they robbed of the things that i believe in humankind
: pt cze 26, 2026 8:52 pm
Może i mogli robić pierdyliard innych rzeczy, ale przecież mogli zająć się nimi kiedy indziej, prawda? W końcu nic im nie uciekało. Łącznie z jedzeniem włoskich potraw, które mógłby dla nich przygotować Zayn. Coven naprawdę nie była wybredna - zjadała wszystko bez większego marudzenia, byle było smacznie. Nie robiła awantur o składniki, nie wybrzydzała i nie analizowała menu jak jakaś krytyczka kulinarna. Najważniejsze, żeby jedzenie po prostu było dobre. Chociaż burger z frytkami na pewno znajdował się gdzieś na szczycie jej ulubionych dań. Właściwie to nigdy nie zamierzała udawać, że jest ponad takie rzeczy. Ale teraz mieli sprawy na głowie niż zwykłe obżarstwo!
— Właśnie, przyjaciółka przyszła coś wyjaśnić — przytaknęła skinieniem głowy, krzyżując ręce na piersiach. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że to ona była właśnie tą koleżanką. — Te ogrodniczki. Dlaczego mi ich nie wysłałeś? Pewnie ich nawet nie masz — zmarszczyła nos, a kiedy drzwi uchyliły się bardziej, ich oczom ukazał się młody mężczyzna. Typowy nerd, który wyglądał na takiego, który mógłby dokonać zamachu w liceum, gdyby tylko znajdowali się w USA. Na szczęście takie rzeczy nie zdarzały się w Kanadzie. A jak już, to nie na taką skalę.
— Nie mam pojęcia, o czym mówisz — odburknął Trendix. — Chyba mnie z kimś pomyliliście — doda i już miał zatrzasnąć drzwi, ale Bremers sprytnie wsadziła pomiędzy ni stopę, co uniemożliwiło mężczyźnie zrealizowanie planu.
— A ja myślę, że dobrze wiesz — powiedziała buńczucznie. Strasznie cwana się robiła, kiedy miała przy sobie Fontanę. Sama nigdy by tutaj nie przyszła. Przede wszystkim dlatego, że nawet nie wiedziałaby, dokąd pójść. — Szczerze mówiąc, wolałabym odzyskać ogrodniczki, ale pieniądze też będą w porządku — spojrzała na przyjaciela i zaraz wróciła wzrokiem do oszusta.
— Jesteście jacyś nienormalni. Nic wam nie dam, bo nic nie mam — prychnął w odpowiedzi, poprawiając okulary na nosie. — Jak chcecie sprzedać mi jakieś ciastka albo przekonać do rozmowy o Bogu, to źle trafiliście. Możesz łaskawie zabrać nogę? — łypnął na Coven spode łba, ale ta tylko pokręcia głową, dając mu do zrozumienia, że nigdzie się stąd nie ruszy, jeśli za chwilę nie odzyska albo swoich ogrodniczek, albo pieniędzy. Była skłonna przyjąć przelew na telefon. Mógł być nawet czek, ale nie miała pojęcia, czy w ogóle można wystawić czeki na tak niskie kwoty. Nieważne!
Stanęła na palcach i przytrzymując się ramienia Zayna, pociągnęła go za rękaw koszulki, żeby nachylił się w jej stronę.
— I co teraz? — wyszeptała wprost do jego ucha. — Trzeba postraszyć go policją? — zapytała, chociaż trochę się cykała, że sama będzie miała przez to jakieś problemy. Też sprzedawała swoje ciuchy w interencie. Niby wszystko było legitne i zawsze wywiązywała się z wysyłek i opłat, ale kto tam ich wie. Psiarnia lubiła przyczepić się dosłownie do wszystkiego. No i chyba Fontana też nie miał z nimi zbyt miłych doświadczeń.
Zayn Fontana
— Właśnie, przyjaciółka przyszła coś wyjaśnić — przytaknęła skinieniem głowy, krzyżując ręce na piersiach. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że to ona była właśnie tą koleżanką. — Te ogrodniczki. Dlaczego mi ich nie wysłałeś? Pewnie ich nawet nie masz — zmarszczyła nos, a kiedy drzwi uchyliły się bardziej, ich oczom ukazał się młody mężczyzna. Typowy nerd, który wyglądał na takiego, który mógłby dokonać zamachu w liceum, gdyby tylko znajdowali się w USA. Na szczęście takie rzeczy nie zdarzały się w Kanadzie. A jak już, to nie na taką skalę.
— Nie mam pojęcia, o czym mówisz — odburknął Trendix. — Chyba mnie z kimś pomyliliście — doda i już miał zatrzasnąć drzwi, ale Bremers sprytnie wsadziła pomiędzy ni stopę, co uniemożliwiło mężczyźnie zrealizowanie planu.
— A ja myślę, że dobrze wiesz — powiedziała buńczucznie. Strasznie cwana się robiła, kiedy miała przy sobie Fontanę. Sama nigdy by tutaj nie przyszła. Przede wszystkim dlatego, że nawet nie wiedziałaby, dokąd pójść. — Szczerze mówiąc, wolałabym odzyskać ogrodniczki, ale pieniądze też będą w porządku — spojrzała na przyjaciela i zaraz wróciła wzrokiem do oszusta.
— Jesteście jacyś nienormalni. Nic wam nie dam, bo nic nie mam — prychnął w odpowiedzi, poprawiając okulary na nosie. — Jak chcecie sprzedać mi jakieś ciastka albo przekonać do rozmowy o Bogu, to źle trafiliście. Możesz łaskawie zabrać nogę? — łypnął na Coven spode łba, ale ta tylko pokręcia głową, dając mu do zrozumienia, że nigdzie się stąd nie ruszy, jeśli za chwilę nie odzyska albo swoich ogrodniczek, albo pieniędzy. Była skłonna przyjąć przelew na telefon. Mógł być nawet czek, ale nie miała pojęcia, czy w ogóle można wystawić czeki na tak niskie kwoty. Nieważne!
Stanęła na palcach i przytrzymując się ramienia Zayna, pociągnęła go za rękaw koszulki, żeby nachylił się w jej stronę.
— I co teraz? — wyszeptała wprost do jego ucha. — Trzeba postraszyć go policją? — zapytała, chociaż trochę się cykała, że sama będzie miała przez to jakieś problemy. Też sprzedawała swoje ciuchy w interencie. Niby wszystko było legitne i zawsze wywiązywała się z wysyłek i opłat, ale kto tam ich wie. Psiarnia lubiła przyczepić się dosłownie do wszystkiego. No i chyba Fontana też nie miał z nimi zbyt miłych doświadczeń.
Zayn Fontana