Me gusta el acento de las colombianas
: pn cze 22, 2026 7:53 pm
Pokiwała głową na znak, że nie ma zamiaru łapać go za dupę. A przynajmniej nie jakoś bardzo często. O raz czy dwa żadna narzeczona pretensji mieć nie powinna, prawda? Cross i tak nie chciałaby mieć za wiele wspólnego z Madoxem tak na dłużej. Na imprezie potrafili się świetnie dogadać, ale tak poza tym zanudziliby się w swoim towarzystwie bardzo szybko. To jedna z tych znajomości, która rozkwita tym bardziej, im wokół niej jest głośniejsza muzyka i więcej alkoholu. Albo chociaż przypadkowych ludzi. A tego wszystkiego było tej nocy bardzo dużo.
Wszyscy wymieszali się ze sobą na parkiecie, oddając się czystej przyjemności. To nie miało przecież aż tak wielkiego znaczenia, kto z kim tańczy. Liczyło się, by się nieco wyżyć, wytopić z siebie procent i poocierać się w kontrolowanych warunkach. Liczyło się też, kto kogo łapie za dupę i w jaki sposób. Pewnie zareagowałaby inaczej, gdyby zrobiłby to chociażby Madox albo ktokolwiek inny z tej dziwacznej ekipy przybarowej. Coś jej podpowiadało, że mimo swoich odklejek, to byli dobrzy ludzie pełni szacunku do innych. Pech chciał, że w to całe towarzystwo wplątał się jakiś idiota. Nie dość, że niewychowany, to jeszcze wyjątkowo pyskaty. Zaczął wydzierać się na River, a ona nie miała zamiaru mu odpuszczać. Zacisnęła ręce w pieści gotowa wydrapać mu serce już za pierwsze, nieodpowiednie słowo. Z każdą kolejną sylabą było coraz gorzej. Dawno już nie miała do czynienia z gościem, który wypluwał w siebie w takim tempie oznaki kretynizmu, mizoginii i rasizmu. A na koniec zrobił z niej czyjąś własność. No to zdecydowanie było za dużo.
Matki zawsze ją uczyły, że należy kopać po jajach. I tak własnie zrobiła. Jej noga wystrzeliła do góry prosto między uda blondyna, który w ostatnim momencie zdążył ogarnąć, co się dzieje i zgiąć się na tyle, by cios nie sprawił, że jądra wyszły mu gardłem. Dostał zdecydowanie zbyt lekko jak na jej standardy. Skorzystała jego z faktu, że się nachylił i uderzyła go łokciem w łeb. Facet warknął rozwścieczony. Czy tak zadziałał na niego zapach własnej krwi, wypływającej mu z łuku brwiowego, czy może po prostu bezczelność Cros? Trudno powiedzieć.
— No chodź tu, chujcu. Przestraszyłeś się drobnej Azjatki? — parsknęła z pogardą, wypinając pierś do przodu. W tym momencie powinna raczej spierdalać, a nie go prowokować dalej. Facet machnął ręką i uderzył ją. Nie wymierzył jednak idealnie. Cios był większym zaskoczeniem niż bólem, przez co runęła na parkiet. Nie zdążyła nawet zdać sobie sprawy, że straciła pion, gdy usłyszała czyjś dziki wrzask. Podniosła głowę i zobaczyła cekiniarza, który uwiesił się na plecach blondyna jak jakaś małpa. Facet zachwiał się, nie mając pojęcia, co się dzieje i jak ma go z siebie zdjąć. Do akcji natychmiast dołączyła niedoszła ukochana Madoxa, która skorzystała z faktu, że fagas odchylił się do tyłu, machając rękami na oślep i ponownie przywaliła mu w jaja. Tym razem dostał porządnie. Cekiniarz zsunął się z jego pleców i wycofał tak szybko, że o mało nie pogubił nóg.
— Zajebiście! — wykrzyknęła Cross, zbierając się z podłogi i odgarniając włosy z twarzy. Zauważyła na swojej ręce nieco krwi, więc pomacała niepewnie głowę. Z nią akurat nie było tak źle. Wiedziała, że nawet przy najmniejszym rozcięciu przy skroni potrafi lać się jak ze świni.
— Przeprosisz, kurwo, czy najpierw mają cię wynieść? — wrzasnęła na chłopa, który już sam nie wiedział czy woli stać, siedzieć, położyć się czy wyfrunąć przez sufit. Rysowniczka rozejrzała się we wszystkie strony. Ludzie na parkiecie nieco się rozstąpili, ktoś kawałek gdzieś wrzasnął, ktoś inny chyba całkiem przypadkiem dostał w mordę. Ochrona zaraz zdecydowanie będzie miała co robić.
Madox A. Noriega
Wszyscy wymieszali się ze sobą na parkiecie, oddając się czystej przyjemności. To nie miało przecież aż tak wielkiego znaczenia, kto z kim tańczy. Liczyło się, by się nieco wyżyć, wytopić z siebie procent i poocierać się w kontrolowanych warunkach. Liczyło się też, kto kogo łapie za dupę i w jaki sposób. Pewnie zareagowałaby inaczej, gdyby zrobiłby to chociażby Madox albo ktokolwiek inny z tej dziwacznej ekipy przybarowej. Coś jej podpowiadało, że mimo swoich odklejek, to byli dobrzy ludzie pełni szacunku do innych. Pech chciał, że w to całe towarzystwo wplątał się jakiś idiota. Nie dość, że niewychowany, to jeszcze wyjątkowo pyskaty. Zaczął wydzierać się na River, a ona nie miała zamiaru mu odpuszczać. Zacisnęła ręce w pieści gotowa wydrapać mu serce już za pierwsze, nieodpowiednie słowo. Z każdą kolejną sylabą było coraz gorzej. Dawno już nie miała do czynienia z gościem, który wypluwał w siebie w takim tempie oznaki kretynizmu, mizoginii i rasizmu. A na koniec zrobił z niej czyjąś własność. No to zdecydowanie było za dużo.
Matki zawsze ją uczyły, że należy kopać po jajach. I tak własnie zrobiła. Jej noga wystrzeliła do góry prosto między uda blondyna, który w ostatnim momencie zdążył ogarnąć, co się dzieje i zgiąć się na tyle, by cios nie sprawił, że jądra wyszły mu gardłem. Dostał zdecydowanie zbyt lekko jak na jej standardy. Skorzystała jego z faktu, że się nachylił i uderzyła go łokciem w łeb. Facet warknął rozwścieczony. Czy tak zadziałał na niego zapach własnej krwi, wypływającej mu z łuku brwiowego, czy może po prostu bezczelność Cros? Trudno powiedzieć.
— No chodź tu, chujcu. Przestraszyłeś się drobnej Azjatki? — parsknęła z pogardą, wypinając pierś do przodu. W tym momencie powinna raczej spierdalać, a nie go prowokować dalej. Facet machnął ręką i uderzył ją. Nie wymierzył jednak idealnie. Cios był większym zaskoczeniem niż bólem, przez co runęła na parkiet. Nie zdążyła nawet zdać sobie sprawy, że straciła pion, gdy usłyszała czyjś dziki wrzask. Podniosła głowę i zobaczyła cekiniarza, który uwiesił się na plecach blondyna jak jakaś małpa. Facet zachwiał się, nie mając pojęcia, co się dzieje i jak ma go z siebie zdjąć. Do akcji natychmiast dołączyła niedoszła ukochana Madoxa, która skorzystała z faktu, że fagas odchylił się do tyłu, machając rękami na oślep i ponownie przywaliła mu w jaja. Tym razem dostał porządnie. Cekiniarz zsunął się z jego pleców i wycofał tak szybko, że o mało nie pogubił nóg.
— Zajebiście! — wykrzyknęła Cross, zbierając się z podłogi i odgarniając włosy z twarzy. Zauważyła na swojej ręce nieco krwi, więc pomacała niepewnie głowę. Z nią akurat nie było tak źle. Wiedziała, że nawet przy najmniejszym rozcięciu przy skroni potrafi lać się jak ze świni.
— Przeprosisz, kurwo, czy najpierw mają cię wynieść? — wrzasnęła na chłopa, który już sam nie wiedział czy woli stać, siedzieć, położyć się czy wyfrunąć przez sufit. Rysowniczka rozejrzała się we wszystkie strony. Ludzie na parkiecie nieco się rozstąpili, ktoś kawałek gdzieś wrzasnął, ktoś inny chyba całkiem przypadkiem dostał w mordę. Ochrona zaraz zdecydowanie będzie miała co robić.
Madox A. Noriega