płytę chodnikową, a Emilio parsknął śmiechem, więc Madox zaraz się do niego odwrócił i go pogonił, a na koniec jeszcze łaskotali się gdzieś na środku chodnika zaśmiewając głośno, a Sombra jeszcze wylizał im całe twarze. Ładny to był obrazek, taki przyziemny, a potem to jak Madox zawołał Emilio, żeby go wziąć za rękę, kiedy przechodzili przez drogę. W końcu jednak stanęli przed budą z lodami, chociaż kiedy Emilio przyciskał już nos do szyby, to Noriega jeszcze odszedł z Sombrą pod krzaczek, żeby się odlał. Ale zaraz też podszedł do lady.
- No i co? Wybrałeś? - zapytał dzieciaka, a młoda dziewczyna za ladą roześmiała się i zaraz powiedziała, że jego synek w ogóle nie może się zdecydować. Madox uniósł jedną brew i nawet miał coś powiedzieć, chociaż w sumie z Emilio byli nawet trochę podobni, ciemne włosy, ciemne oczy i jakieś takie łobuzerskie uśmiechy. Ale odezwał się chłopczyk.
- To nie jest mój tato, to jest tylko Madox... On się mną opiekuje - powiedział zaraz zadzierając głowę do góry, żeby spojrzeć na Noriegę. A ten zaraz syknął.
- Cóż... Tylko Madox - uśmiechnął się do dziewczyny za ladą wywracając oczami, a ona zaraz też zachichotała, a on już opierał się obok niej o ladę.
- To znaczy... Madox jest super opiekunką - zreflektował się Emilio - i ma super psa, i super samochód! I super dziewczynę - teraz to już Madox parsknął śmiechem.
- I też kolegę z super długim jęzorem - i on czubek tego swojego pokazał Emilio, tylko, że on chyba nie załapał o co chodzi, bo zmarszczył brwi. Za to dziewczyna od lodów złapała od razu, bo znowu się uśmiechnęła - no to najpierw dla mojej narzeczonej, mango i czekolada, w pudełeczku, bo do tego musi być bita śmietana i posypka, i jeszcze polewa czekoladowa - wyrecytował, żeby już dzisiaj te lody były dopięte na ostatni guzik, idealne. Dziewczyna za ladą się uśmiechnęła i zaczęła kręcić gałki.
- Taki narzeczony to skarb, mój chłopak nigdy nie może zapamiętać, że moje ulubiona to śmietankowe - pokręciła głową. A zaraz wtrącił się Emilio, że on też lubi śmietankowe, a Madox, że on mango, a że Pilar lubi czekoladowe, to zawsze biorą te dwa smaki. Chwilę sobie pogadali o lodach, oczywiście o tym Smerfowym smaku też, a Emilio wtrącił, że jemu mama powiedziała, że Smerfy dały przepis na te lody i ekspedientka przytaknęła.
W końcu ruszyli z powrotem, a Madox i Emilio oczywiście mieli po trzy gałki w wafelku, duże i wcale nie na pół. A do tego jeszcze ten deser dla Pilar w pudełeczku, więc Noriega musiał puścić Sombrę koło nich wolno, ale się pilnował, chociaż w pewnym momencie, jak już byli przed domem, a Emilio się po coś schylił, to doberman oblizał mu lody, z czego zaraz obaj zaśmiewali się głośno, tak, że Pilar mogła ich słyszeć już w domu.
Weszli do środka, a Emilio zaraz poleciał do Pilar, żeby jej opowiedzieć jak Sombra oblizał mu lody, o tu, nawet jej palcem pokazał gdzie, ale w sumie sam już nie wiedział. Madox zdjął buty, a zaraz wszedł do salonu, opadła koło Pilar na kanapę, widział od razu, że coś jest nie tak. Tylko przy Emilio nie chciał o to pytać, podsunął jej za to pudełeczko z jej deserem, gdzie nawet pani za kasą na środku wbiła jej wafelkowe serduszko, bo Madox tak ją zagadał. Oblizał swojego loda, a zaraz spojrzał na chłopczyka.
- Emilio wypuścisz Sombrę? Bo chyba mu się znowu chce, może z tyłu? Tylko uważaj, żeby nie zabrał ci piłki... - rzucił, ale nawet nie wiedział czy dzieciak ma tam piłkę.
- A zabiera? - zainteresował się chłopczyk, a Madox skinął głową.
- Bardzo lubi grać w piłkę - dodał, a Emilio aż oczy zaświeciły.
- A mogę zobaczyć? - zapytał i już patrzył w Noriegę wielkimi oczami, jak kot ze Shreka. No ale Madoxowi o to przecież chodziło.
- Możesz, kopnij mu, tylko nie karm go lodami - jeszcze mu pogroził palcem, a Emilio pokiwał głową, i zaraz wylecieli z psem z tyłu domu na ogródek. Mieli pewnie kilka minut, ale Noriega zaraz odwrócił się do swojej narzeczonej - co znalazłaś? - bo wiedział, że coś musiała, a kiedy pokazała mu te listy przeleciał po nich spojrzeniem. Zmarszczył brwi, bo czegoś tutaj nie rozumiał - jaka kasa? Jak oni są biedni... I z czym ona ma trzymać gębę na kłódkę? - oczywiście już wbijał spojrzenie w Pilar, ale jeszcze przełożył te listy w palcach, jeszcze obejrzał je ze wszystkich stron. Ale nie było tam nic szczególnego, tylko te powycinane literki - trzeba z nią o tym pogadać... - oddał jej kartki - ale... to może znaczyć, że Luciano żyje, że ktoś go przetrzymuje - tylko kto i dlaczego? Coraz więcej pytań, żadnych odpowiedzi. Madox aż wstał żeby się przejść po salonie, dookoła, jak dziki kot w klatce. A zaraz stanął przy oknie wyglądając na podwórze - zobacz kto wpadł... I kurwa dają psu lody - zanim Pilar zdążył się ruszyć, to on już w skarpetach wypadł na tylną werandę - Ana! Pies nie może jeść lodów, to jest sam cukier! - zawołał, a dziewczyna podniosła głowę, żeby na niego spojrzeć.
- Ale on chce... - odpowiedziała jak jakieś dziecko.
- Sombra do mnie! - warknął Madox, a pies jeszcze spojrzał na te lody, a zaraz skulił uszy i podszedł do swojego pana, żeby przy nim usiąść.
- Aleś go wyszkolił... Ale w sumie taki groźny, nie dziwne, że się biedny boi, nie Emilio? - już czochrała włosy dzieciaka pyskując do Noriegi. Ta Ana to była niemożliwa. Emilio się śmiał, że Madox nie jest groźny, a pani z lodziarni powiedziała nawet, że jest skarb.

Para mi prometida, mango y chocolate 🍨。𖦹°‧

detrás de las puertas cerradas

: pn cze 01, 2026 7:19 pm
autor: Pilar Stewart
Sama nie wiedziała, co powinna o tym myśleć.
Siedziała na fotelu pod oknem i po prostu przyglądała się kawałkom papieru, na których powycinane zostały literki z gazety. Ktoś szantażował Alme? Ale dlaczego nic im nie powiedziała? Bo jasne, można prosto powiedzieć, że przecież miała napisane, że miała o tym nie komu nie mówić, ale przecież im mogła. Oni nie byli tu u niej oficjalnie, ta sprawa nie była prowadzona przez policję, nawet jeśli Pilar gdzieś w torebce trzymała swoją odznakę. Oni traktowali to w formie przysługi, więc czemu Alma trzymała to od nich w sekrecie? I dlaczego kurwa ktokolwiek zostawił te kartki w ogóle pomyślał, że ona miałaby czym zapłacić ten cały okup. Przecież każdy kto ich znał pewnie wiedział, że ciężarna nie miała pieniędzy. Nie przelewało im się. Żyli od dziesiątego do dziesiątego, ledwo mając za co się wyżywić i sprawić Emilio w miarę normalne warunki do życia, więc skąd tak odklejony pomysł? No chyba, że ktoś wiedział, że Madox u niej był? Interesował się tematem?
Kurwa.
Ta sprawa śmierdziała coraz bardziej i Pilar tak zafiksowała się na tych listach, że kompletnie zapomniała, że podczas nieobecności chłopaków powinna jeszcze sprawdzić sypialnie babki. Nawet nie usłyszała z początku zamka przekręcanego w drzwiach. Dopiero kiedy Emilio wbiegł do pokoju, Stewart podniosła na niego spojrzenie, wysłuchując o tym, jak to niesamowity był jej narzeczony, jak to powiedziała pani w lodziarni. Przeniosła uwagę na Noriegę i spojrzała na niego wymownie.
I co, dobre lody zrobiła? — spytała zaczepie, bo w końcu skoro Madox był TAKI świetny, to pewnie bardzo się postarała, żeby dostali dobre lody. Emilio oczywiście nie załapał alizji — i to dobrze bo miał kurwa dziewięć lat — bo już skakał zadowolony z resztką lodów, cały umazany.
Najlepsze zrobiła!!! — krzyknął uradowany, a Stewart za ten czas wskazała Madoxowi miejsce obok siebie, by zaraz przejąć od niego kubeczek z lodami. Kartki wcisnęła pod poduszkę i zabrała się za jedzenie, podczas gdy Emilio dyskutował z Madoxem o tym, jak bawić się z Sombrą i żeby pod żadnym pozorem nie dawać mu lodów. Chłopczyk skinął głową. — Vamos, Sombra! — machnął ręką na psa, a on dzielnie ruszył za nim na ogród, wyprzedzając go na ostatniej prostej. Chyba jak swój właściciel lubił wygrywać. Pilar odprowadziła ich wzrokiem, a kiedy tylko skinęli za ścianą, od razu wyciągnęła kartki w stronę swojego narzeczonego.
Były dwie — rzuciła spokojnie, dając mu czas przeczytać wiadomości. Nawet uśmiechnęła się pod nosem, kiedy na pierwszy rzut oka doszedł do tych samych wniosków co ona, że przecież kto normalny chciał kasę od biednej kobiety. — No właśnie to samo sobie pomyślałam, że przecież Alma ledwo wiąże koniec z końcem. A potem że może ktoś wie, że jej pomagasz? — wbiła w niego intensywne spojrzenie, zaglądając w doskonale znajome ciemne oczy. I to wcale nie tak, że oskarżała go o jakieś rozgadywanie, bo to równie dobrze mógł być ktoś, kto po prostu obserwował mieszkanie. Mało ostatnio mieli takich przypadków, że ktoś ich śledził? Może dom Almy też był pod jakaś obserwacją? — No bo pomyśl o tym, patrz... — zawróciła się jeszcze bardziej w jego kierunku, stykając ich kolana ze sobą. — Jak tu byliśmy w weekend, to jeszcze wszystko było okej. Powiedziałaby nam przecież jakby dostałą pogróżki. A potem nagle zachowuje się dziwnie po tym jak byłeś tu ile razy? Dwa? Trzy? Może ktoś obserwuje dom? No i jeszcze to… — postukała kilkakrotnie kartki w dłoni Madoxa. Te równo powycinane literki z gazet, na tyle wąsko, że nie było z żadnej widać, z jakiej gazety mogły pochodzić. — Są trzy główne przypadki, kiedy ktoś bawi się w takie wycinanki. Pierwsza jest taka, że naoglądał się filmów i po prostu jest przekonany, że tak się kurwa robi, po drugie bo jego pismo może być w bazie policyjnej, a po trzecie… pismo, które Alma byłaby w stanie poznać — czyli ktoś z jej otoczenia. Na ten moment nie można było wykluczyć żadnej z tych opcji. Nie mieli przecież żądnego punktu zaczepienia. Ciągle dochodziło im tylko niewiadomych, bez jakichkolwiek odpowiedzi. Dziwne przecież też było to, że Luciano nie było w domu już ponad dwa tygodnie, a ona dopiero teraz dostawała jakieś pogróżki? Wszystko tu było nie tak.
A zaraz jeszcze okazało się, że nie tak działo się na ogródku, kiedy Madox tylko wychylił i zobaczył, że Sombra zajada się lodami, które swoją drogą Pilar już prawie się roztopiły. Wiec kiedy Noriega poszedł opierzyć Emilio i… Anę, Pilar zgarnęła kilka wielkich łyżek, oczywiście upierdalając sobie całą brodę, kiedy stanęła obok niego i chciała na szybko zebrać bitą śmietanę językiem. A niby to ona miała być tym surowym rodzicem… Wzruszyła ramionami, gdy popatrzył na nią kątem oka z rozbawieniem, a potem przeniosła spojrzenie na Anę.
A ty nie miałaś być w robocie? — zainteresowała się, przecierając ręką brudną twarz. — Alma mówiła, że nie ma z kim zostawić Emilio — i Pilar była prawie na sto procent przekonana, że w tym wszystkim wspominała o tym, że Any nie będzie cały wieczór.
Skończyłam wcześniej — wyjaśniła, pokonując piłkę z Emilio. — Dzisiaj prawie nie było ruchu — spojrzała na nich przelotnie, a potem kopnęła piłkę prosto w stronę bramki i… nie trafiła. Emilio zaśmiał się, że gra jak baba, a Stewart znowu złapała kilka łyżeczek lodów do ust. I wtedy miała taką myśl, że skoro Ana i tak już tutaj była…
O super w sumie — skwitowała z pełną buzią. — A słuchaj… nie chciałabyś tu na chwile pokopać z Emilio, a my z Madoxem poszlibyśmy… — kręciła i mąciła, przysuwając się do swojego mężczyzny i sunąc po jego wyrysowanych pod koszulką mięśniach coraz niżej. Ana zaśmiała się głośno, kiedy dłoń Pilar była już na wysokości paska, za który lekko szarpnęła.
No pewnie — machnęła ręką. — Tylko się pośpieszcie — rzuciła, a kiedy Emilio zaczął pytać, co to za rzecz, którą musieli zrobić, Ana zabrała mu piłkę spomiędzy nóg i zaczęła uciekać, a dzieciak od razu zapomniał, co chciał powiedzieć i pobiegł za nią. Pilar natomiast odwróciła się w stronę Noriegi, spojrzała w jego ciemne oczy, a potem szarpnęła go za nadgarstek do środka.
Skoro już tu jest, to możemy skorzystać i pójść na górę — i chociaż na pierwszy rzut oka brzmiało to za-je-bi-ście, to przecież w rzeczywistości wcale nie mieli tam iść po to, żeby ze sobą świntuszyć, ale może faktycznie udałoby im się znaleźć coś na temat babki? A może zajrzą też do sypialni Almy? Może tam znaleźliby coś więcej na temat tych pogróżek? Cokolwiek?!

Sube conmigo, cariño

detrás de las puertas cerradas

: pn cze 01, 2026 8:41 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
- Najlepsze - powtórzył po Emilio i nawet się uśmiechnął do chłopaczka, a zaraz pakował się obok Pilar, żeby jej dać kubeczek -a dla mojej narzeczonej to nawet ze specjalnym serduszkiem - pokazał jej wafelek i nawet się przysunął bliżej, bo liczył, że może coś mu się oberwie. No ale widział po jej minie, że to chyba nie był dobry moment na beztroskie lody i zaczepianie się, więc zaraz zagadywał Emilio, że mógłby zagrać z Sombrą w piłkę w ogrodzie. A dzieciak tak się ucieszył, że chyba bardziej niż z tej gry z nimi i nawet Madox powiódł za nimi spojrzeniem z uśmiechem.
Który jednak zniknął z jego twarzy, gdy tylko Pilar dała mu te kartki. Obejrzał je dokładnie, przeczytał po dwa razy. Tylko te listy sprawiały, że pojawiało się jeszcze więcej pytań, które Madox zaraz wyrzucił z siebie wpatrując się w Stewart.
Drgnął lekko, kiedy powiedziała, że może to chodzi o niego. Bo Madox przecież nigdy nie chciał dla nikogo źle, ale czasem przyciągał kłopoty. Czasem one same go znajdowały.
A przecież on praktycznie cały tydzień stawiał na podjeździe Almy swojego czarnego SUVa, nie rzucał się tak w oczy jak czerwone BMW, ale przecież też. Dziwnie wyglądał przed tym biednym domem.
- Ale kto wie, że ja jej dałem jakiekolwiek pieniądze? Nie wiem Pilar… Nikomu o tym nie mówiłem - bo Madox się z tymi rzeczami nigdy nie obnosił. Ale jeśli ktoś obserwował dom, to mógł go zauważyć z zakupami. Schylił głowę przesuwając ręką po karku - kurwa... - mruknął, bo Pilar miała rację, a on przecież nie chciał zaszkodzić Almie, mógł być ostrożniejszy. Spojrzał znowu na kartki, kiedy Stewart postukała w nie palcem, na te literki, miała rację, to nie mógł być przypadek - myślisz, że to ktoś bliski? A jak to Luciano? Ale przecież ona jest w ciąży, no i Emilio to super dzieciak, nie zrobiłby czegoś takiego - Madox już się nakręcał, już tłumaczył Luciano, on to jednak był za miękki na takie rzeczy. Jeśli sprawa dotyczyła jakiś bandziorów, to nie miał skrupułów, był zimny i zawzięty. Postać rzeczy zmieniała się, gdy chodziło o kogoś, kto dla Noriegi był po prostu... dobry. A Luciano był.
- A może to ktoś z sąsiadów? Zwęszył pieniądze? Albo ktoś od Luny, ludzie Luny na pewno są w bazie - może nawet Madox nawijał by jeszcze, ale musiał to rozchodzić, te wszystkie myśli. A zaraz już stał przy oknie, a potem wyskoczył na werandę. I teraz to Madox robił za tego surowego rodzica, ale prawda jest taka, że Ana nie była dzieckiem, więc chyba powinna rozumieć takie rzeczy jak to, że psa nie karmi się lodami, ale ona nie rozumiała, tylko mu pyskowała. Chociaż zaraz już rozmawiała z Pilar o tym jak wcześniej wyszła z pracy. Z baru? Wcześniej? W piątek?
Coś mu się tutaj nie kleiło, ale postanowił na razie to zachować dla siebie, kiedy Stewart zaczęła o tym, żeby Ana została z Emilio, a oni poszliby... Objął ramieniem swoją narzeczoną przyciągając ją do siebie bliżej. On nawet nie musiał udawać, że go kręciła, bo wystarczyło jedno spojrzenie w jej ciemne, piękne oczy, i na te pełne usta, umazane teraz lodami czekoladowymi. Nawet sięgnął do niej ręką i zaczepił kciukiem o jej wargi zbierając z nich trochę lodów, które zaraz ściągnął językiem ze swojego palca, na jej oczach. Any niestety też, ale mogła się odwrócić przecież...
Kiedy Pilar szarpnęła go do środka, to zaraz wpadł za nią przez drzwi, o które na moment się oparł.
- Jak byś miała sukienkę to zdążylibyśmy zrobić przeszukanie i jeszcze... masaż - wywrócił oczami, a zaraz ją dogonił i po schodach, to już wchodził za nią, tak, że mogła go czuć na plecach, a na karku jego ciepły oddech - musisz częściej chodzić w sukienkach - wydyszał jej jeszcze w te czarne, zmierzwione kudły, ale kiedy ruszyli wąskim korytarzem to ją wyminął, bo musiał być pierwszy. Stanął przed trojgiem drzwi, na jednych z nich była tabliczka do rysowania, a na niej napisane Emilio - tu młody... - wskazał na nie - tu Alma? - drugie drzwi - a tu obstawiam, że babcia... - nacisnął na klamkę i przecież, że trafił. Z tym swoim wyczuciem. Fartem.
Weszli do typowo babcinego pokoju, gdzie łóżko z pościelą nakryte było ozdobną kapą, na fotelu też była jakaś narzutka i szydełkowana serwetka. Na regaliku na ścianie dużo świętych obrazków i jakieś zdjęcia. Na ścianach też wisiały fotografie i Maryje. Madox rozejrzał się dookoła, ale w ogóle nie miał pojęcia od czego zacząć...
On nie prowadził nigdy takich śledztw, obcował z bandziorami i myślał jak bandzior, a nie staruszka. Więc kiedy Pilar zabrała się do pracy, to on usiadł w fotelu babki, całkiem wygodnym swoją drogą. Przesunął palcami po podłokietniku, a zaraz sięgnął do wiszących na bokach kieszeni, takich, które mają chyba tylko stare baby.
- O kurwa... - wyrwało mu się i skoczył na tym fotelu jak oparzony, a coś wypadło mu z ręki na podłogę, poleciało w kierunku łóżka - znalazłem jej zęby - wyjaśnił Pilar, kiedy się na niego obejrzała, nawet jej pokazał palcem sztuczną szczękę, która leżała na ziemi. Ruszył do niej, tylko akurat spojrzał się na Stewart i kopnął ją pod łóżko, aż odchylił głowę do tyłu - ja pierdole... - westchnął ciężko, a zaraz kładł się na podłodze, żeby zajrzeć pod łóżko. Ale szczęka wpadła głęboko, więc musiał się trochę pod nie wczołgać - ja jebie! - znowu mu się wyrwało, a kiedy Pilar zapytała co jest, to zaraz jej odpowiedział - nie, nic, to kurz... Myślałem, że to szczur, ale to kłęby kurzu - rzucił i w końcu wycofał się spod łóżka. Nawet na włosach miał ten kurz i całą koszulkę uwaloną, ale w ręce oprócz tej sztucznej szczęki to trzymał też jakieś metalowe okrągłe pudełko, takie po ciastkach, trochę przyrdzewiałe - jak nie ma tam ciastek, to się wkurwię - rzucił spoglądając na Pilar, raczej podejrzewał, że nie ma tam ciastek, bo pudełko wyglądało, jakby miało sto lat, położył je na łóżku i otworzył wieko. Nie było tam też pieniędzy, jak u niego w pudełku awaryjnym, ale za to jakieś pamiątki, zdjęcia i listy przewiązane czerwoną wstążeczką - myślisz, że to jakieś nudesy z poprzedniego wieku? To znaczy wiesz... gorące listy babki do jej facetów? - podniósł spojrzenie na Pilar, a zaraz już siedział sobie na łóżku i wyjmował z pudełka najpierw jakieś zdjęcia, niektóre były stare, ale pod spodem już takie kolorowe, a te bardziej ich interesowały. Zaczął je przeglądać.

Necesitas usar vestidos más a menudo ˚.🎀༘⋆

detrás de las puertas cerradas

: pn cze 01, 2026 10:13 pm
autor: Pilar Stewart
Pilar również uważała za podejrzane to, że Ana nagle została zwolniona z roboty do domu, ale przecież nie jej w tym momencie to było oceniać. Obecność Any akurat w tym momencie była bardziej zbawienna niż problemem, więc nie było sensu wgłębiać się w to, dlaczego wróciła wcześniej. Może zwolnili ją z roboty? A może było to związane z jakimiś problemami, o których oni nie mieli pojęcia. I szczerze? Pilar nawet nie chciała się nad tym zastanawiać, bo przecież mieli tylko kilka minut nim Emilio znudzi się odbijaniem piłki i będzie chciał porobić coś bardziej w domu.
Dlatego nie czekając już ani chwili, wciągnęła go do środka i oczywiście zrobiła to zbyt mocno, przez co wpadli na siebie z impetem. W normalnych okolicznościach byłby to przecież idealny scenariusz, ale teraz mieli iść robić INNE rzeczy, bardziej poważne niż zaczepianie się nawzajem. Chociaż Madox jak się zaraz okazało mógł robić obie te rzeczy naraz, wypominając jej, że nie miała na sobie sukienki i powinna zdecydowanie częściej je nosić. Aż musiała się do niego odwrócić i znowu prawie na niego wpaść.
Nie mam sukienki dla benefitu nas obojga — rzuciła zadziornie, przy okazji wbijając mu palec wskazujący prosto w klatkę piersiową. Nawet nie zauważyła, jak naturalnie przysunęła się do jego twarzy, zachowując jedynie milimetry odległości. — Dobrze wiemy, jakby się skończyło, gdybym miała — wiedział o tym aż za dobrze i jeszcze na podkreślenie swoich słów, nachyliła się i wpiła agresywnie lecz przelotnie w jego usta. Gorące, miękkie i tak kurewsko seksowne, że naprawdę musiało to być jedynie kilka sekund, bo autentycznie nie byłaby w stanie się od niego oderwać.
Gdy znaleźli się już na górze schodów, Pilar nawet chwili nie chciała czekać i po prostu zabrać się za przeszukiwanie pierwszego, lepszego pokoju, ale oczywiście Madox ze swoim odpowiednim wyczuciem i fartem wybrał ten, który… faktycznie okazał się należeć do staruszki. W środku unosił się charakterystyczny zapach. Nie żeby ubliżać starszym ludziom, ale nawet najlepsze perfumy nie były w stanie zabić tego odoru starości, który uderzał już na starcie. Stewart przeleciała wzrokiem po pomieszczeniu. Wyglądało całkiem… staro i pasująca do kobiety, którą mieli szansę przelotnie poznać — masa świętych obrazków, różańce na łóżku, przy komodzie i jeszcze na ścianie, jakiś mały telewizor i kilka szafek. Postanowiła to właśnie od nich zacząć i kiedy Noriega usiadł sobie wygodnie na krześle, ona już otwierała pierwszą z nich… jak się okazało z bielizną. Przejrzała ją przelotnie, żeby upewnić się, że pod materiałem nic nie było, a potem złapała jedną i nie mogła się powstrzymać, żeby nie odwrócić do Madoxa i nie rozłożyć tego wielkiego spadochronu chyba z funkcją pampersa w jego stronę.
Będziesz mnie dalej kochać, jak będę nosić coś takiego? — spytała niby poważnie, ale jednak gdzieś przez jej twarz przemknął uśmiech, którego nie była w stanie ukrywać. I nim jeszcze zdążył odpowiedzieć, Stewart chciała cisnąć w niego tymi pampersami, ale wtedy on wyciągnął z pokrowca… sztuczną szczękę babki. A zaraz jeszcze upuścił ją pod łózko. — Ja pierdole, Madox — zacisnęła usta w wąską linię, żeby się nie zaśmiać, chociaż przecież jakby spojrzeć na to z boku to sytuacja naprawdę była poważna. Cóż, może to był ich sposób na lekkie rozładowanie stresu? Na Pilar trochę działało. Nawet kiedy przeglądała kolejne szuflady, kątem oka przyglądała się jak nurkował pod łóżko, aż tylko nogi mu wystawały. Chociaż kiedy krzyknął to ja jebie, Pilar od razu się rzuciła w jego stronę. Pewnym ruchem złapała go za łydki a potem dosłownie wyciągnęła spod łóżka.
Co jest? — oczywiście musiała spytać. Szoda tylko, że wcale nie było tam nic strasznego, a jedynie jakiś kłębek kurzu. Nawet spojrzała na niego jakoś podejrzanie, bo jak to było, że Madox Noriega napierdalał się na śmierć i życie z gangusami, a brał się szczura? SZCZURA?! Niesamowite to było. I nawet trochę urocze, ale to akurat postanowiła zostawić dla siebie. — Co masz? — zainteresowała się jednak pudełkiem, które znalazł. Pilar co prawda nigdy nie miała matki, które chowała jebany koper do opakowania po lodach albo nici do tych po ciastkach, ale już po słowach Madoxa mogła się domyślać, że słodyczy tam nie było. Szczególnie, że babka trzymała to pod łóżkiem, całe zakurzone. No chyba że jej spadło kiedyś i nigdy tego nie wyciągnęła.
Weź już otwieraj — ponagliła swojego narzeczonego, siadając zaraz obok niego na łóżku i przyglądając się, jak rozprawia się z wieczkiem. W środku nie było ani trochę pieniędzy ale za to masa pamiątek. Bigno. Czyli coś, czego oni w tym momencie najbardziej potrzebowali. Spojrzała na listy zawinięte czerwoną wstęgą, a potem przejechała palcami po kilku zdjęciach, które były w pudełku, jednak na żadnym z nich nie zobaczyła kobiety, której szukali. Dopiero pod nimi jej uwagę przykuł… wycinek z gazety. Niby jakiś randomowy, ale przecież nie leżałby w tym pudełku przez przypadek. Tak ją coś tchnęło, żeby zobaczyć. Na froncie był artykuł z gazety, opowiadający o…
Tragiczny wypadek na placu budowy nowego wiaduktu w północnej części miasta — zaczęła czytać niby pod nosem, ale jednak Madox mógł dokładnie słyszeć, o czym prawił tekst. — Wczoraj rano doszło do zawalenia się fragmentu konstrukcji. Służby potwierdziły śmierć trzech pracowników. Wśród ofiar znaleźli się… bla bla…i 24-letni Miguel BENITEZ, pracownik firmy budowlanej. Benitez? To nie jest nazwisko Luciano? — spytała, zagadując Noriegę, który jeszcze coś tam grzebał w pudełku, a ona czytała dalej. — …Jeszcze kilka dni temu widziano go na lokalnym festynie, uśmiechniętego u boku narzeczo… MADOX — warknęła o wiele głośniej, już nawet nie hamując tego nagłego przypływu nerwów i fali ciepła, która zalała jej ciało. Bo obok zdjęć zawalonego budynku i portretów kilku mężczyzn, znajdowała się fotografia ze wcześniej wymienionego festynu, na którym był Miquel z… jakąś kobietą w ciąży, która kurwa wyglądała jak Pilar. Miała ciemne włosy, puszczone nierówną falą, w dodatku rozwianą przez wiatr (aka kudły), do tego sukienkę w kwiaty i całkiem pokaźny brzuch, za który się trzymała. Miała też pieprzyk dokładnie w tym samym miejscu na twarz, co Pilar. — Ja pierdole — aż zakryła usta ręką, czując, jak serce w piersi lada moment dosłownie jej kurwa wyskoczy. Znowu szarpnęła gazetę, próbując znaleźć gdzieś na górze jakąś datę wydania, a kiedy w końcu wskazała na nią palcem, to aż cała pobladła. — Patrz na datę.
Toronto, 08.07.1996.

mira la fecha

detrás de las puertas cerradas

: wt cze 02, 2026 12:43 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa i trochę dyskryminacja? sorry
Wiedział jakby to się skończyło, gdyby miała na sobie sukienkę, ale czy w spodniach kręciła go chociaż odrobinę mniej? Nie, zupełnie. Trudniej się było tylko do niej dobrać, chociaż wchodząc za nią po schodach oczywiście gapił się na jej tyłek. Jakby tak szarpnął, tak szybko...
Przelotny pocałunek, który złożyła po drodze na jego ustach wcale nie pomagał. Aż musiał odchylić do tyłu głowę, zrzucić z karku to napięcie.
Pomogły za to pampersy, które Pilar wyciągnęła z szafki babki, chociaż... Czy jakby zamiast koronki ściągał z niej coś takiego, to byłby mniej nakręcony? Aż przechylił na bok głowę zastanawiając się nad tym.
- Siempre - odpowiedział od razu na pytanie czy będzie ją dalej kochać z takimi pampersami - ciężko tylko będzie to ściągać zębami... - musiał dodać, ale w tym czasie... On właśnie trafił na te sztuczne zęby, a zaraz odwracał się do Pilar rozkładając ramiona, no bo czy to jego wina, że on zawsze trafiał na takie dziwne rzeczy? No chyba nie... (chyba zgrozy)
- A takimi... myślę, że ściąganie takich majtasów sztucznymi zębami to dopiero sztuka, jak operowanie pałeczkami, a ja nie umiem - powiedział jeszcze się na nią oglądając zanim nurkował pod łóżko - ale dla ciebie się nauczę - oczywiście, tak jak buñuelos, wszystkiego by się dla niej nauczył, i ze wszystkim zmierzył, tylko może nie ze szczurami? Chociaż to nie tak, że się ich bał, po prostu go brzydziły, trochę jak porody i karły... To znaczy, no karły działały na niego podobnie jak szczury, nie ma się co oszukiwać, nie obrażając żadnych karłów, ani szczurów.
Pokazał Pilar pudełko po ciastkach - myślę, że jednak nie maślane - jeszcze podniósł na nią ciemne spojrzenie, a zaraz otwierał przyrdzewiałe wieko. Zajrzał do środka. Pamiątki.
Zdecydowanie mogli tu coś znaleźć.
Chociaż Madox w pierwszej kolejności zaczął przeglądać jakieś zdjęcia, widział te twarze na fotografii z piwnicy, którą miał teraz poklejoną w portfelu, przyglądał jej się ze sto razy zastanawiając się kim może być tajemnicza kobieta. Ale jej nie widział nigdzie, już odkładał te zdjęcia, kiedy Pilar podniosła wycinek z gazety, a Noriega zawiesił spojrzenie na jej twarzy, kiedy zaczęła czytać.
- Miguel Benitez? - powtórzył po niej - ojciec Luciano? Brat? Wujek? - Madox to oczywiście już układał w głowie różne scenariusze, i zadawał pytania, ale on zawsze to robił, pytał i gadał, i rozkminiał. Zmarszczył brwi zastanawiając się nad tym, czy Luciano mógł kiedyś o kimś takim wspominać, przekładał przy okazji kolejne rzeczy w pudełku. Dopiero, kiedy Stewart wypowiedziała jego imię, to znowu podniósł na nią spojrzenie - co jest? - przysunął się do niej, jakoś tak odruchowo obejmując ją ręką opierając ją za jej plecami, a brodę gdzieś o jej ramię, żeby zajrzeć do tego wycinka i zdjęcia... - co kurwa? - wyrwało mu się, bo ta dziewczyna na zdjęciu była identyczna jak Pilar, przysunął się do niej jeszcze bardziej, prawie zrzucając to pudełko między nimi, więc je przełożył - pokaż... - i już sięgał po ten wycinek, żeby spojrzeć na datę. To by się nawet zgadzało...
To znaczy...
Madox naprawdę starał się w tym momencie zachować zimną krew, bo jakby chodziło o kogokolwiek innego to on pewnie już by nawijał, że to jej matka, że wszystko się zgadza i teraz muszą szukać informacji o Sofii, ale kurwa jakiej, bo nie Benitez skoro była narzeczoną Miguela. Najpierw muszą się dowiedzieć kto to ten cały Miguel, a potem Sofia, i gdzie ona jest...
W głowie już miał sto myśli, sto planów co oni teraz muszą zrobić. Spiął się, jakby zaraz miał zerwać się z miejsca i działać, tak jak przecież Madox miał w zwyczaju, tylko, że chodziło o Pilar. Musieli podejść do tego z głową, rozważnie, nie tak jak on zawsze, bo przecież znał Stewart wiedział jak ona reagowała na matkę. Zerknął na jej profil, a zaraz przysunął się tak, żeby objąć ją już ramieniem.
- Trzeba to sprawdzić Pilar... - powiedział spokojnie - najlepiej byłoby porozmawiać z babką, ale ona jest w śpiączce, albo z Luciano, mógł mieć wtedy z dziesięć lat, to na pewno pamięta tego Miguela i Sofię - przełożył w palcach skrawek papieru, a zaraz wyjął telefon, żeby zrobić mu zdjęcie i wtedy wpadło mu w oczy jeszcze jedno zdanie Northex Industries, który nadzorował prace budowlane odmawia wyjaśnień w sprawie. Według ich rzecznika wszystko odbywało się..., tu wycinek się urywał, ale Northex Industries było tam wyraźnie napisane - spójrz Pilar - musiał jej to pokazać palcem, przesunąć po nazwie firmy Galen Wyatta. A myślał, że Wyatt w ich życiu już się wcale nie pojawi, że sprawa jest zamknięta, a tu proszę, chyba wcale nie. Zrobił zdjęcia tego wycinka na telefonie i od razu udostępnił je Stewart. To niesamowite, że sprawa Luciano eskalowała tak, że teraz była też sprawą Sofii, i może... matki Pilar? Chociaż nie chciał tego mówić głośno, póki nie dowiedzą się czegokolwiek. Ale jeśli była w ciąży, a jej narzeczony zginął w takim tragicznym wypadku...
Madox odruchowo sięgnął do ręki swojej narzeczonej, splótł swoje palce z tymi jej, bo przecież chciał ją w tym wesprzeć - dowiemy się kim jest Miguel, to będziemy wiedzieć gdzie szukać Sofii, ale w tej chwili to może tylko Luciano wie coś więcej o Miguelu? Trzeba... znaleźć Luciano? - zaproponował jej taki plan, chociaż nie wiedział czy jest dobry. Mogli jeszcze pogadać z Almą, albo z sąsiadami, próbować w Northexie, albo w bazie? Mieli dużo opcji. I Madoxa aż nosiło, żeby już coś zrobić, ale siedział przy niej i tym razem to on bawił się jej palcami, zaczepiał pierścionek z literką M. Rozważnie, a nie kurwa na łapu capu, tak jak to zawsze robił. Nie robić jej nadziei, póki oni w sumie... gówmo wiedzą.

Siempre te apoyaré ✿˚ ༘ ⋆。♡˚

detrás de las puertas cerradas

: wt cze 02, 2026 2:26 pm
autor: Pilar Stewart
Spodziewała się coś znaleźć.
W końcu wchodząc do czyjejś sypialni czy tam mieszkania człowiek naprawdę grzebiąc mu w rzeczach mógł natrafić na wiele ciekawych rzeczy, dowiedzieć się o nim o wiele więcej, ale w żądnym ze scenariuszy, jakie Stewart szyła we własnej głowie, nie spodziewała się, że znajdzie to. Wycinek z gazety opowiadający o śmierci Miguela Benitez, który był narzeczonym… jej matki?
No przecież ile oni jeszcze mieli zamiar chować te słowa gdzieś między głową z sercem? Nie wypowiadać ich na głos tylko dlatego, że były niewygodne i mogły przynieść wielki zawód? Zdjęcie z festynu, które było w gazecie zostało zrobione jebane trzydzieści lat temu, kobieta na nim wygląda jeden do jeden jak Piłat i jest ewidentnie w ciąży. Lipiec na wydaniu gazety również sprzyjał obliczeniom, bo przecież według nich kobieta byłaby w piątym miesiącu ciąży, a termin miałaby na… listopad właśnie.
Czy to naprawdę było za mało? Za mało dowodów? No przecież sobie tego nie wymyśliła. Szczególnie, że kiedy tylko Madox zobaczył fotografię, sam zamarł. Widziała jego twarz. Znała go kurwa na pamięć, doskonale wiedziała, kiedy próbował chować swoje emocje. Te jej wrzały w całym ciele już od kilkunasty sekund, chociaż jego dłoń na plecach sukcesywnie je rozładowywała. Nie na tyle jednak, żeby trzymać jej usta na kłódkę. Bo może on umiał to brać na chłodno, kiedy nie tyczyło się niego, ale przecież ona nie potrafiła.
Myślisz, że to ona? — odwróciła głowę w jego kierunku, wbijając spojrzenie w jego wielkie, kurewsko piękne czekoladowe oczy. — Że to moja matka? — nie mógł tego wiedzieć na pewno, ale przecież widział ją na codzień. Znał jej twarz nawet lepiej niż ona sama. Dotykał ją codziennie, całował, obserwował. Najlepiej wiedział, czy kobieta na zdjęciu naprawdę wyglądała jak ona. Nie wspominając już o tej jego pieprzonej czutce. Tym, że jego przeczucia bardzo często się po prostu sprawdzały. Liczyła na niego w tamtej chwili, bo czy tego chciała czy nie, jego zdanie było dla niej kurewsko ważne. Czasami nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo.
Skinęła głową, gdy powiedział, że trzeba to koniecznie sprawdzić. Akurat w tej kwestii zgadzała się z nim w stu procentach. Nawet jeśli jakaś część jej podpowiadała jej, żeby się w to nie mieszała. Że przecież to całe odnalezienie jej matki wcale mogło nie pójść dobrze. Że… mogło być tylko gorzej. Ale z drugiej strony, jak tego nie sprawdzi, to do końca życia będzie tylko gdybać. A to przecież było jeszcze gorsze.
Z babką nie ma kontaktu — wtrąciła się, gdy wspomniał o staruszce. — I pewnie nie będzie już nigdy — dodała nieco ciszej, a kiedy spojrzał na nią pytająco, to westchnęła jakoś ciężko. — Dzwoniłam tam wczoraj i podałam się za Almę — wzruszyła ramionami, pazynajdąc mu się. Nawet słowem mu o tym nie wspomniała, bo przecież wolała udawać, że nic jej nie rusza, że przecież miała na to wyjebane, ale prawda była taka, że wcale nie miała. — Lekarze dają jej maks tydzień — zanim wszystkie funkcje życiowe upadną. Dlatego nie było co liczyć na matę Luciano. A szkoda, bo akurat ona z pewnością wiedziałaby na ten temat najwięcej.
Tylko zaraz okazało się, że kobieta nie była jedynym punktem zaczepiania, żeby dowiedzieć się czegoś kim był Miquel. Westchnęła głośno, gdy jej spojrzenie przesunęło się za palcem Noriegi i nie natrafiło na nazwę, którą znała aż za dobrze. Serce przyspieszyło jeszcze mocniej, bo Pilar już gdzieś w głowie wiedziała, że…
Musze porozmawiać z Wyattem — rzuciła spokojnie jednak z przekonaniem, przenosząc spojrzenie na Madoxa. — Wisi mi przysługę za to, że nie pojechałam mu po tobie poprawić, po tym co odjebał — dodała, zaciskając mocniej palce na dłoni swojego narzeczonego. Wiedziała przecież, że pewnie tego nie chciał. Wiedziała, jak bardzo wkurwiony był na Galena i jak niepewny tego, czy Pilar nie robiła go na boku, ale przecież ich cały związek opierał się na zaufaniu i jeśli ono faktycznie tam było… musiał jej z tym zaufać. — Na pewno będzie mieć dostęp do listy pracowników, może nawet jakiś ankiet z informacją na temat rodziny? Miejsca zamieszkania? — zaczęła wymieniać już się nakręcając na to wszystko, ale czy nie to właśnie powinni zrobić? Działać? Nie odkładać wszystkiego na potem? — Mówię ci o tym, bo nie chce się z nim kontaktować za twoimi plecami — musiała mu to powiedzieć. Bo przecież w tym był największy problem ostatnio, w tym, że zostawili masę miejsca na dopowiadanie sobie. Bo jasne, Pilar mogła iść do Galena za plecami Madoxa, ale gdyby to wyszło… kurwa, no ostatnie co chciała zrobić, to kopać pod sobą i ich całym związkiem jeszcze większe dołki.
Dała mu moment, żeby się zastanowił, a raczej przetrawił to wszystko, bo ona już postanowiła i na moment znowu skierowała swoją uwagę na gazetę. Tym razem jednak już nie patrzyłam a Sofie, a mężczyznę, który zginął. Który na zdjęciu z festynu obejmował ją stanowczo ramieniem, a zaraz potem na to portretowe, na którym był sam. Tu nie czuła absolutnie nic.
Kompletnie nie jestem do niego podobna — wyrzuciła z siebie w końcu to, co siedziało gdzieś w głowie. Skupili się na odnalezieniu matki, a przecież skoro miała być nią Sofia, to on ojcem? — Oczy, nos, uśmiech… wszystko jest inne — i to był chyba jedyny powód, dla którego był jeszcze dzień szansy, że to dziecko w brzuchu to wcale nie była Pilar. Bo jasne, może i dzieci wdawały się w jednego z rodziców, ale na koniec dnia były przecież połączeniem genów. Musiała też mieć coś z ojca, a Miquel przynajmniej na tym zdjęciu wcale jej do tego nie przekonywał. — Co myślisz? — znowu spytała go o zdanie. Jak nagle jakieś dziecko we mgle, które potrzebowało wsparcia. — Myślisz, że to mógł być mój ojc…
MADOX?! PILAR?! — głos Emilio wybrzmiał gdzieś z dołu, a zaraz potem stukot drobnych stópek o schody. Biegł. Prosto do nich.
Kurwa, wrzuć to pod łóżko — wskazała na pudełko, a sama gazetę po prostu wcisnęła sobie pod koszulkę. I zrobiła to dosłownie w ostatniej chwili, bo drzwi do pokoju babki otworzyły się jeszcze szerzej, a w nich stał cały ubabrany błotem Emilio.
Sombra na mnie wskoczył, jak mu nie chciałem dać piłki i… — zaczął im opowiadać, ale przerwał, łapiąc ich spojrzenie. — A co wy tutaj robicie?

:pilar2:

detrás de las puertas cerradas

: wt cze 02, 2026 4:39 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
On nic nie umiał brać na chłodno, kogo by się to nie tyczyło, to on przecież zaraz się wyrywał, zaraz nawijał, zaraz snuł pięćdziesiąt różnych scenariuszy...
Ale kiedy dotyczyło jej, to próbował, chociaż chyba jego oczy zdradzały wszystko, ciemne tęczówki wpatrzone intensywnie w jej twarzy, i ta zmarszczona brew, która sugerowała, że myślał, walczył ze sobą i starał się to ugryźć inaczej. Nie tak, żeby Pilar się odpaliła, a potem się okaże, że nie i co wtedy? I ona znowu będzie z tego powodu cierpiała. No nie chciał tego. Ale z drugiej strony to już nie mógł być żaden przypadek, bo one były identyczne. To musiała być... jej matka. Wszystko się zgadzało. Tylko gdzie ona teraz była?
I dlaczego ją oddała?
Skinął głową, jakoś tak ostrożnie.
- No... - zaczął i znowu szukał z nią jakiegoś kontaktu, jakiegoś uziemienia, jakiegoś calma Pilar, sięgając do niej reką - myślę, że tak, jesteście kurwa identyczne - bo były, ten sam uśmiech, te same zmierzwione, piękne kudły, ciemne oczy, z tym samym zadziornym błyskiem, i nawet ten pieprzyk, do którego on teraz sięgnął palcami, po którym przesunął opuszkami - myślałem, że to może być jakaś... twoja siostra, ale ten brzuch, i ta data, wszystko się składa w całość - zajebiście ci poszło Madox, to bycie calma - i zobacz, ta wróżka karlica powiedziała, że znajdziesz matkę, a my lądujemy tutaj i ta babka, która zobaczyła w tobie nią - teraz on się odpalał, i to jeszcze bardziej niż Pilar, aż ujął obie jej ręce w palce. Oparł szorstki policzek na wierzchu jej dłoni, a zaraz układał sobie jej rękę na karku, żeby wiedziała, że co by się okazało, nawet, że to jednak nie jest jej matka, to on i tak był. Stałą w jej życiu. Już zawsze.
Musieli to sprawdzić, to nawet nie podlegało wątpliwości, i gdyby znowu stwierdziła, że nie, to on sam by to zrobił, albo namawiał ją tak długo, aż by się złamała, więc dobrze, że się zgodzili.
Słuchał jej kiedy mówiła o babce, niby nie znali w ogóle tej kobiety, a jednak smutne to było, że na Almę i małego Emilio, których zdążyli już trochę polubić, spadało tyle nieszczęść, najpierw zaginięcie ojca i męża, a teraz jeszcze śmierć babki, aż Madox się skrzywił - przejebane... - mruknął, ale zaraz pokazywał jej nazwę, którą oboje przecież znali na tym wycinku z gazety. Zawiesił na niej spojrzenie, chociaż kiedy Pilar powiedziała, że musi porozmawiać z Wyattem, to zaraz poderwał głowę do góry. Spiął się, oczywiście, że się spiął i mogła to poczuć pod opuszkami tej dłoni, którą sam sobie ułożył na karku. Jak siedział mu tam teraz jakiś niewidzialny ciężar. Aż nabrał mocniej powietrze w płuca, a spojrzenie zawiesił gdzieś na fotelu, jakby tam siedziały jakieś odpowiedzi. Bo w głowie zupełnie ich nie miał. Nie chciał, żeby Pilar spotykała się z Wyattem, bo mieli już zakończyć ten temat. Dali sobie z Galenem po mordach, wyjaśnili co zaszło między nim a Stewart...
Bo zaszło i chociaż to było dawno, to jednak po tym jak on jej wyznał miłość, i jak tak bardzo wtedy nalegał na spotkanie, a ona poszła... trenować z Wyattem.
Znowu się nakręcał. Aż wstał, przeszedł się po pokoju, dwa kroki w kierunku regału ze zdjęciami, w końcu skinął głową.
- Może mieć, akurat takie firmy prowadzą różne rejestry, wiesz w razie jakiś zasiłków, czy coś, to tam też odnotowuje się rodzinę, można kogoś zgłosić do ubezpieczenia, i takie tam, nie? - stanął nad nią, ale zaraz wywrócił oczami - i tak byś tam poszła - nie pasowało mu to, kurewsko mu to nie pasowało, ale co miał zrobić? Zabronić jej? Bo nie umiał sobie jeszcze poukładać tego co ją łączyło z Galenem Wyattem? Bo był zazdrosny?
I tak wiedział, że by to zrobiła, nawet jakby zrobił jej z tego powodu awanturę. A nie chciał się z nią już kłócić o Wyatta, to miała być już zamknięta sprawa. Odwrócił się tylko do regału oglądając na nim zdjęcia i obrazki z Maryjami, jakby były jakieś kurewsko ciekawe. Jeden taki obrazek nawet sobie wziął, identyczny mieli w domu, w Kolumbii, a babce się już chyba nie przyda. Schował go do kieszeni spodni, a zaraz z powrotem odwrócił się do Pilar, kiedy zaczęła mówić, że nie jest podobna do Miguela. Znowu przysiadł obok niej na brzegu łóżka, nawet wziął od niej to zdjęcie, spojrzał na nie, a później na nią, przechylił na bok głowę - jakbyś zapuściła taki wąs... - zaczął sobie żartować, bo przecież Madox zawsze to robił, prawdziwe emocje chował za... głupimi tekstami. A prawda jest taka, że był wkurwiony na to jej spotkanie z Galenem Wyattem. Zaraz jednak spoważniał widząc jej zagubioną minę, znowu przysunął się bliżej - myślę, że... - nie skończył, bo już usłyszeli głos Emilio, a zaraz stukot kroków na schodach, a Madox skoczył, żeby wrzucić wszystko do pudełka, a je zaraz kopnąć pod łóżko, strzeliło o ścianę, ale równie dobrze mogły to być sprężyny w łóżku, które też jęknęły, kiedy Noriega przysunął się do Pilar. Akurat gdy Emilio wpadł do środka, a zaraz pytał co oni tu robią?
- Całowaliśmy się... - wypalił Madox, no bo przecież nie powie, że grzebali w rzeczach babki, albo oglądali jej majciochy. Emilio jęknął, że fuuuuj, ale zaraz pytał.
- W pokoju babci? - dziwne to było miejsce na całowanie się, faktycznie.
- No przecież nie w twoim, tam za dużo pluszaków by się na nas gapiło - zaczepił dzieciaka Madox.
- Ale ja nie mam żadnych pluszaków! - wypalił od razu Emilio, chyba zapominając o co w ogóle pytał, a jeszcze jak Madox rzucił to pokaż, to już w ogóle szybciutko zebrali się z pokoju staruszki i ruszyli do tego Emilio, Madox jeszcze stanął w drzwiach i odwrócił się do Pilar - masz trzy minuty, zajrzyj jeszcze... Wiesz gdzie - chodziło mu o pokój Almy, w którego kierunku nawet strzelił oczami. A zaraz z pokoju Emilio mogli usłyszeć ale mam dużo albumów z piłkarzami - pięć minut - poprawił się Madox, jeszcze raz zaglądając w obłędnie czekoladowe oczy swojej narzeczonej - tam jest łazienka Pilar - rzucił głośniej dając jej alibi. A kiedy przymknął za sobą drzwi od pokoju Emilio, to Stewart jeszcze mogła słyszeć jak rozmawiali siadając na podłodze po turecku nad albumami.
- A skąd wiesz gdzie jest łazienka na górze Madox? - Emilio czasami był jednak dociekliwy.
- Bo byłem w niej, jak ty byłeś na dole - ale Madox nie dał się zagiąć - a gdzie Ana? - zapytał, bo może chciał zmienić temat, a może serio wiedzieć? Żeby tu nie wpadła i im nie przeszkodziła.
- Poszła do domu, bo ona wiesz... Ma taką mamę i musi się nią zajmować, jest starsza... I trochę straszna - opowiadał Emilio, ale zaraz znowu się rozproszył - zobacz tu jest Messi! - zajęli się albumami, a Madox oczywiście miał do Emilio milion pytań o każdego piłkarza, którego pokazywał mu chłopiec.
Chociaż przez myśl mu przeszło, że może... starsza i straszna mama Any mogłaby też coś wiedzieć o Sofii? Tylko co oznaczało to... straszna?

De todos modos lo harías ✿˚ ༘ ⋆。♡˚

detrás de las puertas cerradas

: wt cze 02, 2026 5:47 pm
autor: Pilar Stewart
Kompletnie zapomniała już o słowach karlicy.
W Meksyku zadziało się tak kurewsko wiele, że akurat tamte wspomnienia kompletnie wyparła z głowy. Bo przecież Pilar trzydzieści lat spędziła na poszukiwaniach matki, próbowaniu łapać się czegokolwiek, każdego tropu, których przecież było jak na lekarstwo, a tu jakaś walnięta niskorosła wózka z plaży powiedziała jej, że znajdzie matkę? Przecież tego nie dało się brać na poważnie. A jednak może powinna? Bo przecież przychodząc tutaj za nic nie spodziewała się, że sprawy nabiorą takiego obrotu. No bo jak? Jakim cudem? Przecież gdyby ta starsza kobieta tu nie weszła te kilka dni temu i nie nazwała Pilar Sofią, nie spytała dlaczego to zrobiła, Stewart nawet nie zainteresowałaby się rodziną Luciano. A tu proszę, siedzieli na łóżku umierającej kobiety, przeglądając jej rzeczy i patrząc na zdjęcie jej prwdopodobnie matki.
To uczucie było tak kurwa dziwne, tak chore i nowe, że… nawet nie zauważyła jak jej ciało kilkakrotnie zadrżało. Wcale nie z przyjemności. Może bardziej z przerażenia? Łatwiej było żyć z narracją, że ona po prostu nigdy nie istniała, a tutaj, po raz pierwszy w życiu miała ją namacalnie na fotografii, przed własnymi oczami i jej własny narzeczony potwierdzał jej, że wyglądały kurwa identycznie.
To nie był przypadek.
Nie mógł być.
I może to, że to akurat firma Galena Wyatta zajmowała się budową tamtego wiaduktu też nie było? Może to wszystko tak miało być? Cała ta sprawa z kontenerami, to wszystko co stało się między nią a Galenem… żeby doprowadzić do momentu, w której teraz to on będzie mógł jej pomóc? Oddać przysługę? Chociażby w imię tego wszystkiego, co razem przeszli. Przecież w każdych innych okolicznościach, gdyby go nie znała, byłaby w kropce. Jebanym niczym. A tutaj? Kolejny punkt zaczepienia. Liniowo do celu. Sprawa idealna. Zaczęli od imienia, teraz mieli już informacje o rodzinie, nazwisku i miejscu pracy jej narzeczonego. To naprawdę mogło się udać, tylko…
…tylko musiała spotkać się z Galenem.
Widziała minę Madoxa, czuła na własnym ciele, jak bardzo się spiął, kiedy tylko powiedziała, że powinna z nim porozmawiać. Nawet na moment nie spuściła z niego spojrzenia, kiedy przeszedł się po pokoju jak ten dziki kot. Myślał i myślał, a ona aż złapała więcej powietrza w płuca, bo jakoś w ten całe sprawie, w szoku w jakim wciąż była… chyba nie potrafiłaby się z nim kłócić. I on chyba też zobaczył to w jej oczach, bo zaraz częściowo przyznał jej rację co do dokumentacji Northex. Musieli ją mieć. A kiedy powiedział I tak byś tam poszła, Pilar lekko skinęła głową. Kurwa. Znał ją. Znał ją tak dobrze, jak nikt inny na tym zasranym świecie. Wiedział jaka była uparta. Wiedział też jakie miała podejście do całej tej akcji z własną rodziną i sam fakt, że ona faktycznie chciała się w to wgłębić, to i tak był już dla niej duży krok.
Ven aqui a mi chodź tu do mnie, poprosiła, wyciągając do niego dłoń. Nawet kurwa głosu na niego nie podniosła. Szok. W normalnych okolicznościach już by na siebie warczeli. — Mirame a los ojospopatrz mi w oczy, kolejna proźba, kiedy już zajął miejsce na łóżku obok. Bo to przecież w oczach zawsze widzieli swoją prawdę. — Tu chodzi o moją mamę, Madox… i może nawet tatę? — głos się jej torcie złamał, ale zaraz odchrząknęła i wypięła pierś do przodu. Nie była przecież jakimś kurwa mięczakiem, żeby się tak przed nim rozczulać. — Jeśli Galen jest jedyną osobą, która na ten moment może dać nam więcej informacji, bo babka leży w śpiączce a Luciano nie ma, to trzeba to wykorzystać. Kurwa, ja musze to wiedzieć — i on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Na jej miejscu zrobiłby dokładnie to samo. Nawet gdyby miał odwiedzić samą Rosę w Medellin. Zrobiłby go. Dwa razy by się nawet nad tym nie zastanowił. Rozumiała też jego złość, dlatego… — Może pójdziesz ze mną? — zaproponowała w końcu. — Nie do środka, ale do biurowca. Poczekałbyś przed? Załatwię to w pięć minut, a potem gdzieś razem wyskoczymy? — bo to brzmiało już o wiele lepiej niż pojadę się spotkać z Galenem Wyattem na Bóg wie ile. Takto będzie wiedział gdzie jest, co robią i na czym sprawy stały, a gdyby była taka potrzeba mógł tam wejść i mu jeszcze raz najebać, proste. Czekała na jego odpowiedź, a potem wbił do pokoju Emilio i poszła fama, że się całowali. Pilar natomiast bardziej zmarszczyła brwi na wieści, że Ana poszła już do domu.
I nawet nie powiedziała, że idzie? — zdziwiła się, bo takie zostawianie dziecka samego było grubo nieodpowiedzialne, szczególnie, że wiedziała, że oni… no poszli być nieodpowiedzialni na górę. Tylko Emilio jedynie wzruszył ramionami, a zaraz nawijał o naklejkach z piłkarzami, co oczywiście Madox wykorzystał. Jak zwykle, biorąc z sytuacji wszystko, co tylko można. Skinęła głową i kiedy chłopaki zniknęli za drzwiami, ona skierowała się do pokoju Almy.
Pomieszczenie kompletnie różniło się od tego babki. Tutaj panował pedantyczny wręcz porządek i jedynie kilka obrazów wisiało na ścianach. Wszystkie rzeczy pochowane były w półkach, dlatego Pilar nie próżnowała i zaraz ruszyła na poszukiwania. Tu szło o wiele ciężej, bo skoro Alma wszystko miała poukładane, Stewart nie chciała jej tego zniszyczć, żeby kobieta nic nie zauważyła. Starała się odkładać na miejsce tyle, ile mogła i… i kurwa przeszukała dosłownie wszystko, co się dało, ale nie znalazła absolutnie nic (dzięki kostki for fucking nothing). Wróciła się do korytarza i przeszła do pokoju Emilio. Siedział razem z Madoxem na ziemi i oglądali album.
Mówiłeś Emilio, że też zbierałeś kiedyś naklejki? — zagadała, patrząc na niego wymownie, a kiedy chłopczyk zerwał się z miejsca z wielkim SERIO na ustach, Pilar tylko pokręciła głową, dając mu znać, że nie znalazła nic w mieszkaniu. — No serio zbierał i to ze ZWIERZĄTKAMI!
O kurde — Emilio aż podrapał się po głowie. — A miałeś taką naklejkę z koliberkiem? — zainteresował się, patrząc na niego wyczekująco. Pilar za ten czas sięgnęła po telefon i spojrzała na wyświetlacz. Mieli jeszcze jakieś pół godziny do powrotu Almy.
A może przejdziemy się nad jezioro? — zaproponowała, bo chyba serio już nic więcej w tym domu nie byli w stanie znaleźć. — Emilio przejedzie się furką, złapiemy trochę świeżego powietrza? — dodała, patrząc na Noriegę, jak na prawdziwego ojca, bo przecież on tutaj rządził. Chociaż ciekawe czy miał cokolwiek do powiedzenia, jak chłopczyk już wieszał mu się na szyi z głośnym proszę, proszę, proszę…

tu mandas aqui!