Italian dream
: wt cze 23, 2026 4:31 pm
Możliwe, że nawet całkiem świadomie podniosła się z tego łóżka i uciekła do walizek, aby właśnie Dante nie zdążył się nią nacieszyć jeszcze na materacu. Bo przecież wystarczyłoby, że złożyłby pocałunek pod jej uchem, a już nie mogłaby się podnieść. Nogi by kompletnie zmiękły, a rozum uciekł na wakacje, powodując, że to ich wspólne cieszenie się swoim towarzystwem zajęłoby im nieco dłużej niż mogliby początkowo zakładać. A przecież tak bardzo chciała jeszcze wieczorem pochodzić po mieście, napić się tej jednej lampki wina i chyba także coś zjeść, zważywszy na to, że od kilku godzin nie mieli okazji spożyć jakiegokolwiek posiłku. Takie były konsekwencje tego, że przespali czas wydawania obiadu w samolocie.
Ale prysznic wydawał się wcale nie taką najgorszą alternatywą. Nawet jeśli nie był największych rozmiarów to przecież nie potrzebowali ogromnej przestrzeni, żeby znaleźć dla siebie miejsce. Wystarczyło kilka kroków, odrobina dobrej woli i świadomość, że i tak za moment będą sobie przeszkadzać bardziej, niż pomagać. I chyba właśnie o to w tym chodziło. O przypadkowe muśnięcie mokrej skóry, o ten delikatny pocałunek w bark. I nawet jeśli jeszcze chwilę temu chciała jak najszybciej opuścić hotelowy pokój tak jej stanowczość zdecydowała się topnieć wraz z ciepłym strumieniem wody, który padał na ich rozgrzane ciała z deszczownicy. W końcu miasto im nigdzie nie ucieknie, a lampka wina będzie smakować tak samo za godzinę lub dwie. A Dantemu, tak jak wcześniej sobie postanowiła, zamierzała poświęcać każdą wolną chwilę.
Po wyjściu spod prysznica nie zamierzała się jakoś szczególnie szykować – ubrała granatową przewiewną sukienkę, a kilka kosmyków włosów spięła z tyłu głowy kokardą w tym samym kolorze. Podarowała sobie makijaż, jedynie zakrywając ślady zmęczenie korektorem. I przede wszystkim postawiła na płaskie sandały – żadnych obcasów przez cały wyjazd, ceniła swoje stopy i komfort ponad wszystko.
– Skoro tak to mam nadzieję, że naładowałeś telefon… bo jak się zgubimy to nie wiem jak wrócimy. – Uśmiechnęła się lekko, dając mu się ciągnąć między uliczkami. Nocna Florencja miała w sobie coś niezwykle przyjemnego. Powietrze było już chłodniejsze, ale wciąż przyjemnie ogrzewało skórę. Z otwartych restauracji dobiegał gwar rozmów i zapach jedzenia, który skutecznie przypominał jej o tym, jak bardzo była głodna. Co jakiś czas go zatrzymywała, aby mogła się przyjrzeć witrynom pozamykanych już sklepów bądź zrobić zdjęcie urokliwej alejce pełnej kwiatów. Aż w końcu dotarli do małej restauracji ukrytej pomiędzy dwoma kamienicami. Nie wyglądała jakoś szczególnie imponująco – brakowało ogromnego szyldu, kolejki klientów przed wejściem, ale ciepło światło i cicha muzyka wydobywające się z zewnątrz skutecznie przyciągnęły ich i zachęciły do sprawdzenia, co lokal ma do zaoferowania.
Usiedli przy wolnym stoliku przy ścianie i za moment młody kelner przyniósł im po karcie dań, win, w międzyczasie zapalając stojącą na środku świeczkę. Elsa podziękowała mu niepewnie po włosku, a gdy mężczyzna odszedł sięgnęła po menu, aby przejrzeć czy aby na pewno znajdowała się w niej jakaś pozycja, którą mogłaby zamówić. Potrzebowała dosłownie trzech minut, aby zaśmiać się nerwowo, ukrywając przy tym buzię w trzymanej nadal w dłoniach kartą.
– Kompletnie nic nie rozumiem… – odparła z szerokim uśmiechem. Cóż, nie była to restauracja typowa dla turystów, więc wszystkie dania były zapisane po włosku. – Chyba tylko ravioli ze szpinakiem… i jest przy niej narysowany listek, więc chyba nie znajdę tam nagle baraniny albo innej świnki… a jestem taka głodna… – Westchnęła ciężko. Umawiali się co prawda tylko na lampkę wina, ale pić na pusty żołądek to chyba nie powinni i kto jak kto, ale Dante raczej o tym doskonale wiedział, więc miała nadzieję, że nie odmówi im kolacji. Zwłaszcza, że z kuchni unosiły się jeszcze piękniejsze zapachy niż te, których uraczyła spacerując między przypadkowo wybranymi przez chłopaka uliczkami. No ślinianki momentalnie zaczęły intensywniej pracować, a żołądek ściskać się nieprzyjemnie, dając jej jasno do zrozumienia, że jeszcze chwila i sam się zacznie trawić jeśli nie dostarczy mu odpowiedniej ilości jedzenia. Zaraz jednak odłożyła menu na stół i złapała dłoń ukochanego, przykładając ją sobie do policzka i przymykając przy tym powieki.
– Cieszę się, że tu jestem, ale chyba bardziej cieszy mnie to, że przyleciałeś ze mną. Ja… chyba bym zwariowała, gdybym miała cię nie widzieć przez te trzy tygodnie – wymruczała cicho. Może brzmiała trochę jak jakaś psychofanka, ale nie kłamała. Od kiedy się odnaleźli, nie mogła przestać o nim myśleć. Nawet jak bardzo chciała to nie potrafiła wyrzucić go z głowy. Bo to wszystko, o czym próbowała zapomnieć po ich rozstaniu po prostu do niej wróciło i było dużo intensywniejsze. – To trochę śmieszne, prawda? – Uśmiechnęła się niepewnie. – Człowiek tyle czasu próbuje poukładać sobie wszystko w głowie, a później wystarczy jedno spojrzenie i cały ten misterny plan idzie w pi… daleko stąd.
Dante Levasseur
Ale prysznic wydawał się wcale nie taką najgorszą alternatywą. Nawet jeśli nie był największych rozmiarów to przecież nie potrzebowali ogromnej przestrzeni, żeby znaleźć dla siebie miejsce. Wystarczyło kilka kroków, odrobina dobrej woli i świadomość, że i tak za moment będą sobie przeszkadzać bardziej, niż pomagać. I chyba właśnie o to w tym chodziło. O przypadkowe muśnięcie mokrej skóry, o ten delikatny pocałunek w bark. I nawet jeśli jeszcze chwilę temu chciała jak najszybciej opuścić hotelowy pokój tak jej stanowczość zdecydowała się topnieć wraz z ciepłym strumieniem wody, który padał na ich rozgrzane ciała z deszczownicy. W końcu miasto im nigdzie nie ucieknie, a lampka wina będzie smakować tak samo za godzinę lub dwie. A Dantemu, tak jak wcześniej sobie postanowiła, zamierzała poświęcać każdą wolną chwilę.
Po wyjściu spod prysznica nie zamierzała się jakoś szczególnie szykować – ubrała granatową przewiewną sukienkę, a kilka kosmyków włosów spięła z tyłu głowy kokardą w tym samym kolorze. Podarowała sobie makijaż, jedynie zakrywając ślady zmęczenie korektorem. I przede wszystkim postawiła na płaskie sandały – żadnych obcasów przez cały wyjazd, ceniła swoje stopy i komfort ponad wszystko.
– Skoro tak to mam nadzieję, że naładowałeś telefon… bo jak się zgubimy to nie wiem jak wrócimy. – Uśmiechnęła się lekko, dając mu się ciągnąć między uliczkami. Nocna Florencja miała w sobie coś niezwykle przyjemnego. Powietrze było już chłodniejsze, ale wciąż przyjemnie ogrzewało skórę. Z otwartych restauracji dobiegał gwar rozmów i zapach jedzenia, który skutecznie przypominał jej o tym, jak bardzo była głodna. Co jakiś czas go zatrzymywała, aby mogła się przyjrzeć witrynom pozamykanych już sklepów bądź zrobić zdjęcie urokliwej alejce pełnej kwiatów. Aż w końcu dotarli do małej restauracji ukrytej pomiędzy dwoma kamienicami. Nie wyglądała jakoś szczególnie imponująco – brakowało ogromnego szyldu, kolejki klientów przed wejściem, ale ciepło światło i cicha muzyka wydobywające się z zewnątrz skutecznie przyciągnęły ich i zachęciły do sprawdzenia, co lokal ma do zaoferowania.
Usiedli przy wolnym stoliku przy ścianie i za moment młody kelner przyniósł im po karcie dań, win, w międzyczasie zapalając stojącą na środku świeczkę. Elsa podziękowała mu niepewnie po włosku, a gdy mężczyzna odszedł sięgnęła po menu, aby przejrzeć czy aby na pewno znajdowała się w niej jakaś pozycja, którą mogłaby zamówić. Potrzebowała dosłownie trzech minut, aby zaśmiać się nerwowo, ukrywając przy tym buzię w trzymanej nadal w dłoniach kartą.
– Kompletnie nic nie rozumiem… – odparła z szerokim uśmiechem. Cóż, nie była to restauracja typowa dla turystów, więc wszystkie dania były zapisane po włosku. – Chyba tylko ravioli ze szpinakiem… i jest przy niej narysowany listek, więc chyba nie znajdę tam nagle baraniny albo innej świnki… a jestem taka głodna… – Westchnęła ciężko. Umawiali się co prawda tylko na lampkę wina, ale pić na pusty żołądek to chyba nie powinni i kto jak kto, ale Dante raczej o tym doskonale wiedział, więc miała nadzieję, że nie odmówi im kolacji. Zwłaszcza, że z kuchni unosiły się jeszcze piękniejsze zapachy niż te, których uraczyła spacerując między przypadkowo wybranymi przez chłopaka uliczkami. No ślinianki momentalnie zaczęły intensywniej pracować, a żołądek ściskać się nieprzyjemnie, dając jej jasno do zrozumienia, że jeszcze chwila i sam się zacznie trawić jeśli nie dostarczy mu odpowiedniej ilości jedzenia. Zaraz jednak odłożyła menu na stół i złapała dłoń ukochanego, przykładając ją sobie do policzka i przymykając przy tym powieki.
– Cieszę się, że tu jestem, ale chyba bardziej cieszy mnie to, że przyleciałeś ze mną. Ja… chyba bym zwariowała, gdybym miała cię nie widzieć przez te trzy tygodnie – wymruczała cicho. Może brzmiała trochę jak jakaś psychofanka, ale nie kłamała. Od kiedy się odnaleźli, nie mogła przestać o nim myśleć. Nawet jak bardzo chciała to nie potrafiła wyrzucić go z głowy. Bo to wszystko, o czym próbowała zapomnieć po ich rozstaniu po prostu do niej wróciło i było dużo intensywniejsze. – To trochę śmieszne, prawda? – Uśmiechnęła się niepewnie. – Człowiek tyle czasu próbuje poukładać sobie wszystko w głowie, a później wystarczy jedno spojrzenie i cały ten misterny plan idzie w pi… daleko stąd.
Dante Levasseur