we've got ourselves a mouse crisis
: ndz cze 14, 2026 11:23 pm
No czasami musiała mu porządnie pacnąć, powygłupiać się albo rzucić swoje kilka groszy, bo inaczej by tego nie przeżyła. Ich relacja właśnie na tym polegała.. and it worked, ya know? - Dla mojej ukochanej Thall, byłaś cudownym kompanem w łapance myszy - rzuciła pewnie, z zadziornym uśmieszkiem, - Myślisz, że dasz radę podpisać to markerem na moim pośladku? Może dam sobie to wytatuować. - Końcówkę powiedziała już tonem, który jasno sugerował, że robiła sobie jaja i absolutnie nie mówiła serio. Chociaż, gdyby ktoś wystarczająco mocno ją sprowokował, to mogłaby jeszcze potraktować to jako wyzwanie. - No a jaki wygodny jesteś. Czemu nie udostępniałeś mi siebie wcześniej, hm? - uniosła brew, śmiejąc się pod nosem.
Był cholernie wygodny. Aż sama się zdziwiła, jak idealnie jej główka leżała na jego kolanach. Nie miała w zwyczaju pytać o pozwolenie. Po prostu działała, ale wiedziała, że przy nim mogła sobie pozwolić na takie rzeczy. W innym wypadku Arch nie miałby żadnego problemu z powiedzeniem jej, że ma przestać traktować go jak prywatną kanapę. Skoro jednak nic takiego nie powiedział, to znaczyło, że oficjalnie zaakceptował swój los. A Thalia, jako kobieta rozsądna i szanująca cudze decyzje, nie zamierzała mu w tym przeszkadzać. - Nie wierzę, że w tak krytycznym momencie nie możemy na nich liczyć! - prychnęła pod nosem. - Musimy zdecydowanie zorganizować jakąś kolację i ustalić, że to oni będą gotować, a my będziemy siedzieć i ładnie pachnieć. O. - No plan genialny. Odwet za brak pomocy w upolowaniu tych gryzoni. Sam fakt, że Charly miała pomysł przygarnięcia jednej z nich, bo miała uczucia, i nazwania jej po imieniu, po prostu zmiótł Rosenhall z planszy. W sensie, droga wolna, jeżeli Miller nie miał nic przeciwko udomowieniu tej bandy gryzoni, ale ona nie zamierzała się w to mieszać.
- Archibaldzie - westchnęła głęboko, przewracając oczami po raz kolejny, bo najwyraźniej dzisiaj był to jej chleb powszedni. - Jeżeli tak bardzo chcesz wiedzieć, co się tam działo, to polecam przeczytanie jej - Spojrzała na niego swoimi brązowymi ślepiami, unosząc kącik ust. - Spodoba ci się na tyle bardzo, że będziesz chciał pożyczyć drugi tom. No cap - zaśmiała się,- Ty mi lepiej opowiedz, jak tam twoje podboje miłosne i praca, dopóki nas znowu nie zaatakują. - Serio była ciekawa, co się u niego działo. Właściwie jeszcze nie mieli żadnego takiego momentu, w którym mogliby po prostu usiąść i porozmawiać, bo zawsze któreś z nich było w pracy, lub mijali się w domu. Więc z dwojga złego ta cała mysia armia była swego rodzaju przysługą od losu. Nawet jeżeli Thalia wieczorem zamierzała ugościć się w jego pokoju i tam przenocować. No bo przecież nie będzie spała z myszami. Sama. No nie?
Arch
Był cholernie wygodny. Aż sama się zdziwiła, jak idealnie jej główka leżała na jego kolanach. Nie miała w zwyczaju pytać o pozwolenie. Po prostu działała, ale wiedziała, że przy nim mogła sobie pozwolić na takie rzeczy. W innym wypadku Arch nie miałby żadnego problemu z powiedzeniem jej, że ma przestać traktować go jak prywatną kanapę. Skoro jednak nic takiego nie powiedział, to znaczyło, że oficjalnie zaakceptował swój los. A Thalia, jako kobieta rozsądna i szanująca cudze decyzje, nie zamierzała mu w tym przeszkadzać. - Nie wierzę, że w tak krytycznym momencie nie możemy na nich liczyć! - prychnęła pod nosem. - Musimy zdecydowanie zorganizować jakąś kolację i ustalić, że to oni będą gotować, a my będziemy siedzieć i ładnie pachnieć. O. - No plan genialny. Odwet za brak pomocy w upolowaniu tych gryzoni. Sam fakt, że Charly miała pomysł przygarnięcia jednej z nich, bo miała uczucia, i nazwania jej po imieniu, po prostu zmiótł Rosenhall z planszy. W sensie, droga wolna, jeżeli Miller nie miał nic przeciwko udomowieniu tej bandy gryzoni, ale ona nie zamierzała się w to mieszać.
- Archibaldzie - westchnęła głęboko, przewracając oczami po raz kolejny, bo najwyraźniej dzisiaj był to jej chleb powszedni. - Jeżeli tak bardzo chcesz wiedzieć, co się tam działo, to polecam przeczytanie jej - Spojrzała na niego swoimi brązowymi ślepiami, unosząc kącik ust. - Spodoba ci się na tyle bardzo, że będziesz chciał pożyczyć drugi tom. No cap - zaśmiała się,- Ty mi lepiej opowiedz, jak tam twoje podboje miłosne i praca, dopóki nas znowu nie zaatakują. - Serio była ciekawa, co się u niego działo. Właściwie jeszcze nie mieli żadnego takiego momentu, w którym mogliby po prostu usiąść i porozmawiać, bo zawsze któreś z nich było w pracy, lub mijali się w domu. Więc z dwojga złego ta cała mysia armia była swego rodzaju przysługą od losu. Nawet jeżeli Thalia wieczorem zamierzała ugościć się w jego pokoju i tam przenocować. No bo przecież nie będzie spała z myszami. Sama. No nie?
Arch
