My life got cold, it happened many days ago…
: ndz cze 21, 2026 11:19 pm
Najlepsze w tym wszystkim było to, że Cem wcale nie uważał się za dobrego gościa. Niby rola starszego brata zawsze mu odpowiadała, ale wiedział, że może być postrzegany inaczej, niż miał zamiar. Chciał dobrze dla wszystkich, ale nie można było każdego zadowolić. On starał się być naprawdę dobrym opiekunem, ale nie każdy patrzył na świat tak samo jak on. Jamie nie wiedziała, że Cem bardzo chciał być tym, który przyniesie radość, ale niósł ze sobą też smutek. Bo nie potrafił być tym, kim chcieli go widzieć inni.
Nigdy nie miał zamiaru łamać serc, ani sprawiać zawodu. On po prostu... nie mógł inaczej, bo nie był w stanie rozkazać sercu, by czuło inaczej. Nigdy nie chciał rozczarować Jamie, ani nie chciał się zakochać w Eden. Wyszło inaczej. Zdjęcie mówiło samo za siebie. Ona mu ufała, a on ją kochał.
- Nie skasuję, bo mi się podoba. Do twarzy Ci było z taką fryzurą - uśmiechnął się ciepło. - Zostawiam wszystko, co sprawia, że się uśmiecham - powiedział z przekonaniem. To, że niektóre powodowały równocześnie ból w sercu, było inną sprawą. On nie chciał zapomnieć tego, co mimo wszystko było ważne i dobre, nawet jeśli ciągle przypominały mu o tym, że przegrał i stracił to, co kochał najbardziej.
- Co mam poradzić na to, że większość kobiet jest sporo niższa ode mnie. Nie szukałem nigdy związków z siatkarkami czy koszykarkami. Lubię się przytulać i drobniejsze osoby jest łatwiej i lepiej - zawsze wyglądał na ochroniarza, co było dość urocze. Czasem wydawało się, że żadna do niego nie pasuje. Mimo to było zupełnie na odwrót.
- Przynoszę innym pecha. Czego dotknę, to spieprzę - podsumował swoje związki kilkoma słowami. - Nie wiem, może nie jest mi pisane szczęście, spokój i prawdziwe uczucie. Nigdy nie chciałem wpakować Was w trudne sytuacje. Albo chciałem za mało, albo za dużo - i często było mu wstyd, że nie mógł być całkowicie zaangażowany. Nie lubił robić nadziei, gdzie było o to trudno. Wolał się wycofać, by nie było gorzej.
- Jestem pewien, że znajdziesz sobie kogoś o wiele mądrzejszego ode mnie. Zasługujesz na kogoś, kto Cię w pełni doceni, wiesz? - odparł z namysłem.
- Jesteś wspaniałą kobietą, wyrozumiałą i po prostu dobrą - to był komplement, zdecydowanie. Eden nie była taka, była ostrzejsza, miała trudny charakter i brała to, co chciała bez pytania. Może dlatego ją tak bardzo pokochał, bo stanowiła jego przeciwieństwo i była dla niego dużym wyzwaniem. - A dobro wraca do człowieka, naprawdę - może do niego jakoś miało nie po drodze, albo nie zasłużył sobie na powodzenie i spokojny związek, ale wiedział, że Jamie spotka nagroda za wszystko.
- A ja... może w innym życiu lub czasie ktoś załata dziurę w moim sercu. Miała dziewczyna mocne wejście w moje życie i widowiskowo z niego odeszła - uśmiechnął się, ale był to smutny uśmiech.
- No nic, lepiej zajmijmy się czymś innym niż wspominki, bo znowu się wezmę za opijanie smutków piwem. Poza tym pizza stygnie - zauważył.
- To co chcemy włączyć? - zapytał.
Jamie Park
Nigdy nie miał zamiaru łamać serc, ani sprawiać zawodu. On po prostu... nie mógł inaczej, bo nie był w stanie rozkazać sercu, by czuło inaczej. Nigdy nie chciał rozczarować Jamie, ani nie chciał się zakochać w Eden. Wyszło inaczej. Zdjęcie mówiło samo za siebie. Ona mu ufała, a on ją kochał.
- Nie skasuję, bo mi się podoba. Do twarzy Ci było z taką fryzurą - uśmiechnął się ciepło. - Zostawiam wszystko, co sprawia, że się uśmiecham - powiedział z przekonaniem. To, że niektóre powodowały równocześnie ból w sercu, było inną sprawą. On nie chciał zapomnieć tego, co mimo wszystko było ważne i dobre, nawet jeśli ciągle przypominały mu o tym, że przegrał i stracił to, co kochał najbardziej.
- Co mam poradzić na to, że większość kobiet jest sporo niższa ode mnie. Nie szukałem nigdy związków z siatkarkami czy koszykarkami. Lubię się przytulać i drobniejsze osoby jest łatwiej i lepiej - zawsze wyglądał na ochroniarza, co było dość urocze. Czasem wydawało się, że żadna do niego nie pasuje. Mimo to było zupełnie na odwrót.
- Przynoszę innym pecha. Czego dotknę, to spieprzę - podsumował swoje związki kilkoma słowami. - Nie wiem, może nie jest mi pisane szczęście, spokój i prawdziwe uczucie. Nigdy nie chciałem wpakować Was w trudne sytuacje. Albo chciałem za mało, albo za dużo - i często było mu wstyd, że nie mógł być całkowicie zaangażowany. Nie lubił robić nadziei, gdzie było o to trudno. Wolał się wycofać, by nie było gorzej.
- Jestem pewien, że znajdziesz sobie kogoś o wiele mądrzejszego ode mnie. Zasługujesz na kogoś, kto Cię w pełni doceni, wiesz? - odparł z namysłem.
- Jesteś wspaniałą kobietą, wyrozumiałą i po prostu dobrą - to był komplement, zdecydowanie. Eden nie była taka, była ostrzejsza, miała trudny charakter i brała to, co chciała bez pytania. Może dlatego ją tak bardzo pokochał, bo stanowiła jego przeciwieństwo i była dla niego dużym wyzwaniem. - A dobro wraca do człowieka, naprawdę - może do niego jakoś miało nie po drodze, albo nie zasłużył sobie na powodzenie i spokojny związek, ale wiedział, że Jamie spotka nagroda za wszystko.
- A ja... może w innym życiu lub czasie ktoś załata dziurę w moim sercu. Miała dziewczyna mocne wejście w moje życie i widowiskowo z niego odeszła - uśmiechnął się, ale był to smutny uśmiech.
- No nic, lepiej zajmijmy się czymś innym niż wspominki, bo znowu się wezmę za opijanie smutków piwem. Poza tym pizza stygnie - zauważył.
- To co chcemy włączyć? - zapytał.
Jamie Park