only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire
: sob cze 06, 2026 4:23 pm
Zasady w koszykówce wcale nie były takie trudne! Drużyna liczyła po pięciu zawodników, cztery kwarty trwały po dziesięć minut (chyba że to NBA to wtedy po 12!), a wygrywa ten zespół, który zdobędzie więcej punktów. No i jeszcze dochodziły do tego rzuty zza różnych linii, ale te na sali przy remizie były umowne, bo zatarły się dawno temu. Łatwizna! Jett chyba jednak wolał sobie darować tłumaczenia, w których wyjaśniłby April, że może poruszać się z piłką bez odbijania, ustalając wcześniej nogi obrotowej. Wcale nie dlatego, że Finch nie zdołałaby tego pojąć. Po prostu wiedział, że i tak jej nie przegada! I słusznie! Teddy nauczyła się tego dość szybko. I dość dawno. Jeśli narzeczona coś sobie ubzdurała, trzymała się tego z uporem godnym lepszej sprawy. I żadne logiczne wyjaśnienia nie były w stanie tego zmienić.
Nikt nawet nie próbował doskoczyć i wyrwać Finch piłkę z rąk. Każdy stał jak kołek i obserwował dalszy ciąg wydarzeń, jednocześnie pozwalając, żeby miała swoje pięć minut. Albo sekund. Nie tylko mogła zdobyć punkt, ale też zawiesić się na obręczy jak jakiś Shaquille O'Neal. Była jednak o niebo ładniejsza i wbrew pozorom, miała zdecydowanie więcej gracji niż ponad dwu metrowy chłop, który ważył prawie sto pięćdziesiąt kilo. Darling jako jedyna zaklaskała z entuzjazmem w dłonie, bo reszta zdążyła już wrócić na swoje pozycje. Nie dawali jej szansy, żeby swobodnie zachwalała swoją narzeczoną na każdym kroku. Co za bezsens! Przynajmniej mieli kilkupunktową przewagę. Niedużą, ale jednak! Zawsze to jakiś zapas, zanim Donovan znów stwierdzi, że trzeba wziąć April na barana. Swoją drogą, ciekawe, czy takie zagrania były w koszykówce niedozwolone? Do tej pory nie widziała czegoś takiego podczas prawdziwych meczów, a przecież lubiła włączyć sobie włączyć WNBA i popatrzeć na ładne laski. To znaczy, obejrzeć prawdziwe, sportowe widowisko!
Zgrabnie przechwyciła piłkę od młodszego Secady i już miała się odwrócić, żeby podać ją Youngowi, który miał doskonałą pozycję do rzutu, ale wtedy od tyłu dopadła ją Finch. Dobrze, że w sportowym ferworze Teddy nie dawała się zbajerować tak, jak na początku!
— Pamiętam — odparła i nawet wypięła się trochę, chcąc odepchnąć ją tyłkiem. — Ale nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że prysznice tutaj są obrzydliwe — zerknęła na nią przez ramię. Ich spojrzenia spotkały się i Darling nie omieszkała naprzeć na ukochaną jeszcze mocniej.
Sala gimnastyczna przy remizie miała w sobie wiele uroku, jeśli ktoś bardzo chciał go tam znaleźć. Ale łazienki zdecydowanie do takich miejsc nie należały. Prysznice były stare i koedukacyjne, więc nie miały wiele wspólnego ani z komfortem, ani z prywatnością. Na ścianie wisiał rząd obluzowanych słuchawek, a woda ciekła z nich zimnym, kapryśnym strumieniem. Płytki na ścianach dawno straciły swój pierwotny kolor. W fugach osadził się ciemny nalot, który nie ustępował nawet po porządnym szorowaniu, a w powietrzu zawsze unosił się lekki zapach wilgoci. To zdecydowanie nie było miejsce, w którym April chciałaby spędzać więcej czasu, niż było absolutnie konieczne, żeby się odświeżyć.
— Ale mam dla ciebie niespodziankę — powiedziała, zapominając, że powinna zachować czujność. Nic dziwnego, że przez swoją nieuwagę nie zauważyła skradającego się Secady. — Po meczu nie wracamy do domu — mruknęła tajemniczo i wtedy zauważyła ruch. Zanim jednak zdążyła zareagować, Erik już wyszarpał jej piłkę z rąk. — Hej! — zawołała, ale na nic zdał się pretensjonalny ton. Czy on nie widział, że rozmawiały?! Teddy chciała go dogonić, jednak szybko stwierdziła, że nie ma szans. Ten punkt i tak był stracony. Może chociaż wzmianką o niespodziance trochę zdekoncentruję narzeczoną i ta zacznie popełniać jeszcze więcej błędów?
ona ma ze mną borderline, chciała border collie
Nikt nawet nie próbował doskoczyć i wyrwać Finch piłkę z rąk. Każdy stał jak kołek i obserwował dalszy ciąg wydarzeń, jednocześnie pozwalając, żeby miała swoje pięć minut. Albo sekund. Nie tylko mogła zdobyć punkt, ale też zawiesić się na obręczy jak jakiś Shaquille O'Neal. Była jednak o niebo ładniejsza i wbrew pozorom, miała zdecydowanie więcej gracji niż ponad dwu metrowy chłop, który ważył prawie sto pięćdziesiąt kilo. Darling jako jedyna zaklaskała z entuzjazmem w dłonie, bo reszta zdążyła już wrócić na swoje pozycje. Nie dawali jej szansy, żeby swobodnie zachwalała swoją narzeczoną na każdym kroku. Co za bezsens! Przynajmniej mieli kilkupunktową przewagę. Niedużą, ale jednak! Zawsze to jakiś zapas, zanim Donovan znów stwierdzi, że trzeba wziąć April na barana. Swoją drogą, ciekawe, czy takie zagrania były w koszykówce niedozwolone? Do tej pory nie widziała czegoś takiego podczas prawdziwych meczów, a przecież lubiła włączyć sobie włączyć WNBA i popatrzeć na ładne laski. To znaczy, obejrzeć prawdziwe, sportowe widowisko!
Zgrabnie przechwyciła piłkę od młodszego Secady i już miała się odwrócić, żeby podać ją Youngowi, który miał doskonałą pozycję do rzutu, ale wtedy od tyłu dopadła ją Finch. Dobrze, że w sportowym ferworze Teddy nie dawała się zbajerować tak, jak na początku!
— Pamiętam — odparła i nawet wypięła się trochę, chcąc odepchnąć ją tyłkiem. — Ale nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że prysznice tutaj są obrzydliwe — zerknęła na nią przez ramię. Ich spojrzenia spotkały się i Darling nie omieszkała naprzeć na ukochaną jeszcze mocniej.
Sala gimnastyczna przy remizie miała w sobie wiele uroku, jeśli ktoś bardzo chciał go tam znaleźć. Ale łazienki zdecydowanie do takich miejsc nie należały. Prysznice były stare i koedukacyjne, więc nie miały wiele wspólnego ani z komfortem, ani z prywatnością. Na ścianie wisiał rząd obluzowanych słuchawek, a woda ciekła z nich zimnym, kapryśnym strumieniem. Płytki na ścianach dawno straciły swój pierwotny kolor. W fugach osadził się ciemny nalot, który nie ustępował nawet po porządnym szorowaniu, a w powietrzu zawsze unosił się lekki zapach wilgoci. To zdecydowanie nie było miejsce, w którym April chciałaby spędzać więcej czasu, niż było absolutnie konieczne, żeby się odświeżyć.
— Ale mam dla ciebie niespodziankę — powiedziała, zapominając, że powinna zachować czujność. Nic dziwnego, że przez swoją nieuwagę nie zauważyła skradającego się Secady. — Po meczu nie wracamy do domu — mruknęła tajemniczo i wtedy zauważyła ruch. Zanim jednak zdążyła zareagować, Erik już wyszarpał jej piłkę z rąk. — Hej! — zawołała, ale na nic zdał się pretensjonalny ton. Czy on nie widział, że rozmawiały?! Teddy chciała go dogonić, jednak szybko stwierdziła, że nie ma szans. Ten punkt i tak był stracony. Może chociaż wzmianką o niespodziance trochę zdekoncentruję narzeczoną i ta zacznie popełniać jeszcze więcej błędów?
ona ma ze mną borderline, chciała border collie