Strona 2 z 2

Robbie <-> Iris

: czw cze 18, 2026 8:25 pm
autor: Robbie Cole
- Niespecjalnie dałaś się poznać do tej pory... - odpowiedział odruchowo, gdzieś połową myśli tkwiąc w tym, co powiedziała.
Czy zdążył sobie stworzyć jakiś obraz na jej temat? Myślał, że nie, ale może... Może zadzwonił właśnie po to, żeby sprawdzić, kim jest?
- Ludzie, którzy rozczarowują, zazwyczaj nie walczą o innych. - dodał ściszonym głosem, po czym podniósł się ze swojego fotela, czując, że zmiana sytuacji pozwoli mu wyrwać się z zaułka, do którego dał się zapędzić.
Odsłonięcie zawsze powoduje, że jesteś wrażliwy na ataki. Nawet jeśli takie ataki nie istnieją. Ale jej dalsze słowa go rozbawiły. Śmiech rozładował delikatną frustrację pytaniami, na które nie znał odpowiedzi. Przynajmniej na razie. A może właśnie znał, tylko nie chciał się do tego przyznać.
- Na razie zadaję sobie pytanie, czy to już ten moment, czy jeszcze wytrzymam. - odpowiedział szczerze, czując lekki przestrach w sercu.
Nikt nie wiedział, że to tak poważne. Lekarz w szpitalu wiedział, że jest poważnie, ale nie że bierze też recepty od lekarza w klubie, który znał historię i wiedział, że ulga dawała mu możliwość pracy i... walki o tytuł...
I cieszę się.
- No to już wiem, po co zadzwoniłem...
Spojrzał na swoje dłonie, w których była otwarta fiolka i tabletka, która wypadła z niej.
- Dzięki, Iris... Spokojnej nocy.

Iris Valentine

Robbie <-> Iris

: czw cze 18, 2026 8:57 pm
autor: Iris Valentine
Fair. Nie dała. Ale czy próbował? Kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo prawda była taka, że mogli się przerzucać tymi piłeczkami w nieskończoność. Bo nie dało się zaprzeczyć, że nie był to typowy początek jakiejkolwiek znajomości. Nie był też szczególnie dobry. Dlatego oczywiście, że dziwiło ją, że w ogóle teraz rozmawiali. Ale rozmawiali i w standardach Iris nie było nawet tak źle jak być mogło. Szczególnie gdy usłyszała jego śmiech. Był to jednak tylko moment, bo zaraz powiedział coś, przez co Valentine naturalnie spoważniała. Czy to już ten moment? Czy jeszcze wytrzyma? Serce zabiło jej mocniej, gdy usłyszała jego pożegnanie.
- Czekaj, Robbie… – rzuciła zanim zdążył się rozłączyć. Walnęła się przy tym kilkukrotnie otwartą dłonią w czoło, bo dlaczego to robiła? Dlaczego ją to w ogóle interesowało? To nie była jej sprawa… nie miała żadnych praw i kompetencji, żeby się w to wtrącać, ale mimo wszystko nie mogła się ugryźć w język. Sumienie jej nie pozwalało – Wytrzymasz. – zapewniła – Porozmawiajmy. – dlaczego to sobie robiła? Dlaczego to jemu robiła? Dlaczego w ogóle to robiła?! Nie potrafiła znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi, ale skoro już powiedziała A to należało powiedzieć też i B. Też ona musiała wymyślić temat skoro to ona próbowała przeciągnąć tą rozmowę, bo uroiło jej się w głowie, że w ten sposób nie sięgnie po leki – chociaż to było naiwne i pewnie w innych okolicznościach sama wyśmiałaby się za tą naiwność – Prawda, że nie dałam się poznać… skoro już zadzwoniłeś i oboje wiemy, że nie chodziło o drużynę, to się poznamy. Pytanie za pytanie. Wiesz jak w tych gówniarskich grach… co prawda tam jest jeszcze alkohol i wyzwania, ale nie jesteśmy już gówniarzami, więc przejdziemy do tego, co najważniejsze. – gadała zaskakująco swobodnie jak na to, że po prostu przeciągała! – Czyń honory. - wystawiała się i zupełnie nie wiedziała czego się spodziewać, ale postanowiła zaryzykować. Zresztą nawet nie miała pewności, czy będzie chciał w to iść... równie dobrze mógł wrócić do swojego dobranoc i się rozłączyć.


Robbie Cole