Strona 2 z 2

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: śr cze 17, 2026 1:21 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox bywał... nieodpowiedzialny.
Bo może coś w tym było, że ktoś taki jak on, jednak bardziej powinien uważać co i od kogo bierze. Może Diego nie chciałby go otruć, ale ten jego kolega? Nie znali się. Ale Madox już taki był, że nie zastanawiał się długo, tylko w coś wchodził, albo nie. Tak jak postanowił, że w tą relację z Pilar wchodzi. W Medellin, w jednej chwili, kiedy jego serce wyrwało się do niej mocniej.
A teraz też tak szybko i nierówno waliło mu w piersi, kiedy mówiła mu, że nie pokaże mu ani obrączek, ani tej wersji hard znaczenia terytorium, oczywiście, że Madox sobie pomruczał coś pod nosem po hiszpańsku, że miał być najlepszy dzień w życiu, a ona nic mu nie chce pokazać.
Tylko, że taki marudny był przez zjazd, bo przecież ogólnie to nie był aż tak, a zresztą Pilar zaraz mu pokazywała jak teraz będą sobie leżeć. A to była dla niego całkiem dobra pozycja, bo go uziemiła, unieruchomiła, dała mu jakieś takie wrażenie bezpieczeństwa i tego, że jednak go... nie popierdoli.
Przytulał się do niej starając uregulować oddech, uspokoić serce, skupiając gonitwę myśli na jej dotyku, na tym jak palce sunęły po jego gorącej skórze, jak drapała ją paznokciami, wprawiając w drżenie. I nawet to dziwne uczucie niepokoju gdzieś z tyłu głowy ustąpiło.
Uśmiechnął się na jej słowa, że zaraz zjebki zamienią się w rękoczyny, a nawet podniósł na nią ciemne spojrzenie, które mówiło jedno no proszę cię, jakby mu te rękoczyny przeszkadzały. Kiedy oni zawsze lubili agresywnie, intensywnie, do bólu. I kiedy tak go szarpnęła za włosy to zadarł do góry głowę, a potem w odwecie to szczypnął zębami skórę gdzieś na jej dekolcie - musisz chyba wymyślić inne kary cariño - przesunął szorstkim policzkiem po jej nagiej skórze.
A kiedy zaczęła mu opowiadać swój dzień, to wsłuchał się w jej głos, chociaż zaraz parsknął śmiechem w jej pierś - po tym jak? Tylko ze szczegółami poproszę - zaczepił ją przesuwając palcami miękko gdzieś po jej brzuchu, tak, żeby zahaczyć o skrawek nagiej skóry. Ale niestety nie doczekał się kontynuacji, tylko przeszła już do komisariatu. Trochę szkoda, ale Madox i tak jej słuchał. Nie słyszał o tych dragach, które zbierały takie żniwo... Mądrze w takim razie, że on sobie tak o brał coś niesprawdzonego, nie wiadomo od kogo. Aż się bardziej w nią wtulił, bo może jednak powinien być teraz trochę bardziej odpowiedzialny?
Zaraz będzie ŻONATY, a co jakby się zaćpał na śmierć?
Wtulił policzek w jej dekolt, ale nic nie powiedział.
- W jakie jedno miejsce? - tutaj to już musiał zapytać, bo ciekawość wzięła górę, ale Pilar i tak mu nic nie powiedziała. Słuchał jej, i przecież wszystko to, co mówiła było ciekawe, a nawet od czasu, do czasu mogła czuć na dekolcie jak się uśmiechnął, na przykład gdy opowiadała o otwieraniu drzwi wsuwką, bo sobie przypomniał Meksyk, ale serducho mu się tak uspokoiło, że w pewnym momencie skupił się już tylko na tym, jak ono biło, równo z tym jej, i... odpłynął.

Coś mu się śniło, a te prochy wychodziły z niego w zimnych potach, które go oblewały, a jednak znajomy zapach jego jeszcze narzeczonej, jej bliskość i bijące od niej ciepło, działały kojąco.
Nawet kiedy przyszedł jakiś koszmar, z którego jednak wyrwała go czyjaś ręka zaciśnięta na jego koszulce. Madox otworzył oczy wyciągając się w ramionach Pilar, do której znowu się przytulił. Nie wiedział, czy wciąż mu się śni, czy nie, a już wydzierała się na niego stewardessa. Przetarł oczy, i jeszcze spojrzał na Stewart, a zaraz się zbierał.
- Turbu... - zaczął, ale nawet nie skończył, walnął też na swój fotel, kiedy samolotem szarpnęło i wyrwał się w przód, bo chciał złapać stewardessę, która poleciała do tyłu. Ale nie zdążył, bo jeszcze był trochę zaspany, chociaż na ten pisk kreewwww, to zaraz się rozbudził.
Dobrze, że ta chociaż była młoda, bo to już by mogła być trzecia stara baba do kompletu, którą Madox musiałby ratować. Wyrwał się do przodu, na kolana, obok stewardessy, która nie straciła przytomności, tylko złapała się za głowę, a kiedy na palcach poczuła krew, to zaczęła panikować. Chyba taki chuj z zachowania spokoju.
- Spokojnie, to nic, uderzyłaś się... - powiedział powoli opierając jej rękę na ramieniu - zaraz przyniosę ci lód, żeby nie krwawiło tak bardzo... ile widzisz palców? - pokazał jej dwa i ona też tak mu odpowiedziała. Może zebrałby się naprawdę po lód, tylko samolotem znowu szarpnęło, mocno, jakoś na bok, tak, że ze stolika, przy którym siedziała dziewczyna zsunęły się talerze i kieliszki, a Madox musiał ją zasłonić. Szkło posypało się po podłodze między fotelami. No ładnie. Noriega aż się obejrzał na Pilar, ale zaraz wstał ze swojego miejsca jakiś elegancki facet i pomógł mu podnieść stewardessę - tu - Madox wskazał jej swój fotel, bo przecież nie będą jej prowadzić skoro była ranna - i pasy. Pilar zapnij pas - jeszcze rzucił do swojej narzeczonej, ale samolotem znowu szarpnęła i Noriega poleciał do tyłu, tylko był trochę sprytniejszy niż stewardessa i się czegoś złapał, i nawet udało mu się nie wejść w te szkła, które już sunęły po całej podłodze.
- Ja muszę wracać... Moja głowa... Krew... nie mogę... - wyrzucała z siebie dziewczyna i rzeczywiście pobladła, a Madox zawiesił się przy nich trzymając za fotel.
- Pilar, przyniosę jej lód i może apteczkę, przyłóż jej to czymś - zadecydował, ale kolejne szarpnięcie. A później na dokładkę krzyk rozbijemy się!
Ktoś wstawał z fotela, ktoś inny się modlił, a samolotem znowu szarpnęło, a Madox znowu prawie wywinął orła, tylko zawiesił sią na jakiejś szafce nad siedzeniami, aż prawie coś upierdolił. A jakby tego jeszcze było mało, to nagle... zgasły światła i wystrzeliły maski z tlenem - kurwa, nie, jak się teraz rozbijemy... - zaczął Noriega, ale nie dokończył, bo zaraz włączyły się tylko jakieś nikłe lampki awaryjne. A gdzieś za ich plecami, w klasie ekonomicznej, rozległy się krzyki i prawdziwa wrzawa. A Madox się zatrzymał, bo teraz miał iść po lód do przodu, czy jednak to sprawdzić na tył?
Chociaż jego spojrzenie uciekło do Pilar, bo jak mają się rozbić, to on... - dobra, wszystko będzie dobrze, to przecież się zdarza - spojrzał na stewardessę, żeby to potwierdziła, ale ona wyglądała, jakby zaraz miała zejść.
Same dobre scenariusze - powtórzył sobie w głowie.
Nie wyglądało to dobrze.

Abróchate el cinturón de seguridad, cariño ♡ ⋆。˚❀♡ ⋆。 ˚❀

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: śr cze 17, 2026 4:46 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
A miało być tak pięknie
Szkoda tylko, że zawsze, gdziekolwiek by nie byli, coś musiało się wypierdolić. Nawet w samolocie. Jebane dwanaście kilometrów nad ziemią. Pilar uchyliła lekko powieki, wciąż jeszcze zaspana, nie rozumiejąc, co właściwie działo się dookoła. Nawet przez moment nie poczuła, że coś złego działo się w maszynie. Nawet przytrzymała przy sobie Noriegę, kiedy stewardessa ciągnęła go na swoje miejsce. Dopiero kiedy nimi szarpnęło, a kobieta poleciała do tyłu, Stewart otworzyła szerzej oczy i faktycznie się rozbudziła.
Co jest kurwa? — rzuciła bardziej do siebie, niż kogokolwiek innego. Wychyliła się, żeby zobaczyć, jak Madox doskakuje do pracownicy i dopiero zobaczyła walające się po pokładzie jedzenie, szkło i jakieś telefony. Nawet jej w połowie nadmuchana poduszka w kaczuszki była teraz po drugiej stronie, przy innym fotelu. Wyrwała się, by również pomóc kobiecie, ale Noriega już ją podnosił z jakimś innym facetem w garniturze. Wyciągnęła rękę do przodu, by szarpnąć ją za mundurek, gdy była już blisko i pociągnąć ją na fotel.
Coś sobie zrobiłaś? — spytała, przyglądając się jej uważnie i próbując ocenić jej stan zdrowia. Tylko wtedy samolotem znowu szarpnęło, a jej narzeczony ledwo utrzymał się w pionie. — Madox! — krzyknęła, łapiąc jego spojrzenie. Serce podeszło jej do samego gardła. Kurwa, czemu zawsze oni muszą mieć takie przygody? Czemu chociaż raz to ktoś inny nie może ratować sytuacji? Nie chciała, żeby gdziekolwiek szedł. Zdecydowanie wolała mieć go na oku, szczególnie, że po chwili w samolocie zgasły wszystkie światła, co wywołało jeszcze większą panikę wśród podróżujących.
Powinnam wracać do pracy… — mruknęła kobieta tuż obok i spróbowała wstać, wciąż trzymając się za głowę. Jej twarz była cała blada, a powieki tak ciężkie, że praktycznie miała je zamknięte.
Nie ma nawet takiej opcji — Pilar wyrwała się w jej kierunku i sama złapała za pas, którym powinien teraz być przypięty Madox i po prostu go zamknęła, blokując kobietę przed wstaniem. Ujęła delikatnie jej podbródek i skierowała w swoją stronę. — W takim stanie i tak nikomu nie pomożesz — wysiliła się na spokojny ton, chociaż serce w piersi łomotało jej mocniej niż nawet wczoraj w nocy, kiedy to Noriega musiał ją uspokajać. Była jednak odpowiednio przeszkolona i wiedziała doskonale, jak ważne było zachowanie zimnej krwi w takich sytuacjach. A jeszcze jako policjantka… to był jej zasrany obowiązek, by wstać i pomóc. — Poczekaj tutaj, a ja sprawdzę, czy nie potrzeba jakiejś pomocy, okej? — odpięła swój pas i już się podnosiła w górę. Kobieta chciała jeszcze coś powiedzieć, nawet złapała ją za rękę, ale chyba sama czuła jak nieodpowiedni był jej własny stan, więc finalnie po prostu skinęła głową i pozwoliła jej przejść między swoimi nogami. Tam zaś Pilar natrafiła na kolejną przeszkodę w postaci… swojego przyszłego męża.
Co tak patrzysz? — też zrobiła do niego wielkie oczy. — Nie będę tu kurwa bezczynnie siedzieć, kiedy ludzie potrzebują pomocy — w ekonomicznej znowu ktoś się wydarł, jakaś kobieta, jakby obdzierano ją ze skóry, a Pilar już chciała się tam wyrwać. — Chodź — szarpnęła go w tamtym kierunku. Bo kto miał to ogarnąć jak nie oni? Dwójka ludzi, która pewnie najbardziej z tego całego towarzystwa potrafiła zachować zimną krew.
Palce Stewart mocno zaciskały się na nadgarstku Madoxa, kiedy przeciskali się przez wąski korytarz przy którym była toaleta i pomieszczenie gospodarcze. Nie było w nim nikogo. Żadnej innej stewardessy. Ani Karen ani Dolly. Były za to kolejne turbulencje. Mocniejsze niż wcześniej. Pilar spróbowała się przytrzymać drzwi, ale zamiast tego poleciała prosto na Madoxa, a on na ścianę. Kilka plastikowych kubeczków i przekąsek posypało im się pod nogi, a ona tylko przelotnie spojrzała w jego piękne, ciemne oczy. Adrenalina szalała już mocno w żyłach, ale głowa jeszcze nie dopuszczała do siebie myśli, że to… nie no kurwa, będzie dobrze, tak się zdarza.
Złapała większy oddech i kiedy samolot na moment się ustabilizował, wbiegli do części ekomonomicznej. Panował w niej o wiele większy chaos niż w pierwszej klasie. Ludzie krzyczeli, modlili się i przeklinali bogów. Pilar rozejrzała się po tym całym bałaganie, aż nie zlokalizowała kobiety, która generowała największy hałas. Pod jej nogami leżał mężczyzna, który wyglądał, jakby stracił przytomność.
Madox — warknęła i od razu wskazała mu odpowiednie miejsce. Medykami nie byli żadnymi, ale przecież oboje byli wyszkoleni z udzielania podstawowej pierwszej pomocy. Tylko kiedy on już kierował się w stronę faceta, zobaczyć bliżej, co właściwie się stało, uwagę Pilar przykuła jakaś płacząca, przerażona dziewczynka, która nie mogła sięgnąć maski.

Vamos

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: śr cze 17, 2026 6:00 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Może jeszcze będzie pięknie?
Madox był dobrej myśli, jeszcze kiedy przecierał oczy i z tyłu głowy miał to, że to tylko sen. Ale zaraz okazało się, że nie, poczuł to, gdy wylądował na swoim fotelu, kiedy samolotem znowu szarpnęło. A potem to już adrenalina znowu buzowała w żyłach i trzeba było się spiąć. Noriega miał opanowane do perfekcji działanie w sytuacjach kryzysowych. Niby był narwany, w gorącej wodzie kąpany, ale kiedy w grę wchodziło bezpieczeństwo innych ludzi, to jednak zawsze potrafił podejść do tego na spokojnie. Jak z tą stewardessą, kiedy ją sadzali na jego fotelu.
A jednak kiedy to Pilar krzyknęła jego imię, to on zaraz już łapał jej spojrzenie. Bo akurat do Stewart to on nigdy nie umiał podejść na chłodno - jest okej - zaraz ją zapewniał, a potem jeszcze dodał, żeby ona też usiadła i zapięła pas, tylko, że Pilar już zajmowała się stewardessą.
I Madox przecież kochał w niej to, że ona zawsze dbała o innych, że była taka dobra. Pomagała ludziom bezinteresownie, ale... dla niego to przecież jej bezpieczeństwo było najważniejsze. Ważniejsze od tego całego jebanego samolotu.
- Pilar... - odezwał się już ostrzej - proszę cię... - co z tego, że ją prosił, kiedy ona już stała przed nim wbijając spojrzenie w jego oczy. Kiedy już zadzierała do góry głowę i mówiła to nie będę tu kurwa bezczynnie siedzieć, kiedy ludzie potrzebują pomocy, aż wypuścił ciężko powietrzę z płuc przez nos. Odchylił do tyłu głowę, może nawet by coś jeszcze powiedział, ale Stewart już ciągnęła go za rękę. Przy tych kolejnych turbulencjach pociągnął ją do siebie, chowając w swoich ramionach, kiedy te plastikowe kubeczki posypały się na nich. Znowu złapał jej spojrzenie. Może nawet znowu chciał jej powiedzieć, że ją kocha? Bo jeśli tu teraz zginą, to musiała wiedzieć...
Nie zginą.
A poza tym wiedziała.
I to chyba to by było trochę zbyt melodramatyczne, więc kiedy samolotem przestało trząść, to tym razem Madox ciągnął ją za sobą, zaciskając palce na jej ręce - chodź - bo oni razem, to przecież nie takim sytuacjom stawiali czoło.
Tylko zaraz okazało się, że tam w ekonomicznej nie jest kolorowo. Krzyki mieszały się z płaczem, a ludzie zamiast usiąść miotali się między sobą. Noriega od razu wkroczył w ten chaos, jakby był u siebie. Chleb powszedni.
- Musicie usiąść na miejsca i zapiąć kurwa pasy - rzucił do kilku osób, które minął - pasy bezpieczeństwa są właśnie po to, żeby wam je zapewnić - nawijał patrząc po tych przerażonych twarzach, kiedy przechodził między fotelami, do tego gościa, który leżał na podłodze.
Narzeczona go tego nauczyła, o tych pasach bezpieczeństwa, że były ważne. Odruchowo obejrzał się na Pilar, która nurkowała między siedzeniami, czuł jak mięśnie spinają mu się, a całe ciało wyrywa się do niej. Ale zamiast tego znowu lądował na podłodze na kolanach i sprawdzał facetowi puls, był słaby...
- Co się stało? - zapytał kobiety, która jeszcze przed chwilą piszczała.
- Nie wiem... złapał się za serce i nagle upadła, i... ja nie wiem - znowu pisnęła, a samolotem znowu szarpnęło. Madox ją przytrzymał, a zaraz sadzał na pierwszym pustym fotelu, zaraz kazał jej zapiąć pas, a sam znowu pochylił się nad kolesiem. Zaczął go klepać po policzkach - słyszy mnie pan? - szturchnął go, a facet przejrzał na oczy. Madox odetchnął z ulgą - co pana boli? Jak się pan czuje? - pytał od razu sadzając gościa na podłodze, ale ten powiedział, że mu słabo - a serce? Czuje pan ucisk w klatce? - facet pokręcił głową. Całe szczęście, że nie, bo tylko tego im tutaj brakowało. Pomógł mu wstać i usadził go na fotelu, i już miał się wyrwać do Pilar, ale samolotem znowu szarpnęło, a rączka od fotela, za którą się złapał została mu w ręce, plastik pękł, a Madox poleciał na podłogę między fotelami, a na niego jeszcze jakieś walizki i plecaki z bagażów podręcznych. Zasłonił się ręką, ale czuł jak coś mu strzyknęło w barku. Leżał na podłodze i czuł, że nie może ruszyć ręką.

Pilar por favor ✧˚ ༘ ⋆。♡˚

bajo el cielo de río, contigo siempre ‪‪❤︎‬

: śr cze 17, 2026 6:38 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
przekleństwa
Normalnie nie potrafiła przejść obojętnie od tego kiedy ją prosił. Kiedy te intensywnie ciemne oczy wpatrywały się z nią z troską i desperacją, zawsze w jej głowie pojawiała się myśl, żeby jednak opuścić. Oczywiście z różnym skutkiem, ale sprawiał, że się wahała. Tutaj, w tej sytuacji, nie zawahała się nawet na moment. Bo po prostu nie było na to czasu. Tutaj trzeba było działać, reagować, a nie dochodzić się o to, kto powinien być bardziej bezpieczny.
Oboje tego dla siebie chcieli — bezpieczeństwa — ale przecież akurat kto jak kto, ale oni byli jedynymi osobami, które były w stanie ogarnąć ten cały chaos. Które przydały się do drugiego sektora pomimo setki plastikowych kubków, które ich zaatakowały, jak i kartonów z przekąskami, które turlały się po podłodze. Złamała na moment jego spojrzenie i może też na język cisnęły się jej najbardziej ckliwe wyznania, o jakie mogło się tylko prosić, ale finalnie w następnej minucie już przesuwali się wzdłuż siedzeń, co chwilę przytrzymując foteli, żeby samemu nie skończyć na podłodze.
Mieli iść do mężczyzny, a jednak Pilar w połowie drogi zatrzymał szloch dziewczynki. Była kompletnie sama, a miedze obok niej puste. Ledwo łapała powietrze. Stewart od razu się do niej przysiadła.
Hej, wszystko dobrze? — spytała spokojnie, chociaż serce w piersi waliło jej zdecydowanie za szybko. Dziewczynka jedynie pokręciła głową i jeszcze bardziej się skuliła. Wszystko jej się trzęsło — ręce, nogi i nawet twarz chodziła na boki, jakby była w jakimś dziwnym amoku. Pilar od razu przysnęła się bliżej i ujęła jej dłonie. — Hej, popatrz na mnie. Jestem z policji — wspomniała, bo przecież to była pierwsza zasada przy wszelkich katastrofach — zbudować sobie odpowiedni autorytet i dać ludziom przeświadczenie, że jakiś organ był w gotowości, żeby pomóc. Tu też zdawało się to zadziałać, bo małe oczka przesunęły się po twarzy Stewart, ale z ust nic się nie wydostało. One wciąż chaotycznie łapały powietrze. — Źle ci się oddycha? — spytała, a dziecko pokręciło głową. Pilar od razu wyrwała się w górę i chciała sięgnąć po jedną z masek, które wypadły z sufitu, ale wtedy samolotem znowu zatrzęsło akurat kiedy zacisnęła na niej palce i… maska kończyła urwana w jej ręce. — Kurwa — mruknęła sama pod nosem i sięgnęła po drugą, tą nad swoją głową. — Chodź tutaj — przeciągnęła dziewczynkę na swoje miejsce i przystawiła jej maskę do ust. — Oddychaj głęboko, dobrze? O tak — pokazała się jak, biorąc razem z nią odpowiednie oddechy. W międzyczasie sięgnęła do pasa bezpieczeństwa i zacisnęła go na drobnym ciele zapłakanej dziewczynki. Dała jej jeszcze kilka wdechów, a potem odsunęła od niej maskę. — Powiesz mi jak się nazywasz?
Ana-Luiza — wyłkały drobne usteczka, wciąż ciężko łapiąc powietrze. Pilar znowu przystawiła jej na moment maskę.
Ana Luiza? Ładnie — uśmiechnęła się do niej i zaraz znowu odsłaniała jej maskę sprzed twarzy. -- Czemu jesteś tu sama? Gdzie są twoi rodzice?
Mama… poszła do… — znowu zaczęła się trząść, ale jej dłoń wskazała toalety.
I jeszcze nie wróciła? — dopytała, na co brunetka skinęła głową. Już miała pytać ją kiedy to się stało, ale wtedy samolotem znowu szarpnęło, a Pilar ledwo przytrzymała się fotela. Ktoś znowu krzyknął, a ona odwróciła głowę w stronę miejsca, gdzie jeszcze chwile temu klęczał Madox wrąc z facetem. Nie było go tam. Jakaś kobieta wydzierała się, że ktoś tu leży, a ją przeszedł kurewsko zimny dreszcz.
Kurwa — mruknęła do samej siebie i podniosła wzrok na Anę Luizę, a potem jeszcze a toalety i znowu na miejsce gdzie leżał Madox, i na dziewczynkę… — Posłuchaj mnie. Jesteś bardzo dzielna. Musze iść teraz sprawdzić, czy wszystko okej z moim mężem, dobrze? A zaraz pójdziemy pomóc twojej mamie, dobrze? Wszystko będzie okej — pogłaskała ją jeszcze po głowie i przycisnęła maskę do jej twarzy. — Trzymaj ją cały czas na sobie — dodała i zaraz zerwała się z miejsca. Samolotem wciąż bujało, ale ona już nawet nie zwracała na to uwagi. Obijała się o wszystko i wszystkich, by zaraz paść przed miejscem, gdzie leżał Noriega na kolana.
Madox, kurwa, wszystko okej?! — i tym razem w jej głosie już było widać panikę. Widziała grymas na jego twarzy. Zaczęła szarpać walizki na boki i rozrzucać je w amoku, byleby się do niego dokopać. — Co jest? Co cie boli? Bark? — spojrzała na miejsce za które się trzymał. Czuła, jak krew pulsuje jej już nawet w skroniach. -- Pokaż — przystawiła palce pod te jego i nie trzeba było być lekarzem, żeby widzieć, że… — Wybity — przynajmniej nie złamany. — Trzeba ci go nastawić — dodała już skupiona na zadaniu. Tylko jeszcze nim się odpowiednio poprawiła na ziemi, to maszyną znowu wstrząsnęło, a Pilar niewiele myśląc, zasłoniła go swoim ciałem. Kilka przedmiotów spadło na jej plecy, jeden huknął prosto w kręgosłup, aż ją na moment przekrzywiło, ale finalnie odsunęła się i ustawiła tuż za nim. Rozejrzała dookoła, żeby znaleźć coś.. cokolwiek, co mógł sobie wsadzić w zęby, gdyby bolało, ale dookoła nie było praktycznie nic, więc szybko sięgnęła po własny pasek. Wsadziła mu go w zęby i odpowiednio ustawiła. Specjalistką w nastawianiu nie była, ale raz nastawiała Beckowi, kiedy za bardzo przesadzili na matach. Umieściła dłoń w odpowiednim miejscu na jego ramieniu, a drugą przeciągnęła jego rękę nad głowę.
Na trzy okej? — popatrzyła mu jeszcze ostatni raz w oczy o tym zaczęła odliczać i kiedy była przy dwa szarpnęła mocno i niespodziewanie. Musiało go kurwa boleć, ale innej opcji nie było. Czuła pod palcami, jak coś przeskoczyło, a raczej (oby) wskoczyło na miejsce. — I co? — spytała nerwowo. — Jest okej? Mów do mnie — nachyliła się bliżej. — Tam w kiblu jest zamknięta kobieta, trzeba ją wydos… — nawet nie dokończyła, bo znowu samolotem zatrzęsło, a kolejne walizki się na nich posypały, tym razem jedna uderzyła Pilar prosto w głowę.

Estaba preocupado por ti