bajo el cielo de río, contigo siempre ❤︎
: śr cze 17, 2026 1:21 pm
trigger warning
przekleństwaBo może coś w tym było, że ktoś taki jak on, jednak bardziej powinien uważać co i od kogo bierze. Może Diego nie chciałby go otruć, ale ten jego kolega? Nie znali się. Ale Madox już taki był, że nie zastanawiał się długo, tylko w coś wchodził, albo nie. Tak jak postanowił, że w tą relację z Pilar wchodzi. W Medellin, w jednej chwili, kiedy jego serce wyrwało się do niej mocniej.
A teraz też tak szybko i nierówno waliło mu w piersi, kiedy mówiła mu, że nie pokaże mu ani obrączek, ani tej wersji hard znaczenia terytorium, oczywiście, że Madox sobie pomruczał coś pod nosem po hiszpańsku, że miał być najlepszy dzień w życiu, a ona nic mu nie chce pokazać.
Tylko, że taki marudny był przez zjazd, bo przecież ogólnie to nie był aż tak, a zresztą Pilar zaraz mu pokazywała jak teraz będą sobie leżeć. A to była dla niego całkiem dobra pozycja, bo go uziemiła, unieruchomiła, dała mu jakieś takie wrażenie bezpieczeństwa i tego, że jednak go... nie popierdoli.
Przytulał się do niej starając uregulować oddech, uspokoić serce, skupiając gonitwę myśli na jej dotyku, na tym jak palce sunęły po jego gorącej skórze, jak drapała ją paznokciami, wprawiając w drżenie. I nawet to dziwne uczucie niepokoju gdzieś z tyłu głowy ustąpiło.
Uśmiechnął się na jej słowa, że zaraz zjebki zamienią się w rękoczyny, a nawet podniósł na nią ciemne spojrzenie, które mówiło jedno no proszę cię, jakby mu te rękoczyny przeszkadzały. Kiedy oni zawsze lubili agresywnie, intensywnie, do bólu. I kiedy tak go szarpnęła za włosy to zadarł do góry głowę, a potem w odwecie to szczypnął zębami skórę gdzieś na jej dekolcie - musisz chyba wymyślić inne kary cariño - przesunął szorstkim policzkiem po jej nagiej skórze.
A kiedy zaczęła mu opowiadać swój dzień, to wsłuchał się w jej głos, chociaż zaraz parsknął śmiechem w jej pierś - po tym jak? Tylko ze szczegółami poproszę - zaczepił ją przesuwając palcami miękko gdzieś po jej brzuchu, tak, żeby zahaczyć o skrawek nagiej skóry. Ale niestety nie doczekał się kontynuacji, tylko przeszła już do komisariatu. Trochę szkoda, ale Madox i tak jej słuchał. Nie słyszał o tych dragach, które zbierały takie żniwo... Mądrze w takim razie, że on sobie tak o brał coś niesprawdzonego, nie wiadomo od kogo. Aż się bardziej w nią wtulił, bo może jednak powinien być teraz trochę bardziej odpowiedzialny?
Zaraz będzie ŻONATY, a co jakby się zaćpał na śmierć?
Wtulił policzek w jej dekolt, ale nic nie powiedział.
- W jakie jedno miejsce? - tutaj to już musiał zapytać, bo ciekawość wzięła górę, ale Pilar i tak mu nic nie powiedziała. Słuchał jej, i przecież wszystko to, co mówiła było ciekawe, a nawet od czasu, do czasu mogła czuć na dekolcie jak się uśmiechnął, na przykład gdy opowiadała o otwieraniu drzwi wsuwką, bo sobie przypomniał Meksyk, ale serducho mu się tak uspokoiło, że w pewnym momencie skupił się już tylko na tym, jak ono biło, równo z tym jej, i... odpłynął.
Coś mu się śniło, a te prochy wychodziły z niego w zimnych potach, które go oblewały, a jednak znajomy zapach jego jeszcze narzeczonej, jej bliskość i bijące od niej ciepło, działały kojąco.
Nawet kiedy przyszedł jakiś koszmar, z którego jednak wyrwała go czyjaś ręka zaciśnięta na jego koszulce. Madox otworzył oczy wyciągając się w ramionach Pilar, do której znowu się przytulił. Nie wiedział, czy wciąż mu się śni, czy nie, a już wydzierała się na niego stewardessa. Przetarł oczy, i jeszcze spojrzał na Stewart, a zaraz się zbierał.
- Turbu... - zaczął, ale nawet nie skończył, walnął też na swój fotel, kiedy samolotem szarpnęło i wyrwał się w przód, bo chciał złapać stewardessę, która poleciała do tyłu. Ale nie zdążył, bo jeszcze był trochę zaspany, chociaż na ten pisk kreewwww, to zaraz się rozbudził.
Dobrze, że ta chociaż była młoda, bo to już by mogła być trzecia stara baba do kompletu, którą Madox musiałby ratować. Wyrwał się do przodu, na kolana, obok stewardessy, która nie straciła przytomności, tylko złapała się za głowę, a kiedy na palcach poczuła krew, to zaczęła panikować. Chyba taki chuj z zachowania spokoju.
- Spokojnie, to nic, uderzyłaś się... - powiedział powoli opierając jej rękę na ramieniu - zaraz przyniosę ci lód, żeby nie krwawiło tak bardzo... ile widzisz palców? - pokazał jej dwa i ona też tak mu odpowiedziała. Może zebrałby się naprawdę po lód, tylko samolotem znowu szarpnęło, mocno, jakoś na bok, tak, że ze stolika, przy którym siedziała dziewczyna zsunęły się talerze i kieliszki, a Madox musiał ją zasłonić. Szkło posypało się po podłodze między fotelami. No ładnie. Noriega aż się obejrzał na Pilar, ale zaraz wstał ze swojego miejsca jakiś elegancki facet i pomógł mu podnieść stewardessę - tu - Madox wskazał jej swój fotel, bo przecież nie będą jej prowadzić skoro była ranna - i pasy. Pilar zapnij pas - jeszcze rzucił do swojej narzeczonej, ale samolotem znowu szarpnęła i Noriega poleciał do tyłu, tylko był trochę sprytniejszy niż stewardessa i się czegoś złapał, i nawet udało mu się nie wejść w te szkła, które już sunęły po całej podłodze.
- Ja muszę wracać... Moja głowa... Krew... nie mogę... - wyrzucała z siebie dziewczyna i rzeczywiście pobladła, a Madox zawiesił się przy nich trzymając za fotel.
- Pilar, przyniosę jej lód i może apteczkę, przyłóż jej to czymś - zadecydował, ale kolejne szarpnięcie. A później na dokładkę krzyk rozbijemy się!
Ktoś wstawał z fotela, ktoś inny się modlił, a samolotem znowu szarpnęło, a Madox znowu prawie wywinął orła, tylko zawiesił sią na jakiejś szafce nad siedzeniami, aż prawie coś upierdolił. A jakby tego jeszcze było mało, to nagle... zgasły światła i wystrzeliły maski z tlenem - kurwa, nie, jak się teraz rozbijemy... - zaczął Noriega, ale nie dokończył, bo zaraz włączyły się tylko jakieś nikłe lampki awaryjne. A gdzieś za ich plecami, w klasie ekonomicznej, rozległy się krzyki i prawdziwa wrzawa. A Madox się zatrzymał, bo teraz miał iść po lód do przodu, czy jednak to sprawdzić na tył?
Chociaż jego spojrzenie uciekło do Pilar, bo jak mają się rozbić, to on... - dobra, wszystko będzie dobrze, to przecież się zdarza - spojrzał na stewardessę, żeby to potwierdziła, ale ona wyglądała, jakby zaraz miała zejść.
Same dobre scenariusze - powtórzył sobie w głowie.
Nie wyglądało to dobrze.
Abróchate el cinturón de seguridad, cariño ♡ ⋆。˚❀♡ ⋆。 ˚❀