Strona 2 z 2

Breakfast club, 2016 Toronto High school

: wt lip 14, 2026 11:28 pm
autor: Aurelia M. Perez
- No wiesz, ale z dziewczyną z którą się tak bez przerwy pisze to zazwyczaj znaczy, że się z nią kręci - przyciskam go, czekając na jakieś hot ploteczki prosto z ust pierwszego zainteresowanego. Kiedy spytał, czy jestem zazdrosna, to niestety musiałam go zmartwić, bo nie byłam. Jak mogłabym być zazdrosna o chłopaka przyjaciółki? Odkąd go zaklepała to wcale tak o nim nie myślę jak o boyfriend material. Tzn, dla niej może być, jeżeli by chciała. - A interesuje, mnie interesuje wszystko co się dzieje w szkole, a szczególnie nowe lotki romantyczne... to co, opowiesz jak to jest z Tobą i Odrej? - podpieram brodę na dłoni i czekam na historię życia, oczywiście pewnie się nie doczekam, bo właśnie taki był Noah, że on tak teasował, teasował, a żadnych konkretów! I wcale nic sobie nie opowiadałyśmy, bo Audrey też mówiła "to tylko mój przyjaciel", jakby ktoś miał w to uwierzyć. Ja już tam węszyłam romanss.
No chyba, że chodzi o biznes, bo jak się okazuje, to on chce jakieś całusy odemnie. Aż oczy wytrzeszczyłam i trochę nerwowo się zaśmiałam, bo przez moment mi się wydawało, że mam go całować jak Waneska będzie chciała sobie pomacać. Ale z drugiej strony to jest fair, że się ceni chłopak, przewiduję mu wielką karierę i szereg sukcesów w biznesie właśnie.
W każdym razie chwilę później już nie jest tak słodko, ani wcale nie ma rozmów o miłości czy o całusach, ani nawet flirtów niewinnych nie ma, bo oczywiście już się zaczynamy kłócić. O Ramseya. Ja go nawet nie wiem dlaczego tak postanowiłam bronić, chyba tylko dlatego, że Noah o niego się nie martwił nawet trochę.
-Może tak, a może nie - prychnęłam i spojrzałam na Noaha z boku, no do wściekłości mnie doprowadzał, kiedy tak obojętnie mówił swoje mądrości zyciowe o tym co robi zaginiony kolega -A ty niby go znasz, że jesteś taki pewny? - zastanowiłam sie, bo może Noah ma jakieś podstawy jednak do swoich przekonań. Ale może faktycznie źle go oceniam, tak jak reszta dzieciaków w szkole jako bardzo agresywnego, a nie jest aż tak bardzo agresyny, na przykład jeszcze mi nic złego nie zrobił oprócz tego, że sie na niego denerwuję.
- No wiesz o co mi chodziło- wywracam oczami - Zresztą, sam przed chwilą pierwsze co powiedziałes, to że skopiesz mu tyłek, za to że się urwał - idziemy sobie dalej i zastanawiam się na głos -A w sumie to ciekawe, że taki kujon trafił do kozy, conie? Ciekawe co zrobił...
Natomiast, kiedy szłam tyłem to niestety w końcu się wyjebałam. Świat mi się zatrzęsł i skrzywiona z bólu i niezadowolenia siedzę na tej ziemi szkolnej, słysząc tylko rechot Beaumonta. Patrzę na niego z dołu bardzo poirytowana tym, że przez niego się wywaliłam i kiedy wyciągnął rękę to ją zignorowałam i się sama podniosłam.
- Ty się śmiejesz - jak już wstałam to palcem go pukam w pierś -A Heather spaliła sobie włosy po tym jak dała mu kosza i musiała wydać tysiąc dolków na fryzjera w samym centrum. Ja bym z nim nie zadzierała... ale to ty jesteś teraz przeklęty - skrzyżowałam ręce i tak go mierze spojrzeniem. - Musimy Cię odklątwić - zadecydowałam, ale chwilę później dodaję - Ale oczywiście nie wiem kto mógłby Ci pomóc - szukam po ścianach tego, żeby poprosił mnie o zdjecie klątwy, bo przecież jestem obrażona i sama tego nie zaproponuję.

Noah Beaumont

Breakfast club, 2016 Toronto High school

: czw lip 16, 2026 10:31 am
autor: Noah Beaumont
Przyglądał się dziewczynie z charakterystycznym, kpiącym uśmieszkiem, bo jej insynuacja na temat rzekomego związku z Audrey była po prostu śmieszna. Widział, jak bardzo starała się go przycisnąć, jak niemal domagała się jakichś pikantnych szczegółów, opierając brodę na dłoni i patrząc na niego tym swoim wyczekującym wzrokiem.
- Ty żyjesz w jakimś fikcyjnym świecie romantycznych seriali, które oglądasz po nocach? - zapytał, nie potrafiąc utrzymać poważnej miny. Zrobił mały krok w jej stronę, na tyle blisko, by poczuła jego oddech, i spojrzał jej prosto w oczy z prowokacją. - Nic z nią nie kęcę. Jesteśmy tylko przyjaciółmi i nie ma w tym drugiego dna, ale widzę, że szkolne ploteczki to twoje główne paliwo do życia. A czyżbyś była po prostu zazdrosna, że poświęcam czas komuś innemu? Wiesz, jak chcesz to chętnie pójdę z tobą na jakieś randewu - wymruczał tuż koło jej ponętnych ust i o dziwo, chętnie by się z nią umówił, wystarczy jedno słowo.
Zaraz przypomniał sobie jej minę, kiedy wcześniej zażartował z płacenia za dotykanie jego brzucha. Dziewczyna chyba naprawdę pomyślała, że on zaraz zażąda od niej jakichś całusów jako zapłaty, i to jeszcze na oczach Waneski i Mike’a. Szkoda tylko, że ta flirciarska atmosfera prysła, a oni wrócili do kłótni o tego cholernego kujona.
- Może tak, a może nie - przedrzeźniał ją pod nosem, kiedy prychnęła na jego słowa. - A ty niby go tak świetnie znasz, że jesteś pewna, że stała mu się krzywda? No właśnie. Powiedziałem tak, bo przez niego łąże jak dureń po szkole, a nie dlatego, że faktycznie mam zamiar polować na niego z pięściami po lekcjach. To faktycznie jest zagadka, co taki kujon musiał odwalić, żeby w ogóle wylądować z nami w kozie.
Zignorowała jego chęć pomocy, więc tylko wzruszył ramionami i cofnął dłoń, chowając ją z powrotem do kieszeni. Patrzył z rozbawieniem, jak zbiera się z ziemi i wbija w jego mostek swój palec z długim paznokciem. Stał w miejscu, słuchając tej niedorzecznej historii o jakiejś Heather, która rzekomo po odrzuceniu zalotów Brooksa spaliła sobie włosy i musiała wydać tysiąc dolarów na fryzjera w centrum miasta.
- Jasne, tysiąc dolarów na fryzjera. Na pewno Brooks rzucił na nią urok, a nie po prostu sama przesadziła z rozjaśniaczem w łazience - skomentował krótko, a na jego twarzy znowu zagościł bezczelny uśmieszek. - Czyli sprawa jest poważna. Brooks odprawia czarne msze, rzuca klątwy i niszczy ludziom fryzury — zaczął drwiącym głosem. - I ty tak po prostu zostawisz mnie na pastwę losu? Naprawdę nie masz pojęcia, kto mógłby mi pomóc? Może jednak znasz jakiś sposób na to całe odczynianie uroku, o którym tak bardzo chcesz mi powiedzieć? Zrobimy u mnie w domu odklątwianie. Kupimy jakieś rekwizyty, świeczki, księgi z zaklęciami? Co ty na to?

Aurelia M. Perez

Breakfast club, 2016 Toronto High school

: pt lip 17, 2026 9:43 pm
autor: Aurelia M. Perez
A jasne, że bym się z nim umówiła, ale z jakiegoś powodu Noah wybrał drogę kłamstwa, kiedy Audrey już zdążyła mi opowiedzieć wszystko o tym, że coraz lepszy ma kontakt z Noahem. No to przecież nie będę przyjaciółce mojej jednej z trzech, podbierać chłopaka na którym się crashuje. Co ze mnie by była za przyjaciółka - NAJGROSZA.
- Chyba sobie żartujesz, Noah. Nie umówiłabym się z Tobą nawet gdybyś był ostatnim chłopakiem w szkole - przez chwilę moje spojrzenie spadło na te usta, które znalazły się na wysokości moich oczu, kiedy się do mnie zbliżył, a zaraz ponownie unoszę spojrzenie na niego, żeby widział jaka jestem zdecydowana! Bo jestem, co nie? Może faktycznie bym się z nim umówiła, gdyby nie Odri, ale tego że jestem lojalna wobec psiapsi akurat jestem pewna. Uniosłam jeszcze brew i nagle odwracam się napięcie, żeby nawet sobie nie kpił ze mnie i sugerował takich kombinacji. Co ja bym później miała powiedzieć Audrey?? Poszłam sobie przodem, zastanawiając sie jeszcze przez chwilę czy to całe połączenie Audrey-Noah mi się nie przyśniło.
- No nie wiem, słyszałam, że ostatnio jest dochodzenie, bo znikają książki z biblioteki. To by w sumie do kujona pasowało, ale po co on by je kradł, w sensie i tak nikt oprócz niego tego nie czyta, wiec wystarczy, żeby zwrócił na koniec roku, no nie? - zastanawiam się, przy okazji opowiadając mu ploteczki, bo on na pewno nie jest zainteresowany życiem szkoły, nie tak jak ja. Ale Noah to jest chyba głównie sobą zainteresowany i swoimi mięśniami. W sumie jak każdy nastolatek.
- Nie no ty jesteś niemożliwy! - zdenerowowałam się, kiedy podważa prawdziwość mojej historii, oczy na niego wytrzeszczam, bo ja tu mu dobrze radzę, a on ze mnie kpi? Och, że też taki irytujący musi być Noah! - Ja cię tylko przestrzegam Noah Beaumont - wyjaśniam go po raz ostatni i już ze skrzyżowanymi rękami kręcę głową. Jeszcze przecież mu zaproponowałam, że go odklątwie, ale on to potraktował znów jakbym go conajmniej podrywała, aż policzki mi się zarumieniły, bo ja już wiem co on ma na myśli z tymi świeczkami i książką i jego domem. - Wątpię, czy jest szansa na to, że żywy wyjdziesz ze szkoły jeżeli mam być szczera i nie ma co czekać do powrotu do twojego domu - odpowiedziałam mu swoim przemądrzałym tonem, ale skoro tak łatwo wpadł w tą moją pułapkę w której to ja go odklątwiam to wyliczam mu na palcach, co będziemy robić:
- Znaj moją dobroć Beaumont, pomogę ci. Po pierwsze musisz wiedzieć, że musimy zrobić tak, żeby oczyścić Cię wszystkimi czterema żywiołami. Takie są zasady i możesz mi uwierzyć, bo moja prababka była prawdziwą wiedźmą w Barcelonie. Woda - to będzie proste, bo po prostu pójdziemy, to znacyz... ty pójdziesz pod prysznic i będziesz tam powtarzać zaklęcie. Potem jest ziemia, co jest dość creepy, bo będziemy musieli zakopać ci kawałek ciała na boisku. Z ziemią łączy się kwestia muzyczna, ale z tym ci pomogę, bo podejrzewam, że nie umiesz trzymać rytmu. Potem ogień, no to się domyśl. - pokazałam na jego ramię jakbym chciała mu pokazać że ma włożyć łapę w ogień. Zastanawiam się przykładam paznokieć do ustek, bo dobrze wiem że jak usłyszy co się łączy z ostatnim, to trochę się mnie przestraszy. - I powietrze.. ale tego dowiesz się już na dachu - uśmiecham się słodko, ciekawa czy już się przestraszył, coś mi się wydaje że nasza gotycka koleżanka nawet mogłaby się zesrać gdyby usłyszała jaki plan obmyśliłam na te tortury Noaha. Tak na prawdę to nie chciałam mu zrobić krzywdy, ale gdybym była pojebana to może kazałabym mu skoczyć z dachu dla mnie? To znaczy... dla siebie oczywiście by skakał.

Noah Beaumont