An uninvited visit costs twice as much
: ndz lip 05, 2026 2:33 am
Czy był z siebie zadowolony?
Jak najbardziej. Mało rzeczy potrafiło zrazić, zawstydzić czy wyprowadzić Deana z równowagi. Był pewny siebie, pchając się wszędzie, gdzie to tylko możliwe, nie szczędząc specjalnie w posyłanych do drugiej osoby komentarzach. Ktoś nie potrafił podołać? To już nie jego problem. Nie jego wina, że zdarzali się rozmówcy tak słabi, że można było ich zranić jednym słowem.
Właśnie takich ludzi lubił najmniej. Wolał wyzwania i poczucie trudu wiedząc, że ostatecznie bardziej mu się to opłaci. Zasada ta dotyczyła wszystkiego i wszystkich na wszelkich płaszczyznach życia - czy to zwykła rozmowa, czy seks. Ten łatwy zostawał zapomniany. A kiedy trzeba było się namęczyć, by kogoś zbajerować? Tym doznania były przyjemniejsze.
Czy to znaczyło, że jego aktualny rozmówca nieświadomie wpakował się na listę planów Vanberga?
Istniała taka posybilitacja.
Kroczek po kroczku przekona do siebie chłopaka sprawdzając, czy potrafił sztywnością wykazać się również w innym aspekcie, niż tylko w byciu zwyczajnie nudnym. Musiał mieć potencjał i Vanberg chciał go wydobyć na światło dzienne.
-Wiesz… - powtórzył po nim, nie kryjąc rozbawienia. Śmiał w to wątpić. Definicje przeczytane w internecie, czy chociażby filmy porno, którymi raczyli się jego koledzy (sądził, że ten nowobogacki nigdy na żaden nie spojrzał) nijak nie miały się do tego, co sam Dean określał seksem. Jak można było wiedzieć, skoro nigdy się tego nie przeżyło? Można było podejrzewać, sądzić, wyobrażać sobie, ale nic nie odzwierciedlało realnych doznań. - Mogę się założyć, że nasze definicje zgoła się różnią, ale nie będę cię gorszył. Może ojca nie wmieszasz, ale mi problemy nie są potrzebne - odpowiedział, przeczesując włosy. Wystarczająco z nim pogrywał, badając wytrzymałość Azjaty. Czy mu się tylko zdawało, czy widział nutkę irytacji czającą się na niemal kamiennej twarzy? Skutecznie próbował zamaskować emocje, co działało na jego korzyść. Przynajmniej w pewnym stopniu, ponieważ brak jawnej reakcji sprawiał, że tancerz chciał próbować jeszcze bardziej. Był spaczony i nawet się z tym nie krył.
-Nie myślałeś, żeby nauczyć się bronić? Bije od ciebie aura ofiary, więc nie dziw się, że prędzej czy później ktoś postanowił ci wklepać. Polecam siłownię. Przed dryblasami cię nie obroni, ale kto wie, może dzięki temu chociaż im oddasz - stwierdził, przesuwając po nim wzrokiem, tym razem darując sobie wplatanie w to seksualnych podtekstów. Był lichy jak cholera. Pewnie ze zgrzewką wody miał problem, kiedy przyszło zatargać ją do domu.
George Whitcroft
Jak najbardziej. Mało rzeczy potrafiło zrazić, zawstydzić czy wyprowadzić Deana z równowagi. Był pewny siebie, pchając się wszędzie, gdzie to tylko możliwe, nie szczędząc specjalnie w posyłanych do drugiej osoby komentarzach. Ktoś nie potrafił podołać? To już nie jego problem. Nie jego wina, że zdarzali się rozmówcy tak słabi, że można było ich zranić jednym słowem.
Właśnie takich ludzi lubił najmniej. Wolał wyzwania i poczucie trudu wiedząc, że ostatecznie bardziej mu się to opłaci. Zasada ta dotyczyła wszystkiego i wszystkich na wszelkich płaszczyznach życia - czy to zwykła rozmowa, czy seks. Ten łatwy zostawał zapomniany. A kiedy trzeba było się namęczyć, by kogoś zbajerować? Tym doznania były przyjemniejsze.
Czy to znaczyło, że jego aktualny rozmówca nieświadomie wpakował się na listę planów Vanberga?
Istniała taka posybilitacja.
Kroczek po kroczku przekona do siebie chłopaka sprawdzając, czy potrafił sztywnością wykazać się również w innym aspekcie, niż tylko w byciu zwyczajnie nudnym. Musiał mieć potencjał i Vanberg chciał go wydobyć na światło dzienne.
-Wiesz… - powtórzył po nim, nie kryjąc rozbawienia. Śmiał w to wątpić. Definicje przeczytane w internecie, czy chociażby filmy porno, którymi raczyli się jego koledzy (sądził, że ten nowobogacki nigdy na żaden nie spojrzał) nijak nie miały się do tego, co sam Dean określał seksem. Jak można było wiedzieć, skoro nigdy się tego nie przeżyło? Można było podejrzewać, sądzić, wyobrażać sobie, ale nic nie odzwierciedlało realnych doznań. - Mogę się założyć, że nasze definicje zgoła się różnią, ale nie będę cię gorszył. Może ojca nie wmieszasz, ale mi problemy nie są potrzebne - odpowiedział, przeczesując włosy. Wystarczająco z nim pogrywał, badając wytrzymałość Azjaty. Czy mu się tylko zdawało, czy widział nutkę irytacji czającą się na niemal kamiennej twarzy? Skutecznie próbował zamaskować emocje, co działało na jego korzyść. Przynajmniej w pewnym stopniu, ponieważ brak jawnej reakcji sprawiał, że tancerz chciał próbować jeszcze bardziej. Był spaczony i nawet się z tym nie krył.
-Nie myślałeś, żeby nauczyć się bronić? Bije od ciebie aura ofiary, więc nie dziw się, że prędzej czy później ktoś postanowił ci wklepać. Polecam siłownię. Przed dryblasami cię nie obroni, ale kto wie, może dzięki temu chociaż im oddasz - stwierdził, przesuwając po nim wzrokiem, tym razem darując sobie wplatanie w to seksualnych podtekstów. Był lichy jak cholera. Pewnie ze zgrzewką wody miał problem, kiedy przyszło zatargać ją do domu.
George Whitcroft