Strona 2 z 5

bend me, break me anyway you need me

: pt cze 05, 2026 6:12 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

bend me, break me anyway you need me

: pt cze 05, 2026 7:07 pm
autor: River Cross
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

bend me, break me anyway you need me

: pt cze 05, 2026 11:19 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

bend me, break me anyway you need me

: sob cze 06, 2026 12:20 pm
autor: River Cross
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

bend me, break me anyway you need me

: sob cze 06, 2026 2:18 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

bend me, break me anyway you need me

: sob cze 06, 2026 3:37 pm
autor: River Cross
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

bend me, break me anyway you need me

: sob cze 06, 2026 4:42 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

bend me, break me anyway you need me

: sob cze 06, 2026 5:44 pm
autor: River Cross
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

bend me, break me anyway you need me

: sob cze 06, 2026 7:22 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


River Cross

bend me, break me anyway you need me

: sob cze 06, 2026 8:01 pm
autor: River Cross
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

— Doskonale. Staraj się bardziej. — Odsunęła się od niej powoli i dość niechętnie. Chciała jednak móc spojrzeć jej w oczy z nieco większym spokojem niż była w stanie zrobić to kilka minut temu. Jeszcze raz uważnie przestudiowała jej twarz, skoro chwilowo jej myśli nie były mącone przez druzgocącą przyjemność. W każdej sytuacji wyglądała jak pieprzone dzieło sztuki. Skąd ona wytrzasnęła taki talent?
— Chyba ci coś przerwałam? Rozmawiałyśmy chyba o moich rysunkach? — Uniosła brew, przyglądając się jej z rozbawieniem. Porzuciły rozmowę w połowie, jak raz akurat z winy Cross, która nie była w stanie utrzymać nerwów na wodzy ani rąk przy sobie ani sekundy dłużej. Za bardzo chciała utopić się w rozkoszy oferowanej przez Ruelle, żeby dorzucić jeszcze jedną cegiełkę do budowania pomnika własnego szaleństwa. Dobrze, że nagle chce rozmawiać o sztuce, do której inspirowała ją Cross, bo to tak dobrze działa na jej mózg, totalnie ją uspokaja i nigdy nie pogrążą.
— I miałam coś dla ciebie uszyć. Kurwa, jesteśmy w tyle z planem wieczoru. — Ujęła jej rękę i zsunęła ją ze stołu. Żaden plan oczywiście nie miał znaczenia. Mogły robić, co im się żywnie podoba. Cross po prostu roznosiła energia, jak zawsze po tym, gdy Prescott doprowadzała ją do błogiej rozkoszy. Pociągnęła ją za sobą w stronę biurka i usadziła na krześle, na którym zazwyczaj pracowała. Rozejrzała się uważnie wokół, szukając wzrokiem konkretnego notesu. Wreszcie go zauważyła. Był przykryty kilkoma innymi oraz stertą luźnych kartek, na których rozrysowała panele ze swojego komiksu. Nie podejrzewała jednak, że Prescott mogłaby być zainteresowana jej pracą, która nie była z nią w żaden sposób powiązana. Wysunęła więc zręcznie właściwy szkicownik spod bałaganu, unikając narobienia jeszcze większego syfu.
Otworzyła go na stronie, którą tanatopraktorka powinna dobrze pamiętać, bo był na niej pierwszy szkic, który dla niej zrobiła. Na kilku kolejnych stronach znajdowały się rysunki, które miała już okazję oglądać w czasie ich poprzedniego spotkania. Na tym jednak się nie kończyło. Prescott zagościła na wielu, wielu kolejnych stronach. Czasem na kartce pojawiał się wyłącznie jeden, mały szkic, przedstawiający jej usta albo dłonie. Raziły z daleka bielą, która otaczała małe rysunki. Jeszcze na innych stronach pojawiało się wiele niewielkich sylwetek Prescott, jakby artystka trenowała ich rysowanie. Raz siedziała na krześle, innym razem opierała się plecami o ścianę, jeszcze innym podnosiła coś z podłogi, wypinając się w stronę oglądającego. Nie zabrakło też dużych rysunków. W tym całym bałaganie znalazł się jeszcze jeden, dość zwyczajny portret tanatopraktorki. Wyglądał lepiej niż pierwszy szkic. Tym razem nie było na nim żadnych błędów. Na kolejnej stronie znajdował się szkic ciała. A może rodzaj jakiejś sekcji? Jakby nie była w stanie się zdecydować, czy bardziej interesowała ją skóra czy to, co było pod nią. Tors i nagie piersi były zaznaczone delikatnymi liniami. Ciało było widoczne jednocześnie od zewnątrz i od środka. Dużo wyraźniej odznaczały się żebra. Na nich zaciskała się damska dłoń. Palce zaczepiły się w przestrzeń między piersią a klatką, łapiąc nie tyle ciało, co jego konstrukcję. Kolejny szkic przedstawiał ciało leżące na czymś, co mogło być równie dobrze łóżkiem, jak i katafalkiem. Wzdłuż ciała leżącej Prescott wyrastały rozpalone świece. Gruber strugi wosku spływały po żebrach, piersiach i biodrach w nierównych liniach, które dzięki ołówkowi wyglądały nieco jak blizny. Twarz tanatopraktorki była odchylona, schowana gdzieś w cieniu, nie była kluczowym punktem pracy. Po części stron został tylko pourywany ślad po wyrwaniu, na niektórych znajdowały się przekreślone początki szkiców, które prowadziły najwyraźniej do niezadowalających efektów. Kaskadę tego wariactwa kończył rysunek brzucha Prescott, na którym wyraźnie odznaczał się okrągły ślad po przypaleniu.
Pozwoliła jej przeglądać wszystko, co zrobiła, w jej własnym tempie. Początkowo nawet wyprostowała się i chciała odejść, by siąść przy maszynie do szycia, ale jednak z tego zrezygnowała. Oparła ręce na podłokietnikach biurowego krzesła i nachyliła się do swojej modelki, by rozpraszać ją nieco w ciągu oględzin pocałunkami składanymi na jej barkach i przedramionach.

Ruelle I. Prescott