Strona 2 z 2

sorry for stupid people

: pn cze 08, 2026 7:05 pm
autor: Aiden O'Cahallan
First kiss just like a drug
Under your influence


Intrygowała go. Tak cholernie go intrygowała, tą swoją zadziornością, wredotą i każdą pyskówką; każdym słowem, które nie było wypowiedziane po to, żeby usłyszał to co chciał i nie kończyło się maślanymi oczkami, z których tak zawsze drwił. W oczach Aidena, dziewczyna była najbardziej naturalną wersją siebie, bo dało się bez problemu zobaczyć to, że nie udawała swojej pewności siebie i zawziętości, z którą wpatrywała się w jego twarz, i z którą odpierała każdą jego odpowiedź — i to bez najmniejszego problemu, jakby była wręcz przygotowana na każdą jego głupią zaczepkę. — Wybacz, piękna, ale raczej nie dane ci dostąpić tego zaszczytu — parsknął; sam nie miał pojęcia, gdzie mogły być te wszystkie dziecięce kolorowanki. Babcia z pewnością magazynowała je w jednym z kartonów, co jakiś czas wracając do nich z sentymentem, ale chłopak nie był zbytnio zainteresowany starymi bazgrołami, które w gruncie rzeczy, nie przypominały mu o jakiś wybitnie dobrych czasach. Był wdzięczny za dziadków, którzy obdarowali go opieką i miłością, ale każde dziecko chciałoby czuć to uczucie również od własnych rodziców. — Tak, uratowałaś. Bohaterka, której atrybutem jest wąż z lemoniadą. Zrobiłabyś furorę we wszystkich komiksach — rzucił, posyłając jej rozbawione spojrzenie. Choć papier nie byłby w stanie oddać jej zuchwałości, którą widział w jej oczach i także tonu głosu, którym przekomarzała się z nim nieustępliwie.
Wzruszył bezwiednie ramionami. Nie oskarżał jej o nic, ale już trafił w swoim życiu na tyle wariatek, że wolał chuchać na zimno. Kobiety zdecydowanie były szalone i zmienne w swoich humorach, a często zarzucały mu manipulację, zwłaszcza w momencie gdy dowiadywały się, że z tej pobieżnej relacji nie zakwitnie wielka miłość. — Nie mam cię za nikogo, rozmawiamy ledwie piętnaście minut. To po prostu generalizowanie — wyjaśnił, gdzieś czując, że powinien; bo Vita urzekała go podczas tej całej rozmowy i nawet przez myśl mu nie przeszło złe słowo o niej. No dobra, czy nazwał ją szaloną? Może tak! Ale to tylko w dobrym tego słowa znaczeniu! I czy może on był również szalony, że poczuł się jeszcze bardziej urzeknięty przez to ciche chrumknięcie podczas śmiechu, które sprawiło, że sam się zaśmiał. Urocze, pomyślał, zaraz kręcąc głową na boki, jakby chciał wytrzepać ten epitet ze swojej głowy.
Chociaż z każdą kolejną minutą było coraz gorzej. Spoglądał na szeroki uśmiech, próbując zapanować nad tym, aby na ten widok samemu się nie uśmiechnąć. W jej oczach odbijały się przygaszone lampy barowe i świeciła się nuta rozbawienia, kiedy próbowała znaleźć jego aureolę. — Upadłe anioły już tak — rzucił, wzruszając lekko jednym ramieniem. Aniołkiem był, ale wcześniej nie dopowiedział jakim. A w końcu większość filmów pokazywała, że te złe anioły również potrafiły przybierać pozornie postać tych świętych i grzeczny — a Aiden, cóż, zdecydowanie taki nie był. — Tak? — rzucił, przechylając lekko głowę. Podniósł rękę do jej twarzy, zakładając zbłąkany kosmyk za jej ucho. — Skoro tak mówisz… Będzie to miła odmiana — odpowiedział zgodnie z prawdą. Czasami poznawał dziewczyny, a potem widywał je na ulicy, one witały się z nim, a on nie potrafił przypomnieć sobie ich imienia. Vita jednak miała rację, bo nie było szans, aby jej zapomniał, a za chwilę jeszcze bardziej utwierdzi się w tym przeświadczeniu.
Był już w połowie drogi, aby wiedzieć o niej nieco więcej. Znał jej imię, lustrował głębie jej oczu i przyglądał się szczegółom jej twarzy, zapamiętując każdy detal, który mógłby mu pomóc rozpoznać ją w każdym momencie, o każdej porze dnia i nocy. Przyglądał się również tym słodkim wypiekom, które z pewnością były mieszanką różnych emocji — nie tylko tych spowodowanych gniewem i rozdrażnienie, ale także przez naruszenie tej umownej granicy przestrzeni osobistej, która w standardowych warunkach powinna zostać nieprzekraczalna. Nie była anonimowa i mimowolnie bardzo go to cieszyło, chociaż podejrzewał, że już nigdy więcej się nie spotkają. Znaczy, istniało prawdopodobieństwo, że kiedyś znowu tu przyjdzie, lecz czy ona wtedy będzie na zmianie? Czy spojrzy na niego, pamiętając jego i to napięcie, które bezwątpienia obydwoje czuli, przylegając do siebie ciałami? Czy będą wtedy udawać, że się nie znają, traktując ten jeden, krótki wieczór jako błąd? Nie pamiętał, kiedy ktoś wywołał w nim tyle skrajnych emocji — od początkowego rozdrażnienia do późniejszego zafascynowania jej całą osobą. Zaskoczyła go zwróceniem się do niego po nazwisku, ale to tylko oznaczało, że rzeczywiście musiała słuchać, jakie bzdury gadała ta banda wygłodniałych krawaciarzy. Cóż, z pewnością gdyby oceniała go na podstawie znajomych, z którymi dzisiaj przyszedł, to nie miałby dobrej opinii. — Zaskocz mnie. Podobno mam nie zapomnieć o tej słodkiej buźce, więc chyba coś powinno wyjątkowo zapaść mi w pamięć — zasugerował, choć nie potrzebował więcej. Wryła się w jego pamięć i nawet jeśli nigdy już się nie spotkają, to będzie wspominać ją z lekkim uśmiechem na ustach.
Dla niektórych miała po prostu ładne, niebieski tęczówki, które z pewnością musiały urzeknąć już niejednego mężczyznę. Aiden nie był wyjątkiem, ale spoglądał w nie z o wiele większą intensywnością, dostrzegając całą głębię emocji, która się w niej kotłowała. Sam igrał ze swoim sercem, które biło jak opętane, patrząc jej prosto w oczy i dostrzegając tę zmianę, ten charakterystyczny, zadziorny błysk w jej oku, w momencie kiedy przejechał kciukiem po jej dolnej wardze. Spojrzał na nią zaintrygowany, słysząc jej pytanie. Czy był gotowy? Wręcz nie mógł się doczekać, czym zaskoczy go tym razem. Uważnie śledził jej ruchy, gdy wzięła go za nadgarstek i był przygotowany na wszystko. Na każdą najbardziej niespodziewaną, a zarazem najgłupszą rzecz, którą mogła zrobić, a jednak nie przewidział jednego — nie przewidział, że Vita postanowi iść o krok dalej, nie tylko wywołując u niego ekscytację nieznanym, ale jebane podniecenie, którego nie był w stanie opanować. Nie w momencie, kiedy wsunęła kciuk do swój ust, lekko go zasysając, patrząc na niego spod długich rzęs i sprawiając, że wyobraźnia zadziała aż zbyt kreatywnie. Musiał przymknąć oczy na dwie sekundy i wziąć głęboki oddech, aby opanować swoje emocje; choć czy był w stanie? Już znajdował się na kompletnie straconej pozycji i Vita musiała o tym wiedzieć. Jak i nie poczuć. — Iskiereczko, igrasz z ogniem — zaraz mruknął w jej usta, przez chwilę skupiając na nich swój wzrok. Lekkie szturchnięcie jej nosem o ten jego sprawiło, że wrócił spojrzeniem do jej oczu, zaraz opierając swoje czoło o to jej. Pierwszym i ostatnim, dopowiedział w swoich myślach, łapiąc się na pewnej zaborczości skierowanej w jej kierunku. Przesunął swoją dłoń z jej biodra na talię, nie krępując się, aby wsunąć ją pod koszulkę i poczuć pod palcami jej delikatną, nagą skórę. — Co ty ze mną robisz — dorzucił szeptem, będąc w półkroku, aby pokonać ostatnie dzielące ich milimetry, aby w końcu mogli rozładować tę całą napiętą atmosferę, skosztować swoich ust i zatopić się w tej czułej przyjemności, ale nagle…
…nagle czar prysł.
Przeniósł spojrzenie w kierunku drzwi, zza których dobiegał ten nieznośny łoskot i miał wrażenie, że zaraz wyjdzie im przypierdolić. Musieli sobie o nim przypomnieć teraz? W momencie, w którym prawie zatopił się w uroku tej intrygującej kobiety, powodując u niego niemałą frustrację? Może tak miało być? Zwłaszcza gdy odsunęła od niego twarz, wyciągnęła klucze, do których jeszcze chwilę wcześniej sam najchętniej by się dobrał i włożyła mu je do dłoni, zaraz się od niego odsuwając. Stał w osłupieniu, z ciężkim oddechem i przez chwilę wodził za nią spojrzeniem, zastanawiając się, ile w tym wszystkim było jedynie pozornie opanowanego spokoju. Wywrócił oczami na jej komentarz i jeszcze przez chwilę miał okazję nawiązać z nią dłuższy kontakt wzrokowy. — Zostawię — rzucił, kiwając lekko głową. Co miał powiedzieć więcej? Do widzenia? Dobrej nocy? Szkoda, że nam przerwali? Odprowadził ją spojrzeniem do biura i westchnął głęboko, zwracając uwagę na drzwi, zza których dobiegły kolejne krzyki. W kilku dłuższych krokach znalazł się przy nich, odkluczając je i pozostawiając pęk w zamku.
— Co tak długo siedziałeś z tą wariatką? — rzucił pan wyszczekany, na co Aiden jedynie wzruszył ramionami.
— Wróciłem się po telefon — odpowiedział, nie czując się w obowiązku tłumaczenia im, tym bardziej że sami mogliby dostrzec pewne sygnały, jak nieco roztrzepane włosy, w których jeszcze chwilę temu umiejscowiona była drobna rączka, a wcześniej… ahhh! — Muszę wrócić pomóc jej to ogarnąć — rzucił nagle, kiedy reszta jego kumpli ruszyła w kierunku dalszej drogi. Spojrzeli na niego z dezorientacją.
— Daj spokój, Aiden to jej praca i sam prze… — zaczął James, jednak rudowłosy szybko mu przerwał.
— Została sprowokowana i teraz musi przez to siedzieć po godzinach. Idźcie, widzimy się jutro — odparł i całe szczęście nie toczyły się z nim dalsze dyskusje. Odetchnął głęboko, wracając do baru i po wejściu ponownie zakluczając za sobą drzwi. Zostawił je w zamku. Przy barze panował lekki armagedon, a póki co po dziewczynie nie było śladu. Podszedł bliżej lady w momencie, kiedy Vita wyszła z biura, skupiając spojrzenie na Aidenie. Spojrzał na nią znowu i wróciły do niego emocje — bliskość jej ciała, ciepło jej skóry, zaczepny dotyk, którym zdecydowanie chciała pokazać, kto tu rozdawał karty. Chciał coś powiedzieć, może usprawiedliwić swój powrót, ale czy to miało sens? Pokonał dzielący ich dystans w kilku szybkich krokach, łapiąc jej twarz między dłonie i nie siląc się na żadne, próbne i delikatne buziaczki, wpił się w jej usta z namiętnym pocałunkiem, tracąc jednocześnie własne myśli i przekładając w to wszystkie emocje, które nagromadziły się w nim, zanim wyszedł; bo zaczerpnięcie świeżego powietrza nie przyniosło żadnej ulgi, a tym bardziej chłód wieczornego powietrza uzmysłowił mu, że zostawił tutaj niedokończone sprawy i oszaleje, jeśli wróci do domu z poczuciem nie usatysfakcjonowania tym wieczorem. Przycisnął ją lekko do ściany, jedną z dłoni opierając o mur za jej plecami, a drugą wplątując w jej miękkie, ciemne włosy i rozkoszując się jej delikatnymi ustami, poznając ich smak, w czym między innymi kwaśność lemoniady, którą jeszcze chwilę wcześniej sam zostawił na jej wargach. Vita była uzależniająca i uświadamiał sobie to wraz z każdym kolejnym, głębokim muśnięciem, bo było mu zdecydowanie za mało.

Boom clap, you make me feel good
Come on to me, come on to me now


demonic woman

sorry for stupid people

: wt cze 09, 2026 12:34 am
autor: vita holloway
i'm just gonna fall in love
and fuck it up again


Wymiana zdań między nimi wyglądała jak odbijanie piłeczki pingpongowej, a ten mecz zdecydowanie nie zapowiadał się na taki, w którym miał pojawić się jeden oczywisty zwycięzca. Walka była zacięta. Przewróciła oczami teatralnie, wręcz ostentacyjnie, na jego 'piękna' i rzuciła tylko pod nosem po ukraińsku, - sverdlovyna - Skoro nie chciał się z nią powymieniać laurkami, to jego strata! O! Za każdym razem, kiedy myślała, że ta jakaś bezpodstawna siła, która przyciągała ją do niego, może w końcu odpuści, chwilę później znowu okazywało się coś, co sprawiało, że serce zaczynało bić jej szybciej. Zerknęła na niego, gdy wspomniał o komiksach, i zaśmiała się cicho pod nosem. Niewiarygodne. W wolnych chwilach przecież rysowała jako freelancerka do gier i komiksów. - Uważaj, bo może narysuję cię jako wroga publicznego numer jeden - wytknęła język w jego kierunku. Nie rozumiała, czemu aż tak zależało jej na jego opinii. A może nawet nie o to chodziło. Może chodziło o fakt, że był pierwszą osobą od dawna, która wywarła na niej takie wrażenie. Uspokoiła się wewnętrznie, gdy dodał, że po prostu generalizował. Miała nadzieję, że faktycznie tak było i że mówił prawdę.

Śmiech, a zaraz po nim to charakterystyczne chrumknięcie, wydobyły się z niej tak szczerze, że tylko utwierdziły ją w przekonaniu, że pomimo tego, jak bardzo ją irytował, naprawdę dobrze czuła się w jego towarzystwie. Nie krępowała się przy nim tym, jaka była. A potrafiła być bezpośrednia, oschła i ogólnie ciężka w obyciu, co zresztą miał okazję poznać dzisiejszego wieczoru. - Hm, wyglądasz nazbyt uroczo na upadłego anioła - dodała, marszcząc brwi i skanując jego twarz. Specjalnie powiedziała, że wyglądał uroczo. Tak o. Żeby zbić go z tropu. Tym bardziej że jeszcze przed chwilą twierdziła, że wcale jej się nie podobał. Zatrzymała powietrze w ustach, czując, jak odsuwa kosmyk włosów za jej ucho. Uchyliła usta, chcąc coś powiedzieć, jednak ten na pierwszy rzut oka czuły gest kompletnie zbił ją z tropu. Przyglądała się tylko jego twarzy, zerkając, gdzie zmierzały jego oczy, by chociaż spróbować odgadnąć, co tak właściwie siedziało mu w głowie. Czuła przyspieszone bicie serca. - Ya ne znayu, chy ty hotovyy do tsʹoho - wyrzuciła z siebie, zupełnie nie ogarniając, że zaczęła mówić do niego w swoim ojczystym języku. Zamrugała, lekko speszona. - To znaczy… nie jestem pewna, czy jesteś na to gotowy, diabełku. - puściła mu oczko - Cała ci zapadnę w pamięć - dodała po chwili, unosząc delikatnie kącik ust.

Cholernie jej się podobał. Działał na nią niczym benzyna. Podsycał ją. Dodawał jej niemal skrzydeł, które sam musiał stracić podczas owego upadku z nieba. Czuła się jak ktoś, kto dostał drugą szansę od… sama nie wiedziała czego. Losu? Przypadku? Jakiejś popapranej siły, która najwyraźniej miała wobec niej bardzo dziwne poczucie humoru? Wiedziała tylko, że mogłaby zgubić się w odcieniu jego oczu, które przypominały głębię lasu i łąkę po deszczu. Wiedziała, że pragnęła składać pocałunki na jego różowych ustach, spowitych tym uroczym pocałunkiem słońca. Że chciała wtapiać palce we włosy o kolorze zachodu słońca. Był piękny. Jak ten upadły anioł, który niegdyś szybował w niebiosach, zanim zostało mu to odebrane. Oddech jej przyspieszał, a iskry tliły się w oczach, gdy próbowała pokazać mu, że jednak trzymała się na wodzy. Że miała tutaj jakąś kontrolę. Chociażby miała ją tylko udawać. Utrzymując z nim kontakt wzrokowy, pokazywała mu, z kim naprawdę miał do czynienia. Wpatrywała się w jego oczy. W ten wymalowany w nich szok. W brwi, które uniosły się, gdy zassała jego kciuk. W to, jak przymrużył oczy i spiął się na moment, a jego ciało wysłało sygnał, którego nie potrafiła zignorować. Czując to, automatycznie zacisnęła uda. Stała przylgnięta do niego, czując ciepło i podniecenie przechodzące przez ciało, gdy znowu nazwał ją i s k i e r e c z k ą.
Podobało jej się to.
Cholernie.

Dreszcze przeszły po jej ciele niczym mrówki wzdłuż kręgosłupa, gdy poczuła delikatną skórę jego opuszków sunących po jej nagiej skórze. Dosłownie straciłaby rozum, gdyby nie ci cholerni krawaciarze, którzy oczywiście musieli postanowić popsuć im moment. Wsunięcie kluczy w jego dłoń było niby prostym gestem, a jednak cholernie ciężkim. Nie spodziewała się, że poczuje przez to aż taką gorycz gdzieś z tyłu języka... Idąc do biura, w dalszym ciągu czuła ciepło jego oddechu muskające jej skórę. Czuła, jak jeszcze chwilę wcześniej stała tam niemal drżąca, przechylając twarz, by zaraz musnąć jego usta. Zasmakować ich. Sprawdzić, czy naprawdę były tak uzależniające, jak zdążyła sobie wmówić przez te kilka absurdalnie intensywnych minut. Nie opierał się jednak, gdy kazała mu zostawić klucze w drzwiach. Najwidoczniej nie zrobiła na nim takiego wrażenia, jak on na niej. Trudno. Usiadła przy biurku, licząc pieniądze, kiedy usłyszała, jak drzwi zamykają się za nim. Cholera. Co on z nią robił? Potrząsnęła głową, zmuszając się do skupienia na banknotach. Po jakichś pięciu minutach otworzyła sejf i wsunęła do środka kopertę z dzisiejszym utargiem. Wtedy też dotarło do niej, że nawet nie dała mu swojego numeru.

Po co mu twój numer? Opanuj się.
Rzuciła sobie w myślach, a rozsądek, o dziwo, na moment naprawdę postanowił przemówić jej do głowy. Zamknęła sejf, przekręciła klucz i wyszła z biura, żeby dokończyć zamykanie pubu. Idąc w kierunku baru, uniosła wzrok. I wtedy go zobaczyła. Stał tam. Chciała się odezwać. Zapytać, co tutaj jeszcze robił. Zerknęła tylko na drzwi, w których wciąż tkwiły klucze, a zanim zdążyła znowu skierować spojrzenie na niego, on już był przed nią. Chwycił jej twarz w dłonie. Dynamicznie. Z a c h ł a n n i e. Zdążyła tylko wydobyć z siebie ciche, zduszone westchnienie, gdy połączył ich usta w namiętnym pocałunku, przepełnionym żądzą, potrzebą i czymś tak intensywnym, że przez sekundę naprawdę zapomniała, jak się oddycha. Od razu wsunęła dłonie w jego włosy, zaciskając na nich palce i odwzajemniając każdy pocałunek z tą samą gorliwością. Tym samym pragnieniem, które rozlewało się po jej ciele jak ogień po benzynie. Gdy jej plecy uderzyły o ścianę, poczuła, jakby całe powietrze uciekło jej z klatki piersiowej. Fala podniecenia przeszła przez nią gwałtownie, szczególnie gdy sam wsunął dłoń w jej włosy, przytrzymując ją przy sobie tak, jakby wcale nie zamierzał dać jej uciec. Zsunęła jedną dłoń niżej, odnajdując przez materiał jego męskość. Ścisnęła ją delikatnie, wydobywając z siebie ciche mruknięcie prosto w jego usta. Pocałunek za pocałunkiem. Coraz bliżej tej granicy, której przekroczenie byłoby naprawdę, ale to naprawdę fatalnym pomysłem. I wtedy dotarło do niej jedno. Fucking hell. Kamery. Przesunęła dłoń gwałtownie do góry, zaciskając palce na materiale jego koszuli, po czym oderwała usta od jego ust. Spojrzała na niego, próbując złapać oddech, choć jej wzrok i tak bezczelnie wracał do jego warg - N-nie możemy… - wyrzuciła z siebie, brzmiąc o wiele mniej stanowczo, niż by sobie tego życzyła. Przełknęła ślinę. - Kamery - dodała tylko, puszczając go i prostując się. Ostatnie, na co miała ochotę, to dywanik u szefa. A już na pewno nie miała ochoty, żeby oglądał ją półnagą na nagraniu z monitoringu, gdyby naprawdę zdecydowali się pociągnąć to dalej.

No ale nic. Musiała działać, a jedyną myślą, która w tej sytuacji wydała jej się wręcz idealna, było wsunięcie dłoni do kieszeni jego spodni. Wyciągnęła telefon. Zablokowany. Uniosła go więc wyżej, odwracając ekranem w stronę jego twarzy - Ah, dziękuję - rzuciła z cwaniackim uśmiechem, gdy telefon odblokował się niemal od razu. Uśmiechnęła się rozbójnicko, wpisując wiadomość w jego telefon. Chwilkę później jej własny telefon zawibrował z wiadomością, którą sobie wysłała, wysunęła go szybko drugą dłonią i wybrała szybko zdjątko w wyszukiwarce zanim je zapisała pod jego kontaktem, po czym wsunęła swój telefon z powrotem do kieszeni spódniczki.
vohnyk
Vita, jesteś taka hot
Najlepsza barmanka
jaką kiedykolwiek całowałem!!! xx
Wiadomość...
Następnie zablokowała ekran i wsunęła komórkę z powrotem do jego kieszeni, po czym chwyciła dłońmi materiał jego koszuli, zaciskając na nim palce. Stanęła na palcach, by jeszcze raz musnąć jego usta. Posłała mu zadziorny uśmiech. - Tylko nie ociągaj się za długo z drugą wiadomością. Nie lubię czekać. - Poluzowała uścisk. - Dobra, przestań mnie rozpraszać. Musimy zabrać się do roboty. - Odwróciła się od niego i ruszyła w stronę zmywarki, do której zaczęła powoli ładować brudne szklanki pozostawione przez gości. Wyciągnęła telefon, podłączyła go do pubowego stereo, a chwilę później muzyka wypełniła lokal. Vita zerknęła na niego tylko przez ramię. - Możesz zacząć od podłogi. Im prędzej skończymy, tym szybciej będziesz mógł za mną zatęsknić. - Uśmiechnęła się od ucha do ucha, bujając się z nogi na nogę i obracając wokół własnej osi, gdy zgarniała kolejne szklanki z blatu. Nucąc pod nosem i załadowując zmywarkę, zdała sobie sprawę, że tak naprawdę bardzo chciałaby, żeby się do niej odezwał. Miała SMS-a w swoim telefonie, którego sama wysłała z jego komórki, ale lubiła być zdobywana. Tylko że może właśnie o to chodziło. Lubiła to, co było jej znajome… a on był wszystkim, tylko nie czymś znajomym.

Był czymś nowym. Nieznanym. Innym od wszystkiego, do czego zdążyła przywyknąć. W sposobie bycia. W tym, jak dobierał słowa, jak zwracał się do niej z tą bezczelną zadziornością, nie owijając niczego w bawełnę. W spojrzeniu tych niesamowitych tęczówek, w które mogłaby wpatrywać się bez końca, chociaż oczywiście prędzej odgryzłaby sobie język, niż przyznała to na głos. I w tym, jak przyciągnął ją do siebie, łącząc ich usta w pocałunku, który wręcz krzyczał, jak bardzo jej pragnął. Mimo że praktycznie się nie znali. A może właśnie dlatego było to takie cholernie niebezpieczne.

𝚜𝚑𝚘𝚘𝚝𝚒𝚗𝚐 𝚜𝚝𝚊𝚛 𝚜𝚝𝚛𝚊𝚒𝚐𝚑𝚝 𝚝𝚑𝚛𝚘𝚞𝚐𝚑 𝚝𝚑𝚎 𝚑𝚎𝚊𝚛𝚝

Wzniecała w nim ogień, który dopiero zaczynał tlić się również w niej samej. Nachylając się, by zamknąć klapę zmywarki, przyłożyła palce do ust. Chwilę później wychyliła głowę, sprawdzając, czy przypadkiem nie zauważył tego żałośnie romantycznego gestu, którego sama po sobie by się nie spodziewała. Irytowało ją to. I jednocześnie fascynowało. Obiecała sobie przecież, że da sobie spokój z facetami. Że teraz skupi się na sobie. Nigdy wcześniej nie miała jednak tak zwanego znajomego z przywilejami. Może właśnie tego potrzebowała? Może taki układ pozwoliłby oddzielić emocje od czynów. To miało być tylko pragnienie. Upust. Nic więcej. Zamknęła zmywarkę i zaczęła ścierać blaty. Potem lustra. W tym czasie on mył podłogę. Po mniej więcej czterdziestu minutach skończyli wszystko, a Vita poszła do szatni po torbę i zarzuciła ją sobie na ramię. - Dzięki za pomoc, ochotniku. - Uśmiechnęła się szeroko, chwytając go za dłoń i splatając z nim palce. Ruszyli w stronę wyjścia. Kiedy otworzyła drzwi, uderzyło ich chłodne powietrze. Było już cholernie zimno. Spojrzała na ich splecione dłonie i niechętnie puściła jego rękę, żeby zamknąć lokal. Miała wrażenie, że zajmuje jej to całą wieczność, bo tak naprawdę wcale nie chciała zamykać. I nie chciała się z nim żegnać. Czuła stres przebiegający przez całe ciało. Przekręcając klucz po raz ostatni i słysząc charakterystyczny klik zamka, niemal przeklęła pod nosem. Gdyby nie te pieprzone kamery… Kto wie, co by się stało.

Westchnęła, wsuwając klucze do kieszeni. Potem odwróciła się i uniosła wzrok na jego twarz. - Dobrze się bawiłam. - Uśmiechnęła się, podchodząc bliżej. Wyciągnęła dłonie ku górze, likwidując ostatnie centymetry dzielącej ich przestrzeni. Przyciągnęła go do siebie mocno, niemal desperacko, i zadarła głowę. Pocałowała go… zachłannie, ale bez pośpiechu, chcąc smakować każdy ułamek tej chwili. Wokół nie było już kamer. Był tylko zgiełk ulicy, oni dwoje i powietrze ciężkie od napięcia. Powietrze i ogień. Przechyliła lekko głowę, pogłębiając pocałunek, a jej ciało wtopiło się w jego ramiona jeszcze mocniej. Spomiędzy ich złączonych ust wymknęło się ciche, drżące westchnienie… pół jęk, pół błaganie o więcej.. - Lovebirds! - Jakiś głos rozległ się z oddali. Vita parsknęła śmiechem prosto w jego usta i odwróciła głowę w stronę sprawcy tej brutalnej zbrodni przeciwko świetnej zabawie. Bezdomny. Na wpół nagi. Biegający ulicą z dzidą w ręce i piórem wetkniętym we włosy. Oczywiście, pieprzone Toronto nocą… chociaż za dnia to samo! Spojrzała z powrotem na swojego nowego towarzysza i przesunęła dłonią po jego policzku. - Ooo… mój tramwaj. - Wspięła się na palce i złożyła pocałunek w kąciku jego ust, po czym ruszyła biegiem w stronę nadjeżdżającego tramwaju. Dopiero przy drzwiach odwróciła się, roześmiana. - Nie zapomnij napisać, vohnyku! - Zaśmiała się i wskoczyła do środka. Choć przez jeden krótki moment naprawdę się zawahała. Mogła go zaprosić do siebie. Mogła odwrócić się, złapać go za dłoń i udawać, że to wcale nie byłoby absolutnie najgorszym i jednocześnie najlepszym pomysłem tego wieczoru. Ale miał jej numer. A ona, choć cholernie nie lubiła czekać, lubiła też zostawiać po sobie niedosyt. Kto powiedział, że nie będzie jeszcze okazji, żeby sprawdzić, co stałoby się, gdyby jednak pozwoliła mu pójść za sobą?

ʟʊƈʏʄɛʀ

sorry for stupid people

: czw cze 11, 2026 12:10 am
autor: Aiden O'Cahallan
Zmrużył podejrzliwie oczy, kiedy powiedziała kolejne słowo w niezrozumiałym dla niego języku. — Mam nadzieję, że to znaczy przystojniak — mruknął, będąc zaintrygowanym wplataniem obcojęzycznych słów, ale również niesamowicie irytował go fakt, że nie wiedział, co do niego mówiła; bo ponownie, mogła rzucić jakimś zabójczym komplementem, ale jednocześnie obarczyć najgorszym epitetem, a on nawet nie byłby tego świadomy. — Narysujesz mnie? — zagadnął, unosząc lekko brew. — Cóż, mam nadzieję, że wyeksponujesz wszystkie moje atuty. — Najwidoczniej trafiła mu się artystka, a jego zżerała ciekawość, aby zobaczyć jakieś jej prace — już nie tylko laurki wykonywane za czasów dziecięcych, ale prace, które tworzyła obecnie. Zastanawiał się, jak postrzegała świat, jak skupiała się na szczegółach i też w jaki sposób odbierała jego samego.
Nazywała go uroczym, chwilę wcześniej twierdząc, że kompletnie nie był w jej typie. Nie sklejały mu się te fakty, ale już z początku w nie nie wierzył, co zresztą później sama zaczęła udowadniać, że kłamała. Widział, jak reagowała na te małe gesty, jak patrzyła na niego, uważnie obserwująć swoimi bezkresnymi tęczówkami jego poczynania. Wiedział, że nie był jej tak obojętny, jak próbowała się przy tym upierać i ogromnie połechtało mu to ego. Zmiana języka utwierdzała go w przekonaniu, że mieszał jej w głowie, przez co uśmiechnął się lekko kącikiem ust, próbując powstrzymać to rozbawienie, które tak bardzo uparcie chciało wkraść się na jego buzię. Był na to gotowy. Zawsze był gotowy na dziewczyny, które potrafiły mu zaimponować i nie powielały schematów tandetnego flirtu. Chociaż może tu chodziło stricte o osobę, a nie o sposób nawiązywania relacji? Vita po prostu była inna. To jak się wypowiadała, jej odpowiedzi na jego głupie zaczepki i lekkomyślne, wręcz nieprzemyślane decyzje, które go urzekły wraz z przyjmowanym strzałem lemoniady. Cała ci zapadnę w pamięć. To była groźba czy obietnica? Niezależnie od tego, czuł dreszcz emocji na samą myśl i cóż… już udało jej się osiągnąć ten cel, zdecydowanie wtukła się w mózg Aidena, robiąc na nim takie wrażenie, że powrót do domu, o który modlił się jeszcze pół godziny temu, nagle wydawał mu się najmniej interesujący.
Brakowało mu dalszego ciągu. Złączenia ust w namiętnym pocałunku, aby mógł spróbować, czy jej wargi tak dobrze pasowały do tych jego, tak jak mu się wydawało. Wychodził bez niczego, jedynie z wiedzą, gdzie mógł jej szukać. Nie miał jej na wyciągnięcie ręki, bez możliwości napisania czegoś głupiego i mając nadzieję, że każdy foszek był w stanie szybko przepędzić znad jej piękne główki. Czemu w ogóle o tym myślał? Czemu miałaby się na niego obrażać? Działała jak najlepszy na tym świecie narkotyk, powodując u Aidena uzależnienie w trybie natychmiastowym. Dlatego również decyzja była łatwa — musiał się wrócić. Musiał skosztować jej ust, jeszcze raz poczuć jej skórę pod swoimi palcami i mieć możliwość, aby złapać ją gdzieś jeszcze oprócz możliwości spotkania jej za barem.
Pożądał jej tak bardzo, że prawdopodobnie nie zdawał sobie jeszcze z tego sprawy i najwidoczniej nie tylko on miał ten problem. Obydwoje zachłannie zdzierali ze swoich ust słodko-kwaśne pocałunki, jej palce w jego włosach powodowały przyjemny dreszcz ekscytacji, który wzmacniał się wraz z jej dotykiem wzdłuż jego klatki piersiowej. Nie analizował, co chciała zrobić — w tym momencie mógł zgodzić się na wszystko co chciała. Odbierała mu zdrowy rozsądek, szalał na jej punkcie, a znał ją tak niebezpieczenie krótko. — Vita — stęknął w jej usta, kiedy ścisnęła jego męskość, tracąc wszystkie zmysły. Chciał posunąć się o krok do przodu, ściągnąć z niej bluzkę, całować nie tylko usta, ale i jej rozgrzaną od emocji skórę, ale nagle się odsunęła. Dał jej chwilę na oddech, przenosząc żarliwe pocałunki na jej szyję, czując mocniej jej perfumy, które dodawały mu jeszcze większego szaleństwa. Zdawała się być idealna pod każdym względem, więc tylko czekał, aż bańka postanowi pęknąć. Usłyszał słabe nie możemy, przez co odsunął się od niej z niezrozumiałym spojrzeniem. Kamery. — No i co? Nowe doświadczenia, jeszcze sekstaśmy nie nagrywałem na pierwszym spotkaniu. — Nie żeby nagrywał kiedykolwiek. Westchnął z ogromnym bólem, próbując przywołać się do porządku i z uwagą obserwował, jak wpisuje w jego telefon swój numer telefonu, a także krótką wiadomość, na którą wywrócił oczami. Wyglądało to zbyt łatwo. Dostał jej numer, bez zbędnego proszenia i jeszcze jeden, krótki (zdecydowanie zbyt krótki!) pocałunek, zanim zagoniła go do roboty. Jakby naprawdę był ochotnikiem. Z lekkim oszołomieniem przyglądał się jej, zaraz dostają polecenie mopowania podłogi i… co mu zostało, jak napełnić wiadro, wlać płynu i ogarnąć syf na ziemi, który po części wykonali również oni sami.

Splecione dłonie wyglądały jak abstrakcja, ale delikatny dotyk sprawiał, że pragnął więcej. Pragnął jej nie puszczać i odprowadzić ją prosto pod drzwi jej własnego domu. Krótko przejechał kciukiem po wierzchu jej dłoni, jakby tym gestem chciał się upewnić, że to wszystko było prawdziwe. — Mm, i vice versa, tylko zbyt krótko — mruknął niezadowolony, zanim przyciągnęła go do kolejnego pocałunku. Pożegnalnego pocałunku. Wsunął dłonie w tylne kieszeni jej spódniczki, dzięki czemu przesunął ją bliżej siebie, zachłannie muskając jej pełne usta, oddając pocałunki wypełnione emocjonalnością i trzymając się pragnienia, aby ten wieczór nie musiał się kończyć. Ale wszystko co piękne, w końcu ma swój koniec, prawda? Jeszcze cichy jęk zadziałał na niego dodatkowo pobudzająco, przez co na sekundę zacisnął dłonie na jej pośladkach, zanim ktoś przeszkodził im tę ostatnią, wspólną chwilę. Czy wszechświat naprawdę z nich drwi? Najpierw krawaciarze, potem półnagi bezdomny, który jak poszedł już dalej, to został zastąpiony przez nadjeżdżający tramwaj. — Ustawię sobie przypomnienie — rzucił z rozbawieniem, słysząc o tym, że miał do niej napisać. No musiał, w końcu nie lubiła czekać. Chociaż cierpliwość uszlachetnia, prawda? Zniknęła za drzwiami pojazdu, a on został sam. Serce w dalszym ciągu biło mu jak oszalałe, a usta dalej czuły ciepło warg Vity. Czuł się, jakby zaraz na nowo miał chwycić ją w swoje ramiona i nie puścić aż do końca.
Ruszył w kierunku swojego mieszkania, mając cały czas w myślach tę dziewczynę, żadna rozterka nie była w stanie przezwyciężyć jej obecność w umyśle O’Cahallana. Spotkał kobietę elektryzującą, przyciągającą i jednocześnie tak oszałamiającą, że to głowa mała. Znali się krótko, ale jedno było pewne: iskiereczka była jego nowym uzależnieniem.

koniec


new addiction