Strona 2 z 3

Poczuj rytm

: pt cze 12, 2026 1:50 pm
autor: Max Korhonen
Chociaż Lilian swoimi słowami nie chciała skłonić Maxa do dodatkowych rozmyślań nad jej losem, on nie potrafił puścić ich mimo uszu. Nie był człowiekiem szczególnie wylewnym, rzadko zadawał pytania, na które ktoś naprawdę nie chciał odpowiadać, jednak istniała zasadnicza różnica pomiędzy ignorowaniem problemu a udawaniem, że go nie zauważył. A Max zauważał zdecydowanie więcej, niż zwykle dawał po sobie poznać. Dlatego kiedy mówiła o wolności i szczęściu, coś nieprzyjemnie ścisnęło go gdzieś pod mostkiem. Nie zamierzał jednak psuć jej wieczoru kolejnymi pytaniami. Nie tutaj. Nie teraz. Zwłaszcza kiedy po raz pierwszy od początku wydarzenia widział ją naprawdę rozluźnioną. Śmiejącą się szczerze. Bez spiętych ramion i czujnego spojrzenia rzucanego ukradkiem w stronę Dolores. Dlatego pozwolił jej zmienić temat. A kiedy wspomniała o Hannah Montanie, sam również chętnie schował cięższe myśli gdzieś na później.
Na jej reakcję parsknął cicho pod nosem i uniósł lekko brew. — Właśnie dlatego. — odpowiedział z rozbawieniem. — Cała Kanada zna jego nazwisko, a jednocześnie nikt nie wie o nim praktycznie nic. Przez moment obracał szklankę pomiędzy palcami. — Wyobraź sobie tylko, że możesz powiedzieć ludziom dokładnie to, co myślisz. Opowiedzieć im własną historię. Zostawić kawałek siebie pomiędzy stronami książki… a później zniknąć. Uśmiechnął się lekko, choć w jego spojrzeniu pojawiło się coś trudnego do nazwania. — Żadnych wywiadów. Żadnych zdjęć. Żadnych oczekiwań. Tylko słowa. Brzmi jak całkiem uczciwy układ. A może po prostu zbyt dobrze wiedział, jak wiele łatwiej jest odsłaniać własne myśli wtedy, gdy nikt nie patrzy człowiekowi prosto w twarz.
Na jej pytanie o to, jak ma na niego patrzeć, parsknął cicho i pokręcił głową, wracając spojrzeniem do jej twarzy. — Najlepiej tak, jak patrzysz teraz. — odpowiedział spokojnie, bez prób komplikowania czegokolwiek. — Reszta i tak się sama wyjdzie w praniu. Wzruszył lekko ramionami, jakby chodziło o coś prostszego niż była w rzeczywistości cała ta gra tożsamości. Prawda była taka, że „Max” i „Elias” wcale nie były aż tak różne, jak mógłby chcieć. Jeden tylko mówił mniej, drugi pozwalał sobie na więcej ciszy. Kiedy zapytała, czy nie będzie mu przeszkadzało, jeśli polubi go bardziej jako Eliasa, przez moment naprawdę się zawahał. Nie dlatego, że nie znał odpowiedzi, tylko dlatego, że ta była dziwnie niewygodna. W końcu jednak uniósł kącik ust w półuśmiechu. — Nie jestem pewien, czy mam na to wpływ. — rzucił lekko. — Jeśli coś w człowieku ma zostać, to i tak zostanie. Nieważne, jak się nazwie. Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo muzyka zmieniła się nagle, a on wciągnął ją w tłum bez większego oporu. I dobrze. Bo łatwiej było wtedy nie myśleć o tym, co właśnie powiedział.
Na parkiecie Max trzymał ją blisko, ale bez przesady, jakby balansował pomiędzy byciem częścią jej przestrzeni a pilnowaniem, żeby jej nie naruszyć. Nie był typem, który narzucał się w tańcu. Raczej prowadził, niż ciągnął. Raz obrót, raz krok w tył, kiedy tłum zacieśniał się zbyt mocno. Przyglądał się jej, kiedy się śmiała — temu swobodnemu, niekontrolowanemu śmiechowi, którego nie widywał często u ludzi, a przy niej pojawiał się zaskakująco naturalnie. W pewnym momencie nawet pozwolił sobie na coś rzadkiego: krótki, prawdziwy uśmiech, który nie miał w sobie nic z ironii ani dystansu. Ale tłum rósł. Z minuty na minutę robiło się ciaśniej, aż przestrzeń między nimi zaczęła znikać. Max zauważył to szybciej niż ona — ciało miał wytrenowane do wychwytywania takich rzeczy, jeszcze zanim umysł zdążył je nazwać. Krok w bok, subtelne przesunięcie, próba utrzymania jej w swoim polu widzenia. W pewnym momencie ktoś wpadł między nich, potem kolejna osoba i jeszcze jedna. I nagle nie było już „obok siebie”, tylko „gdzieś w tym samym tłumie”. Odwrócił głowę tylko na sekundę — dosłownie na ułamek — kiedy ktoś z boku zahaczył go barkiem. Wystarczyło. Kiedy wrócił wzrokiem, jej już nie widział. Nie od razu. Przez chwilę stał jeszcze w miejscu, bo mózg nie zdążył zarejestrować braku. Dopiero potem zrobił krok w przód, przeciskając się między ludźmi z tą spokojną, kontrolowaną stanowczością, która nie potrzebowała gwałtowności, żeby być skuteczna. Nie spieszył się panicznie, ale też nie zwlekał. Tylko uważnie przeczesywał tłum wzrokiem, coraz bardziej skupiony.
Znalazł ją w końcu kilka metrów dalej — jeszcze tańczącą, jeszcze uśmiechniętą, choć już nieco mniej pewną. Wystarczył jeden rzut oka, żeby zobaczył, jak ktoś zbyt blisko wpadł w jej przestrzeń. Jak ciało obcego przesunęło się za blisko, niż powinno. Max zmienił kierunek natychmiast. Nie powiedział nic, kiedy do niej dotarł. Po prostu pojawił się obok, naturalnie, jakby nigdy nie zniknął. Jedna dłoń znalazła się lekko przy jej plecach — nie chwyt, nie kontrola, raczej stabilny punkt odniesienia w chaosie. Druga odsunęła delikatnie czyjeś ramię, które znalazło się zbyt blisko.— Hej. — powiedział spokojnie, nisko, tylko do niej, tak żeby przebić się przez muzykę i hałas. — Jestem.
I dopiero wtedy, kiedy znów miał ją obok siebie, spojrzał na tłum trochę inaczej — nie jak na zabawę, tylko jak na coś, co trzeba było na chwilę uporządkować. Nie był zły. Raczej uważny w ten swój charakterystyczny sposób, w którym spokój zawsze był tylko powierzchnią.— Zmieniło się trochę tempo, co? — rzucił już odrobinę lżej, jakby chciał zdjąć z sytuacji ciężar, zanim w ogóle zdążył się tam osadzić. — Chodź. Trochę odetniemy się od środka. Nie ciągnął jej jednak na siłę. Po prostu ruszył powoli w bok, dając jej przestrzeń, żeby poszła z nim albo została — ale jednocześnie stojąc tak, żeby tłum już jej nie „wycinał” z jego pola widzenia. Dopiero kiedy znaleźli się bliżej krawędzi parkietu, gdzie muzyka była nadal głośna, ale ludzie mniej przypadkowi, Max spojrzał na nią uważniej. Jakby sprawdzał, czy wszystko w porządku, ale bez zadawania tego wprost. W porządku? — zapytał w końcu, spokojnie, bez nacisku. I po chwili, jakby mimochodem dodał ciszej: — Nie lubię, kiedy tłum robi się zbyt… entuzjastyczny.


Lilian Davenport

Poczuj rytm

: wt cze 16, 2026 11:03 am
autor: Lilian Davenport
Potaknięciem przyznała mu rację. Elias był tajemniczą postacią. Wiadomo było o nim tyle, że świetnie pisze, ale prywatnie mógł być kimkolwiek chciał. Może nawet poruszał się gdzieś wśród otaczającego ich tłumu. Na tę myśl Lilian mimowolnie przesunęła spojrzenie po barze, parkiecie i całej promenadzie, jakby próbowała dostrzec wśród ludzi kogoś, kto mógłby pasować do tej anonimowej sylwetki, zanim wróciła wzrokiem do błękitnych oczu Maxa.
Żadnych wywiadów. Żadnych zdjęć. Żadnych oczekiwań, tylko czysta pasja i zamiłowanie do pisarstwa. Nic więcej i nic mniej. Elias North najwyraźniej nie chciał być popularny; wydawało się, że zależy mu jedynie na tym, aby jego książki trafiały do jak najszerszego grona odbiorców, aby pokochano go jako pisarza i pasjonata, a nie jako człowieka.
Max, miał rację. To całkiem uczciwy i racjonalny układ.
Jeszcze kilka drinków i z tej odległości będę miała problem, aby na ciebie patrzec — zaśmiała się frywolnie, przy czym machnęła przed twarzą dłonią, jakby chciała odgonić natrętną muchę. Albo natrętne myśli. — Trochę mi się obraz rozmazał i zaczynam dostrzegać, że jesteś całkiem ładny. Taka mocne 6/10 — zażartowała i miała nadzieję, że ten żart zrozumiał. Lilian naprawdę bardzo rzadko oceniała ludzi przez pryzmat ich wyglądu. Sama nie uznawała siebie za uosobienia kobiecego piękna, więc nawet nie poczuwała się, aby oceniać i szufladkować innych. Dla niej najważniejszy był charakter, a ten Max, jak się nagle okazało, miał całkiem przyzwoity.
 Chyba masz rację. — Potaknęła, bo co innego mogła zrobić. Nie wiedziałą dokąd doprowadzi ich ta noc, chociaż gdzieś w głowie Lilian tliła się nadzieja, że wszystko co się wydarzy będzie miłym wspomnieniem. Nieważne, czy ten czas spędzi z Maxem Korhonenem czy Eliasem Northem. Obu lubiła.


Nie panikowała. W końcu wiedziała, że Max znajdował się niedaleko, gdzieś w tym szaleńczym tłumie. Nie zmieniało to jednak faktu, że sama czuła się mniej komfortowo, dlatego wypatrywała go zewsząd, raz za razem zmieniając swoją figurę w tańcu.
Drgnęła dopiero, gdy poczuła obcą dłoń przesuwającą się zbyt nisko. Już miała odskocyć na bok z wyraźnie zniesmaczoną miną, ale zanim zdążyła to zrobić, znajomy głos przebił się przez dudniącą muzykę.Zrobiło się, jakby bezpieczniej, więc najpierw widocznie odetchnęła. Zaraz odwróciła się tak szybko, że w tak ciasnym tłumie nie miała szansy zachować dystansu. Wpadła prosto na tors Maxa i odruchowo zacisnęła się na materiale jego koszuli pod marynarką na wysokości żeber.
Gdy uniosła głowę, spojrzenie Lilian natychmiast odnalazło oczy chłopaka. Uśmiechnęła się wielce rozanielona, przez co wyglądała jednocześnie trochę głupkowato i niewiarygodnie uroczo.
Wiedziałam, że zaraz się pojawisz — powiedziała identycznie rozbawiona, co wtedy przy barze. — Nawet zaczynałam się zastanawiać, ile czasu zajmie ci znalezienie mnie — prychnęła, wciąż kurczowo trzymając palce na jego ubraniu.
W końcu jednak puściła i odsunęła się o krok, głównie dlatego, że tłum niejako się odsunął i zyskała swobodę, aby stanąć samodzielnie.
Odrobinę — przyznała i prędko przeczesała wzrokiem teren dookoła. Ludzie znowu zaczynali na nich napierać, skacząc dookoła niczym stado małp.
Kiedy Max ruszył w bok, nie zawahała się. Szybko podążyła za nim, przeciskając się między ludźmi i pilnując, aby nie zgubić go ponownie. Co jakiś czas ktoś wpadał na jej ramię albo łokieć, ale nieszczególnie zwracała na to uwagę, choć raz czy dwa zahwiała się na obcasach. Gdy znaleźli się bliżej krawędzi parkietu, odetchnęła z wyraźną ulgą. Chyba sama musiała chwilkę odpocząć.
Potem spojrzała na Maxa i lekko przechyliła głowę. Dopiero teraz zauważyła ten charakterystyczny, uważny wzrok, którym najwyraźniej oceniał sytuację, co w oczach Lilian wydawało się już całkiem normalne.
Nic mi nie jest — odparła w odpowiedzi na pytanie. — Zabrałeś mnie, aby potańczyć, a nie lubisz kiedy tłum robi się zbyt entuzjastyczny? — Skrzyżowała ramiona, patrząc na niego z mieszaniną rozbawienia i powagi, jakby próbowała odczytać, co dokładnie kotłowało się w jego głowie. — To może pójdziemy na spacer? — Wyminęła go, po czym wskazała w stronę brzegu wzdłuż portu. Było tam ciemniej, ale w tej ciemności Lilian nie dostrzegała już migających sylwetek, a przynajmniej nie na tyle, aby ich obecność mogła ich przytłoczyć.
Właściwie czemu zaproponowałeś mi wyjście?
W chwili, w której zadała to pytania poczuła dziwne napięcie. Nagle cała lekkość wcześniejszych momentów odsunęła się na drugi plan, zostawiając po sobie wyraźniejszą, bardziej niepokojącą ciszę.
Zastanawiała się, jak bardzo jej żałował po tym, co powiedziała w pensjonacie babcia i po tym, jak pokłócili się w ogrodzie. Zastanawiała się też, czy kierował się czystym współczuciem, bo miała wrażenie, że już zbyt często odsłoniła się z tym co przeżywała. Ona natomiast nie wiedziała zbyt wiele o Maxie. Pomimo że ostatnio spędzali dość sporo czasu razem, to nie wydawał się być zbyt wylewny.

Max Korhonen

Poczuj rytm

: śr cze 17, 2026 8:52 pm
autor: Max Korhonen
Max od początku uważał, że fenomen jego książek będzie opierał się właśnie na tym, że prawie nikt nie pozna autora. Był świadomy tego, jak niewiedza przyciąga ludzi. Jak tajemnica rozbudza ciekawość i pozostawia miejsce dla wyobraźni. Sam przecież wielokrotnie doświadczał podobnego głodu — tej potrzeby poznania czegoś, co pozostawało poza zasięgiem ręki. Paradoks polegał na tym, że kiedy kilka lat wcześniej zaczynał publikować pierwsze teksty, nie kierowała nim żadna przemyślana strategia. Po prostu chciał pisać. Nie interesowały go wywiady, spotkania autorskie ani błyski fleszy. Zależało mu wyłącznie na tym, żeby ludzie oceniali historię, a nie człowieka stojącego za nią. Żeby książki mogły obronić się same. Czasami zastanawiał się, czy gdyby czytelnicy poznali prawdę, nie poczuliby się rozczarowani. Bo za Eliasem Northem nie krył się żaden ekscentryczny geniusz ani tajemniczy samotnik żyjący gdzieś na końcu świata. Był tylko on. Facet remontujący domy, naprawiający samochody i wiecznie pakujący się w sytuacje, których rozsądny człowiek zwykle unikał. Widząc, jak Lilian rozgląda się po promenadzie, mimowolnie podążył wzrokiem za jej spojrzeniem. Kącik jego ust drgnął lekko. — Uważaj. — mruknął. — Jeszcze zaczniesz podejrzewać każdego drugiego faceta przy barze.
Dopiero jej kolejny komentarz wywołał u niego szczery śmiech. — Sześć na dziesięć? — powtórzył z wyraźnym niedowierzaniem. — Lilian, to wyjątkowo brutalna ocena. Spodziewałem się przynajmniej solidnego siedem i pół po tylu drinkach. - przyłożył dłoń do klatki piersiowej, udając śmiertelnie urażonego, jednak w jasnych tęczówkach blondyna wciąż błyszczało rozbawienie, nawet jeśli w głowie zrodziła się niepokojąca myśl dotycząca wcześniejszego tematu - Jak Lilian by zareagowała znając prawdę o Eliasie i Maxie?
Nie miał pojęcia, jakie emocje wywoła u Lilian jego nagłe zniknięcie wśród tłumu, który z każdą kolejną minutą stawał się coraz gęstszy. Dziewczyna należała do osób — a przynajmniej takie zdanie wyrobił sobie na jej temat Max — które potrafiły sobie radzić. Nie była typem kobiety czekającej biernie na ratunek, mimo to sam fakt, że przez moment stracił ją z oczu, wywołał w nim nieprzyjemne ukłucie niepokoju; to on zaproponował ten wieczór, on zabrał ją na festiwal i w jakiś irracjonalny sposób czuł się odpowiedzialny za to, żeby nic jej się nie stało.
Dlatego kiedy w końcu ją odnalazł, poczuł ulgę znacznie większą, niż chciałby przed sobą przyznać. A w kolejnej sekundzie brunetka praktycznie wpadła prosto na niego. Przez krótką chwilę wszystko wokół przestało mieć jakiekolwiek znaczenie; muzyka, tłum ludzi, światła. Czuł jedynie delikatne, kobiece dłonie zaciskające się na materiale koszuli i ciepło bijące od drobnego ciała, kiedy znalazła się tak blisko. Wystarczająco blisko, żeby dostrzec pojedyncze piegi na jej nosie i rozbawienie błyszczące w oczach.— Widzisz? — mruknął z ulgą, której nawet nie próbował ukrywać. — Mówiłem, że cię znajdę. - dopiero kiedy odsunęła się o krok, poczuł, jak napięcie powoli opuszcza jego barki.
Spacer wydawał się zdecydowanie lepszym pomysłem niż dalsza walka z tłumem. Dlatego bez protestów ruszył obok niej w stronę ciemniejszej części nabrzeża. Po kilku krokach przypomniał sobie jednak o czymś istotnym, zawrócił na moment do baru i wrócił z butelką tequili w dłoni. W jego ocenie była to inwestycja równie rozsądna, co konieczna. Dopiero wtedy ruszył dalej. Szum muzyki stopniowo cichł za ich plecami, zastępowany przez odgłos fal uderzających o pomosty i pojedyncze rozmowy ludzi spacerujących przy wodzie. Pozwalając na chwilę ciszy wybrzmieć między nimi, Max otworzył butelkę, wpierw proponując trunek swojej towarzyszce. Nie był fanem tego typu alkoholu, w zasadzie poza piwem sporadycznie wypitym do meczu, rzadko sięgał po alkohol, jednak jak założyli na początku dzisiaj mieli być kimś innym, a do Eliasa pasowała tequila.
Grymas, który pojawił się na twarzy Lilian po tym, jak upiła łyk bezbarwnego płynu, wykrzywił także usta Maxa, idącego w jej ślady, a zadane pytanie wywołało subtelne zaskoczenie. Przez moment milczał, zastanawiając się, jakie słowa oddadzą to, co czuł, a jednocześnie nie postawią ich obojga w niekomfortowej sytuacji. Zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach, które nieustannie wracały do niego w najmniej odpowiednich momentach. Upił kolejny łyk, zanim przekazał jej butelkę. W tym samym momencie przez jego umysł przemknęło wspomnienie tak żywe, jakby wydarzyło się zaledwie kilka minut wcześniej. Szum spływającej wody. Gorączka odbierająca mu zdolność logicznego myślenia. Jaśminowy zapach, który od tamtej pory dziwnie często potrafił przywołać obraz Lilian. I te kilka słów, których nigdy nie powinien był wypowiedzieć na głos; Pragnę cię Max zacisnął mocniej szczękę i odwrócił na moment wzrok w stronę ciemnej tafli wody. Nadal nie wiedział, czy bardziej żałował tamtej chwili, czy tego, że pamiętał ją aż tak dokładnie.— To skomplikowane. — odezwał się w końcu — Bo najłatwiejsza odpowiedź brzmi: bo cię lubię. Ale mam wrażenie, że oboje wiemy, że chodzi o coś trochę bardziej skomplikowanego niż zwykłe lubienie kogoś. - przyznał ze szczerością, której sam się po sobie nie spodziewał. - A ty czemu zgodziłaś się na to wyjście - zapytał, odbijając piłeczkę, jednocześnie pamiętając jak zła na niego była, a mimo to przyszła z kawą i przeprosinowymi babeczkami.



Lilian Davenport

Poczuj rytm

: czw cze 18, 2026 9:54 am
autor: Lilian Davenport
Wzruszyła niby obojętnie ramionami, chcąc pokazać mu, jak bardzo mógł się mylić we własnej samoocenie, choć gdyby miała ocenić go naprawdę (czego przecież wcale nie robiła) bez wahania przyznałaby mu mocną dziewiątkę. Nie zamierzała jednak pompować i tak już wyolbrzymionego ego Maxa, więc w odpowiedzi na jego teatralne oburzenie jedynie pokazała mu język.
Jak zareagowałaby, gdyby poznała prawdę i dowiedziała się, że Max i Elias to ta sama osoba? Wszystko zależałoby od etapu, na jakim znajdowała się ich relacja. Po tym wszystkim, co już o Maxie wiedziała, miała wrażenie, że najmniej chciałby zobaczyć ją piszczącą z zachwytu, błagającą o autograf i uczepioną jego łydki niczym zdesperowana fanka. Więc... najpewniej po prostu by mu pogratulowała. Pomysłu na samego siebie, książki oraz tego wielkiego sukcesu. Doceniłaby również to, że mimo popularności pozostał sobą. To zaleta, bo w aktualnym świecie, sztuczność oraz obłuda zbyt często zajmują czołowe miejsca. Być może byłaby zaskoczona, może nawet przez chwilę nie wiedziałaby, co powiedzieć, ale ostatecznie potraktowałaby go dokładnie tak samo jak wcześniej: jak Maxa, a nie Eliasa Northa.
Chwilę później znaleźli się już na plaży. Lilian spacerowała boso wzdłuż brzegu, trzymając obcasy w dłoni. Szpilki zdecydowanie nie współgrały z piaskiem. Z kolei gorzka tequila zupełnie nie współgrała z jej kubkami smakowymi. Znacznie bardziej odpowiadały jej słodkie, dobrze zbalansowane drinki serwowane na molo niż trunek pity prosto z butelki. Mimo to nie zamierzała się poddawać. Gdy przyszła jej kolej, śmiało przyłożyła usta do szyjki, choć pozwoliła sobie na oszustwo, upijając mniej, niż powinna.
Za każdym razem krzywiła się niemiłosiernie. Gorzki smak rozlewał się po języku i osiadał na podniebieniu. Zmuszało to Lilian do krótkiej walki z odruchem wymiotnym. Przez kilka sekund marszczyła nos i zaciskała usta, próbując pozbyć się nieprzyjemnego posmaku. Sam alkohol zdążył już jednak rozgościć się w jej organizmie. Z każdym kolejnym krokiem stawała się coraz lżejsza.
Oddała Maxowi butelkę dokładnie w chwili, gdy przez jego twarz przemknęła fala zaskoczenia wywołana pytaniem. Patrzyła na niego wtedy wyjątkowo poważnie i niecierpliwie, licząc na to, że zdecyduje się odpowiedzieć. Zdawała sobie sprawę, że była nietaktowna; że mogła powściągnąć swoją śmiałość i nie ryzykować zepsucia wieczoru.
Ciekawość jednak wzięła górę. Jak zwykle zresztą, pomyślała prędko.
Milczenie Maxa zaczęło ją niepokoić, dlatego na moment spuściła wzrok na stopy, które trzymała do połowy zanurzone w piasku. Nie podniosła jeszcze głowy, ale usłyszała, jak mężczyzna wziął kolejny łyk alkoholu. Nieco spięta jego reakcją, objęła się dłonią za łokieć i spojrzała w stronę wody. Szum ciemnych fal działał kojąco, choć nie na tyle, aby zagłuszyć wątpliwości kłębiące się w jej sercu.
W końcu ponownie zadarła wzrok, lecz tym razem to Max patrzył zupełnie gdzie indziej. Była już niemal pewna, że nie odpowie. Nawet zamierzała to uszanować, ale właśnie wtedy się odezwał.
To skomplikowane...
Czy to źle, że Lilian doskonale rozumiała te słowa? Poczuła to aż w trzewiach. Żołądek ścisnął się w supeł, gdy Max wypowiedział je na głos. Zaraz potem zaatakowała ją fala gorąca. Jedna. Druga. Trzecia i, o zgrozo, każda następna zdawała się silniejsza od poprzedniej.
Patrzyła na niego zdumiona, podczas gdy on kontynuował swoją wypowiedź z zatrważającą dla niej szczerością. Taką, na którą niestety nie potrafiła odpowiedzieć. Emocje Lilian wymknęły się spod kontroli. Nawet jeśli coś poczuła, nawet jeśli darzyła Maxa odrobinę większą sympatią, niż zwykło się darzyć kolegę, nie mogła mu o tym powiedzieć, bo lubienie kogoś w jej życiu było okropnie trudne.
Lubienie kogoś oznaczało, że prędzej czy później wciągnie tę osobę w swoje prywatne problemy. Dlatego nie chciała sobie więcej pozwolić na tego typu uczucia.
Milczała więc do momentu, w którym Max odbił piłeczkę i zapytał o jej pobudki.
Pomyślałam, że mogę świetnie się z tobą bawić. Naprawdę lubię się dobrze bawić — odpowiedziała zgodnie z prawdą. — Okazujesz się całkiem interesującym i intrygującym mężczyzną, więc chciałam przekonać się, jak to jest spędzić z tobą czas w normalnych okolicznościach. Niekoniecznie w jeziorze czy... pod prysznicem. — Ostatnie słowa wypowiedziała już z mniejszą pewnością. Mimo że w pewnym stopniu zdążyli już „przegadać” tamte wydarzenia i choć wspomnienie o nich wciąż wywoływało w Lilian niezręczność, uważała, że nie powinni udawać, że nic się nie stało. Tamtego feralnego dnia chciała mu pomóc, a on majaczył. Takie fakty usiłowała sobie narzucić.
Stanęła krok bliżej i jeszcze jeden, i jeszcze.
Naprawdę nie chciała czuć się spięta ani skrępowana podczas tego wieczoru, a jednak znowu patrzyła na Maxa odrobinę zbyt długo, stojąc w dziwnym oraz nierozumianym sobie napięciu. Coś się między nimi działo i właśnie zaczęła się zastanawiać, w którą stronę to pójdzie i ewentualnie jak długo będzie w stanie to wszystko znosić, zanim wybuchnie i odetnie się od Maxa. Identycznie jak odcięła się od poprzednich chłopców, bo przecież to wychodziło Lilian najlepiej. Wycofywanie się.

Poczuj rytm

: czw cze 25, 2026 12:55 pm
autor: Max Korhonen
Max musiałby określić samego siebie mianem idioty, gdyby uwierzył w to 6/10 padające z ust brunetki. W tym przypadku problem Lilian polegał nie tylko na kłamstwie, jakiego się dopuściła, ale przede wszystkim na otaczającej blondyna rzeczywistości, w której wzbudzał zainteresowanie wielu kobiet. Te najpierw patrzyły na niego przez pryzmat wyglądu, bo chociaż Max niekoniecznie próbował kreować go sztucznie, trudno było nie zauważyć, że natura była dla niego wyjątkowo łaskawa. Dopiero później przychodził czas na charakter, poglądy i całą resztę rzeczy, które faktycznie definiowały człowieka.
Z Lilian od samego początku było jednak inaczej. Oczywiście nie był naiwny — wiedział, że dostrzegała jego wygląd tak samo jak on dostrzegał jej urodę. Różnica polegała na tym, że nigdy nie miał wrażenia, aby był to najważniejszy element ich relacji. Znacznie częściej skupiała się na tym, co mówił, jak reagował albo co próbował ukryć pomiędzy kolejnymi żartami. Czasami nawet odrobinę zbyt skutecznie. Dlatego zamiast poczuć się urażonym jej oceną, parsknął tylko śmiechem i pokręcił głową, gdy wystawiła w jego kierunku język.
Przez krótką chwilę przyglądał się jej twarzy, zastanawiając się nad czymś zupełnie innym. Paradoksalnie właśnie dlatego tak bardzo pilnował swojej tajemnicy. Nie bał się reakcji przypadkowych ludzi. Nie obchodziły go zachwycone czytelniczki, wywiady ani cała otoczka związana z Eliasem Northem. Znacznie bardziej niepokoiła go wizja, że osoby, które naprawdę lubił, przestaną patrzeć na niego jak na Maxa Korhonena, a zaczną widzieć wyłącznie autora bestsellerów. I chociaż nigdy nie przyznałby tego na głos, gdzieś w głębi liczył, że Lilian należałaby do tych nielicznych osób, które mimo wszystko pozostałyby takie same. Podobnie jak Adeline. Przyjaciółka przyjęła wyznanie Maxa z zaskoczeniem, jednak poza kilkoma żartami i obowiązkową dawką niedowierzania niewiele się między nimi zmieniło. Nadal rozmawiała z nim tak samo, nadal potrafiła bez wahania wytknąć mu głupotę i nadal patrzyła na niego przede wszystkim jak na człowieka, a nie nazwisko widniejące na okładkach książek. Max miał nadzieję, że w przypadku Lilian mogłoby być podobnie.
Maximilian także pozbył się butów, które przewiesił przez ramię, pozwalając, by sznurówki swobodnie obijały się o jego przedramię przy każdym kroku. Ciepły piasek przyjemnie uginał się pod stopami, a chłodniejsza woda od czasu do czasu sięgała kostek, kiedy fale leniwie wtaczały się na brzeg. Dawno nie pamiętał wieczoru, podczas którego tak niewiele musiał. Nie musiał nigdzie się spieszyć. Nie musiał niczego udowadniać. Nie musiał nawet szczególnie uważać na własne myśli, bo szum morza skutecznie zagłuszał większość z nich. Przez moment szedł w milczeniu obok Lilian, zerkając na nią kątem oka. Trudno było nie zauważyć, jak bardzo walczyła z tequilą. Za każdym razem, gdy przykładała usta do butelki, jej twarz przechodziła przez cały wachlarz emocji — od determinacji, przez zwątpienie, aż po coś, co przypominało ciche błaganie o litość. Za trzecim razem musiał nawet odwrócić wzrok w stronę morza, żeby nie wybuchnąć śmiechem.— Wiesz, że nikt cię do tego nie zmusza? — zauważył w końcu z rozbawieniem, odbierając od niej butelkę. — Wyglądasz, jakbyś za każdym razem staczała wewnętrzną walkę o przetrwanie. - uniósł butelkę do ust i sam upił łyk alkoholu. Tequila była daleka od jego ulubionych trunków, ale przynajmniej nie próbowała go obrażać przy każdym kontakcie z językiem. Kiedy oddał Lilian krótkie spojrzenie, dostrzegł charakterystycznie zmarszczony nos i mimowolnie się uśmiechnął.— Naprawdę imponuje mi, jak bardzo jej nie lubisz i jak konsekwentnie nadal ją pijesz. — pokręcił głową z udawanym podziwem. — To poziom uporu, który powinien być badany naukowo.
Wieczorne światła molo odbijały się od fal, rzucając na wodę rozedrgane smugi złota i pomarańczy. Gdzieś w oddali słychać było śmiech ludzi, muzykę i odgłosy dobiegające z restauracji, ale tutaj wszystko wydawało się dziwnie odległe. Jakby plaża tworzyła własny, odcięty od reszty świata fragment rzeczywistości. Max wsunął wolną dłoń do kieszeni i przez chwilę po prostu szedł obok niej. Alkohol przyjemnie rozgrzewał organizm, ale nie na tyle, by stępić świadomość. Wręcz przeciwnie. Miał wrażenie, że dostrzegał więcej. Sposób, w jaki wiatr poruszał jej włosami. To, jak od czasu do czasu przygryzała wnętrze policzka po kolejnym łyku tequili. Jak coraz częściej łapała jego spojrzenie tylko po to, by chwilę później odwrócić wzrok. I właśnie dlatego miał coraz większy problem z udawaniem, że między nimi nie dzieje się nic dziwnego. Tym samym po dłuższej chwili ciszy pozwolił, aby szczere słowa wybrzmiały między nimi, rozbijając się o morską toń. Naprawdę uważał, że jego relacja z Lilian była skomplikowana. Nawet jeśli nie znali się szczególnie długo, ani tym bardziej dobrze, przy brunetce coraz częściej łapał się na tym, że reagował inaczej niż zwykle. Ostrożniej. Uważniej. Jakby każde kolejne spotkanie niepostrzeżenie przesuwało granicę, której początkowo wcale nie zamierzał przekraczać.
Nie należał do ludzi, którzy zakochiwali się od pierwszego wejrzenia. Nie wierzył też w magiczne przeznaczenie ani inne romantyczne historie, które tak chętnie sprzedawano w książkach. Paradoksalnie sam pisał o nich wystarczająco często, by wiedzieć, jak bardzo rozmijają się z rzeczywistością. A jednak przy Lilian coraz częściej odnosił wrażenie, że grunt pod jego stopami staje się niebezpiecznie niestabilny. Dlatego kiedy usłyszał jej odpowiedź, przez moment po prostu milczał. Pozwolił sobie przyjrzeć się jej twarzy, próbując odnaleźć w niej coś więcej niż słowa, które właśnie padły. Bo choć oficjalnie mówiła o dobrej zabawie, Max miał nieodparte wrażenie, że kryło się za tym coś jeszcze. Coś, czego żadne z nich nie było gotowe nazwać. Na wzmiankę o jeziorze i prysznicu wzruszył lekko ramionami, opuszczając wzrok na butelkę trzymaną w dłoni. — Muszę przyznać, że nasze pierwsze spotkania faktycznie trudno uznać za normalne okoliczności. — pokręcił głową z rozbawieniem. — Większość ludzi zaczyna znajomość od kawy albo kolacji. My najwyraźniej uznaliśmy, że lepiej od razu przejść do bardziej kreatywnych metod. - uśmiechnął się lekko, ale nie trwało to długo. Jego spojrzenie ponownie odnalazło Lilian. Tym razem zatrzymało się na niej odrobinę dłużej.
Nie miał pojęcia, że za słowami, które wypowiedziała, krył się także strach. Nie dostrzegał walki, jaką Lilian toczyła sama ze sobą za każdym razem, gdy pozwalała mu podejść odrobinę bliżej. Widział jedynie kobietę, która sprawiała wrażenie pewnej siebie, bezczelnie ciekawskiej i odważnej w sposób, który niejednokrotnie wybijał go z rytmu. Kobietę, która potrafiła wejść do jego życia z impetem, zadać kilka niewygodnych pytań i sprawić, że zaczynał mówić rzeczy, których zwykle nie mówił nikomu. Być może właśnie dlatego tak trudno było mu zachować wobec niej bezpieczny dystans. Przy Lilian wszystko wydawało się jednocześnie prostsze i znacznie bardziej skomplikowane. Przez moment przyglądał jej się w milczeniu, dopiero wtedy zauważając, że zdążyła skrócić dzielący ich dystans. Niewiele. Zaledwie o kilka kroków. A jednak wystarczająco, by nagle dużo mocniej uświadomić sobie jej obecność. Morskie powietrze mieszało się z zapachem perfum i alkoholu. Szum fal rozbijał się gdzieś w tle, ale Max miał dziwne wrażenie, że wszystko inne na moment przestało mieć znaczenie. — I tylko tyle? — zapytał ciszej niż wcześniej. Nie brzmiało to jak oskarżenie ani próba przyłapania jej na kłamstwie. Raczej jak szczera ciekawość. — Chciałaś po prostu dobrze się bawić? - kącik jego ust uniósł się nieznacznie. — Bo jeśli tak, Lilian, to obawiam się, że mogłaś wybrać sobie najgorszego możliwego kandydata. Jestem podobno skomplikowanym facetem z tajemnicami i kryzysem tożsamości. Niezbyt imprezowy zestaw. - stwierdził, ponownie proponując jej butelkę z bezbarwnym płynem o ostrym smaku. Podobnie jak za każdym razem dając jej wybór.


Lilian Davenport

Poczuj rytm

: czw cze 25, 2026 3:24 pm
autor: Lilian Davenport
Wzruszyła niby obojętnie ramionami, chcąc pokazać mu, jak bardzo mógł się mylić we własnej samoocenie, choć gdyby miała ocenić go naprawdę (czego przecież wcale nie robiła) bez wahania przyznałaby mu mocną dziewiątkę. Nie zamierzała jednak pompować i tak już wyolbrzymionego ego Maxa, więc w odpowiedzi na jego teatralne oburzenie jedynie pokazała mu język.
Jak zareagowałaby, gdyby poznała prawdę i dowiedziała się, że Max i Elias to ta sama osoba? Wszystko zależałoby od etapu, na jakim znajdowała się ich relacja. Po tym wszystkim, co już o Maxie wiedziała, miała wrażenie, że najmniej chciałby zobaczyć ją piszczącą z zachwytu, błagającą o autograf i uczepioną jego łydki niczym zdesperowana fanka. Więc... najpewniej po prostu by mu pogratulowała. Pomysłu na samego siebie, książki oraz tego wielkiego sukcesu. Doceniłaby również to, że mimo popularności pozostał sobą. To zaleta, bo w aktualnym świecie, sztuczność oraz obłuda zbyt często zajmują czołowe miejsca. Być może byłaby zaskoczona, może nawet przez chwilę nie wiedziałaby, co powiedzieć, ale ostatecznie potraktowałaby go dokładnie tak samo jak wcześniej: jak Maxa, a nie Eliasa Northa.
Chwilę później znaleźli się już na plaży. Lilian spacerowała boso wzdłuż brzegu, trzymając obcasy w dłoni. Szpilki zdecydowanie nie współgrały z piaskiem. Z kolei gorzka tequila zupełnie nie współgrała z jej kubkami smakowymi. Znacznie bardziej odpowiadały jej słodkie, dobrze zbalansowane drinki serwowane na molo niż trunek pity prosto z butelki. Mimo to nie zamierzała się poddawać. Gdy przyszła jej kolej, śmiało przyłożyła usta do szyjki, choć pozwoliła sobie na oszustwo, upijając mniej, niż powinna.
Za każdym razem krzywiła się niemiłosiernie. Gorzki smak rozlewał się po języku i osiadał na podniebieniu. Zmuszało to Lilian do krótkiej walki z odruchem wymiotnym. Przez kilka sekund marszczyła nos i zaciskała usta, próbując pozbyć się nieprzyjemnego posmaku. Sam alkohol zdążył już jednak rozgościć się w jej organizmie. Z każdym kolejnym krokiem stawała się coraz lżejsza.
Oddała Maxowi butelkę dokładnie w chwili, gdy przez jego twarz przemknęła fala zaskoczenia wywołana pytaniem. Patrzyła na niego wtedy wyjątkowo poważnie i niecierpliwie, licząc na to, że zdecyduje się odpowiedzieć. Zdawała sobie sprawę, że była nietaktowna; że mogła powściągnąć swoją śmiałość i nie ryzykować zepsucia wieczoru.
Ciekawość jednak wzięła górę. Jak zwykle zresztą, pomyślała prędko.
Milczenie Maxa zaczęło ją niepokoić, dlatego na moment spuściła wzrok na stopy, które trzymała do połowy zanurzone w piasku. Nie podniosła jeszcze głowy, ale usłyszała, jak mężczyzna wziął kolejny łyk alkoholu. Nieco spięta jego reakcją, objęła się dłonią za łokieć i spojrzała w stronę wody. Szum ciemnych fal działał kojąco, choć nie na tyle, aby zagłuszyć wątpliwości kłębiące się w jej sercu.
W końcu ponownie zadarła wzrok, lecz tym razem to Max patrzył zupełnie gdzie indziej. Była już niemal pewna, że nie odpowie. Nawet zamierzała to uszanować, ale właśnie wtedy się odezwał.
To skomplikowane...
Czy to źle, że Lilian doskonale rozumiała te słowa? Poczuła to aż w trzewiach. Żołądek ścisnął się w supeł, gdy Max wypowiedział je na głos. Zaraz potem zaatakowała ją fala gorąca. Jedna. Druga. Trzecia i, o zgrozo, każda następna zdawała się silniejsza od poprzedniej.
Patrzyła na niego zdumiona, podczas gdy on kontynuował swoją wypowiedź z zatrważającą dla niej szczerością. Taką, na którą niestety nie potrafiła odpowiedzieć. Emocje Lilian wymknęły się spod kontroli. Nawet jeśli coś poczuła, nawet jeśli darzyła Maxa odrobinę większą sympatią, niż zwykło się darzyć kolegę, nie mogła mu o tym powiedzieć, bo lubienie kogoś w jej życiu było okropnie trudne.
Lubienie kogoś oznaczało, że prędzej czy później wciągnie tę osobę w swoje prywatne problemy. Dlatego nie chciała sobie więcej pozwolić na tego typu uczucia.
Milczała więc do momentu, w którym Max odbił piłeczkę i zapytał o jej pobudki.
Pomyślałam, że mogę świetnie się z tobą bawić — odpowiedziała zgodnie z prawdą. — Okazujesz się całkiem interesującym mężczyzną, więc chciałam przekonać się, jak to jest spędzić z tobą czas w normalnych okolicznościach. Niekoniecznie w jeziorze czy... pod prysznicem. — Ostatnie słowa wypowiedziała już z mniejszą pewnością. Mimo że w pewnym stopniu zdążyli już „przegadać” tamte wydarzenia i choć wspomnienie o nich wciąż wywoływało w Lilian niezręczność, uważała, że nie powinni udawać, że nic się nie stało. Tamtego feralnego dnia chciała mu pomóc, a on majaczył. Takie fakty usiłowała sobie narzucić.
Naprawdę nie chciała czuć się spięta ani skrępowana podczas tego wieczoru, a jednak znowu patrzyła na Maxa odrobinę zbyt długo, stojąc w dziwnym oraz nierozumianym sobie napięciu. Coś się między nimi działo i właśnie zaczęła się zastanawiać, w którą stronę to pójdzie i ewentualnie jak długo będzie w stanie to wszystko znosić, zanim wybuchnie i odetnie się od Maxa. Identycznie jak odcięła się od poprzednich chłopców, bo przecież to wychodziło Lilian najlepiej. Wycofywanie się.

Max Korhonen

Poczuj rytm

: pt cze 26, 2026 12:21 pm
autor: Max Korhonen
Max także nie przepadał za smakiem tequili i poniekąd również miał swoje powody, żeby ją pić. Nigdy nie należał do ludzi, którzy szczególnie cenili sobie smak tego alkoholu, podobnie jak whisky był on raczej dodatkiem do wieczorów takich jak ten; czymś, co pozwalało na moment uciszyć myśli albo zagłuszyć rzeczy, których akurat nie miało się ochoty analizować. A ostatnio miał ich zdecydowanie za dużo. Przeszłość Maxa również nie należała do najłatwiejszych; wymagający ojciec, kurczowo trzymający się zasad i zdrowego rozsądku, oraz matka, która mimo swojej cichej zgody na większość jego decyzji, zawsze próbowała odnaleźć w ich życiu odrobinę równowagi. To właśnie między nimi Max dorastał, nieustannie rozdarty pomiędzy obowiązkiem a własnymi pragnieniami, ucząc się, że czasami łatwiej spełniać cudze oczekiwania, niż zastanowić się, czego tak naprawdę chce się od życia. Teraz mógł pić. Mógł spacerować pośrodku nocy plażą, z butelką tequili między nimi, słuchać szumu fal i nie zastanawiać się, czy robi coś produktywnego. Mógł ignorować głos rozsądku, który przez większość życia brzmiał podejrzanie podobnie do głosu ojca. Paradoksalnie jednak odkrył, że wolność nie była wcale tak prosta, jak wyobrażał sobie kiedyś. Chociaż ostatecznie poszedł własną drogą, to jednak był czas kiedy zbyt przyzwyczajony do tego, że ktoś wyznacza ci kierunek, nagle pozostawiony sam sobie nie zawsze wiedział, dokąd właściwie chce iść.
Uniósł butelkę do ust i upił kolejny łyk, tym razem znacznie spokojniej. Smak nadal był okropny, ale przynajmniej przestał zwracać na niego uwagę. Zamiast tego zerknął na Lilian. Coraz częściej odnosił wrażenie, że są do siebie bardziej podobni, niż oboje chcieliby przyznać. Oboje przywykli do robienia tego, czego od nich oczekiwano. Oboje nauczyli się odkładać własne potrzeby na później. Różnica polegała chyba tylko na tym, że ona jeszcze nie próbowała z tym uparcie walczyć.
Widząc minę Lilian po kolejnym łyku, parsknął cichym śmiechem i pokręcił głową. Coraz trudniej było mu uwierzyć, że naprawdę robiła to wyłącznie z własnej woli. Wyglądała, jakby każda kolejna porcja alkoholu była osobistą obrazą wymierzoną w jej kubki smakowe. Jednak to nie jej walka z tequilą przyciągnęła jego uwagę najbardziej, a słowa, które wypowiedziała chwilę później. Bardzo często robię rzeczy, których nie lubię. Zaskakująco proste zdanie, a mimo to zabrzmiało ciężko, wręcz boleśnie. Mimowolnie Max odwrócił wzrok w stronę ciemnej tafli wody i przez moment milczał. Sam nie był pewien, dlaczego właśnie te słowa tak mocno utkwiły mu w głowie. Być może dlatego, że coraz częściej uświadamiał sobie, iż miał rację — byli do siebie bardziej podobni, niż początkowo przypuszczał.

— To brzmi trochę smutno, wiesz? — odezwał się w końcu ciszej niż wcześniej, wkładając w te słowa tyle szczerości ile tylko potrafił, nie kpił, nie oceniał, jedynie stwierdzał smutny fakt. — Jasne, każdy czasem robi rzeczy, których nie lubi. Praca, obowiązki, różne głupoty. Ale jeśli robisz to bardzo często… — urwał na chwilę, szukając odpowiednich słów. — to kiedy znajdujesz czas na te, które naprawdę chcesz robić? - pytanie padło między nimi, a Max przeniósł spojrzenie z fal z powrotem na Lilian. Jednak w tym spojrzeniu niebieskich tęczówkach nie było pośpiechu, czy wymogu odpowiedzi, czaiło się tam coś na kształt zastanowienia nad czymś znacznie poważniejszym niż smak alkoholu. Bo im lepiej ją poznawał, tym częściej odnosił wrażenie, że Lilian od dawna stawiała siebie na samym końcu, jakby potrzeby wszystkich innych były ważniejsze od jej własnych.
Być może właśnie to, a może wszystkie obserwacje, których dokonywał za każdym razem, gdy pojawiał się w pensjonacie, sprawiały, że coraz trudniej było mu traktować Lilian jak zwyczajną znajomą. Widział kontrast, który ukazywał się jego oczom za każdym razem, gdy wychodziła poza mury własnego więzienia. W pensjonacie była odpowiedzialna, opanowana i nieustannie zajęta troską o innych. Zawsze miała coś do zrobienia, komuś pomagała albo spełniała kolejne oczekiwania. Poza nim stawała się kimś zupełnie innym. Głośniejsza. Swobodniejsza. Bardziej spontaniczna. Jakby na kilka godzin mogła zapomnieć o wszystkich obowiązkach i przypomnieć sobie, że sama również ma prawo po prostu żyć. Max nie był pewien, kiedy zaczął zwracać uwagę na takie szczegóły. Może podczas budowy huśtawki. Może wtedy, gdy śmiała się z niego na polanie. A może jeszcze wcześniej, gdy z uporem próbowała wyrzucić go z pensjonatu, zanim kilka minut później dosłownie wpadła mu w ramiona. Tak czy inaczej, wspomnienia, o których właśnie mówiła, pojawiały się w jego głowie jedno po drugim, wywołując niekontrolowany uśmiech. — Za kilka miesięcy? — powtórzył z lekkim rozbawieniem, unosząc brew. — Naprawdę zakładasz tak czarny scenariusz? Myślałem, że przynajmniej do końca roku będę zmuszony znosić twoje komentarze na temat moich remontów. — pokręcił głową, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy. — Poza tym obawiam się, że jest już za późno. Jaśmin, gorączka, trampki, molo… skutecznie rozgościłaś się w mojej pamięci. To trochę nieuczciwe, swoją drogą.
Na chwilę zamilkł, przyglądając jej się uważnie. — I chyba właśnie dlatego nie do końca wierzę, kiedy mówisz o tych kilku miesiącach. — stwierdził z dziwną pewnością w głosie — Bo mam wrażenie, że ludzie nie tworzą tylu wspomnień z kimś, kto ma być tylko chwilowym przystankiem. — oznajmił, chociaż nie miał pojęcia o tej dziwnej tendencji Lilian do wycofywania się zawsze wtedy, gdy ktoś zaczynał znaczyć dla niej odrobinę więcej, niż początkowo planowała. Nie znał historii wszystkich jej rozczarowań ani powodów, przez które tak ostrożnie podchodziła do przyszłości. Nie wiedział, ile razy życie nauczyło ją, że ludzie odchodzą równie łatwo, jak się pojawiają. Widział jednak coś innego. Za każdym razem, gdy próbowała bagatelizować to, co działo się między nimi, równocześnie przywiązywała do wspólnych chwil większą wagę, niż chciała przyznać. Zapamiętywała szczegóły. Wracała do wspomnień. Zbierała je niemal zachłannie, jakby podświadomie bała się, że kiedyś może ich zabraknąć. Być może właśnie dlatego jej słowa nie do końca go przekonywały.
Zbliżyła się o kolejny krok, roztaczając wokół siebie znajomy zapach jaśminu, o którym wspominali jeszcze przed chwilą. Lekki podmuch wiatru, niosący od strony oceanu chłodniejsze powietrze, rozproszył go na moment, by zaraz ponownie skierować w stronę Maxa. Woń mieszała się z solą morską i wilgocią nocy, skutecznie odciągając jego uwagę od wszystkiego, co powinno zaprzątać mu głowę. A przynajmniej od wszystkiego, co jeszcze kilka tygodni temu uznałby za rozsądne. Teraz jednak rozsądek wydawał się wyjątkowo odległym pojęciem. Szczególnie kiedy Lilian stała tak blisko, patrząc na niego z tą charakterystyczną mieszanką szczerości, ciekawości i troski, której nie potrafił znaleźć u nikogo innego. Przez krótką chwilę po prostu patrzył. Na nią. Na sposób, w jaki zaciskała palce na paskach szpilek. Na rumieniec, który wcale nie zniknął po wypowiedzeniu tych kilku prostych słów. Też cię lubię, Max. Niby nic wielkiego. Dwa zwyczajne słowa, które ludzie wypowiadali każdego dnia, a jednak w jej ustach zabrzmiały tak, jakby kosztowały znacznie więcej odwagi, niż chciała pokazać. I chyba właśnie dlatego uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, był tym razem znacznie spokojniejszy. Pozbawiony żartów, prowokacji i całej tej lekkości, którą zwykle przykrywał rzeczy mające dla niego większe znaczenie.
Wcześniej jeszcze raz zwrócił uwagę na wypowiadane przez nią słowa oraz pytania, które wybrzmiewały pomiędzy nimi. Nie były rzucone przypadkiem. Max zdążył już zauważyć, że Lilian miała niezwykłą łatwość w odwracaniu uwagi od samej siebie. Potrafiła godzinami mówić o innych, dostrzegać ich problemy, próbować je rozwiązywać i szukać odpowiedzi, których sama nigdy nie wymagała dla siebie. Dlatego jej propozycja pomocy zabrzmiała dla niego niemal ironicznie. Nie dlatego, że nie wierzył w jej dobre intencje. Wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego, że widział w niej coś bardzo znajomego. Tę samą potrzebę naprawiania wszystkiego wokół, byle tylko nie musieć przyjrzeć się własnym pęknięciom. Przez chwilę milczał, pozwalając, aby jej słowa zawisły między nimi. Patrzył na nią uważnie, próbując zrozumieć, czy sama zdawała sobie sprawę z tego, jak wiele o sobie powiedziała, nie mówiąc tego wprost. W końcu sięgnął po butelkę, odbierając ją z jej dłoni. Nie spieszył się. Bardziej niż z potrzeby napicia się, był to dla niego sposób na zebranie myśli. Uniósł szkło do ust i upił dwa łyki, krzywiąc się lekko, gdy znajomy smak tequili ponownie przypomniał mu, dlaczego żadne z nich nie powinno udawać, że naprawdę ją lubi.
Wiesz, co jest zabawne? — odezwał się w końcu, opuszczając butelkę i spoglądając na nią z cieniem uśmiechu. — Przychodzisz tutaj z przekonaniem, że potrzebuję kogoś, kto pomoże mi odkryć, kim jestem, a ja zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem ty nie szukasz dokładnie tego samego. — powiedział spokojnie, bez cienia oskarżenia w głosie. Przechylił lekko głowę, przyglądając jej się z zaciekawieniem. — Bo mam wrażenie, że bardzo dobrze wiesz, czego potrzebują inni ludzie. Wiesz, kiedy ktoś powinien się otworzyć, kiedy potrzebuje wsparcia, kiedy trzeba go trochę popchnąć w odpowiednią stronę. — zrobił krótką pauzę, a jego spojrzenie na moment złagodniało. — Ale kiedy chodzi o ciebie… mam wrażenie, że nagle przestajesz wiedzieć, co zrobić. - nie powiedział tego z wyższością. Nie próbował udowodnić jej, że przejrzał ją na wylot. Sam przecież doskonale wiedział, jak wygląda uciekanie od własnych problemów. Jak łatwo jest zajmować się wszystkim dookoła, byle tylko nie zostać samemu ze swoimi myślami. Może właśnie dlatego jej słowa tak bardzo do niego trafiły. Bo po raz pierwszy od dawna ktoś nie próbował go naprawić. Ktoś po prostu chciał go poznać. — Więc może wcale nie potrzebujesz kogoś, kto odkryje za ciebie, kim jesteś. — dodał ciszej. — Może potrzebujesz tylko kogoś, kto przypomni ci, że masz prawo samemu tego poszukać. Dopiero po tych słowach uśmiechnął się nieco szerzej i podał jej z powrotem butelkę. — Ale jeśli naprawdę planujesz zostać moim przewodnikiem po kryzysie tożsamości, ostrzegam, że nie obiecuję, iż będę łatwym przypadkiem. — rzucił z rozbawieniem. — Mam za dużo wad, kilka bardzo irytujących przyzwyczajeń i najwyraźniej fatalny gust w alkoholu. Na moment zatrzymał spojrzenie na jej twarzy, pozwalając, aby między nimi ponownie pojawiła się ta dziwna, spokojna bliskość. — Ale chyba mogę spróbować. — dodał ciszej. — Jeśli ty też obiecasz, że od czasu do czasu pozwolisz mi spróbować odkryć ciebie.


Lilian Davenport

Poczuj rytm

: pt cze 26, 2026 1:15 pm
autor: Lilian Davenport
Nie uważała, że brzmiała wybitnie smutno. Przywykła do wszystkiego, co działo się wokół niej, choć od pewnego czasu, właściwie odkąd poznała Maxa, coraz częściej myślała o zmianach i powoli przygotowywała się na nie psychicznie. Na ogromne, ważne dla niej decyzje, które mogły na zawsze zmienić, a nawet zerwać jej relacje z rodziną.
Bo... Lilian zaczynała dostrzegać, jak niezdrowe były te więzi, lecz wciąż pozostawały jedynymi, jakie miała w swoim życiu. Dlatego tak trudno było jej zrobić kilka kroków naprzód. Wiedziała, że wraz z usamodzielnieniem się przyjdą konsekwencje, a ich widmo nieustannie powstrzymywało ją przed ruszeniem.
Na przykład teraz? — odpowiedziała żartobliwie, chcąc jedynie pozbyć się niechcianego echa żałości, które wkradło się pomiędzy nich. Kiedy miała ochotę, nawet jeśli oznaczało to złamanie zasad, robiła rzeczy, jakie przecież sprawiały jej przyjemność. A jednocześnie odmawiała sobie wielu innych, aby nie denerwować Dolores.
Mimowolnie podążyła za spojrzeniem Maxa i przyjrzała się ciemnym, szumiącym falom. Nie wiedziała, o czym myślał. Nie miała pojęcia, że właśnie analizował jej zachowanie i doszedł do wniosku, że zawsze stawiała siebie na samym końcu. Ale co mogła na to poradzić? Taka już była. Nie potrafiła walczyć o własne potrzeby, za to o innych walczyła niczym lwica.
Nieco rozbawiona patrzyła Maxowi prosto w oczy, gdy zadawał kolejne pytania, na które (była tego pewna) wcale nie oczekiwał odpowiedzi. Drgnęła dopiero wtedy, gdy wspomniał, że na dobre rozgościła się w jego pamięci. Odebrała to jako komplement i na chwilkę spuściła wzrok oraz zacisnęła odrobinę zawstydzona wargi. Miała wrażenie, że była to jedna z najbardziej otwartych rozmów, jakie do tej pory odbyli. Oboje przestali ukrywać własne emocje, a jednocześnie nie próbowali maskować tego, że wciąż nie do końca wiedzą, jak odnaleźć się w tej nowej relacji. W dodatku obecnie dla Lilian każde słowo, każdy gest i każde spojrzenie było znacznie intensywniej niż w pensjonacie. To trochę tak, jakby między nimi zaszła subtelna, lecz istotna zmiana, której nie potrafiła nazwać.
Chcesz być moim stałym przystankiem? — zapytała, nie do końca świadoma tego, co właśnie powiedziała i jak niefortunnie mogło to zabrzmieć. Próbowała przecież tylko zrozumieć wszystko, co właśnie usłyszała. Przede wszystkim starała się nie powiedzieć czegoś głupiego.
Problem polegał jednak na tym, że, jak sam Max zdążył zauważyć, Lilian była niesamowicie impulsywna i często mówiła dokładnie to, co akurat przyszło jej do głowy. W tym momencie nie pomagała też ta cholerna tequila, jaka skutecznie popychała ją do coraz bardziej osobliwych wypowiedzi.
Zanim zdążyła się poprawić, gorący rumieniec rozlał się po jej policzkach. Co dziwniejsze, ta niezdrowa tendencja do wycofywania się z głębszych relacji na moment została w niej uciszona. Jakby za sprawą Maxa oraz oczywiście potężnej i obrzydliwej porcji alkoholu, odsunęła na bok wszystkie postanowienia i rzeczywiście pozwoliła sobie po prostu czerpać z tej chwili. Każdy atom, każdą emocję, która w innych okolicznościach zapewne przzytłoczyłaby Lilian. Ale teraz znajdowali się na plaży, a jedynymi świadkami kolejnej dawki nieokiełznanego temperamentu Lilian Davenport były... hehe... fale.
A potem bez zastanowienia powiedziała, że też go lubiła, przez co miała wrażenie, że w ich rozmowę wkradła się pewna niezręczność. Patrzyła więc, jak on patrzy na nią. Nie reaowało, skoro i on się nie odzywał. Dopiero kiedy się uśmiechnął, odpowiedziała tym samym, po raz kolejny w towarzystwie Maxa uroczo zadzierając kąciki ust.
Potem obserwowała, jak po raz kolejny przeciąnął milczenie i odebrawszy butelkę alkoholu, upił solidny łyk. Obserwowała go uważnie, co jakiś czas zsuwajac wzrok niżej na koszulę, która przez ich taniec wydawała się obecnie trochę zmięta i na marynarkę. Wróciła wzrokiem do twarzt mężczyzny, kiedy zdecydował się zabrać głos.
Nie wiem. Powiedz mi — odpowiedziała, jak zwykle na tego typu, odrobinę zaczepne pytania. Zaraz jednak uśmiech zniknął z jej twarzy i pośpiesznie skierowała wzrok ku falom, które przez moment wydały jej się wyjątkowym wsparciem. Nie była do końca przekonana, czy słowa Maxa trafiły w sedno. W końcu sama wciąż poznawała samą siebie, ale z pewnością niosły w sobie ziarno prawdy. Po chwili zebrała się w sobie i ponownie spojrzała mężczyźnie w oczy, W te piękne, niebieskie, przenikliwe oczy, którymi właśnie hipnotyzował, a z których urokiem próbowała walczyć. — Nie jesteś jedynym skomplikowanym przypadkiem — obwieściła łagodnie i po prostu wzruszyła ramionami.
Słuchała dalej z coraz większą uwagą i zaintrygowaniem. Przy okazji odebrała butelkę i upiła delikatny łyk, czując, że zbliżała się już do swojej granicy alkoholu. Jeszcze nie wiedziała, czy tej nocy rzeczywiście zamierzała ją przekroczyć, więc zachowała ostrożność i z powrotem oddała Maxowi tequilę. Musiała dodatkowo zastanowić się nad tym, co powiedział, więc postanowiła zachować komentarze dla siebie — a dla niego być może na potem.
To chyba bardzo ryzykowna umowa między nami — odpowiedziała w końcu, ostatecznie znowu sięgając po butelkę. Jednak zmieniła zdanie, choć zanim znowu upiła łyk, obróciła szkło w dłoniach i parokrotnie zamieszała zawartym w nim trunkiem. Tum razem uśmiech, który pojawił się na twarzy Lilian był nieco mniej pewny i aby to ukryć, ponownie odwróciła głowę w stronę fal.
Nie przeszkadzają mi twoje wady i irytujace przyzwyczajenia. Jestem skłonna zaakceptować cię z wszystkimi niedoskonałościami. — Przełknęła ślinę, czując, jak gorąc rozlewa się po jej klatce piersiowej. Nie bała się odkrywać Maxa. Bała się tego, co się wydarzy, jeżeli sama zechce się przed nim odsłonić. Ta świadomość przyszła razem z zniezwykłą niechęcią i wieloma hamulcami.
Mimo tego pośpiesznie skierowała wzrok znowu w stronę mężczyzny, a w jej oczach rozlała się widoczna niepewność. Przez sekundę zacisnęła palce na butelce odrobinę za mocno, a w głowie przemknęła jej absurdalna myśl, że mogłaby teraz się zaśmiać i obrócić to wszystko w żart. Jednak ostatecznie zdecydowała się nieśmiało potaknąć.
Wtedy nachyliła się odrobinę do przodu. Tylko tyle, aby skrócić dystans między nimi. Oddech Lilian na moment zwolnił, a oczy skupiły się wyłącznie na Maxie. Ten jeden ułamek sekundy wystarczył, aby coś w Lilian rzeczywiście pękło i jednocześnie rozładowało napięcie, które ściskało jej żołądek. Zamiast zrobić kolejny krok i pociąnąć rozmowę dalej, dotknęła Korhonena w czubek nosa.
Berek — rzuciła szeptem z tym swoim charakterystycznym, uroczym uśmiechem. Potem odsunęła się pośpiesznie. — Więc jeśli mnie złapiesz, na klepnięcie tego paktu, wymienimy się sekretami. — I uciekła.
Ruszyła biegiem wzdłuż brzegu.Piasek co chwila zapadał się pod jej ciężarem i znacznie utrudniał poruszanie się, ale pomimo tego bardzo głośno się śmiała. Wiatr plątał jej włosy, a domieszka adrenaliny mieszała się z buzującym we krwi alkoholem, tworząc wrażenie beztroski. I choć nie odwracała się, wiedziała, że Max bieł z tyłu.

Max Korhonen

Poczuj rytm

: pt cze 26, 2026 4:05 pm
autor: Max Korhonen
Najpewniej Max skwitowałby uśmiechem fakt, że poniekąd przyczynił się do chęci zmian w życiu Lilian. Nie dlatego, że uważał się za ich przyczynę. Byłby to przejaw pychy, na którą nigdy nie mógł sobie pozwolić. Wiedział jednak, że czasami wystarczy obecność drugiego człowieka, aby zacząć patrzeć na własne życie z zupełnie innej perspektywy. Sam doświadczył tego więcej niż raz. Z drugiej strony doskonale rozumiał, dlaczego tak trudno było jej zrobić ten pierwszy krok. Ludzie często powtarzali, że należy odcinać od siebie toksyczne relacje, jakby była to najprostsza rzecz na świecie. Jakby wystarczyła jedna decyzja i kilka stanowczych słów. Rzeczywistość wyglądała jednak zupełnie inaczej. Najtrudniej było odejść właśnie od tych osób, które przez lata stanowiły cały znany człowiekowi świat. Nawet jeśli ten świat częściej ranił, niż dawał poczucie bezpieczeństwa. Max nie oceniał jej za niezdecydowanie. Nie uważał, że jest słaba. Wręcz przeciwnie. Sam fakt, że zaczynała dostrzegać problem i myśleć o zmianach, wymagał odwagi, której wielu ludziom nigdy nie starczało. Gdyby jednak miała go zapytać o zdanie, powiedziałby jej jedno. Że czasami największym ryzykiem nie jest utrata tego, co się ma. Największym ryzykiem jest spędzenie całego życia w miejscu, które od dawna przestało być domem.
Mimowolnie kąciki ust Korhonena uniosły się ku górze, gdy odpowiedziała pytaniem na pytanie. Zdecydowanie osiągnęła zamierzony efekt, bo dziwna atmosfera i napięcie, które pojawiły się wraz ze słowami opuszczającymi usta blondyna, wyraźnie opadły. Nie wiedział, że pobrzmiewało w nich także echo złości, której próbowała się pozbyć. Bywały chwile, kiedy Max pozwalał słowom wyprzedzać myśli. Podobnie działał podczas pisania książek, przez co miał równie wielu przeciwników swojej twórczości, co fanów. — Teraz to dobry moment. — przyznał, choć nie sądził, by sączenie okropnej w smaku tequili w jego towarzystwie mogło znaleźć się na „Liście rzeczy do zrobienia Lilian Davenport”. A więc co takiego mogło się na niej znajdować? — Masz taką listę rzeczy do zrobienia? — pytanie opuściło jego usta szybciej, niż zdążył zastanowić się, jak właściwie zabrzmi. Wyrwane zupełnie z kontekstu rozmowy, będące efektem myśli krążących po jego głowie, do których Lilian oczywiście nie miała dostępu. Nic więc dziwnego, że na jej twarzy pojawiło się wyraźne zaskoczenie, sięgające nawet ciemnych oczu. Zaśmiał się. Nie z niej. Z samego siebie. — Wiesz… taka lista rzeczy do zrobienia przed trzydziestką albo coś w tym stylu. Albo…. Albo jak w „Szesnastu życzeniach”. — podjął próbę wyjaśnienia, przypominając sobie jeden z disneyowskich filmów, którym Cora katowała go kiedyś przez dobre kilka tygodni.
Rzadko zdarzało się, żeby Max, prowadząc swoje ciche obserwacje, dochodził do błędnych wniosków. Zwykle wystarczało mu kilka rozmów, kilka pozornie nieistotnych szczegółów, by złożyć sobie obraz drugiego człowieka. W przypadku Lilian fakt, że prawdopodobnie miał rację, nie dawał mu jednak żadnej satysfakcji. Wręcz przeciwnie. Wywoływał irracjonalną frustrację. Może dlatego, że zbyt dobrze znał ten mechanizm. Odkładanie siebie na później. Przekonywanie samego siebie, że cudze problemy są ważniejsze od własnych. Usprawiedliwianie każdego poświęcenia rozsądkiem, obowiązkiem albo zwyczajną przyzwoitością. Przez lata był w tym specjalistą. Dlatego tak łatwo dostrzegał podobne schematy u innych. Szczególnie u niej. Kiedy spuściła wzrok po jego słowach, nie umknęło to jego uwadze. Uśmiechnął się pod nosem i przez chwilę po prostu jej się przyglądał. Coraz częściej łapał się na tym, że lubił te momenty. Te krótkie sekundy, kiedy pod warstwą uporu, złośliwości i ciętych odpowiedzi pojawiało się coś bardziej miękkiego. Coś, czego Lilian chyba sama nie pokazywała zbyt wielu osobom.
A potem padło pytanie. Tak niespodziewane, że przez moment tylko zamrugał, próbując ustalić, czy dobrze usłyszał. Kącik jego ust drgnął natychmiast. — To brzmi trochę bardziej zobowiązująco, niż planowałem. — zaśmiał się cicho, kręcąc głową. Nie odwrócił jednak wzroku. — Ale jeśli pytasz, czy chciałbym być miejscem, do którego będziesz wracać… to tak. - tym razem nie próbował żartować. Nie uciekał od odpowiedzi ani nie chował się za kolejną uszczypliwością. Powiedział to po prostu. Szczerze. — Poza tym mam wrażenie, że już trochę nim jestem. — dodał po chwili ciszej. — Bo jakoś ciągle kończymy obok siebie, Davenport. - stwierdził, dostrzegając rumieniec rozlewający się po jej policzkach. Mimo ciemności rozświetlanej jedynie światłami przystani i odbijającą się od fal poświatą, zauważył go bez większego problemu. I właśnie to było dla niego najbardziej niepokojące. Jeszcze kilka tygodni temu nie zwróciłby uwagi na tak drobny szczegół. Teraz wychwytywał je wszystkie. Każde spojrzenie, każdy nerwowy gest, każde zaciśnięcie warg, kiedy próbowała coś ukryć.
Dopiero gdy wypowiedział te słowa, dotarło do niego, jak bardzo były prawdziwe. Nie planował większości tych spotkań. Część wydarzyła się przypadkiem. Inne były efektem zbiegów okoliczności. A jednak za każdym razem ich drogi znowu się przecinały, jakby życie uparcie umieszczało ich w tym samym miejscu, niezależnie od tego, w którą stronę próbowali pójść. Max nie był człowiekiem, który wierzył w przeznaczenie. Zawsze wydawało mu się wygodną wymówką dla ludzi szukających sensu tam, gdzie go nie było. Mimo to stojąc naprzeciwko Lilian, z jej zaróżowionymi policzkami, szpilkami przewieszonymi przez dłoń i spojrzeniem, które od dłuższej chwili nie potrafiło zdecydować, czy powinno uciec, czy zostać, pierwszy raz zaczął się zastanawiać, czy przypadki rzeczywiście zawsze pozostają tylko przypadkami.

A potem powiedzieli to lubię cię i choć wyznanie to wydawało się zwyczajne, niemal banalne, Max odniósł wrażenie, że właśnie ono najmocniej namieszało w całej rozmowie. Przez ostatnie kilkanaście minut poruszali się wokół tematu ostrożnie, badając grunt pod nogami, ukrywając część myśli pod żartami i niedopowiedzeniami. Teraz jednak słowa wybrzmiały wprost. Bez ucieczki. Bez możliwości udawania, że chodziło o coś innego. Nie spodziewał się, że poczuje ulgę. A jednak właśnie ona pojawiła się jako pierwsza. Cicha i nieproszona. Jakby jakaś część jego umysłu od dawna potrzebowała usłyszeć dokładnie to. Zaraz potem przyszło jednak coś znacznie bardziej niebezpiecznego. Nadzieja. Ta sama, której zwykle starał się nie dopuszczać zbyt blisko, bo nadzieja miała paskudny zwyczaj zostawiania po sobie rozczarowania.
Zamilkł na dłuższą chwilę, pozwalając słowom rozlać się między nimi, emocjom osiąść, a myślom uciec. To dało mu możliwość odzyskania choć odrobiny zdrowego rozsądku, który z każdym kolejnym łykiem tequili stawał się coraz mniej wyraźny. Alkohol nie odbierał mu świadomości, ale sprawiał, że coraz trudniej było ukrywać to, co naprawdę myślał. Wyraził swoje zdanie, nie wiedząc, jak zostanie odebrane. Nie próbował jej oceniać ani tym bardziej zmieniać. Dostrzegał jedynie podobieństwo, którego oboje zdawali się uparcie nie zauważać. Bo może w rzeczywistości było tak, że potrzebowali siebie nawzajem bardziej, niż byli gotowi przyznać. Słuchał, a z każdym kolejnym słowem coraz trudniej było mu utrzymać ten charakterystyczny dystans, którym zwykle osłaniał wszystko, co naprawdę istotne. Gdy powiedziała, że akceptuje go z jego wadami i irytującymi przyzwyczajeniami, przez krótką chwilę po prostu na nią patrzył. Jakby próbował upewnić się, że dobrze usłyszał. Nie znała przecież całego Maxa. Nie wiedziała o Eliasie. O morderczych treningach ojca. O umiejętnościach strzeleckich, budzących w Maxie dziwną, mroczną potrzebę. Nie wiedziała, ile rzeczy wciąż przed nią ukrywał. A mimo to powiedziała coś, czego od bardzo dawna nikt do niego nie powiedział.
Zdążył jedynie lekko uchylić usta, chcąc odpowiedzieć, kiedy poczuł delikatne dotknięcie na czubku nosa. — Serio…? — mruknął z niedowierzaniem, marszcząc nos dokładnie w miejscu, którego przed chwilą dotknęła. Sekundę później Lilian już uciekała, a jej śmiech niósł się wzdłuż brzegu razem z szumem fal. Max pokręcił tylko głową, nie potrafiąc powstrzymać szerokiego uśmiechu. — Jaśminku! To było nieuczciwe! — zawołał za nią, choć doskonale wiedział, że właśnie o to chodziło. Odstawił butelkę w piasek, zrzucił marynarkę na piasek i bez większego zastanowienia ruszył za nią. Piasek zapadał się pod stopami, skutecznie utrudniając bieg, ale długie nogi szybko nadrabiały dystans. Śmiał się przy tym równie głośno jak ona. Doganiał ją powoli. Już niemal wyciągał rękę, kiedy Lilian niespodziewanie zmieniła kierunek i zamiast uciekać wzdłuż plaży, pobiegła prosto w stronę oceanu. Max zwolnił na ułamek sekundy. — Nawet o tym nie myśl… - rzucił ostrzegawczo, ale bardziej niż owe ostrzeżenie w jego głosie rozbrzmiewała wesołość. Pomyślała.
A chwilę później pierwsza fala rozprysnęła się wokół jej kostek. Roześmiał się bezradnie. Mógł zostać na brzegu. Rozsądek właśnie to podpowiadał. Mokre ubrania, telefon w kieszeni spodni, buty, które już po chwili nasiąknęłyby wodą. Problem polegał na tym, że rozsądek przegrał dokładnie w chwili, gdy usłyszał jej śmiech. Bez chwili zawahania wbiegł za nią do wody. Chłód oceanu uderzył go niemal natychmiast, ale nie zwracał na to większej uwagi. Liczyło się tylko to, że dystans między nimi z każdą sekundą stawał się coraz mniejszy. W końcu wyciągnął rękę i złapał ją za nadgarstek.— Mam cię. - jednym, płynnym ruchem przyciągnął ją bliżej siebie, bardziej po to, by nie straciła równowagi na śliskim piasku pod wodą, niż żeby rzeczywiście uniemożliwić jej dalszą ucieczkę. Fala uderzyła w nich niemal w tej samej chwili, rozpryskując wodę aż do pasa. Spojrzał na nią z odległości zaledwie kilkunastu centymetrów. Mokre kosmyki włosów przykleiły się do jej policzków, a z twarzy wciąż nie schodził ten sam rozbawiony uśmiech, który jeszcze chwilę wcześniej doprowadzał go do szaleństwa. — Czyli tak wygląda twój sposób na negocjowanie warunków paktu? — zapytał cicho, nie spuszczając z niej wzroku. — Muszę przyznać… jest zaskakująco skuteczny. Nie puścił jej od razu. Właściwie sam nie wiedział, dlaczego. Może dlatego, że od dawna nie czuł się równie swobodnie. A może dlatego, że pierwszy raz od bardzo długiego czasu naprawdę nie chciał myśleć o tym, co wydarzy się później. Liczyła się tylko ta chwila. Przez moment po prostu na nią patrzył. Krople słonej wody powoli spływały po jej twarzy, pojedyncze kosmyki rudych włosów przykleiły się do policzków, a oddech, jeszcze przed chwilą przyspieszony od biegu, stopniowo się uspokajał. Dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów. Wystarczająco mało, by bez trudu dostrzec każde drgnięcie jej ust i ciepło bijące z jej spojrzenia. Max poczuł, jak jego własny uśmiech powoli gaśnie, ustępując miejsca czemuś znacznie spokojniejszemu. Mimowolnie przesunął wzrok z jej oczu na usta, zatrzymując się tam tylko na ułamek sekundy. Wystarczająco krótko, by udawać, że wcale tego nie zrobił. Wystarczająco długo, by samemu zrozumieć, jak niebezpiecznie blisko znaleźli się granicy, której żadne z nich do tej pory nie odważyło się przekroczyć. Nie odsunął się. Nie zrobił też tego ostatniego kroku. Pozwolił jedynie, by między nimi zapadła cisza, przerywana wyłącznie szumem fal i oddechami, które z każdą kolejną sekundą zdawały się brzmieć coraz głośniej.
Wtedy dał się ponieść. Bez ostrzeżenia. Bez wahania. I bez rozsądku. W jednej sekundzie pochwycił policzki Lilian, by w następnej złączyć ich usta w pocałunku. Sam nie do końca wiedział, kiedy dokładnie przestał się powstrzymywać. Może w momencie, kiedy zobaczył jej spojrzenie. Może wtedy, gdy zbyt długo trwali w tej niezręcznej ciszy, w której wszystko, czego nie powiedzieli, zdawało się wisieć między nimi. A może po prostu w końcu zmęczył się udawaniem, że nie czuje tego przyciągania. Przez pierwsze sekundy Max miał wrażenie, że zrobił coś całkowicie irracjonalnego. Że właśnie pozwolił emocjom wygrać z rozsądkiem, który do tej pory zawsze trzymał go w ryzach. W jego głowie pojawiła się krótka myśl, że może powinien był się zatrzymać, poczekać, dać im więcej czasu. Ale zaraz potem wszystkie te wątpliwości zniknęły, kiedy poczuł jej bliskość.
Pocałunek nie był wynikiem chwilowej zachcianki. Był czymś, czego pragnął bardziej, niż chciał przed sobą przyznać. Było w nim napięcie budowane przez wszystkie niedopowiedziane słowa, spojrzenia trwające odrobinę za długo i momenty, w których oboje udawali, że nic się nie dzieje. Teraz nie musiał już niczego ukrywać. Czuł, jak serce bije mu szybciej, jakby próbowało przypomnieć mu, że właśnie przekroczył granicę, której sam tak długo pilnował. W jednej chwili mieszało się w nim wszystko — ekscytacja, niepewność, pragnienie i dziwna ulga. Ulga, że nie musiał już walczyć z tym, co od dawna było między nimi. Jego dłonie pozostały przy jej twarzy, jakby bał się, że zbyt gwałtowny ruch mógłby przerwać tę chwilę. Kciukiem delikatnie przesunął po jej policzku, bardziej z czułością niż pewnością siebie, którą zwykle próbował pokazywać światu. Przy niej nie musiał niczego udowadniać. Nie musiał być tym, który zawsze wie, co zrobić. Kiedy w końcu oderwał się od niej na niewielką odległość, nadal nie potrafił od razu spojrzeć jej w oczy. Oparł swoje czoło o jej czoło i przez chwilę po prostu próbował uspokoić oddech, który zdradzał więcej niż jakiekolwiek słowa.


Lilian Davenport

Poczuj rytm

: pt cze 26, 2026 8:50 pm
autor: Lilian Davenport
Lilian przygotowała podobną listę życzeń jeszcze w liceum, kiedy spotykała się z Nicolasem. Znalazły się na niej plany dotyczące ich wspólnej przyszłości, a także bardziej magiczne, momentami intymne chwile, wyjęte z seriali dla nastolatek, które sama marzyła przeżyć. Nie była już pewna, ale wydawało jej się, że lista liczyła co najmniej dwanaście punktów. Chciała zrealizować je wszystkie przed ukończeniem szkoły średniej, jednak ostatecznie połowa z nich nigdy nie doczekała się spełnienia.
Czy teraz, jako dorosła kobieta, powinna przygotować nową listę i dopilnować, aby tym razem udało się zrealizować każdy punkt? Brzmiało to absurdalnie i infantylnie, jednak zupełnie w stylu Lilian Davenport. Właśnie dlatego po raz kolejny tego wieczoru uśmiechnęła się szeroko, uznając, że był to naprawdę świetny pomysł.
Oglądałam ten film! — krzyknęła zarówno zadowolona, jak i szczerze zaskoczona, że ktoś taki jak Max Korhonen również znał disneyowską ekranizację. — Wiem, o co chodzi z listą życzeń! To brzmi naprawdę super. Właściwie nawet mi się podoba... ale zrobię to tylko pod jednym warunkiem... Ty też przygotujesz swoją listę i spełnimy wszystkie życzenia do końca roku — rzuciła z zapałem, po czym pod wpływem nagłej fali entuzjazmu i krążącej w żyłach tequili klasnęła energicznie w dłonie, uśmiechając się bardzo szeroko.
Ten temat ponownie wprowadził między nich lżejszą atmosferę. Przeplatała się ona z tą cięższą, bardziej emocjonalną, ilekroć rozmowa schodziła na poważniejsze kwestie dotyczące ich życia i osobistych odczuć. Lilian próbowała się dostosować. Próbowała momentami milczeć, aby nie zdradzić zbyt wiele, ale, do cholery, znów górę brała jej impulsywność i oczywiście alkohol. To wszystko przejmowało kontrolę nad tym co mówiła.
Zapomnij o tym. — Zaśmiała się nerwowo i złapawszy za własny łokieć, znowu skierowała twarz w stronę fal. Tego wieczoru były one nalepszym przerywnikiem od uważnego spojrzenia Maxa. Przecież się wygłupiła, sugerując mu jakieś miejsce, do którego miałaby wracać; przecież naprawdę zabrzmiała tak, jakby tu i teraz wymagała od niego konkretnej deklaracji, a na tą sama nie była przygotowana... dlatego... wzdrygnęła się kiedy podłapał i kontynuuował temat.
Wszystkie słowa Maxa zawisły między nimi w krępującej dla Lilian ciszy. Ponownie odwróciła się w jego stronę i po prostu na patrzyła z delikatnie rozchylonymi wargami, kompletnie nie wiedząc jak powinna zareagować. Nie wiedziała, czy powiedział to jako nowy przyjaciel, czy jako mężczyzna, który chciał zostać u jej boku. Bała się zapytać, bo nie była gotowa na żadną z odpowiedzi. Nie była też gotowa przyzwyczaić się do obecności Maxa na tyle, aby pozwolić mu zająć którekolwiek z powyszych miejsc, dlatego ostatecznie posłała mu nieśmiały uśmiech i spuściła wzrok na stopy zakopane w piasku.
Rumieńce na jej policzkach nieco zbladły, gdy ogarnął ją stres. Beształa się za to, że po raz kolejny nie ugryzła się w język.
Max był wspaniały. Byłby świetnym przyjacielem, a może nawet jeszcze lepszym partnerem, ale jej własne problemy i przekonania, których uparcie trzymała się przez Dolores, nie pozwalały jej dopuścić go bliżej.
Z jednej strony chciała go poznać, z drugiej bała się, że niepostrzeżenie zaangażuje się zbyt mocno, a wtedy oboje na tym ucierpią. Tylko czy Max nie miał racji? Od kilkunastu dni wciąż do siebie wracali. Los nieustannie stawiał ich na swojej drodze, a między nimi raz po raz dochodziło do niejasnych sytuacji.
I w końcu, siłą rzeczy, przyznała, że go lubi. To wyznanie okazało się silniejsze od wszystkich wcześniejszych postanowień. Co więcej, mówiła dalej o akceptowaniu jego wad, jakby sama, nie do końca świadomie, składała mu podobną deklarację. I tym razem to Lilian dostrzegła zmieszanie Maxa; te lekko rozchylone usta i spojrzenie sugerujące, że chciał odpowiedzieć. Postanowiła więc nie dawać mu tej szansy. Wycofała się z tematu, zarzucając pomiędzy nich głupią zabawę w berka.
Chyba oboje potrzebowali chwili przerwy od wszystkich obietnic, które tego wieczoru padły pomiędzy nimi.
Lilian doskonale słyszała jego oburzenie, gdy krzyknął, że to było nieuczciwe. Problem polegał na tym, że choć sama była naprawdę szybka, Max miał zdecydowanie dłuższe nogi. Podczas tego krótkiego pościgu ogarnęła ją prawdziwa beztroska, dlatego ochoczo odpowiadała śmiechem na śmiech mężczyzzny. W końcu, gdy wydawało się, że zaraz ją dogoni, mimo jego przestrogi wbiegła prosto do wody. Trochę na przekór jemu, a trochę sobie, tylko dlatego, że w Lilian znów obudziła się tamta rozbrykana dzizewczynka znad jeziora.
Masz mnie — rzuciła zasapana i rozbawiona, gdy dłonie Maxa rzeczywiście zacisnęły się na jej talii. Chwilę później pisnęła, bo potężna fala rozbiła się o ich sylwetki, mocząc eleganckie ubrania. Czerwona sukienka Lilian przylgnęła jeszcze mocniej do skóry, podkreślając jej kształty, a kilka mokrych kosmyków przykleiło się do zaróżowionych policzków. Przez moment próbowała się wydostać, choć doskonale wiedziała, że nie miała na to większych szans. Po prostu robienie Maxowi na przekór przychodziło jej z zadziwiającą łatwością. — Co mam ci powiedzieć? Jesteś mi winny sekret. — A ona była winna mu swój.
Zaraz zamarła. Dopiero teraz, gdy zamilkli, a wokół został jedynie szum fal, uświadomiła sobie, jak blisko stał. Czuła na skórze ciepło męskich dłoni; czuła to zapalczywe, odrobinę inne spojrzenie, którym ją obdarzył. Nawet zauważyła jak na moment zatrzymał wzrok na jej ustach i nawet odruchowo, delikatnie je rozchyliła. Przełknęła ślinę. Niesłychane napięcie zaatakowało ją od czubka głowy do palców u stóp. Szczeólnie uderzyło w podbrzuszę i rozmyło się w tych bardziej intymnych strefach, alarmując o tym, że ta chwila zaczynała zakrawać o niebezpieczeństwo.
Przesunęła dłonie, które dotychczas bezmyślnie trzymała na mokrych biodrach Maxa, wyżej. Ostrożnie ułożyła je na jego klatce piersiowej, dzięki czemu pod opuszkami prawej ręki wyczuła, jak niesystematycznie biło mu serce. Wtedy już wiedziała, co się zaraz wydarzy, a pomimo tego nie zdążyła się przygotować, kiedy gwałtownie złapał ją za policzki i wbił swoje usta wprost w jej wargi.
Przez krótką, oszałamiającą chwilę świat po prostu się zatrzymał. Ani przez ułamek sekundy nie pomyślała o tym, aby odtrącić Maxa. Jej ciało, od tak dawna spragnione bliskości, nawet by na to nie pozwoliło, dlatego mimowolnie przymknęła powieki. Było w tym wiele egoizmu, ale pozwoliła sobie na kolejną chwilę beztroski i spontaniczności.
Czuła jego bliskość; jego dłonie obejmujące z czułością i stanowczością jej policzki i bijące od Maxa ciepło, które zdawało się reagować podobną tęsknotą za drugim człowiekiem. Odbierała każdy bodziec z niezwykłą siłą, jakby świat wokół nich miał za chwilę przestać istnieć.
Pocałunek prędko nabrał jeszczr większej intensywności. Wszystkie emocje, jakie nadal nie potrafiła nazwać, po prostu eskalowały w tej sytuacji. Lilian instynktownie przysunęła się jeszcze bliżej, i jeszcze i... dała się ponieść, kiedy pod wpływem kolejnego impulsu znalazła się na jego rękach. Odruchowo objęła Maxa nogami w pasie, szukając w tym wszystkim kolejnej porcji intymności. Ramionami otuliła jego kark, podczas gdy krótka sukienka podwinęła się znacznie od tych wszystkich gwałtownych ruchów, ale była zbyt pochłonięta pocałunkiem, aby zwrócić na to uwagę.
A potem, kiedy oderwali się od siebie, również zamilkła. Nie odsunęła się jednak, kiedy Max oparł czoło o jej czoło. Nie próbowała zwiększyć dystansu, ani nie komentowała wszystkiego, co właśnie się wydarzyło. To był wyłącznie ich wieczór.
Lilian stopniowo odzyskiwała oddech i wsłuchiwaa się w ten należący do Maxa. Był równie niespokojny i ta świadomość wywołała na jej ustach ledwo dostrzegalny uśmiech. Wiedziała już, że nie tylko ona zatraciła się w tej chwili.
Chyba... — zaczęła, ale widząc, że jeszcze na nią nie patrzył, musnęła nosem koniuszek jego nosa. Co chciała powiedzieć, chyba nie skończymy na zwykłym lubieniu się? Chyba coś poczułam? Chyba nie jestem pewna, czy chce się angażować? Nie wiedziała, w jaki sposób powinna się odezwać, więc nerwowo przemieliła ślinę, po czym znowu sięgnęła do warg Maxa. Ułożyła na nich znacznie delikatniejszy pocałunek, a potem jeszcze jeden, krótszy i po prostu wtuliła się całą sobą, przyz okazji mocniej zaciskając uda wokół jego bioder. — Chyba powinniśmy wrócić na brzeg — dokończyła, choć finalnie nie to chciała powiedzieć.

Max Korhonen