Strona 2 z 2

I've been wishin' on them stars

: sob sie 08, 2026 11:10 am
autor: Bowie Vance
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Próbował jakoś ukrywać swoją niepewność, kiedy mówił lekko o czymś, o czym tak naprawdę nigdy nikomu innemu nie mówił. Trudno było mu to jednak ciągnąć, kiedy Tristan patrzył na niego tak, że w żołądku zacisnął się mocno supeł, a na twarzy mimowolnie pojawił poważny wyraz twarzy. Przełknął z trudem ślinę słysząc w tonie głosu chłopaka coś, co dodatkowo wprawiło go w poczucie winy. Co ciekawe chodziło bardziej nie o niego, a o to, że Tristan poczuł się źle z tym, co mu powiedział. Mógł po prostu przemilczeć ten temat, ale teraz było już za późno.
Jak to co zrobili? Co masz na myśli? — zapytał nie bardzo rozumiejąc. Sam doszedł co prawda do wniosku, że to nie jest normalne, ale chyba bardziej miał na myśli, że nie jest częste, może jest dla niektórych gorszące, ale po tym, w jaki sposób skomentował to Blackwell odniósł wrażenie, że chodziło mu chyba o coś więcej. O coś, czego Bowie nie łapał. Poczuł lekkie napięcie, wpatrując się w zatroskaną twarz mężczyzny z większą uwagą, niż zwykle.
Potem było chyba jeszcze gorzej.
Przesuwał zaskoczonym spojrzeniem po twarzy Tristana, której wyraz zmieniał się z każdą chwilą. Wyglądał jakby był przerażony. Czy czuł się tak już w momencie, w którym odbierał go z lotniska? Pomyślał, że mógł się bardziej pilnować i nie mazać przy nim, ale wtedy nie potrafił się powstrzymać i kiedy zobaczył, że Tristan na niego czeka, po prostu całe zdenerwowanie puściło i jakoś musiał je odreagować. Teraz jednak nie był pewien czy powinien sobie na to tak swobodnie pozwalać, skoro tak mocno oddziaływało to na aktora.
Ja… Znaczy on po prostu chciał mnie przelecieć, nic wielkiego — mruknął, wzruszając lekko szczupłymi ramionami, chcąc mimo wszystko jakoś opanować sytuację. — Był nachalny, więc w końcu go popchnąłem, może trochę za mocno. Nie wiem, bo potem po prostu wziąłem rzeczy i pojechałem na lotnisko. Lisa nie powiedziała mi, że planuje imprezę, myślałem, że będziemy we dwoje. Chociaż mogłem się domyślić, to jest takie, kurwa, w jej stylu — syknął, wypowiadając ostatnie słowa z lekką irytacją. Można było się domyślić, że to bardziej zachowanie matki go rozwaliło, niż natrętnego typa.
Często mówił do matki po imieniu, jakoś dziwnie by się czuł, gdyby mówił mamo. Może dlatego, że Alissa Wright Vance była kimś, kto nigdy nie wyglądał i nie zachowywał się jak prawdziwa matka.
Parsknął cicho, rozbawiony, i trochę się rozluźnił, kiedy z ust Tristana padła uwaga o byciu zaszczyconym. Podciągnął się trochę, usadawiając pośladkami na jego udach, rękami obejmując za szyję. Przyłożył czoło do jego czoła i głęboko odetchnął, a potem oddał pocałunek, przez chwilę zadowolony, że to odwróci ich uwagę od przykrego tematu. Zauważył jednak, że Blackwell płacze i znowu trochę spochmurniał, cofając dłonie, żeby objął twarz chłopaka i kciukami otrzeć jego łzy.
Nic nam nie jest, ok? — rzucił, nawet starając się to ująć w taki sposób, żeby nawiązać do tego, że teraz są tutaj razem i faktycznie nie dzieje się nic złego. Nachylił się i musnął wargami wilgotny kącik oka Tristana, a potem przygarnął do siebie jego głowę, opierając ją o swoją klatkę piersiową i objął ją, składając na jej czubku kolejny pocałunek. Jedną z dłoni wplótł w jego jasne kręcone kosmyki włosów i zaczął go lekko gładzić po głowie, sam patrząc bez celu przed siebie, za chwilę skupiając się na kolejny słowach gwiazdy.
Wiem o czym mówisz. Rywalizacja moich starych z twoimi zawsze była w top trzy tematów w naszym domu. Chociaż chyba tak nie naciskali, przeświadczeni o tym, że zawsze byli i zawsze będą lepsi od Blackwellów — mruknął, przekręcając przy tym oczami. — Mogę cię jednak pocieszyć. Prawdopodobnie zawsze byłeś ode mnie lepszy, bo do tego naprawdę nie trzeba wiele — zauważył i uśmiechnął się lekko pod nosem, bo takie były fakty. Bowie nigdy się nie starał. Ciągnął kasę od starych, żyjąc lekko i wygodnie. Skończył co prawda studia (jakimś cudem), miał tam jakieś swoje talenty i zainteresowania, ale nigdy nie był jakoś super ambitny, bardziej żyjąc w cieniu sławy swoich starych, niż budując coś własnego. Z Tristanem było inaczej, bo u nich w rodzinie to on był sławny, on był tym, który odniósł największy sukces i osiągnął to nie poprzez znajomości, a poprzez ciężką pracę.
Popatrzył na twarz Tristana, kiedy ten odchylił głowę i zauważył, że po policzkach spływały kolejne łzy. Znowu je otarł, bo trudno było patrzeć na ten smutek, nawet jeżeli piękne oczy mężczyzny lśniły dzięki łzom jeszcze bardziej, niż zwykle. Przez chwilę zatonął w tych oczach, które przypominały turkusowe laguny, które widywał na Malediwach, Karaibach albo wyspach greckich.
A jaki jestem? — wyrwało mu się, zanim zdołał się powstrzymać. Chyba wcale nie chciał tego wiedzieć, ale było już za późno. Zaledwie sekundę później usłyszał wyznanie, które sprawiło, że wstrzymał na chwilę powietrze w płucach. Uwierzył mu od razu i chociaż poczuł ukłucie strachu, bo wyznanie zabrzmiało bardzo poważnie, to przecież nie było w tym chyba nic wiążącego. Poza tym Bowie zdawał sobie dobitnie sprawę, że też lubił Tristana. Nawet bardzo.
Mhm… ja też — odparł więc po chwili, czując że sam zaczyna się wzruszać, więc odchrząknął i uciekł wzrokiem. — Tylko się nie przyzwyczajaj. Wiele razy słyszałem, że jestem dupkiem, bo nie dzwonię po seksie — wymruczał bardziej rozbawionym tonem i pociągnął krótko nosem. Może i chciał rozładować tym sytuację, ale to akurat była prawda. Bowie wśród innych bananowych dzieciaków miał opinię kogoś, z kim można łatwo wylądować w łóżku, ale nigdy liczyć na coś więcej. Taki był faktycznie, ale mu to pasowało, więc się nie przejmował.

tristan blackwell

I've been wishin' on them stars

: pn sie 10, 2026 10:28 am
autor: tristan blackwell
Nie wstydził się odkrywania emocji; nie bał się bycia ocenionym, dlatego pokazywał te wrażliwsze cząstki siebie, które silnie reagowały na negatywne doznania. Na każdym etapie czuł się naprawdę zaopiekowany, dzięki czemu nie bał się mówić o swoich odczuciach i myślach: 一 Nie miałeś okazji odkrywać intymności z kimś, na kim ci zależało. 一 Uświadomiwszy sobie, że słowa brzmiały poważnie (i mogły nie być oczywiste) chrząknął i doprecyzował. 一 Chodzi mi o pierwszy seks; wydaje mi się, że dobrze zrobić to z kimś, do kogo coś czujesz. 一 Tuż po tym, jak wypowiedział słowa, na jego policzki wkradł się zdradliwy rumieniec.
Oh 一 wyrwało mu się. Blackwell nie potrafił panować nad rosnącymi zazdrością i złością; denerwował się na obrzydliwego mężczyznę, który nie patrząc na potrzeby Bowiego chciał przekroczyć jego granicę. 一 Cieszę się, że ci się nic nie stało 一 wyszeptał, mając wyjebane na to, w jakim stanie skończył tamten człowiek.
Jakby nie patrzeć, zasłużył na w s z y s t k o.
Nic nam nie jest 一 powtórzył miękko i przymknął lekko powieki, co pozwoliło mu na relaksowanie się wynikające z bliskości. Uwielbiał to, że Vance był tak czuły i troskliwy; kochał wszystkie drobne gesty i cieszył się, że miał go przy sobie.
Uniósłszy powieki, spojrzał na Bowiego i potrząsnął przecząco głową. 一 Nie chodzi o to 一 mruknął. Może kiedyś, naprawdę dawno, dawno temu zależało mu na byciu lepszym, ale kiedy tylko zorientował się, o co chodziło jego starym, poczuł obrzydzenie (zarówno do nich, jak i do samego siebie, że mógł tak w ogóle pomyśleć). 一 Nie zależy mi na byciu lepszym i tej pieprzonej rywalizacji, brzydzę się nią 一 wyjaśnił pośpiesznie. Kim by był, gdyby próbował rywalizować z chłopakiem, którego kochał? Nie potrafiłby spojrzeć sobie w oczy, gdyby w jego umyśle pojawił się choćby zalążek myśli, że był lepszy.
W pewnym sensie cieszył się, że usłyszał pytanie, bo dzięki niemu mógł wreszcie powiedzieć to, co siedziało w nim od dawna. 一 Zabawny 一 powiedział, patrząc na Bowiego z czystym uwielbieniem. Mógłby wymieniać bez końca cechy, które sprawiały, że kochał go bez pamięci, dlatego nie zamierzał poprzestawać na tylko jednej z nich. 一 Masz niesamowite wyczucie stylu 一 zauważył, odwołując się do momentów, w których prosił Vance'a o poradę w kwestiach modowych. Blackwell nie twierdził, że nie potrafił się ubrać, lecz to wskazówki artysty sprawiały, że jego stylizacje zyskiwały szerokie uznanie w mediach i wśród fanów na całym świecie. 一 Umiesz naprawdę dobrze rysować, chociaż chyba sam nie chcesz się do tego przyznać 一 kontynuował, z czułością przeczesując kręcące się pasma.
Już jakiś czas temu zwrócił uwagę na talent młodszego i od tamtej pory był jego ogromnym fanem. Z uznaniem podziwiał prace i wyczekiwał na kolejne, w których szukał ukrytych detali nawiązujących do ich relacji.
Potrafisz mnie pocieszyć i jak nikt odwracasz uwagę od lotu samolotem 一 zakończył, bo nie chciał wyjść na świra, który nie potrafi się zamknąć we właściwym momencie.
Prawdę mówiąc mógłby wymieniać w nieskończoność, ale uświadamiając sobie, że kolejne cechy mogły przynieść więcej szkody niż pożytku (sprawić, że będzie zbyt zobowiązująco), zdecydował się odpuścić i zakończył to frazą, którą chciał rozluźnić atmosferę: 一 I myślę, że już ci wystarczy, żebyś nie obrósł w piórka i odleciał 一 zaśmiał się, przysuwając się nieco, aby musnąć usta Vance'a.
Zapewnienie, że Bowie także go lubił pozwoliło mu rozluźnić się i poczuć w y ś m i e n i c i e. Równocześnie jego serce znów zaczęło walić jak oszalałe, ale to nie sprawiło, że Tristan źle zareagował na żart, który także miał rozluźnić atmosferę. 一 Trudno 一 skwitował lekko, wzruszając przy tym ramionami. 一 Najwyżej czasami się poświęcę i sam do ciebie zadzwonię 一 dopowiedział, zmieniając nieco sens słów.
Trudno było mu wskazać, jak długo trwali przytuleni dla siebie, lecz wkrótce zaczęło robić mu się niewygodnie, co skłoniło go do zmiany pozycji. 一 Zamawiamy coś do jedzenia? 一 zaproponował, bo nie chciało mu się stać przy garach, a powoli zaczynał doskwierać mu głód.


Bowie Vance