we are adults... apparently
: śr cze 03, 2026 3:19 pm
Po tym jak Dante wyszedł do apteki i po coś do jedzenia, pewnie mogłaby zająć się czymś bardziej pożytecznym i wziąć długi prysznic, umyć włosy, a potem założyć coś wygodniejszego od błękitnego kombinezonu, w którym paradowała od rana i o dziwo, nie uwaliła go ani jedną kropelką farby. Ale straciła ochotę na robienie czegokolwiek. Leżenie na kanapie i mizianie Murphy’ego wydawało się i tak czymś ponad jej siły. Bo poza myśleniem o tym czy chłopak wróci do domu w przeciągu tej przyjętej przez nią i psiaka półtorej godziny, to oczywiście, że zastanawiała się nad tym, co dalej. Nie była tym typem osoby, który wychodził z założenie, że dopiero potem będzie się martwić. Nie, jej wystarczył choć cień szansy na to, że mogłaby być w ciąży, a jej mózg zaczął już wymyślać milion scenariuszy. Ten najbardziej optymistyczny zakładał, że przez najbliższe miesiące miałaby czuć się naprawdę dobrze, dzięki czemu mogłaby normalnie chodzić do pracy i może gdyby zrezygnowała z basenu bądź innych atrakcji życia codziennego to salon byłby otwarty dłużej, a to oczywiście wiązało się z większym dochodem. Przy odpowiednim obcięciu innych kosztów mogłaby odłożyć więcej oszczędności, więc nawet gdyby zaraz po wyjściu z porodówki nie mogła wrócić do pracy to starczyłoby im na życie na dłużej niż zakładane wcześniej dwa miesiące. Z kolei ten najgorszy scenariusz wskazywał na masę powikłań ciążowych i narodzinach niepełnosprawnego dzieciątka, którego leczenie z pewnością pochłonęłoby jej wszystkie organy, które musiałaby sprzedać.
Chociaż może w tym wszystkim było coś jeszcze gorszego – w żadnej z tych wizji przedstawianej jej przez wyobraźnie, nie widziała Dantego. W końcu dla jej głowy sprawa była niestety oczywista. Bo kiedy zapytała co jeśli testy potwierdzą pierwotny wynik, nie odpowiedział, że jakoś to będzie, nie przytulił i nie pocałował w skroń, mówiąc, że sobie poradzą. Nie wiem – to jej wystarczyło.
Dlatego kiedy wrócił, mogła wydawać się jeszcze bardziej zmęczona niż w chwili, gdy wychodził z mieszkania, a przecież cały ten czas spędziła na narożniku. Widziała jak odkładał papierową torbę z jedzeniem, ale w tej chwili nawet nie mogła myśleć o jedzeniu. Z nerwów tak jej ściskało żołądek, że najprawdopodobniej wszystko by zwymiotowała – jeśli w ogóle dałaby radę cokolwiek przełknąć.
Przytuliła się do niego mocno, zaciskając nerwowo palce na jego koszulce. Nigdy by nie przypuszczała, że wizja potencjalnej ciąży doprowadzi ją do takiego stanu. Znała ludzi, w podobnym wieku do nich, którzy obgryzali paznokcie ze stresu, czekając na wyniki testu, ale mając właśnie nadzieję, że wskaże on te upragnione kreski. A oni? Oni naprawdę liczyli, że w ich przypadku ta druga kreska pomyliła adres, bo miała przyjść do sąsiada obok a nie do nich.
– Wiesz, trochę im pomogłam. Czasem wchodzę na profile na Instagramie różnych domów mody, zostawiam serduszka, jakiś komentarz. Nie ukrywam, że robię to typowo pod marketing, ale jeszcze nikt z Europy się do mnie nigdy nie odezwał i… może nie widać, ale serio się cieszę. Uwierz mi, w salonie to ze szczęścia prawie latałam pod sufitem – powiedziała szczerze. Nie oczekiwała od niego, że będzie cokolwiek wiedział o wspomnianym przez nią domu mody. W końcu nie była to żadna Channel ani Karl Lagerfeld, a coś znacznie mniejszego aczkolwiek dobrze prosperującego. Dla Elsy to też nie miało znaczenia, cieszyła się, że ktokolwiek docenił jej warsztat, nawet jeśli głównym powodem był ograniczony budżet, który nie pozwalał na zatrudnienie prawdziwych mistrzów fryzjerstwa.
– Na początku lipca, na dwa tygodnie… albo trzy… już nie pamiętam i… przepraszam, nie wytrzymam – wymamrotała, odsuwając się od niego pospiesznie. Od razu też niemalże pobiegła do łazienki, zgarniając po drodze ze stolika jeden z testów. Bo jak miała z nim rozmawiać o spełnianiu swoich marzeń skoro nawet nie wiedziała czy może sobie na nie pozwolić?
Ale do salonu wróciła po kilku minutach, trzymając w jednej ręce plastikowy patyczek, a w drugiej telefon z ustawionym minutnikiem, który odliczał pozostały im czas.
– Pięć minut – powiedziała cicho, kładąc wszystko na stoliku, ale test okienkiem do dołu, by nie widzieć wyniku przed alarmem z komórki. – Dante, ty… nie chcesz mieć dzieci teraz, nie chcesz w ogóle czy… czy chodzi o mnie? – Na próżno było szukać było w jej głosie jakichś pretensjonalnych tonów. I może nie wybrała sobie najlepszego momentu na podobne pytania, ale coś przeczuwała, że innego mogliby już nie mieć.
Dante Levasseur
Chociaż może w tym wszystkim było coś jeszcze gorszego – w żadnej z tych wizji przedstawianej jej przez wyobraźnie, nie widziała Dantego. W końcu dla jej głowy sprawa była niestety oczywista. Bo kiedy zapytała co jeśli testy potwierdzą pierwotny wynik, nie odpowiedział, że jakoś to będzie, nie przytulił i nie pocałował w skroń, mówiąc, że sobie poradzą. Nie wiem – to jej wystarczyło.
Dlatego kiedy wrócił, mogła wydawać się jeszcze bardziej zmęczona niż w chwili, gdy wychodził z mieszkania, a przecież cały ten czas spędziła na narożniku. Widziała jak odkładał papierową torbę z jedzeniem, ale w tej chwili nawet nie mogła myśleć o jedzeniu. Z nerwów tak jej ściskało żołądek, że najprawdopodobniej wszystko by zwymiotowała – jeśli w ogóle dałaby radę cokolwiek przełknąć.
Przytuliła się do niego mocno, zaciskając nerwowo palce na jego koszulce. Nigdy by nie przypuszczała, że wizja potencjalnej ciąży doprowadzi ją do takiego stanu. Znała ludzi, w podobnym wieku do nich, którzy obgryzali paznokcie ze stresu, czekając na wyniki testu, ale mając właśnie nadzieję, że wskaże on te upragnione kreski. A oni? Oni naprawdę liczyli, że w ich przypadku ta druga kreska pomyliła adres, bo miała przyjść do sąsiada obok a nie do nich.
– Wiesz, trochę im pomogłam. Czasem wchodzę na profile na Instagramie różnych domów mody, zostawiam serduszka, jakiś komentarz. Nie ukrywam, że robię to typowo pod marketing, ale jeszcze nikt z Europy się do mnie nigdy nie odezwał i… może nie widać, ale serio się cieszę. Uwierz mi, w salonie to ze szczęścia prawie latałam pod sufitem – powiedziała szczerze. Nie oczekiwała od niego, że będzie cokolwiek wiedział o wspomnianym przez nią domu mody. W końcu nie była to żadna Channel ani Karl Lagerfeld, a coś znacznie mniejszego aczkolwiek dobrze prosperującego. Dla Elsy to też nie miało znaczenia, cieszyła się, że ktokolwiek docenił jej warsztat, nawet jeśli głównym powodem był ograniczony budżet, który nie pozwalał na zatrudnienie prawdziwych mistrzów fryzjerstwa.
– Na początku lipca, na dwa tygodnie… albo trzy… już nie pamiętam i… przepraszam, nie wytrzymam – wymamrotała, odsuwając się od niego pospiesznie. Od razu też niemalże pobiegła do łazienki, zgarniając po drodze ze stolika jeden z testów. Bo jak miała z nim rozmawiać o spełnianiu swoich marzeń skoro nawet nie wiedziała czy może sobie na nie pozwolić?
Ale do salonu wróciła po kilku minutach, trzymając w jednej ręce plastikowy patyczek, a w drugiej telefon z ustawionym minutnikiem, który odliczał pozostały im czas.
– Pięć minut – powiedziała cicho, kładąc wszystko na stoliku, ale test okienkiem do dołu, by nie widzieć wyniku przed alarmem z komórki. – Dante, ty… nie chcesz mieć dzieci teraz, nie chcesz w ogóle czy… czy chodzi o mnie? – Na próżno było szukać było w jej głosie jakichś pretensjonalnych tonów. I może nie wybrała sobie najlepszego momentu na podobne pytania, ale coś przeczuwała, że innego mogliby już nie mieć.
Dante Levasseur