Lato trwało całе lata, teraz koło trzech tygodni
: czw lip 02, 2026 11:59 am
Wydała z siebie pomruk, który chyba miał być potwierdzeniem. Maxwell faktycznie był dość sympatyczny. Podobnie jak Teddy, nie uważała tego za jakąś wielką zaletę. To też nie tak, że to wada! Z dwojga złego lepiej w tę stronę, nieprawdaż? Mógłby być jakimś okropnym gburem. Wtedy już na pewno nie chciałaby się z nim umawiać, bo co to za przyjemność spędzać z kimś takim czas? Mieszkała już z dwójką takich i to jej w zupełności wystarczało. Potrzebowała w życiu dużo weselszych i milszych osób – zupełnie takich jak Teddy. Ale Maxwell nie był jej męską wersją. Wtedy pewnie nie miałaby żadnych wątpliwości co do randki. Cholera, to dopiero byłoby spełnienie marzeń. Gdyby spotkała chłopaka, z którym spędza jej się czas tak przyjemnie jak z Darling, a przy okazji... no byłby chłopakiem? Za takiego mogłaby pewnie nawet wyjść! Najwygodniej byłoby, gdyby miał przy okazji mnóstwo pieniędzy i świetlaną przyszłość, to jeszcze rodzice byliby zachwyceni. Problem w tym, że żaden taki chłopiec nie pojawił się na jej horyzoncie. Ale chyba miała jeszcze czas?
W ogóle nie próbowała się z niej naśmiewać. Nigdy w życiu! Znaczy no dobra, wiadomo, że czasami z siebie żartowały, ale to chyba naturalne u przyjaciółek? Darling przecież śmiała się z jej żartów, a to najważniejsze! Zawsze była z siebie bardzo dumna, kiedy udawało jej się ją rozbawić. Myślała nawet, że powinna zapisywać sobie w jakimś dzienniku momenty, w których Cola poszła jej nosem dzięki wygłupom czy coś, ale to byłaby mega siara, a Finch bardzo starała się być totalnie cool... a w jej wypadku było to bardzo trudne. Nie powinna sobie dokładać dodatkowego frajestrwa na barki, bo przecież i tak miała go całkiem sporo. Fajne dzieciaki nie grają raczej na fortepianie, nie chodzą na dodatkowe zajęcia, które nie są sportem, nie czytają tylu książek, nie grają w gry wideo, nie oglądają anime, nie słuchają Lady Gagi... te rzeczy są strasznie przecież niemodne i pewnie nigdy się modne nie staną, bo niby jakim cudem? Na zawsze zostanie w dużej mierze totalną frajerką.
— No to na pewno ci się uda! Jesteś na dobrej drodze. Ty to się ruszasz, nawet jak leżysz, więc zaraz będziesz mieć takie muły, że będziesz mogła nosić mnie na rękach — zażartowała i uśmiechnęła się do niej ciepło, by przyjaciółka nie miała nawet cienia wątpliwości, że mówiła serio. Czemu miałaby w to nie wierzyć? Finch nie znała drugiej dziewczyny, która aż tak lubiłaby się ruszać i ceniła sobie wysiłek fizyczny. Nie da się chyba tyle zapierdalać, a przy okazji nie rozwijać masy mięśniowej? Była tą gorszą z biologii, więc nie była pewna, ale tak na logikę brzmiało to sensownie, co nie?
— Serio? — zapytała ze zdecydowanie zbyt dużym entuzjazmem, aż się prostując. Złapała się na tym, więc wzruszyła ramionami, próbując wrócić do bardziej nonszalanckiej postawy.
— Znaczy no nie wiem, nigdy tak o nim nie myślałam. To chyba spoko? Myślisz, że powinnam jednak do niego napisać? — zapytała i odruchowo spojrzała w stronę telefonu, który leżał na stoliku obok łóżka. Wakacje były już za pasem, a jego propozycja ciągle była pewnie otwarta. Nie dała mu jasnej odpowiedzi przecież. No cóż, nie dowie się, póki z nim nie pogada. Może się też okazać, że znalazł sobie już inną i April się upiecze. Znaczy się, przejdzie koło nosa.
teddy darling
W ogóle nie próbowała się z niej naśmiewać. Nigdy w życiu! Znaczy no dobra, wiadomo, że czasami z siebie żartowały, ale to chyba naturalne u przyjaciółek? Darling przecież śmiała się z jej żartów, a to najważniejsze! Zawsze była z siebie bardzo dumna, kiedy udawało jej się ją rozbawić. Myślała nawet, że powinna zapisywać sobie w jakimś dzienniku momenty, w których Cola poszła jej nosem dzięki wygłupom czy coś, ale to byłaby mega siara, a Finch bardzo starała się być totalnie cool... a w jej wypadku było to bardzo trudne. Nie powinna sobie dokładać dodatkowego frajestrwa na barki, bo przecież i tak miała go całkiem sporo. Fajne dzieciaki nie grają raczej na fortepianie, nie chodzą na dodatkowe zajęcia, które nie są sportem, nie czytają tylu książek, nie grają w gry wideo, nie oglądają anime, nie słuchają Lady Gagi... te rzeczy są strasznie przecież niemodne i pewnie nigdy się modne nie staną, bo niby jakim cudem? Na zawsze zostanie w dużej mierze totalną frajerką.
— No to na pewno ci się uda! Jesteś na dobrej drodze. Ty to się ruszasz, nawet jak leżysz, więc zaraz będziesz mieć takie muły, że będziesz mogła nosić mnie na rękach — zażartowała i uśmiechnęła się do niej ciepło, by przyjaciółka nie miała nawet cienia wątpliwości, że mówiła serio. Czemu miałaby w to nie wierzyć? Finch nie znała drugiej dziewczyny, która aż tak lubiłaby się ruszać i ceniła sobie wysiłek fizyczny. Nie da się chyba tyle zapierdalać, a przy okazji nie rozwijać masy mięśniowej? Była tą gorszą z biologii, więc nie była pewna, ale tak na logikę brzmiało to sensownie, co nie?
— Serio? — zapytała ze zdecydowanie zbyt dużym entuzjazmem, aż się prostując. Złapała się na tym, więc wzruszyła ramionami, próbując wrócić do bardziej nonszalanckiej postawy.
— Znaczy no nie wiem, nigdy tak o nim nie myślałam. To chyba spoko? Myślisz, że powinnam jednak do niego napisać? — zapytała i odruchowo spojrzała w stronę telefonu, który leżał na stoliku obok łóżka. Wakacje były już za pasem, a jego propozycja ciągle była pewnie otwarta. Nie dała mu jasnej odpowiedzi przecież. No cóż, nie dowie się, póki z nim nie pogada. Może się też okazać, że znalazł sobie już inną i April się upiecze. Znaczy się, przejdzie koło nosa.
teddy darling