one good wednesday
: ndz cze 28, 2026 10:28 am
Uniosła brew, rozbawiona sugestią, że zaopatrzyła je w zbyt małą ilość alkoholu. Doskonale wiedziała, gdzie w tym domu znajdował się barek i równie dobrze wiedziała, że zastawiony był po same brzegi trunkami, w których mogłyby się najpewniej kąpać.
Była jednak na tyle samoświadoma, że wizja jutrzejszego kaca, który po wypiciu zbyt dużej ilości wina zawsze dawał jej się we znaki, skutecznie studziła wszelkie zapędy w tym kierunku. Wiedziała, w którym momencie należało przestać, żeby nie przesadzić. Poza tym Zaylee miała rację, nie czuła też aż tak wielkiej potrzeby, by utopić w morzu alkoholu równie wielkie morze smutku. To nie był jeden z tych dni, w których czuła się aż tak potwornie źle. Wszystkie najgorsze chwile miała już c h y b a za sobą. A przynajmniej bardzo chciała w to wierzyć.
- No co? - obruszyła się, bo być może miała na koncie j e d e n bardzo nieudany związek. Ten, który od samego początku był naszpikowany przysłowiowymi red flagami, a mimo wszystko dalej w niego brnęła. Ale wcześniej spotykała się przecież z innymi mężczyznami, z nieco większymi sukcesami. To, że żaden z tych związków nie zakończył się szczęśliwie, nie oznaczało od razu, że każdy z nich kończył się katastrofą. - Na pewno miałabym kilka świetnych porad dotyczących pierwszych randek. Nie można według ciebie stworzyć poradnika w stylu... czego powinnaś unikać jak ognia? - rozbawiona patrzyła na Zaylee, bo w tym przecież była ekspertką. Mogłaby stworzyć całą listę zachowań i sygnałów, przed którymi ludzie powinni uciekać.
Słuchała Miller z zainteresowaniem, choć sprawy, którymi ta się zajmowała, często przyprawiały ją o dreszcze. Vera nie była naiwna, wiedziała, że po świecie chodziło wielu skurwieli krzywdzących innych ludzi bez najmniejszego powodu. Była jednak też tą nieco uprzywilejowaną kobietą, która wolała udawać, że to wszystko dzieje się gdzieś daleko od niej. Tak było jej łatwiej i nigdy tego nie ukrywała. Jako osoba o zdecydowanie zbyt dużej wrażliwości miała tendencję do fiksowania się na tematach, które zaczynały ją interesować, a później nosiła je ze sobą przez kolejne dni. To zdecydowanie nie służyło jej i tak wątpliwemu zdrowiu psychicznemu.
Niemniej co nieco obiło jej się o uszy. Tak jak zwykle jednak nie poświęcała temu większej uwagi. We własnej pracy codziennie stykała się z wystarczającą ilością ludzkich dramatów i dokładanie sobie kolejnych zwyczajnie wyczerpałoby ją do cna. - A jeśli ta sprawa będzie się ciągnęła przez kolejne miesiące, Zay? Albo przez lata? Wiesz, że często takie dochodzenia trwają cholernie długo. Co wtedy z Samem? Chcecie pozwolić mu czekać na was aż tyle? - patrzyła na to z zupełnie innej perspektywy.
Doskonale rozumiała, że dla Zaylee praca od zawsze była czymś więcej niż tylko obowiązkiem. Sama przecież nie różniła się pod tym względem ani trochę. Wiedziała jednak również, że czasami życie zmuszało człowieka do przewartościowania pewnych spraw i postawienia priorytetów we właściwej kolejności. Nie miała tylko pojęcia czy sama, stojąc na miejscu przyjaciółki, potrafiłaby zrobić to równie łatwo, jak teraz o tym mówiła.
zaylee miller
Była jednak na tyle samoświadoma, że wizja jutrzejszego kaca, który po wypiciu zbyt dużej ilości wina zawsze dawał jej się we znaki, skutecznie studziła wszelkie zapędy w tym kierunku. Wiedziała, w którym momencie należało przestać, żeby nie przesadzić. Poza tym Zaylee miała rację, nie czuła też aż tak wielkiej potrzeby, by utopić w morzu alkoholu równie wielkie morze smutku. To nie był jeden z tych dni, w których czuła się aż tak potwornie źle. Wszystkie najgorsze chwile miała już c h y b a za sobą. A przynajmniej bardzo chciała w to wierzyć.
- No co? - obruszyła się, bo być może miała na koncie j e d e n bardzo nieudany związek. Ten, który od samego początku był naszpikowany przysłowiowymi red flagami, a mimo wszystko dalej w niego brnęła. Ale wcześniej spotykała się przecież z innymi mężczyznami, z nieco większymi sukcesami. To, że żaden z tych związków nie zakończył się szczęśliwie, nie oznaczało od razu, że każdy z nich kończył się katastrofą. - Na pewno miałabym kilka świetnych porad dotyczących pierwszych randek. Nie można według ciebie stworzyć poradnika w stylu... czego powinnaś unikać jak ognia? - rozbawiona patrzyła na Zaylee, bo w tym przecież była ekspertką. Mogłaby stworzyć całą listę zachowań i sygnałów, przed którymi ludzie powinni uciekać.
Słuchała Miller z zainteresowaniem, choć sprawy, którymi ta się zajmowała, często przyprawiały ją o dreszcze. Vera nie była naiwna, wiedziała, że po świecie chodziło wielu skurwieli krzywdzących innych ludzi bez najmniejszego powodu. Była jednak też tą nieco uprzywilejowaną kobietą, która wolała udawać, że to wszystko dzieje się gdzieś daleko od niej. Tak było jej łatwiej i nigdy tego nie ukrywała. Jako osoba o zdecydowanie zbyt dużej wrażliwości miała tendencję do fiksowania się na tematach, które zaczynały ją interesować, a później nosiła je ze sobą przez kolejne dni. To zdecydowanie nie służyło jej i tak wątpliwemu zdrowiu psychicznemu.
Niemniej co nieco obiło jej się o uszy. Tak jak zwykle jednak nie poświęcała temu większej uwagi. We własnej pracy codziennie stykała się z wystarczającą ilością ludzkich dramatów i dokładanie sobie kolejnych zwyczajnie wyczerpałoby ją do cna. - A jeśli ta sprawa będzie się ciągnęła przez kolejne miesiące, Zay? Albo przez lata? Wiesz, że często takie dochodzenia trwają cholernie długo. Co wtedy z Samem? Chcecie pozwolić mu czekać na was aż tyle? - patrzyła na to z zupełnie innej perspektywy.
Doskonale rozumiała, że dla Zaylee praca od zawsze była czymś więcej niż tylko obowiązkiem. Sama przecież nie różniła się pod tym względem ani trochę. Wiedziała jednak również, że czasami życie zmuszało człowieka do przewartościowania pewnych spraw i postawienia priorytetów we właściwej kolejności. Nie miała tylko pojęcia czy sama, stojąc na miejscu przyjaciółki, potrafiłaby zrobić to równie łatwo, jak teraz o tym mówiła.
zaylee miller