Perfect night
: czw lip 09, 2026 12:51 am
Nikt jak ona nie wzbudzał w Ethanie tylu chęci do korzystania z możliwości zaczepki niemal w każdym zdaniu. Bawiąc się w półsłówka albo uciekając się do bardziej niewerbalnych zagrań, sprawdzał jej granice z nadzieją, że każde z nich będzie miało na nią dokładnie taki wpływ, jakiego oczekiwał. Przy tym zupełnie nie obawiał się odpowiedzi lub kąśliwej uwagi, a jej humorki miały swój urok. Jej pewny siebie uśmieszek właśnie temu dowodził.
— Mi wystarczy kontrola tylko w jednej kwestii — odbił piłeczkę, uśmiechając się iście diabelsko. Nie miał nic przeciwko kobiecie na wysokim stanowisku, ba, Cherry na stanowisku pani prezes podobała mu się jeszcze bardziej - wiedziała, czego chciała i do tego dążyła, dzięki posiadaniu władzy była cholernie pewna siebie, mogła kontrolować wszystkich i w pracy jako współpracownik był jej posłuszny. Jednak w domu, czy w łóżku role powinny się odwrócić. — Masz jeszcze wino — zasugerował z rozbawieniem na jej uwagę, że uschnie, ale w jego spojrzeniu pojawiło się coś nieco cieplejszego. Była urocza, kiedy się tak złościła. Nie zmienił zdania, gdy za chwilę z nieznacznym wyrzutem zadała mu pytanie. — Działam? - złapał ją za słowo, również unosząc wyżej brew, wyraźnie zadowolony z tego obrotu spraw. Czyżby oficjalnie przyznawała się do słabości?
Dłoń, którą kobieta położyła na jego ramieniu, sprawiła, że zatrzymał spojrzenie najpierw na niej, by po kilku sekundach przenieść je na oczy Cherry. W brązowych tęczówkach odbijało się coś, czego nie dostrzegał w nich wcześniej. Coś, co wypełniło go przyjemnym ciepłem, na co w odpowiedzi uniósł nieznacznie kąciki ust ku górze.
— Też mam taką nadzieję - wyznał cicho. Ten z pozoru prosty, niewinny gest znaczył dla niego więcej, niż potrafił to przyznać. Dawno nie rozmawiał z nikim o swoim zmarłym bracie tak szczerze, dlatego był wdzięczny jej za to zrozumienie. Zdecydowanie nie zamierzał wykorzystywać tego tematu, by coś ugrać, ale sposób, w jaki przejęła się nim, jakoś przedziwnie go ujmował. Z każdą chwilą przy niej coraz bardziej zaczynał zdawać sobie sprawę, że potrzebował w swoim życiu kogoś, kto byłby dla niego wsparciem. Cherry miała do tego świetne predyspozycje.
Oczywiście, że chciał jej. Tylko dzięki niej nadal tkwił w Northland Power, przykładając się do swojej pracy najlepiej, jak potrafił mimo, że w zasadzie nie interesowało go zajmowanie się finansami w tak dużej korpo. Miała rację, myśląc, że ciągnęło go do całkiem innych rzeczy, ale niestety nie miało to nic wspólnego z wolnością. O zgrozo, to przez jego brata znajdował się w takim, a nie innym położeniu.
Jej tok dedukcji wywołał w nim parsknięcie śmiechem. Pokręcił głową w rozbawieniu. — Akurat samochód, jakim chciałbym się przejechać, raczej nie jest w Twoim budżecie. O ile pani prezes chciałaby docenić mnie za zasługi - zażartował, bez cienia wątpliwości postanawiając brnąć w ten temat. — Lubisz Formułę 1? — zapytał, wyraźnie zaintrygowany odpowiedzią. Uwielbiał szybkość. Nie bez powodu miał w posiadaniu Ferrari. Kiedyś zdarzyło mu się uczestniczyć w wyścigach w Monako. Jego marzeniem było przejechać się bolidem.
Nie to jednak było tematem ich rozmowy, po którym błądzili bez konkretnej odpowiedzi. Zauważył, jak sugestia odnośnie tej właściwej kobiety zmieniła postawę Cherry. Jej nagła utrata pewności wydała mu się intrygująca. Podobnie, jak jej słowa, w które wkradła się nuta melancholii. — To prawda - przytaknął poważnie. — Tak samo, jak Ty - spojrzał na nią intensywnie. Ona również miała prawo do szczęścia. — Ale prawda jest taka, że właśnie patrzę na idealną na to miejsce kandydatkę — przyznał w końcu z pełną szczerością, miękko, jakby nic innego dla niego się nie liczyło. Co więcej, była jedyną kobietą, z którą widział taką przyszłość. Jego rodziców z pewnością ucieszyłoby podejście ich syna, ale w zasadzie w tym momencie dla Ethana naprawdę nie liczyło się ich zdanie. On s a m tego c h c i a ł.
— Jeśli chcesz, istnieje bardzo łatwy sposób, by to naprawić - uśmiechnął się nieco zawadiacko, zanim wziął ją pod ramię, by ruszyć na spacer. Właściwie nie jeden sposób, o którym Cherry zdążyła się już przekonać - wystarczyło albo się pochylić w jej stronę, albo unieść i pozwolić jej się opleść nogami na wysokości swoich bioder, by w jedną chwilę zniwelować dzielącą wysokość do ich ust. Oczywiście, że w tym momencie się z nią droczył. I sam nie wiedział, ile jeszcze był w stanie wytrzymać.
Pokiwał z uwagą głową na jej odpowiedź w kwestii zdjęć. Miało to sens. Dzięki niektórym osobom zapominało się o całym świecie. Chciało się zapamiętać daną chwilę przede wszystkim w sercu, często zapominając o uwiecznieniu tego w nieco bardziej namacalny sposób. W obecnej chwili pragnął zapamiętać wszystko to, co widział - błysk w jej brązowym spojrzeniu, czerwień jej ust, głębszy oddech, tuż zanim przymknęła oczy, postanawiając mu zaufać.
Przypatrywał się jej z pewną fascynacją, gdy opowiadała o każdym zasłyszanym szczególe, starając się wyłapać każde najdrobniejsze drgnięcie na jej twarzy. Była taka piękna, a jednocześnie, z dala od zmartwień i zobowiązań wyglądała tak niewinnie. Delikatna, jak kwiat wiśni. Który niespodziewanie wpadł w jego ramiona, spłoszony nieoczywistym dźwiękiem.
Bez namysłu puścił buty na ziemię i przytulił ją mocno do siebie, jakby chciał ochronić ją przed tym, co ją wystraszyło. Właściwie mógłby to zrobić przed całym światem, gdyby tylko chciała. Zwłaszcza, kiedy pogłębiła uścisk, wtulając się w jego tors. Słyszał wszystko, o czym mówiła, ale dla niego liczyło się tylko to, co widział. I co czuł. A czuł, że w końcu miał ją przy sobie. I wiedział już, że nie będzie w stanie jej tak łatwo puścić. Kiedy delikatnie odchyliła głowę, by podnieść na niego spojrzenie, przepadł.
— Podobało Ci się to, co słyszałaś? — mruknął, nie potrafiąc oprzeć się przed tym, by raz po raz przesuwać wzrokiem od jej brązowych tęczówek do jej ust, po czym bezwiednie się przybliżył, by ostatecznie złączyć się wargami w pocałunku. Delikatnym, pełnym uczuć, które przyjemnie rozlały się po jego ciele, kiedy zasmakował słodyczy, na którą tak wytrwale czekał. Instynktownie przesunął dłonią po jej plecach, aż znalazła się na karku kobiety po to, by pogłębić pocałunek.
— Mamy teraz dwa wyjścia — oderwał się od jej ust na kilka centymetrów, bo czuł, czym mogło się skończyć to, co zaczynało przesłaniać jego umysł. Cherry wciąż miała wybór. — Albo możemy zejść na plażę, skorzystać z zachodu słońca i pójść do jednej z knajp na nabrzeżu, by poznać siebie lepiej. Albo wrócić na jacht i zgłębić tajemną wiedzę, którą skrywa Twoja czerwona sukienka — wyszeptał, spoglądając na nią z oczekiwaniem. Palcami dłoni, którą trzymał na jej lędźwiach, niespiesznie muskał skórę, wciąż ukrytą za materiałem, który miał przemożną ochotę z niej ściągnąć. Drażnił ją z pełną premedytacją, chcąc przekonać się, jak bardzo była w stanie jeszcze się przed nim opierać.
ma cherie
— Mi wystarczy kontrola tylko w jednej kwestii — odbił piłeczkę, uśmiechając się iście diabelsko. Nie miał nic przeciwko kobiecie na wysokim stanowisku, ba, Cherry na stanowisku pani prezes podobała mu się jeszcze bardziej - wiedziała, czego chciała i do tego dążyła, dzięki posiadaniu władzy była cholernie pewna siebie, mogła kontrolować wszystkich i w pracy jako współpracownik był jej posłuszny. Jednak w domu, czy w łóżku role powinny się odwrócić. — Masz jeszcze wino — zasugerował z rozbawieniem na jej uwagę, że uschnie, ale w jego spojrzeniu pojawiło się coś nieco cieplejszego. Była urocza, kiedy się tak złościła. Nie zmienił zdania, gdy za chwilę z nieznacznym wyrzutem zadała mu pytanie. — Działam? - złapał ją za słowo, również unosząc wyżej brew, wyraźnie zadowolony z tego obrotu spraw. Czyżby oficjalnie przyznawała się do słabości?
Dłoń, którą kobieta położyła na jego ramieniu, sprawiła, że zatrzymał spojrzenie najpierw na niej, by po kilku sekundach przenieść je na oczy Cherry. W brązowych tęczówkach odbijało się coś, czego nie dostrzegał w nich wcześniej. Coś, co wypełniło go przyjemnym ciepłem, na co w odpowiedzi uniósł nieznacznie kąciki ust ku górze.
— Też mam taką nadzieję - wyznał cicho. Ten z pozoru prosty, niewinny gest znaczył dla niego więcej, niż potrafił to przyznać. Dawno nie rozmawiał z nikim o swoim zmarłym bracie tak szczerze, dlatego był wdzięczny jej za to zrozumienie. Zdecydowanie nie zamierzał wykorzystywać tego tematu, by coś ugrać, ale sposób, w jaki przejęła się nim, jakoś przedziwnie go ujmował. Z każdą chwilą przy niej coraz bardziej zaczynał zdawać sobie sprawę, że potrzebował w swoim życiu kogoś, kto byłby dla niego wsparciem. Cherry miała do tego świetne predyspozycje.
Oczywiście, że chciał jej. Tylko dzięki niej nadal tkwił w Northland Power, przykładając się do swojej pracy najlepiej, jak potrafił mimo, że w zasadzie nie interesowało go zajmowanie się finansami w tak dużej korpo. Miała rację, myśląc, że ciągnęło go do całkiem innych rzeczy, ale niestety nie miało to nic wspólnego z wolnością. O zgrozo, to przez jego brata znajdował się w takim, a nie innym położeniu.
Jej tok dedukcji wywołał w nim parsknięcie śmiechem. Pokręcił głową w rozbawieniu. — Akurat samochód, jakim chciałbym się przejechać, raczej nie jest w Twoim budżecie. O ile pani prezes chciałaby docenić mnie za zasługi - zażartował, bez cienia wątpliwości postanawiając brnąć w ten temat. — Lubisz Formułę 1? — zapytał, wyraźnie zaintrygowany odpowiedzią. Uwielbiał szybkość. Nie bez powodu miał w posiadaniu Ferrari. Kiedyś zdarzyło mu się uczestniczyć w wyścigach w Monako. Jego marzeniem było przejechać się bolidem.
Nie to jednak było tematem ich rozmowy, po którym błądzili bez konkretnej odpowiedzi. Zauważył, jak sugestia odnośnie tej właściwej kobiety zmieniła postawę Cherry. Jej nagła utrata pewności wydała mu się intrygująca. Podobnie, jak jej słowa, w które wkradła się nuta melancholii. — To prawda - przytaknął poważnie. — Tak samo, jak Ty - spojrzał na nią intensywnie. Ona również miała prawo do szczęścia. — Ale prawda jest taka, że właśnie patrzę na idealną na to miejsce kandydatkę — przyznał w końcu z pełną szczerością, miękko, jakby nic innego dla niego się nie liczyło. Co więcej, była jedyną kobietą, z którą widział taką przyszłość. Jego rodziców z pewnością ucieszyłoby podejście ich syna, ale w zasadzie w tym momencie dla Ethana naprawdę nie liczyło się ich zdanie. On s a m tego c h c i a ł.
— Jeśli chcesz, istnieje bardzo łatwy sposób, by to naprawić - uśmiechnął się nieco zawadiacko, zanim wziął ją pod ramię, by ruszyć na spacer. Właściwie nie jeden sposób, o którym Cherry zdążyła się już przekonać - wystarczyło albo się pochylić w jej stronę, albo unieść i pozwolić jej się opleść nogami na wysokości swoich bioder, by w jedną chwilę zniwelować dzielącą wysokość do ich ust. Oczywiście, że w tym momencie się z nią droczył. I sam nie wiedział, ile jeszcze był w stanie wytrzymać.
Pokiwał z uwagą głową na jej odpowiedź w kwestii zdjęć. Miało to sens. Dzięki niektórym osobom zapominało się o całym świecie. Chciało się zapamiętać daną chwilę przede wszystkim w sercu, często zapominając o uwiecznieniu tego w nieco bardziej namacalny sposób. W obecnej chwili pragnął zapamiętać wszystko to, co widział - błysk w jej brązowym spojrzeniu, czerwień jej ust, głębszy oddech, tuż zanim przymknęła oczy, postanawiając mu zaufać.
Przypatrywał się jej z pewną fascynacją, gdy opowiadała o każdym zasłyszanym szczególe, starając się wyłapać każde najdrobniejsze drgnięcie na jej twarzy. Była taka piękna, a jednocześnie, z dala od zmartwień i zobowiązań wyglądała tak niewinnie. Delikatna, jak kwiat wiśni. Który niespodziewanie wpadł w jego ramiona, spłoszony nieoczywistym dźwiękiem.
Bez namysłu puścił buty na ziemię i przytulił ją mocno do siebie, jakby chciał ochronić ją przed tym, co ją wystraszyło. Właściwie mógłby to zrobić przed całym światem, gdyby tylko chciała. Zwłaszcza, kiedy pogłębiła uścisk, wtulając się w jego tors. Słyszał wszystko, o czym mówiła, ale dla niego liczyło się tylko to, co widział. I co czuł. A czuł, że w końcu miał ją przy sobie. I wiedział już, że nie będzie w stanie jej tak łatwo puścić. Kiedy delikatnie odchyliła głowę, by podnieść na niego spojrzenie, przepadł.
— Podobało Ci się to, co słyszałaś? — mruknął, nie potrafiąc oprzeć się przed tym, by raz po raz przesuwać wzrokiem od jej brązowych tęczówek do jej ust, po czym bezwiednie się przybliżył, by ostatecznie złączyć się wargami w pocałunku. Delikatnym, pełnym uczuć, które przyjemnie rozlały się po jego ciele, kiedy zasmakował słodyczy, na którą tak wytrwale czekał. Instynktownie przesunął dłonią po jej plecach, aż znalazła się na karku kobiety po to, by pogłębić pocałunek.
— Mamy teraz dwa wyjścia — oderwał się od jej ust na kilka centymetrów, bo czuł, czym mogło się skończyć to, co zaczynało przesłaniać jego umysł. Cherry wciąż miała wybór. — Albo możemy zejść na plażę, skorzystać z zachodu słońca i pójść do jednej z knajp na nabrzeżu, by poznać siebie lepiej. Albo wrócić na jacht i zgłębić tajemną wiedzę, którą skrywa Twoja czerwona sukienka — wyszeptał, spoglądając na nią z oczekiwaniem. Palcami dłoni, którą trzymał na jej lędźwiach, niespiesznie muskał skórę, wciąż ukrytą za materiałem, który miał przemożną ochotę z niej ściągnąć. Drażnił ją z pełną premedytacją, chcąc przekonać się, jak bardzo była w stanie jeszcze się przed nim opierać.
ma cherie