Feels like a game You have to play
: wt cze 16, 2026 6:41 pm
Przesunęła językiem po zębach, powstrzymując się tym razem od otwarcia ust i odpowiedzenia czegokolwiek. Ta metoda nie przynosiła zbyt dobrych rezultatów, a przecież nie mogła walić głową w ścianę przez cały wieczór, bo w końcu nabije sobie guza. Wzruszyła ramionami, zgadzając się tym samym, że jej zainteresowania były dość dziwne. Ona oczywiście uważała, że interesuje się samymi super rzeczami, ale to było raczej oczywiste. Inaczej by się nimi nie jarała, prawda? Wyglądało jednak na to, że te jej zainteresowania nie były czymś, na co była w stanie poderwać Darling. Może to faktycznie lepiej, że ich znajomość potoczyła się tak, a nie inaczej, bo pewnie w życiu by się nawet nie zakumplowały, gdyby poznały się gdzieś przypadkowo po skończeniu liceum.
Czuła się nieco zagubiona, bo miała wrażenie, że narzeczona wytrąca jej z dłoni więcej oręża niż ustawa przewiduje. Do jej dziwacznych zainteresowań należało przecież też odgrywanie ról i improwizowanie, a to zdawało się działać na ukochaną jeszcze gorzej niż te próby odczarowania jej problemu bycia zajętą. Ale na tym całym udawaniu miało się to przecież wszystko opierać. Bez tego byłaby po prostu April w kolejnym kretyńskim stroju, która na szczęście już rozkochała w sobie Teddy i mogła teraz popełniać takie błędy. A może problemem był jednak ten strój? Powinna wybrać inną postać? Problem w tym, że była święcie przekonana, że w takiej nietypowej dla siebie wersji bardzo się narzeczonej spodoba. Miała być przyjemną odskocznią i szansą pokazania się z różnych stron, których może nawet się po niej nie spodziewała. Może jednak trzeba było zostać przy Triss Merigold? To bardziej wpasowywało się w jej charakter, ale tamten strój chyba sprzedała lata temu. To może w ogóle nie powinna niczego zakładać? To znaczy nie żeby miała tu przyjść nago, tylko w czymś totalnie zwyczajnym. Tylko co niby wyjątkowego wtedy byłoby w tej randce? A może po prostu straciła zdolność do organizowania wyjątkowych rzeczy, za którą zawsze się bardzo ceniła?
Jej myśli przyspieszały z każdą sekundą, mknąć po jej głowie w tempie, które już dawno przestało być tym, co da się jakkolwiek ogarnąć. Wewnątrz jej łba było zdecydowanie za dużo April, a za mało June. Skarciła się w myślach za to rozproszenie i spadek pewności siebie. Na pewno nie mogła się teraz na tym skupiać, zostawi to sobie na inny raz.
— Doskonale — skomentowała uwagę o jej dobrym nastroju, choć nie słuchała zbyt uważnie, co strażaczka w ogóle do niej powiedziała. Dotarł do niej jednak ogólny sens i to musiało wystarczyć. Zaraz jednak musiała skupić się dużo bardziej, bo jej narzeczona zaczęła wymawiać jakieś mądre słowa na temat psów, które oczywiście kompletnie ją przerastały. Biedna Finch po prostu widziała fajnego TikToka z psem na desce i poszła za tą myślą. Tam nie było takich wywodów, tylko czadowa muzyczka.
— No... tak. Nie powiedziałam przecież, że treningi trwają długo — odparła, ostrożnie dobierając słowa, żeby znowu nie powiedzieć czegoś kretyńskiego. To była chyba całkiem niezła wymówka, prawda? Chociaż właściwie, jakby się tak nad tym zastanowić... nie. Ostatnie, co powinna teraz zrobić, to się zastanawiać. Musiała po prostu słuchać uważnie.
— Nie zaczęłam jeszcze trenować kotów ani jenotów, chociaż chciałam, więc na razie to tyle z moich sportowych sukcesów. — Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. Nauczenie akurat tych zwierzaków tego typu sztuczki pewnie nie było możliwe. Chociaż chuj je wie, może jenoty też mają tę całą piromanię czy jak tam brzmiało to słowo i są w tym zajebiste.
— Po prostu zostawmy temat pracy. Żadna przyjemność gadać o niej w wolny wieczór, prawda? Opowiedz mi lepiej o najstarszym zamku, jaki kiedykolwiek widziałaś. — Tym razem nie próbowała silić się na żaden flirciarski ton ani wymowne spojrzenia. Pytała całkiem zwyczajnie, naprawdę chcąc poznać odpowiedź i posłuchać nowego zestawu mądrych słów, które kobieta na pewno miała w zanadrzu.
Dzień tu bez Ciebie ma miarę tygodnia. Przestrzeń bez Ciebie - klaustrofobia
Czuła się nieco zagubiona, bo miała wrażenie, że narzeczona wytrąca jej z dłoni więcej oręża niż ustawa przewiduje. Do jej dziwacznych zainteresowań należało przecież też odgrywanie ról i improwizowanie, a to zdawało się działać na ukochaną jeszcze gorzej niż te próby odczarowania jej problemu bycia zajętą. Ale na tym całym udawaniu miało się to przecież wszystko opierać. Bez tego byłaby po prostu April w kolejnym kretyńskim stroju, która na szczęście już rozkochała w sobie Teddy i mogła teraz popełniać takie błędy. A może problemem był jednak ten strój? Powinna wybrać inną postać? Problem w tym, że była święcie przekonana, że w takiej nietypowej dla siebie wersji bardzo się narzeczonej spodoba. Miała być przyjemną odskocznią i szansą pokazania się z różnych stron, których może nawet się po niej nie spodziewała. Może jednak trzeba było zostać przy Triss Merigold? To bardziej wpasowywało się w jej charakter, ale tamten strój chyba sprzedała lata temu. To może w ogóle nie powinna niczego zakładać? To znaczy nie żeby miała tu przyjść nago, tylko w czymś totalnie zwyczajnym. Tylko co niby wyjątkowego wtedy byłoby w tej randce? A może po prostu straciła zdolność do organizowania wyjątkowych rzeczy, za którą zawsze się bardzo ceniła?
Jej myśli przyspieszały z każdą sekundą, mknąć po jej głowie w tempie, które już dawno przestało być tym, co da się jakkolwiek ogarnąć. Wewnątrz jej łba było zdecydowanie za dużo April, a za mało June. Skarciła się w myślach za to rozproszenie i spadek pewności siebie. Na pewno nie mogła się teraz na tym skupiać, zostawi to sobie na inny raz.
— Doskonale — skomentowała uwagę o jej dobrym nastroju, choć nie słuchała zbyt uważnie, co strażaczka w ogóle do niej powiedziała. Dotarł do niej jednak ogólny sens i to musiało wystarczyć. Zaraz jednak musiała skupić się dużo bardziej, bo jej narzeczona zaczęła wymawiać jakieś mądre słowa na temat psów, które oczywiście kompletnie ją przerastały. Biedna Finch po prostu widziała fajnego TikToka z psem na desce i poszła za tą myślą. Tam nie było takich wywodów, tylko czadowa muzyczka.
— No... tak. Nie powiedziałam przecież, że treningi trwają długo — odparła, ostrożnie dobierając słowa, żeby znowu nie powiedzieć czegoś kretyńskiego. To była chyba całkiem niezła wymówka, prawda? Chociaż właściwie, jakby się tak nad tym zastanowić... nie. Ostatnie, co powinna teraz zrobić, to się zastanawiać. Musiała po prostu słuchać uważnie.
— Nie zaczęłam jeszcze trenować kotów ani jenotów, chociaż chciałam, więc na razie to tyle z moich sportowych sukcesów. — Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. Nauczenie akurat tych zwierzaków tego typu sztuczki pewnie nie było możliwe. Chociaż chuj je wie, może jenoty też mają tę całą piromanię czy jak tam brzmiało to słowo i są w tym zajebiste.
— Po prostu zostawmy temat pracy. Żadna przyjemność gadać o niej w wolny wieczór, prawda? Opowiedz mi lepiej o najstarszym zamku, jaki kiedykolwiek widziałaś. — Tym razem nie próbowała silić się na żaden flirciarski ton ani wymowne spojrzenia. Pytała całkiem zwyczajnie, naprawdę chcąc poznać odpowiedź i posłuchać nowego zestawu mądrych słów, które kobieta na pewno miała w zanadrzu.
Dzień tu bez Ciebie ma miarę tygodnia. Przestrzeń bez Ciebie - klaustrofobia