Strona 2 z 3

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 8:30 pm
autor: Pilar Stewart
Oczywiście, że się zgrywała.
Nie wątpiła, że Galen pasował do czerwonego Ferrari. Miał swój temperament. Może i przez większość czas uchował go pod złotymi mankietami i równo uszytymi marynarkami za tysiące dolarów, ale przecież Pilar widziała jego różne twarze. Widziała, kiedy się złościł, tak bardzo, że potrafił przywalić drugiemu człowiekowi, widziała go też smutnego, kiedy był załamany tym, co odkryli w Quebec, a takiego Galena na pewno tylko mała garstka ludzi miała okazję oglądać. Widziała go też w pełni desperacji, kiedy podczas treningu i tego co między nimi zaszło, dociskał ją do ściany i chciał udowodnić jej, że był wszystkim, czego potrzebowała. A przede wszystkim widziała jego szczerość w Wendy’s, kiedy dzielili się swoimi największymi demonami. Może i znała go krótko, ale za to dobrze. Znała go od strony, naprawdę niewiele osób miało okazje.
I to powodowało ten cały sentyment.
To że nie odskakiwała od niego, kiedy znajdował się za blisko, jakby jego ciało jeszcze pamiętało to aż za dobrze. Całe szczęście zaraz byli już w samochodzie. Chociaż kiedy szarpnął mocno pasem, Pilar posłała mu wymowne spojrzenie. Widziała przecież co robił, ale tym razem…
Dasz radę — nie miała zamiaru popełniać tych samych błędów. Uśmiechnęła się za to, kiedy zaczął nawijać o tym, jak to przecież był prezesem swojej firmy i mógł sobie robić przerwy wtedy, kiedy chciał, a zaraz potem jeszcze nawijał o samochodach. Pilar uśmiechnęła się pod nosem, a zaraz do niego nachyliła, kiedy stali na czerwonym, gdy rzucił to pokaż na co go stać. — Pas, Wyatt. Bo inaczej nic nie zobaczysz — może przysunęła się za blisko, źle przekalkulowała ich odległość od siebie, bo jej oddech zdecydowanie skończył na jego policzkach. Nawet sięgnęła ręką gdzieś za jego ramię i delikatnie pociągnęła, wręczając mu końcówkę pasa do ręki.
Odsunęła się, wracając uwagą do drogi, a kiedy w końcu dźwięk zapinanego pasa wybrzmiał w aucie, Pilar przygazowała na zielonym. Może nie była to jeszcze odpowiednia prędkość, ale już można było czuć, jak ciało wbija się bardziej w fotele. Przy okazji okazało się, że Galen Wyatt nie może się zdecydować. Znowu.
No tak — cmoknęła, nawet na niego nie patrząc. — Galen Wyatt, jak zwykle ma za dużo wybranek serca i sam nie wie, czego chce — jej głos był spokojny, chociaż dało się w nim wyczuć emocje. Zaraz nawet na niego spojrzała. — Tylko żeby tym razem nie było za późno — bo przecież do takich wniosków doszli w ich przypadku, czyż nie? Że gdyby wtedy, przy oddawaniu kluczyków on się faktycznie do niej wyrwał, pozwolił sobie ją zatrzymać i nie pozwolił jej odejść… może teraz to jego diament miałaby na palcu? Może wcale nie byłaby to ciężka literka z drobnymi ozdobnikami, a coś obrzydliwie wytwornego, co bałaby się nosić do roboty. Może. Ale Pilar już miała na palcu pierścionek, który na sam rzut okiem przypominał jej te wszystkie piękne wspomnienia z Meksyku.
Ja też się po sobie nie spodziewałam — przyznała, wjeżdżając na autostradę i przyciskając gaz jeszcze mocniej. Spojrzała na licznik, wskazywał już ponad sto pięćdziesiąt. Na wzmiankę o Panelu przewróciła oczami, bo pieprzony Will ciągnął się przez jej życie ostatnio jak jebany smród po gaciach, za to kiedy Galen wspomniał o tym, że ostatnim razem nie była pewna, Pilar jeszcze bardziej przyśpieszyła. Dwieście. — Tak wyszło. Podobno miłość nie wybiera, nie? Ona po prostu się pojawia i nic nie jesteśmy w stanie na to poradzić — dodała, kiedy licznik pokazywał już dwieście trzydzieści i dało się słyszeć koła ocierające o asfalt. Czuć na ciele prędkość, z jaką jechali. Całe szczęście drogi były puste, bo Pilar była na tyle jebnięta, żeby przy dwustu pięćdziesięciu jeszcze spojrzeć przelotnie w oczy Galena. — Sam mi to przecież powiedziałeś — wtedy w Wendy’s, że w końcu kogoś znajdzie i nawet nie zauważy kiedy straci dla tego kogoś głowę. I najbardziej niesamowite było to, że to mógł być Galen. Może. Ale tego akurat nie sprawdzą już nigdy.
Teraz jesteś pewna?
Trzysta.
Tak — rzuciła na pełnych emocjach i adrenalinie związanej z prędkością, jaką właśnie osiągali. Wszystko dookoła buczało, razem z sercem, które waliło młotem mocno w piersi. Wszystko ją mrowiło, cała skóra, kręgosłup… dokładnie tak samo, jak kiedy dotykał ją Madox. Obłędnie. — Kurewsko pewna — wydyszała, zahipnotyzowana tym, jak auto się rozpędziło. Galen też musiał to poczuć, ten dreszcz emocji. Zaraz jednak ściągnęła nogę z gazu. Nie chciała sytuacji jak ostatnio z policją. Wtedy też wyjechali się tylko przejechać. Spojrzała na niego przelotnie, wciąż ciężko oddychając… i może chciała coś jeszcze dodać, ale czy tu było co mówić? Czym się więcej dzielić? Może i chciała, ale wtedy ktoś zatrąbił obok, a ona wróciła pełną uwagą do drogi.
Tu jest zjazd — mruknęła, poprawiając się na fotelu i prostując plecy. — Sprawdzisz jak stąd dojechać na miejsce? — poprosiła go i w pierwszej chwili chciała mu wskazać swoj telefon, ale po ostatnim… jakoś nie ufała mu ze swoją komórką, więc poczekała aż zrobi to ze swoją. Spojrzała na trasę i skinęła głową, już widząc, gdzie powinna się kierować.
Będziemy tam w ogóle mogli wejść bez zapowiedzi? — zainteresowała się, bo w sumie nie miała pojęcia, czy każdy mógł tak po prostu wejść z ulicy. — W schowku mam odznakę, ale strój… nie do końca roboczy — szczególnie to wycięcie na nogę, które teraz niebezpiecznie się podwinęło, pokazując jeszcze większy skrawek jej uda.

Galen L. Wyatt

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 9:40 pm
autor: Galen L. Wyatt
Wywrócił oczami na to jej dasz radę i znowu pociągnął za pas, a ten znowu mu się zaciął. Chyba zrobił to pod złym kątem, ale Galen Wyatt to trochę jak dziecko.
- Ostatnio jak nie mogłem zapiąć pasa, to coś tam zobaczyłem... - mruknął zadziornie, nawiązując do tego, jak ona mu z tym pomagała i wylądowała na nim. A kiedy pochyliła się do niego, to on też podsunął się bliżej, bo przecież, jakże by inaczej?
Tak blisko, że jego ciepły oddech musnął o jej wargi, a kiedy sięgnęła po pas, to złapał go w palce i tym razem pociągnął z wyczuciem, żeby zaraz w końcu go zapiąć.
Utkwił spojrzenie w jej profilu, chociaż mijali samochody coraz szybciej, a Galen lubił prędkość, to jego niebieskie spojrzenie i tak uciekało do niej. Cały czas.
- Co poradzisz na to Pilar, że Galen zawsze ma takie powodzenie? - rzucił w odpowiedzi na jej słowa, ale zaraz parsknął, bo takie mówienie o sobie w trzeciej osobie trochę go bawiło - tym razem nie będę taki głupi - dodał jeszcze, ale prawda jest taka, że przecież Galen Wyatt był trochę naiwny. Trochę nieprzystosowany do życia i on często robił rzeczy, których później żałował. Albo żałował, że czegoś nie zrobił, bo on wcale nie był gwałtowny. Nie wyrywał się i nie szarpał.
To, że szedł czasem za impulsem i emocjami, to był w ogóle cud, bo Galen przecież nie do końca to wszystko rozumiał. To, że uczucia potrafią być gwałtowne, wybuchać w jednej chwili. Te jego zawsze zbierały się powoli. Chociaż czasem zaczynało się od pociągu, od fascynacji i to owocowało bajecznym seksem, ale przecież miłość, coś więcej, co on wtedy poczuł do Pilar, to nie było coś co Galen tak łatwo rozumiał.
On nie umiałby jej wtedy chyba zatrzymać, szarpnąć się do niej i postawić wszystko na jedną kartę. On nigdy tego nie umiał. Kalkulował, i teraz też... nie wiedział czego chce.
Słuchał jej, czuł jak prędkość rośnie, jak dociskała gazu, a jego niebieskie spojrzenie sunęło po jej twarzy, po dekolcie i odkrytym udzie.
- Tylko wiesz, że ja wtedy... mówiłem o sobie, o tym co między nami wtedy zaiskrzyło? - bo może nie wiedziała? A może to czuła? Tak jak Galen to wtedy czuł, i to może była ta iskra, ta drzazga, która sprawiła, że on później zrozumiał, że wcale nie kocha Cherry? Że nie była dla niego.
Pilar była by lepsza. Spojrzał przelotnie w jej piękne, ciemne oczy.
I chociaż Stewart mówiła to, że jest pewna, a licznik wskazywał już maksymalną prędkość. Krew krążyła w żyłach w ten przyjemny sposób, a serce obijało się w piersi, do tego stopnia, że Galen jeszcze wypalił.
- I nie żałujesz? Że to mogliśmy być my? - w pięknym sportowym samochodzie, z tymi szybko bijącymi sercami i oddechami, które lądowały by na swoich policzkach bezkarnie. Z niebieskim spojrzeniem, w którym teraz szalała burza i jej brązowym, dzikim i ognistym. Byli różni, ale przecież też mieli swoje momenty. Przecież te ich serca też zabiły dla siebie szybciej, mocniej.
Galen obejrzał się przez ramię na samochód, który na nich zatrąbił, ale nic nie zrobił, tylko rzucił w jego kierunku spojrzenie, a zaraz znowu utkwił je w Pilar, a kiedy powiedziała, żeby sprawdził jak stąd dojechać na miejsce, to wyciągnął telefon i wbił adres w nawigację, pokierował ją na zjazdach, a potem pokazała jej mapkę.
Na jej pytanie podniósł na nią spojrzenie znad telefonu.
- Pilar, nie zapominaj z kim jesteś, z Galenem Wyattem - uśmiechnął się nawet do niej delikatnie. Może Galen nie umiał kogoś zagadać, tak, żeby postawić na swoim, ale... jego nazwisko otwierało wiele drzwi w tym mieście. I do archiwum miejskiego też na pewno otworzy. Znowu przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, na dłużej zatrzymując je na jej udzie - mnie się podoba ten strój, wszystkie policjantki powinny tak chodzić - znowu złapał na moment jej spojrzenie. Galen chyba nie miał słabości do mundurów, bardziej do takich sukienek, które odkrywały odpowiednio dużo, ale dużo też pozostawiały wyobraźni. I ta jego działała na najwyższych obrotach, kiedy czarny materiał zmarszczył się jeszcze bardziej.
Gdy Pilar zaparkowała przed miejskim archiwum, to Wyatt oczywiście wysiadł z auta, okrążył je i mimo, że to ona była kierowcą, to otworzył jej drzwi. Podał rękę, bo przecież Galen zawsze to robił. I gdyby go nie pchnęła, to pewnie też pomógłby jej wsiąść, chociaż Pilar już kiedyś dała mu do zrozumienia, że nie potrzebuje pomocy. Skierowali się do budynku, a na recepcji rzeczywiście wystarczyło, żeby Galen się przedstawił i powiedział, że chciał coś sprawdzić, żeby dziewczyna za kontuarem od razu wstała i osobiście zaproponowała im pomoc. Pytała nawet co ma dla nich naszykować, ale Wyatt wzruszył ramionami.
- Po prostu musimy przejrzeć pewne dokumenty. Ja i moja... sekretarka - zerknął na Pilar z ukosa, a dziewczyna uśmiechnęła się i skinęła głową. Nie chciał mówić, że Pilar była z policji, bo to mogłoby zabrzmieć zbyt poważnie, a w tej sukience... mogłaby być jego sekretarką.
Dostali kluczyk i mogli zejść do archiwum. Te Northexu znajdowały się w oddzielnym pomieszczeniu, za które Galen przecież płacił. Niewielki pokoik zastawiony rzędami regałów i wszędzie jakieś papiery. A po środku stolik i dwa krzesła.
- Dobra... Poczekaj Pilar - Galen chwycił w palce jakąś księgę, która miała być chyba indeksem, bo inaczej pewnie ciężko byłoby tu coś znaleźć. Otworzył ją gdzieś po środku - 97' rok, akta pracowników? Najpierw coś takiego? - zapytał sunąc palcem po spisie. Miejmy tylko nadzieję, że te papiery rzeczywiście były uporządkowane według tego spisu, bo było tego od groma. Ale przecież ktoś się tym zajmował, tylko, że Galen nawet nie wiedział kto.

Pilar Stewart

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 11:41 pm
autor: Pilar Stewart
Szczerze?
Nie wiedziała.
Nie miała zielonego pojęcia, że Galen Wyatt, kiedy pół roku w Wendy’s opowiadał jej o miłości, która może spaść na nią jak grom z jasnego nieba i wszystko powywrawacać w jej uporządkowanej głowie, mówił o nich. Skąd miała wiedzieć? Przecież Pilar jeszcze wtedy siedząc z nim przy skrzydełkach dopiero walczyła z tym uczuciem, że serce mogło zabić do kogoś szybciej. Że relacje nie opierały się tylko i wyłącznie na seksie. Bo to z Galenem po raz pierwszy poznała, co to była prawdziwa gra wstępna. Gierka, która trwała przez całe trzy jebane spotkania, bo przecież już kiedy przyszłą zobaczyć go w biurze po raz pierwszy wymieniali dwuznaczne spojrzenia, podteksty, testowali się nawzajem, a wtedy w Quebec? Kiedy przecież wymieniali się ognistymi tekstami po hiszpańsku w windzie, naśmiewając się z ochroniarza, kiedy pomagali Marie, kiedy u Arthura znowu udawali parę i dzielili się wspomnieniami w Wendy’s? Tam przecież nie było praktycznie żadnej fizyczności, a jednak pociąg był i to ogromny. Bo oni zaczęli od więzi emocjonalnej, a nie tej fizycznej. I może dlatego na początku to było tak wyjątkowe? Że Galen był pierwszym mężczyzną, któremu na to pozwoliła. Dobrowolnie.
A potem Madox Noriega wszedł do jej życia z buta i dosłownie roz-pier-do-lił wszystko i wszystkich na swojej drodze. Dopiero on pokazał jej, że ona nie tylko umiała kręcić i flirtować, czy budować więzi. Nauczył ją kochać. Pokazał jej to piękne, destrukcyjne uczucie, które od czasu Medellin rozpierdalało ją od środka. Bolało fizycznie w ten najbardziej pojebany, możliwy sposób. Kurewsko przyjemny.
I nawet teraz, kiedy mknęła przez autostradę z Galenem, z prędkością dochodzącą do trzysetki, ona tęskniła za Noriegą. Bo chociaż Wyatt był dobrym kompanem, to z Noriegą czuła przynależność. Wszystko chciała z nim robić, przeżywać, być. Dlatego gdy Wyatt zapytał czy żałowała, nawet nie musiała się zastanawiać.
Nie — odpowiedziała szczerze. Nie miała zamiaru go kłamać ani owijać w bawełnę. — Jestem szczęśliwa, Galen — a przecież to chyba było najważniejsze? On na pewno też był kiedyś z Cherry, kiedy im się układało. Kiedy wierzył, że to ona zostanie jego żoną i matką jego dzieci. Wiedział przecież czym była miłość. Po prostu ta jego postanowiła go oszukać. — Może i to co mamy z Madoxem jest czasami pojebane i jest… ciężko i czasami ledwo uchodzimy z tego z życiem — Galen nawet nie miał pojęcia jak bardzo. — Ale kocham go i nie wyobrażam sobie, żeby to był ktokolwiek inny — chyba pierwszy raz powiedziała te rzeczy na głos jakieś osobie trzeciej. Normalnie przecież trzymała wszystko w tajemnicy, nawet przed swoimi znajomymi. A tutaj? Tutaj wygadała się cholernemu Galenowi. Chyba jednak więź, którą mieli, faktycznie jeszcze tam była.
Zatrzymała się przed archiwum, jednak nim zgasiła jeszcze samochód, przekręciła się na bok i spojrzała na Watta. Chciała mu coś jeszcze powiedzieć? W końcu tak jakby zamykali pewien etap, a przynajmniej ona i chciała… ale w końcu po prostu odpięła pas i obserwowała go, jak obchodzi auto dookoła.
Mówiłam ci, że jestem dużą dziewczynką — przewróciła oczami i w pierwszej chwili chciała go odepchnąć, ale finalnie wyciągnęła rękę do przodu i zacisnęła palce na jego ciepłej dłoni. Pozwoliła mu sobie wysiąść, a kiedy zamknął za nią drzwi, na jego oczach schowała kluczyki znowu pod materiał stanika. — Prowadź w takim razie wielki Galenie Wyattcie, przed którym każdy się ukłania, sprawdźmy jak dużo masz władzy w tym przybytku — trochę sobie pogadała, troche go zaczepiła, może nawet nie zauważyła, kiedy przejęła trochę cech od Madoxa. A może one zawsze tam były?
Stanęła przy ladzie obserwując, jak rozmawia z kobietą z recepcji i naturalnie westchnęła głośno, gdy nazwał ją swoją sekretarką. Oczywiście. Pracownica nawet nie zawróciła na nią uwagi, bo standardowo zapatrzyła się w piękne oczy prezesa, oczywiście już zarzekając się, że wszystko im przyniesie, co tylko będą chcieli.
Ciekawe czy jakbyś nie miał takiej ładnej facjaty, to samo nazwisko by wystarczyło — powiedziała na starcie, kiedy tylko zostali sami w niewielkim pomieszczeniu z toną dokumentów i stołem pośrodku. Przeszła się wzdłuż regałów, muskając je palcami. Odwróciła się w jego kierunku dopiero gdy kazał jej czekać i sięgnął po jakąś księgę. Skinęła głową i ruszyła do stołu.
Swoją drogą fascynujące, że zawsze jak gdzieś z tobą jestem, to trzeba kogoś udawać — prychnęła, rzucając to bardziej jako luźną myśl niżeli jakąkolwiek pretensje. — Chociaż trochę przykre, że zostałam zdegradowana z dziewczyny, która lubi się zabawić w burdelu na sekretarkę — rzuciła mu jeszcze ostatnie spojrzenie, a potem nachyliła się nad księgą, którą postawił na stole.
Był to spis wszystkich pracowników Northex Industries. Do każdego z nazwisk był przypisany czas pracy oraz numer identyfikacji pracowniczej. Mogli więc znaleźć Miguela, a potem poszukać jego pełnej teczki z dokumentacją, o ile w ogóle taka tutaj była zachowana.
Ciekawe czy po tym wypadku twój ojciec nie pozbył się dokumentów — wypaliła myśl, która pojawiła się w jej głowie, a potem zawisła tuż przy Galenie, przeglądając liczne nazwiska. Było ich… no kurwa w chuj. — Ja pierdole, kto zatrudnia aż tyle ludzi — zdawała sobie sprawę, że to była wielka, ogromna wręcz firma ale przez jeden rok tam przewiało się setki ludzi. Nikt z nich nie miał na nazwisko Benitez. Dopiero na jakieś dwunastej stronie, którą przewrócił Galen, Pilar rzuciło się w oczy to nazwisko.
Czekaj! — wyrwała się do przodu, łapiąc go za rękę, żeby nie przewracał kolejnej strony. I jakoś tak zapominając, że wciąż go trzymała, nachyliła się do przodu. — Patrz, tu jest. Miquel Benitez, numer siedem siedem cztery — podniosła wzrok na Galena, a coś w żołądku momentalnie się jej przewróciło. To uczucie, kiedy jakiś obrazek zaczyna składać się w całość i nie jest jedynie przypuszczeniem. Jeszcze chwile na niego patrzyła, a zaraz odwróciła się do regałów, żeby poszukać odpowiedniej teczki.

Galen L. Wyatt

history likes to repeat itself

: sob cze 06, 2026 8:19 am
autor: Galen L. Wyatt
Powinna go zadowolić ta odpowiedź jestem szczęśliwa, a jednak to nie, które padło tak pewnie z jej ust odrobinę zabolało. Bo Galen żałował, że wtedy zamiast spróbować czegoś innego, zamiast dać się ponieść i iść za uczuciem, to on trzymał się Cherry.
I co z tego miał?
Właśnie to, jakiś taki żal do siebie samego, że nie zrobił tego kroku. Bo może teraz to o nim Pilar by tak mówiła, że go kocha.
Skinął głową, bo z jednej strony dobrze patrzyło się na Stewart, kiedy była szczęśliwa, zakochana, a z drugiej, to jednak to był zawód, bo może jakby jeszcze przez to pół roku, kiedy się nie widzieli, spróbował? Może jeszcze coś by ugrał, przecież ich ostatnie spotkanie było pełne emocji, tak różnych, a jednak i tak skończyli je pocałunkiem, który jednak tym razem... nic nie zmienił.
- Jakby kiedyś ci się znudziło, to wiesz gdzie mnie szukać - rzucił jeszcze trochę bezczelnie, ale przecież Galen zawsze wychodził z założenia, że chyba nikt w Toronto nie mógłby być lepszy od niego, nie mógłby jej dać więcej.
Chociaż może ten cały Madox dawał? I dlatego najpierw poszła za nim Cherry, a później też Pilar?
- Duże dziewczynki też czasem lubią być traktowane jak księżniczki - oczywiście, Galen coś o tym wiedział, nawet się do niej uśmiechnął, kiedy jednak przyjęła jego pomoc. Wyatt miał w sobie coś takiego, że umiał sprawić, że przy nim każda kobieta czuła się wyjątkowa. Jedyna.
Uśmiechnął się do Pilar, kiedy kazała mu prowadzić, ale nie poszedł przodem, raczej ramię w ramię i jeszcze złapał jej spojrzenie.
- Jakbyś się kiedyś zastanawiała nad listą najbardziej wpływowych nazwisko w Kanadzie, bo chciałabyś zmienić, czy coś... To Wyatt jest w czołówce - ale było. Northex Industries to nie tylko firma Wyatta i te stalowe konstrukcje, mosty, hale, wiadukty, ale też przecież akcje charytatywne, bankiety, wydarzenia. Wyattowie zawsze się pokazywali, może bardziej kiedy matka Galena była na miejscu, ale teraz jej syn też starał się utrzymywać poziom. Czasem z różnym skutkiem.
Kiedy już porozmawiał z recepcjonistką, pouśmiechał się do niej ładnie i podziękował za pomoc, i wreszcie wylądowali w tym pokoiku na dole, to niebieskie spojrzenie znowu wylądowały na twarzy Pilar.
- Trzeba korzystać ze wszystkich swoich atutów - Galen korzystał, zwłaszcza z tych błękitnych oczu odziedziczonych po matce, które z bliska miały barwę spokojnego oceanu, ale czasem... lodu. Dzisiaj były ciepłe, znowu wpatrzone w Stewart, kiedy kładł już na stole zakurzoną nieco księgę - jakbym jej powiedział, że jesteś z policji to by się spięła, zaraz zaczęło by się gadanie Galen Wyatt znowu coś odwalił... A po co nam to? - wzruszył ramionami, ale zaraz się uśmiechnął - myślisz, że jakbym jej powiedział, że chcę coś sprawdzić z dziewczyną, która lubi się zabawić w burdelu, to jeszcze by nam zaparzyła kawę? - rzucił jej rozbawione niebieskie spojrzenie, ale zaraz przerzucał strony ze spisem pracowników. Było tego naprawdę dużo, bo Northex zatrudniał ogrom ludzi. Przecież to nie tylko praca biurowa, a przede wszystkim zwykli pracownicy, którzy robili na placach budowy. Galen leciał spojrzeniem po nazwiskach.
- Mój ojciec starał się takie rzeczy załatwiać raczej zgodnie z prawem... To dopiero jego syn się wplątał w jakieś kontenery i handel ludźmi - podniósł na nią na moment wzrok. Northex Industries obracało nieprzyzwoitymi pieniędzmi, ale nikt tutaj nie chciał zarobić na krzywdzie innych. A przynajmniej z takiego założenia wychodził Galen - jeśli... Tam rzeczywiście coś udowodniono, że wiesz... To Northex zawalił sprawę, to na pewno rodziny poszkodowanych dostały odszkodowania. Mamy dobrych prawników, ale nic za wszelką cenę - może i Galen nie miał najlepszych wzorców w domu, nie było tam miłości, zwłaszcza tej matczynej, ale jednak swojego ojca uważał za człowieka prawego, dobrego. Northex nie było budowane na bólu i krzywdzie, a raczej na ciężkie pracy i zaangażowaniu... Kosztem rodziny nawet - w tym artykule nic nie było, a ja nie kojarzę tej sprawy, miałem wtedy sześć lat - znowu zerknął na te nazwiska, a kiedy Pilar stwierdziła, że kto zatrudnia tyle ludzi, to jeden kącik jego ust skoczył do góry - ja... A teraz jest ich jeszcze więcej, no i weźmy pod uwagę filie w innych krajach - często ludzie nie doceniali Galena, i tego, że on przecież teraz prowadził Northex kompletnie sam, bez zarządu i udziałowców. Co prawda w tym momencie miał tych swoich wszystkich dyrektorów, ludzi od wszystkiego, ważnych kontrahentów, ale jednak Northex był ich, już od jego dziadka, przez ojca, a teraz... jego.
Zatrzymał się kiedy kazała mu czekać.
- Miguel Benitez - powtórzył po niej. Numer 774, spojrzał w kierunku regałów, gdzie ułożone były teczki pracowników - mam to zrobić za ciebie? - zapytał, bo jeśli tam nic nie było, to może lepiej, żeby on...
Ale Pilar już wyrwała się do odpowiedniego regału, co wcale go nie zdziwiło. Galen w tym czasie przeleciał jeszcze po tym spisie szukając czegoś na temat wypadku. Zawiesił się na indeksie z nazwą wiaduktu i rokiem budowy. Była tam krótka adnotacja, że budowa została opóźniona. Kiedy Stewart szukała jeszcze akt Miguela Beniteza, między setkami takich samych teczek, Galen wyciągnął papiery dotyczące wiaduktu. Rozłożyli je na stole prawie równocześnie. Nawet Wyatt na moment podniósł na nią niebieskie spojrzenie, ale Pilar już była zapatrzona w to, co tam znalazła, a Galen, on szukał czegoś na temat tej budowy i tego, czy to była wina Northexu. Przeleciał wzrokiem kolejne strony, bo na początku wszystko szło gładko, wszystkie pozwolenia, pieczątki, żadnych nieścisłości. Lepiej by tego nie zrobił.

Pilar Stewart

history likes to repeat itself

: sob cze 06, 2026 2:59 pm
autor: Pilar Stewart
Galen Wyatt sobie żartował.
Rzucał kąśliwymi, nawet śmiesznymi uwagami na lewo i prawo, które Pilar faktycznie bawiły. Jak chociażby ten o przedstawieniu ją jako dziewczynę, która lubi się zabawiać w burdelu, a w zamian dostaliby kawę. Lubiła go w takim wydaniu — swobodnym, żartobliwym. Humor pasował mu o wiele bardziej niż ta powaga wymalowana na twarzy i błękitny chłód w oczach, który przecież miała okazję kilka razy doświadczyć na własnej skórze.
Galenowi służyło bycie na luzie, chociaż nieczęsto sobie na to pozwalał. Poza biurem więcej i w miejscach, gdzie nie było dużo ludzi. Na przykład w archiwum miejskim, gdzie w małym pokoiku byli tylko i wyłącznie oni, grzebiący w wielkiej księdze spisu pracowników Northexu. I kiedy Pilar już traciła nadzieje, faktycznie udało jej się coś znaleźć. Miguel Benitez, 774. Poszlaka, która w końcu kierowała ich w odpowiednim kierunku.
Nawet nie zwróciła uwagi na jego pytanie o to, czy powinien to zrobić za nią. Pilar była już za bardzo zafiksowana na przebieraniu pudełek z teczkami. Oczywiście okazały się nie po kolei i kiedy znalazłam siedem siedem trzy, za nim wcale nie było teczki Miguela, a jakieś dziewięć dziwić osiem.
Ale tu jest gnój — powiedziała Pilar Stewart. Uosobienie porządku i segregowania wszystkiego pod kolor, numerek i widzimisię. Ta jasne, akurat ona była ostatnią osobą, która powinna wytykać komuś bałagan, ale mimo tego podniosła wzrok na Galena, gdy spojrzał na nią wymownie. — No co? Mógłbyś tu wysłać którąś z tych swoich cycatych, faktycznych sekretarek, żeby to jakoś poukładały — wzruszyła ramionami, przekładając kolejne teczki. — Dać im jakiś bonus za nadgodziny. Nie wiem w postaci złotego zegarka czy tam samochodu — prychnęła, bo troche to jednak było pojebane, że ona sama była przekonana, że Galen właśnie takie premie dawał swoim pracownikom. Chociaż kto wie? Przecież jej dał w chuj prezentów, a spotykali się tylko i wyłącznie na stopie roboczej. Ta, jasne.
Mam! — krzyknęła w końcu, wymachując odpowiednimi aktami, akruat kiedy Wyatt rozkładał na stole jakieś papiery dotyczące budowy wiaduktu. Posadziła tyłek zaraz obok nich i zabrała się za przeglądanie swojego znaleziska, bo oczywiście po co używać krzesła, które było obok? Przeleciała spojrzenie po podstawowych informacjach, czytając je na głos. — Miguel Ángel Benitez, data urodzenia czternasty marca siedemdziesiąty drugi… data zatrudnienia trzeci maja dziewięćdziesiąty trzeci bla bla stawiska pomocnik budowy, potem monter konstrukcji stalowych, dane techniczne bla bla… rodzina Elena i José Benitez — podniosła spojrzenie na Galena, jakby jemu to miało coś powiedzieć, ale ona tak naprawdę próbowała po prostu zebrać myśli. Czy Alma wspominała jak nazywała się starsza kobieta? Mówiła do niej Elena? Chyba tak, ale nie była sobie w stanie tego przypomnieć. Czyli wychodziłoby na to, że Miquel był starszym bratem Luciano, a to zaś znaczyło… że koniecznie trzeba było znaleźć Luciano, żeby dowiedzieć się czegokolwiek więcej. Może pamiętał Sofię? Może byłby w stanie powiedzieć cokolwiek? Wróciła znowu do akt, w środku był też wypisany adres, dokładnie ten sam, w którym mieszkała Alma. Musiał być on ich rodzinny. To by wyjaśniało tak dużą ilość pokoi na górze. Przerzuciła kolejną stronę, kolejne nic nie ważne dokumenty… jakieś zeskanowane papiery… aż na końcu znajdował się wniosek.
Osoba do kontaktu w nagłych przypadkach.
Pilar aż wstrzymała powietrze.
Pobladła.
Jeśli Galen na nią spojrzał musiał zobaczyć, że coś tam znalazła, bo przecież jeszcze przed chwilą spokojnie sobie siedziała. I może nie było to dużo, ale za to coś, czego ona przecież całe życie nie miała, ukrywała się za nazwiskiem przydzielonym przez sąd, kurewsko kanadyjskim, kiedy to prawdziwe brzmiało…
Valens — odezwała się w końcu, jeszcze przez moment patrząc na papier, który mówił Sofia Martina Valens, nim wbiła ciemne spojrzenie w oczy Wyatta. — To moje… nazwisko mojej matki — dodała, sama nie wiedząc, jakiej reakcji od niego oczekiwała. Bo ona sama była w szoku. Niby była to taka błahostka, ale przecież ona całe życie zastanawiała się, jak miałaby na nazwisko, gdyby faktycznie została ze swoją rodziną. Jakie nosiła jej matka. A teraz w końcu wiedziała. Chociaż nie miała pojęcia, że Valens oznaczało bycie silnym.

Galen L. Wyatt

history likes to repeat itself

: sob cze 06, 2026 4:53 pm
autor: Galen L. Wyatt
Podniósł spojrzenie na Pilar, kiedy powiedziała to ale tu gnój, przewrócił nawet tymi niebieskimi oczami, bo on był tu może drugi raz w życiu, a pierwszy chyba jak przejmował firmę po ojcu, a potem zaliczał sekretarkę na tym stoliku.
- Wyślę jakiegoś maila, żeby następnym razem w papierowym archiwum odkładali rzeczy na miejsce - rzucił mimo to spoglądając na nią z ukosa. Na kolejne jej słowa pokręcił delikatnie głową i uśmiechnął się - złote zegarki dostają za zaparzenie mi odpowiedniej kawy, bo Cindy wciąż się myli. A samochody... za masaż. To nie wiem co bym musiał kupić za uporządkowanie tych papierów, złotą kolię? - Galen też przerzucał jakieś papiery szukając odpowiedniej teczki dotyczącej budowy wiaduktu, ale znalazł ją bez problemu. I kiedy Stewart krzyknęła to mam, to on już ze swoją siedział przy stole, na krześle. Oczywiście, że jego niebieskie spojrzenie prześlizgnęło się po jej udzie, kiedy usiadła obok. Dopiero gdy zaczęła czytać, to podniósł na nią wzrok, ale jemu nie mówiło to zupełnie nic. Tylko ten Miguel Benitez, o którym wspomniane było w artykule. Rzekomy ojciec Pilar.
Przez moment wpatrywał się w jej twarz, ale kiedy łączyła jakieś kropki on sam przerzucił te strony, gdzie wszystko się zgadzało, do pewnego momentu...
Bo potem robiło się ciekawie.
Nawet podniósł niebieskie spojrzenie, żeby zwrócić na to jej uwagę, otworzył usta, ale widział to jak z twarzy Stewart nagle odpłynęły wszystkie kolory, a oczy powiększyły się.
- Co jest? - zapytał od razu, a jego ręka opadła miękko na jej udo, na skraju sukienki i odkrytej skóry, w geście pokrzepienia tylko. Ale czy Galen umiał w takie gesty?
Jednak kiedy Stewart powiedziała to nazwisko Valens, to wstał, stanął obok niej, żeby zajrzeć w ten skrawek papieru, na który teraz patrzyła.
Sofia Martina Valens
To musiała być jej matka, ta kobieta ze zdjęcia, z którą przecież były tak bardzo podobne. Tym razem sięgnął do jej ramienia, żeby oprzeć na nim smukłe palce, miękko, ale żeby też delikatnie skierować ją na te papiery, które on odkrył.
- Spójrz na to - odwrócił teczkę w ich kierunku, wyciągnął jakieś pismo z sądu. Pochylił się nad stołem otaczając Pilar ramieniem, kiedy jej to czytał - w związku ze sprawą, którą Northex Industries przegrał zobowiązany jest wypłacić rodzinom zmarłych pracowników odszkodowanie w wysokości... dwóch milionów dolarów - zerknął na Pilar z ukosa, stał tak blisko niej, że jego ciepły oddech zatańczył gdzieś na jej policzku, a niebieskie oczy odszukały jej ciemne, przenikliwe spojrzenie. Dopiero po chwili się odsunął - było czterech pracowników tak? Dostaliby po pięćset tysięcy. Myślisz, że rodzina Beniteza je dostała, te pieniądze? - ściągnął do siebie brwi. To sporo pieniędzy, pewnie byłyby jakieś znaki, że Benitezowie otrzymali odszkodowanie. Chociaż to i tak tyle lat wstecz. Galen zamyślił się na moment, a zaraz zabrał od Pilar teczkę, którą ściskała - pokaż - przeleciał dokumenty wzrokiem, ale szukał czegoś konkretnego. W końcu wyjął kolejny świstek papieru, gdzie spisane były zasady jakiegoś grupowego ubezpieczenia, przeleciał po nich spojrzeniem, a zaraz oddał je Stewart - zobacz. Jakiś P. Fernandez, jako świadczeniobiorca, czyli... On dostałaby pieniądze z ubezpieczenia i odszkodowanie - nie Sofia, ani nawet rodzina Beniteza, ale kim był ten P? Kolejne pytanie bez odpowiedzi. Galen znowu sięgnął do Pilar, tym razem wyjmując z jej dłoni wniosek, który trzymała - zobacz datę... - postukał w nią palcem - i brakuje pieczątki, czyli złożył wniosek kilka dni przed wypadkiem, przed śmiercią, a firma jeszcze nie zdążyła go zaakceptować - to by nawet pasowało, pieniądze dostał Fernandez, ale Miguel chciał do tego uprawnić swoją narzeczoną, tylko nie zdążył, i może wniosek tu leżał, ale przecież w świetle prawa nie był jeszcze ważny. Niedopilnowany.
Galen nabrał mocno w płuca powietrze, rozkładając papiery na stole, bo może zakładał, że Pilar będzie chciała porobić zdjęcia. Tylko chyba nie miała telefonu...
- Co o tym myślisz Pilar? Sofia Martina, to mądra wojowniczka... - no tak, Galen i jego dziwne zamiłowanie do imion i ich znaczenia, ale każdy ma jakieś swoje dziwactwa, a Wyatt to nawet miał ich sporo - a tobie dała na imię Pilar, wewnętrzna odporność, niezłomność... Jakby wiedziała, że będziesz musiała być silna - podniósł na nią spojrzenie, te jego niebieskie tęczówki odszukały jej brązowe, piękne oczy. I może to była bzdura?
A może coś w tym było?

Pilar Stewart

history likes to repeat itself

: ndz cze 07, 2026 10:13 am
autor: Pilar Stewart
Pilar Valens.
Czy tak by miała na nazwisko, gdyby faktycznie miała rodzinę? A może Benitez, gdyby Miquel nie zginał w wypadku i faktycznie się ożenił z Sofią? Może nawet miałaby drugie imię, jak na prawdziwą latynoskę przystało? Na te pytania raczej już nigdy nie pozna odpowiedzi, ale to nazwisko faktycznie coś jej dało. Sprawiło, że poczuła coś w środku, poczuła jakąś popierdoloną przynależność do czegoś, co przecież nie istniało. Do zdjęcia. Do kurwa świstu papieru, na którym były dane jej matki. Pojebane to było i ona w swojej głowie już mocno się na tym wszystkim fiksowała.
I pewnie nawet nie wyszłaby z tego transu, gdyby nie Galen, który podsunął jej pod rękę jakieś dokumentu, nachylając się na nad jej ramieniem. Jego intensywne perfumy od razu wdarły się do jej nosa, ale Pilar była za bardzo zakręcona na sprawie, żeby chociażby zwrócić uwagę na bliskość, w jakiej się znaleźli. Zmarszczyła brwi, słuchając, jak Wyatt czytał o ubezpieczeniu, a zaraz też pytał o to, czy rodzina Benitez dostała tak wielkie pieniądze.
Nie sądzę — mruknęła pod nosem i znowu przyjrzała się papierom. — Oni wciąż mieszkają pod tym adresem, o tutaj, na obrzeżach Toronto. Nie żyją jakoś bogato, a Alma, synowa matki Miguela ledwo wiąże koniec z końcem. Wątpię, że dostali pieniądze, no chyba, że dostała je Sofia… — mruknęła i znowu się zamyśliła. Bo gdyby jej matka faktycznie dostałą taką sumę, a potem jeszcze porzuciła ją na jebanej wycieraczce, to… no to nie byłoby za dobrze. To wtedy już nie można byłoby używać argumentu, że może nie miała pieniędzy na to, żeby ją wychować, bo to że nie była sama już było wiadomo, miała całą rodzinę Benitez i Elenę, która jak się okazało trzydzieści lat na nią czekała. Tylko zaraz okazało się, że pieniędzy nie dostała ona, ani rodzina Miguela, a jakiś kurwa Fernandez.
Co? Jaki zaś Fernandez? — znowu się nachyliła do Wyatta, prawie opierając głowę o jego ramię, a potem podniosła na niego spojrzenie, jakby to w błękitnych oczach miały leżeć odpowiedzi. — Ale nawet nie ma imienia? Przecież to nie ma sensu, kto wypełnia dokumenty w taki sposób? — aż pokręciła głową. Chociaż też trzeba wziąć pod uwagę, że jednak to były zupełnie inne czasy. Teraz pewnie systemy komputerowe nawet by nie przyjęły takich wniosków, ale kiedyś, kiedy była to forma wyłącznie papierowa, pewnie można było pozwolić sobie na takie niedopilnowanie.
No ale poczekaj — tym razem to ona ułożyła dłoń na jego przedramieniu i podniosła ma niego ciemne spojrzenie. — Skoro pieniądze zostały wypłacone, to gdzieś tutaj muszą też być jakieś potwierdzenia, nie? Jakieś numery konta albo chociaż dane z dowodu, cokolwiek — nawijała, zaciskając mocniej palce na materiale jego koszulki. Nie powinna od niego wymagać tak wiele, ale z drugiej strony, skoro już tutaj byli może mogli to sprawdzić, a Galen wydawał się poruszać po tych wszystkich dokumentach o wiele sprawniej niż ona. Zadziwiająco sprawnie nawet, można by rzec, że Pilar faktycznie była pod wrażeniem.
I kiedy on coś tam grzebał, ona złapała za wielką księgę i zabrała się za sprawdzenie, że ten cały Fernandez nie był na przykład też pracownikiem. W końcu kiedyś bardzo często sprowadzało się całą rodzinę do miejsca pracy za poleceniem. Może tu by go znaleźli? W międzyczasie prychnęła na tą uwagę Wyatta na temat imion.
Taka z niej wojowniczka, że wyjebała dziecko na wycieraczkę domu dziecka — rzuciła prześmiewczo, przekładając kolejne kartki. — Gówno wiedziała, Galen. Wiedziała tylko tyle, że mnie nie chciała — i chociaż z jej ust leciała kompletna obojętność, tak przecież w sercu wcale tak nie czuła. Był to system wyparcia, który cały czas wertował w głowie słowa Madoxa nie nakręcaj się, bo tylko się zawiedziesz, a Pilar miała już dość zawodów. — Rozmawiałam z matką Miguela, kiedy pomyliła mnie z Sofią. Ciągle tylko nawijała o tym, że jak ona mogła to zrobić, jakby wiedziała, że mnie oddała. A wiesz co to znaczyło, Galen? — zacisnęła mocniej palce na oprawie księgi, nie spuszczając z niego wzroku. — Że pewnie równie dobrze mogła mnie oddać im. Że oni akurat mnie chcieli, rodzina Miguela, a jednak Sofia wybrała wycieraczkę — i na to nie było już chyba żadnego kontr-argumentu. A przynajmniej nie zdaniem Pilar. Jej serce waliło już mocno w piersi, znowu się fiksowała na tym wszystkim, na myśli, że mogła mieć normalne życie, normalne dzieciństwo, gdzie nikt nie palił jej włosów, gdzie wiedziałaby, że były też takie dzieci jak ona, że nie była niechciana…
Kurwa.
Dobra, zmieńmy temat — rzuciła w końcu, ciężko już oddychając. Poprawiła się na krześle i zabrała za przeglądanie. — Opowiedz mi o tych swoich dziewczynach — złapała jego spojrzenie na krótką chwilę i zaczepnie się uśmiechnęła. — No co? Opowiadaj. Czemu nie możesz się zdecydować? — na prawdę potrzebowała przestać się fiksować i zdjąć odpowiedzialność głowy na coś kompletnie innego, a miłosne życie Galena Wyatta… wydawało się do tego idealne.

Galen L. Wyatt

history likes to repeat itself

: ndz cze 07, 2026 12:10 pm
autor: Galen L. Wyatt
To co powiedziała Pilar sprawiło, że Galen zagłębił się w tych papierach, ale to był w sumie jego świat, te wszystkie dokumenty, pozwolenia, ta papierologia, której też musiał pilnować przy niektórych projektach, żeby wszystko się zgadzało.
A tutaj się nie zgadzało, ewidentnie. I zaraz okazało się, że rzeczywiście pieniędzy z odszkodowania nie dostała ani Sofia, ani rodzina Beniteza, tylko jakiś Fernandez. Albo jakaś. Bo przy nazwisku była tylko jedna literka. Teraz na pewno coś takiego by nie przeszło, ale kiedyś te papiery wcale nie były tak dopilnowane. Wystarczyło, że zgadzała się pieczątka, a na tym akurat była.
- No wiesz, lata dziewięćdziesiąte i sekretarki, które siedziały w biurowcu jak za karę? Trochę inne czasy Pilar - Galen był sobie to w stanie wyobrazić, bo on w zasadzie w połowie lat dziewięćdziesiątych już przychodził ze swoim ojcem do biura. Ale wyglądało zupełnie inaczej niż teraz. Podniósł niebieskie spojrzenie na jej oczy, a kiedy ułożyła dłoń na jego przedramieniu, tylko na moment zjechał nim na jej pełne wargi. Typowy Galen Wyatt, który nawet w takich chwilach potrafi zobaczyć myślami... na jakieś dziwne tory.
- Myślisz, że Fernandez miał... Albo miała? - uniósł na nią wzrok - konto? Pewnie pokazał w banku dowód i wyciągnął wszystkie pieniądze. Nie wiem czy będą jakieś potwierdzenia, ale jeśli tak to gdzieś w rachunkach... Może wydatki z dziewięćdziesiątego siódmego, musieli to gdzieś ująć w budżecie - przesunął palcami po karku, bo nie był pewny, ale zaraz skinął głową. Gdzieś w międzyczasie powiesił już swoją marynarkę na krześle i nawet podwinął rękawy nieskazitelnej koszuli. To dopiero była luźna wersja Galena Wyatta, która teraz wertowała kolejne papiery. Opowiadając jej też o znaczeniu imion jej i jej matki.
- Może to też działać jak moje imię, bo wiesz Galen to spokojny... - uniósł jedną brew, i chodziło mu o to, że może jednak to imię było kompletnie nie trafione? Ale może nie? Uniósł głowę na jej kolejne słowa. Przez moment je trawił u siebie w głowie - mogła też powiedzieć rodzinie Miguela, że to zrobi, a tak naprawdę chcieć cię zatrzymać, tylko coś... poszło nie tak? Pilar… jest dużo różnych opcji, a ty tak naprawdę nie wiesz co kierowało tą kobietą, nie znasz jej - może to trochę nie tak powinno wyglądać pocieszanie, ale Galen jednak nie był wcale dobry w takie rzeczy. On bardziej mówił to co myślał, albo to co wypadało, a tutaj akurat po prostu dzielił się z nią tym, co pojawiło się w jego głowie. Może nawet jeszcze by coś dodał? Że przecież Pilar Stewart nie oceniała nikogo z góry, musiała wiedzieć co taką osobą kierowało, musiała znać też jej wersję wydarzeń, żeby ocenić czy ktoś był zły, czy dobry, czy był tylko bogatym dupkiem, a może kimś więcej?
Ale wtedy zadecydowała, żeby zmienili temat.
- Opowiesz o zaręczynach? - wypalił Galen, w tym samym momencie kiedy ona zapytała o te jego dziewczyny. Podniósł na nią niebieskie spojrzenie, na stoliku rozkładając już teczkę z budżetem z dziewięćdziesiątego siódmego. Dużo tego było. Nabrał powietrze w płuca - kiedy... Odmówiłaś mi tego balu, to na jarmarku bożonarodzeniowym poznałem pewną dziewczynę - czyli chyba jednak coś jej powie, ale zaczął od początku - ona pracowała w budce z grzanym winem i to była dziwna akcja... - podniósł na nią wzrok, bo rzeczywiście to było trochę skomplikowane, aż na moment oparł łokcie na stole i zawisł nad tymi dokumentami - bo ja wtedy udawałem, że nie mam kasy, jestem jakimś tam zwykłym, szarym Gaspardem, a potem wyszło tak, że on udawał Galena Wyatta i zabrał ją jego Porsche nad Niagarę - skończył i zawiesił na Pilar spojrzenie. Ale zaraz przerzucił jeszcze kilka stron spuszczając na moment wzrok, nie miał pojęcia gdzie to może być, takie wydatki, więc leciał wzrokiem po kolei - udawałem kolesia, który udawał mnie, rozumiesz to? - bo on do tej pory do końca nie rozumiał - ale i tak nam nie wyszło - wzruszył w końcu ramionami. Był zauroczony Nelly, ale czegoś mu tam brakowało, w tej pięknej bajce, gdzie kupił jej złotą kolię i wziął na wymarzoną randkę, żeby mogli oglądać światła tańczące na wodzie - twoja kolej - dodał bez żadnego skrępowania, bo jednak oni już prowadzili takie szczere rozmowy, gdzie rzeczywiście się wymieniali, szczerość za szczerość. I teraz Galen przecież powiedział jej jak było, jakkolwiek nie dziwnie to brzmiało. Zatrzymał spojrzenie na stronie, gdzie pojawiła się wzmianka o tych odszkodowaniach, przeleciał jeszcze wzrokiem, dużo kasy poszło na prawników, na całą tą medialną otoczkę, żeby wygłuszyć sprawę, a jednak wypłacili odszkodowania. Wszystko w gotówce, czego innego oni się spodziewali. I tylko odręczny podpis...
- To jest Fernandez? - Galen aż przechylił na bok głowę, bo sam podpis był dziwny. Ciężko było go rozszyfrować - tylko ten podpis, wszystko wypłacane w gotówce, innych danych nie ma, pewnie przetrzymuje je bank - stwierdził i podsunął w jej kierunku tylko jakąś kartkę z potwierdzeniem odbioru gotówki. Przełożył jeszcze kilka papierów - ale zobacz, tu jest jeszcze jedno podpisane przez Fernandeza... - znalazł drugi taki sam świstek - a tu podpis... Mojego ojca - cały ten budżet, który poszedł na odszkodowania zatwierdził osobiście Henry Wyatt. To była duża kwota, ale w tej teczce podpis starego Wyatta gościł wyjątkowo rzadko, wiec Galenowi wydało się to dziwne.

Pilar Stewart

history likes to repeat itself

: ndz cze 07, 2026 2:48 pm
autor: Pilar Stewart
Nie znała jej. To fakt. I Galen słusznie zresztą zauważył, że przecież ona normalnie nie oceniała ludzi z góry, ale z drugiej strony… Pilar miała żal do swojej matki i szczerze? Miała wobec tego naprawdę solidne powody. Całe życie przecież cierpiała na brak rodziców, na to, że nikt jej nie chciał. Galen tego nie rozumiał. Każdy kto miał w swoim życiu chociaż w najmniejszym stopniu jakiegokolwiek rodzica lub ciotkę albo babkę, w życiu nie będzie w stanie zrozumieć, jak to jest od samego urodzenia nie mieć nikogo. Od obcych ludzi dowiadywać się, że zostało się porzuconym na wycieraczce. To były emocje, których nawet Pilar nie potrafiła zrozumieć. I chociaż może Sofia miała jakieś swoje powody, to nie znaczyło, że Pilar będzie ją na siłę usprawiedliwiać. Wkurzało ją, że wszyscy dookoła i tak to robili. Madox i Galen. Oboje, ciągle tylko powtarzali, że może nie mogła jej zatrzymać.
Ty też jej nie znasz — odbiła piłeczkę praktycznie od razu, łapiąc jego ładne niebieskie spojrzenie i aż mocniej przewróciła stronę. Nie oczekiwała od niego wspołpczucia, ale miło byłoby kogoś w końcu mieć po swojej stronie.
Całe szczęście zaraz oboje zaproponowali, żeby zmienić temat i nawet w tym samym czasie zadali swoje pytania, o dziwo nie o pogodę czy pracę, a sprawy… miłosne. Pilar chciała wiedzieć więcej, co działo się w jego sercu i Galen chyba też chciał kilka smaczków z tego jej. Padło pierwsze na niego, wiec Pilar niby przeglądała nazwiska, ale uważnie słuchała jego historii. Przy okazji oczywiście rzuciła mu wymowne spojrzenie, gdy napomknął tą odmowę balu, ale zaraz się okazało, że tuż po tym poznał kogoś nowego. Dziewczynę, którą… oszukał. I udawał kogoś innego?
Przedstawiłeś się jakieś lasce jako Gaspard? — prychnęła i podniosła na niego spojrzenie. A kiedy tylko on skinął głową, potwierdzając, Pilar ryknęła śmiechem. Głośnym. A do tego pokręciła głową. — Przepraszam ale no musisz przyznać, że to wyjątkowo… śmieszne — Galen Wyatt, człowiek, którego znał prawie każdy w tym miejsce, człowiek z czołówek gazet, wkręcił jakieś lasce, że ma na imię Gaspard i tylko udaje Galena Wyatta? No kurwa. — Swoją drogą ciekawe… mówiłeś kiedyś, że masz dość tego, że ludzie chcą zmieniać się na siłę, a jednak sam zdecydowałeś udawać kogoś innego — dodała już tak bardziej rozkładając wszystko na czynniki pierwsze. Kiedyś przecież dobrze im się dyskutowało z Galenem, i nawet pół roku rozłąki nie było tego w stanie od nich zabrać. Do tego charakteryzowała ich wyjątkowa szczerość, więc też dzielili się swoimi przemyśleniami bez jakichkolwiek filtrów.
Poprawiła się, gdy rzucił to twoja kolej, żeby teraz to ona mogła mu poopowiadać o Meksyku, ale po chwili pokazywał jej kolejne papiery, w tym jakiś podpis, wiec poderwała się z miejsca i podeszła bliżej, żeby zobaczyć.
A to takie dziwne, że podpisał to twój ojciec? — dopytała, bo jednak widziała jego minę. — Nie musiał podpisywać wszystkich papierów? — zainteresowała się, bo jeśli dla Galena akurat ten element był podejrzany, to może trzeba by się przyjrzeć nieco bardziej tej sprawie? — Może to kwestia tego wypadku? Na pewno wtedy było głośno w mediach, może twój ojciec osobiście wypłacał te pieniądze? — zaczęła zadawać już kolejne pytania, na które nawet nie wiedziała, czy Galen będzie miał odpowiedź. Chociaż może? Sam teraz prowadził firmę, może był w stanie postawić się w butach swojego ojca. Ustawiła te papiery razem z całą resztą istotnych, które znaleźli.
A zareczyny wyszły w Meksyku — poprawiła teczkę, zastanawiając się, czy w ogóle powinna dzielić się z Galenem cała historią, tymi dwoma nieprzyjętymi, wśród obsranych gaci i przy śmietniku, czy może jednak tymi finalnymi, w końcu pytał o zaręczyny, a nie o próby zaręczyn. — Włamaliśmy się do domu, który był na sprzedaż — podniosła spojrzenie na Galena, czując, że się jej przygląda. — Musieliśmy się przebrać, bo… no powiedzmy braliśmy udział w strzelaninie i mieliśmy trochę krwi na ubraniach — w chuj jej mieli. Cali byli obsmarowani, a Pilar to nawet nie miała butów. — No i co, mieliśmy zajebisty seks, a zaraz po nim, jakoś tak wyszło, że pierścionek wylądował na moim palcu — spojrzała na niego z sentymentem, czując w brzuchu przyjemne mrowienie. Może i dla Galena sygnet mógł się wydać dość… dziwny i nie na miejscu, ale ona patrząc na błyskotkę czuła tak wielki kalejdoskop pięknych emocji, że nawet nie umiałaby tego opisać. Poprawiła ostatni papier na sole i spojrzała na to wszystko z dalszej perspektywy.
Trzeba zrobić tego zdjęcia — oznajmiła. — Masz telefon? — spojrzała na Wyatta. — Ja swój zostawiłam w samochodzie — a pewnie nie powinna tego robić. Szczególnie po tym, jak widziała, jak Madox pisał jej o Diego. Chociaż przecież nawet przez głowę by jej nie przeszło, że Noriega zacznie coś robić na własną rękę. A raczej potraktowała to jako informację, którą pewnie rozwiną, kiedy tylko Pilar wróci do domu.

Gaspard 👨🏻

history likes to repeat itself

: ndz cze 07, 2026 3:51 pm
autor: Galen L. Wyatt
- Ale ja z góry założyłem, że jesteś dobra po matce - odpowiedział na jej słowa, że on też jej nie zna. Matki Pilar. Nie znał jej, ale nie chciał chyba zakładać tego, że zostawiła ją bo tak, taki miała kaprys. Ludzie nie zostawiają swoich dzieci bez powodu - myślisz, że nosiła cię dziewięć miesięcy pod sercem, żeby później oddać cię do domu dziecka? Pilar… - aż pokręcił głową, jakby chciał jej dać do zrozumienia, że przecież ona nie jest głupia. Nie była. A do tego była chyba najbardziej empatyczną osobą, jaką Galen znał i ta niechęć do matki mu w niej nie pasowała. Owszem, on może nie wiedział co to znaczy nie mieć rodziców. Ale przez swoją matkę też wiele się wycierpiał, naprawdę wiele. Do tej pory się nie dogadywali, a jednak kiedy zrobiło się jej słabo, to rzucał wszystko, żeby jej pomóc. Bo była jego matką. Nie ważne co mu zrobiła, ale urodziła go i może kiedyś... chociaż w tym momencie, kiedy trzymała go w ramionach jako noworodka, to spojrzała na niego z miłością? Może wtedy.
Zmienili temat i Galen zaraz opowiadał Pilar o Nelly. Tą... dziwną historię. Na jej pytanie o to czy przedstawił się jako Gaspard skinął głową - no bo wiesz, już zacząłem Ga... I wtedy ta myśl, że no nie Galen, więc wyszło Gaspard, a ja myślałem, że to mnie rodzice skrzywdzili - uśmiechnął się, bo to było wyjątkowo śmieszne. Na jej kolejne słowa zawiesił na niej niebieskie spojrzenie, zgadzało się to co powiedziała, ale przecież... - to był dobry plan Pilar, ja chciałem spróbować czegoś innego, jak to jest kiedy wiesz... Nie będę tym Galenem Wyattem, a potem chciałem ją przewieźć Porsche i udawałem Wyatta - wypuścił ciężko powietrze z płuc, bo teraz jak o tym myślał, to to było jakieś absurdalne. Ale wtedy uważał, że to świetny plan.
Czekał na jej opowieść, ale jeszcze pokazał jej te papiery, a niebieskie spojrzenie znowu podniosło się na jej twarz, na śliczne, brązowe oczy - dziwne, nigdzie tu w budżecie nie ma jego podpisów - pokazał jej kilka innych potwierdzeń wydatków, wszędzie jakieś inne podpisy - mogło to być tak jak mówisz, że osobiście to załatwiał, ale nie wiem... Może uda mi się go o to podpytać, bo właściwie mam zamiar... ich odwiedzić - to była ciężka decyzja, ale Galen się do tego zbierał, żeby wreszcie spotkać się z rodzicami. Wypadało chyba po tym wszystkim, co się tu w Toronto ostatnio działo. Jego zaręczyny, potem ich zerwanie i jeszcze te kontenery.
Może nawet zapytałby o nie Pilar, jak szło jej jego śledztwo, ale ona już opowiadała mu o zaręczynach, a Galen od razu zamienił się w słuch. Wpatrywał się w profil Stewart, ale aż otworzył usta ze zdziwienia, kiedy mówiła o tym włamaniu, strzelaninie i tym, że facet jej się oświadczył po zajebistym seksie. Zaręczyny Galena Wyatta wyglądały... zupełnie inaczej.
Parsknął śmiechem i pokręcił głową.
- Wiesz, że spodziewałem się jakiś zaręczyn na plaży, kiedy wspomniałaś o tym Meksyku? Ale to brzmi odjechanie, bardzo w twoim stylu - nawet przysunął się do niej bliżej, żeby spojrzeć na ten pierścionek zaręczynowy - paskudny - stwierdził i podniósł na nią spojrzenie - ode mnie dostałabyś ładniejszy - jeszcze ją zaczepiał - i seks też zajebisty - oczywiście, że musiał to dodać, z niebieskimi tęczówkami, które z jej pełnych ust, już dźwigały się na oczy, z tym bezczelnym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy. Kiedy zapytała go o telefon, to od razu go wyciągnął i odblokował kciukiem, podał go jej, żeby sama zrobiła zdjęcia, bo pewnie zdecydowanie lepiej wiedziała, jak to ma wyglądać, czego konkretnie potrzebuje. Sam usiadł na krześle, znowu sunąć spojrzeniem po jej sylwetce, kiedy pochylała się nad stolikiem.
- Wiesz, że ta rozmowa... Ten seks telefon, to był głupi żart, pomysł Williama, kiedy graliśmy w wyzwania - jak dzieci, no ale w zasadzie czego lepszego można się spodziewać po Patelu? - ale... naprawdę brakowało mi naszych rozmów i wiadomości, może moglibyśmy do tego wrócić? - do tych dwuznacznych wiadomości, które kiedyś przecież też budowały między nimi nastrój - skoro twój narzeczony nie jest już wcale zazdrosny - bo przecież powiedziała, że nie jest. I na tym Galen mógł już skończyć, powinien, i tak już ją zaczepił. Ale Galen gdzieś pod tym ślicznym, niebieskim spojrzeniem to chował też w sobie chyba diabła, zaraz oparł się na krześle krzyżując ręce na piersi - trochę się zdziwiłem, kiedy się dowiedziałem, że to z twoim narzeczonym zdradzała mnie Cherry, a później, że się zaręczyliście - czemu to powiedział właściwie? Bo gdzieś go to gryzło? Bo może Pilar też powinna wiedzieć? A może Galen po prostu znowu chciał między nimi namieszać?
Nie no, Wyatt nie był złośliwy, on po prostu czasami za dużo chlapnął, a ta zdrada Cherry też go gdzieś tam bolała, skoro potrafił jeszcze za nią przywalić temu całemu Madoxowi. To w ogóle było dziwne, z jak różnych światów pochodzili, a ich losy się przeplatały.

Pilar Stewart