Strona 2 z 2

to nie tak miało być

: sob cze 27, 2026 8:19 pm
autor: prudence lane
To zdziwienie na jego twarzy; to dopytywanie słówkami, czy dobrze usłyszał to, co miała mu do przekazania; to zawieszenie; oczy przypominające jakby były nieobecne.. Nie dawało to wszystko jej niczego konkretnego w odpowiedzi zwrotnej, raczej obawiając się że analizuje to ze względu na to, żeby teraz jakoś mógł się wymiksować z tego wszystkiego, o czym właśnie powiedziała - podejrzewając, iż w duchu dziękuje, że to sama Prudence się uwolniła od niego, ułatwiając mu to wszystko bez jego dodatkowego nakładu w papierach i wyjaśnieniach, dlaczego się tak dzieje.
Dlatego nie chcąc od razu słyszeć co ma do powiedzenia, postanowiła wyjść do innego pomieszczenia.
Żeby odetchnąć, uspokoić nerwy, kołatające serce i pędzące rozmyślania. Stanęła dosłownie na środku salonu, nie mając żadnego planu na to, co dalej, po prostu ponownie się oplatając w talii, jakby to miało jej dać ukojenie w tej naprawdę stresującej chwili.
Usłyszała z oddali, jak rusza z gabinetu, spodziewając się że raczej po prostu wyjdzie i napiszę przepraszającego smsa, który jednocześnie zakończy tą ich znajomość, a ona do końca życia będzie czuła się jak największa idiotka świata. Zamiast tego, kroki ewidentnie docierały do jej osoby, czując jak stoi centralnie za nią, chociaż w dalszym ciągu nie ruszyła się z miejsca. Dalej się obawiała, że po odwróceniu, usłyszy iż tak naprawdę to niepotrzebnie się tak rozemocjonowała, bo i tak nic z tego nie będzie. Dopiero jak położył dłoń na jej ramieniu, ostatecznie ośmieliła się, choć nie podniosła od razu wzroku na niego, poniekąd ze wstydu, strachu i ujrzenia w oczach, że się kompletnie wygłupiła.
Wstyd ten zniknął natychmiastowo po tym, co powiedział, a jej broda zadarła się do góry, żeby spojrzeć na niego uważnie. Nie wygłupiał się? Nie stroił sobie żartów? — Mówisz to tak… serio? — nie mogła trochę tego pojąć, bo nie sądziła, żeby to w ogóle miało być czymś możliwym, a gdy takim się właśnie stało.. cóż, trochę oniemiała z zaskoczenia i jednoczesnej… radości, nie ma co tu kryć. Do tego stopnia, że uśmiechnęła się w sekundę całkiem szeroko, nie chcąc już się denerwować i przejmować nadmiernie, choć sądziła dopiero co że miała ku temu podstawy.
— I nic nie mówiłeś wcześniej? — zapytała, chociaż zarazem mogła go zrozumieć, zapewne obawiając się konsekwencji oraz tego, jak mogłoby to wpłynąć.. na nich. Czy to pod kątem sfery pacjent-lekarz, czy pod kątem prywatnym. Miała zresztą jeszcze o coś go zapytać, ale nie dał jej takiej szansy, gdy poczuła jego usta na swoich, co również delikatnie odwzajemniła, w trakcie czego położyła dłoń na jego policzku. Gdy się od siebie oderwali, nie przestała wpatrywać się mu w oczy. — Teraz już rozumiesz, dlaczego wystąpiłam o zmianę osoby prowadzącej Twoją terapię? — wolała się dopytać, choć cicho przy tym zachichotała.

Hunter Wright

to nie tak miało być

: sob cze 27, 2026 10:31 pm
autor: Hunter Wright
Pokiwał głową na jej pytanie. Był jak najbardziej poważny, bo i wymagała tego sytuacja. Przyszedł tu nabuzowany, gotowy w bardzo ostry sposób wygarnąć kobiecie, że tak się nie robi, a on nie jest gotowy na zmianę terapeuty, lecz teraz? Sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy faktycznie usłyszał dlaczego stało się jak się stało.
Uśmiech na twarzy Prudence utwierdził go, że z tego wszystkiego wyszło po prostu jedno wielkie nieporozumienie. Żadne z nich wcześniej nie przyznało się, że może być pomiędzy nimi chemia. Zresztą chyba oboje chcieli grać według zasad - pacjent, lekarz, a nie słuchać się serca, które gdzieś tam potajemnie zaczęło odczuwać więcej niż powinno.
Usłyszał pytanie, ale wolał pokazać, że nie robił sobie z niej żartów i faktycznie rozumie co tu się teraz dzieje.
- Nie jestem dobry w uczucia. - zgonił to na to, bo trudno mu było zdefiniować wszystko co odczuwał, zresztą ona doskonale o tym wiedziała, bo nie raz otwierał się na terapii próbując zidentyfikować emocje względem osób, miejsc oraz wydarzeń, które były poplątane. Teraz miał już pewność, że to nie są zwykłe przyzwyczajenia do obecności Prudence w swoim życiu, a kiełkujące głębsze uczucie.
- Rozumiem… ale… dalej nie wiem jak będzie z kimś innym. Facet wydaje się rzeczowy. - już go ocenił po tych dwóch smsach i nie miał dobrego zdania, ale może źle do tego podchodzi i powinien z tym wieszaniem psów poczekać? - I tak wracając do tego co mówiłaś… moja mama? - bo skąd miał wiedzieć, że kobieta też wtrąciła swoje grosze do tego? Wziął ją za rękę i usiedli na fotelach. Już w dużo lepszych humorach. Dolał sobie jeszcze na szybko wody i skupił swoją uwagę na kobiecie.
- W takim razie… oficjalnie… chcesz pójść ze mna na randkę? - zapytał z delikatnym uśmiechem i lekkim niepokojem. Czuł się jak mały gówniarz który pierwszy raz zaprasza dziewczynę która mu się podoba. Normalnie dwadzieścia pięć lat wstecz!

prudence lane

to nie tak miało być

: sob cze 27, 2026 11:24 pm
autor: prudence lane
Może i zadała pytanie, ale jednocześnie znała już wcześniej odpowiedź na nie. Zresztą, sama się tym kierowała, nie decydując się na wcześniejsze przyznanie do tego, co kryje w swoim wnętrzu. W końcu - jakby to wyglądało? Jakby to miała powiedzieć? Byłoby to co najmniej dziwne, gdyby nagle z tym wypaliła - w jej ocenie, oczywiście. Bo choć możliwe, że gdyby jedno bądź drugie zdecydowało się na przyznanie wcześniej, to ich związek wcześniej nabierałby rumieńców, tak zarazem musiałaby znacznie prędzej przenosić Huntera jako pacjenta do kogoś innego. A nie wiedziała, czy była na to uprzednio ogonowa. Teraz - była, w stu procentach.
Poza tym, jak mogłaby oczekiwać od niego przyznania się do czegokolwiek, skoro doskonale wiedziała, jakie posiada problemy z przyznawaniem się do wielu rzeczy związanych z różnymi sferami życia? A co dopiero, gdy mowa tutaj o takich głębokich uczuciach, na dodatek kierowanych do swojej terapeutki. To i tak jest obecnie o wiele lepiej, sięgając pamięcią do ich pierwszego spotkania, gdzie przyszedł, siadł i dosłownie całe spotkanie odbywało się w milczeniu, czekając aż cokolwiek wyduka z siebie, a ostatecznie jedynie usłyszała do widzenia na odchodne, mając jeszcze takich spotkań przynajmniej dwa po tym.
— Zaraz, Hunter Wright obawia się innego faceta? — zagaiła z rozbawieniem, podyktowane dobrym nastrojem. Nie spodziewała się, żeby to nagłe wpadnięcie Wrighta do gabinetu miało się to skończyć w taki sposób, a tu proszę - zmiana o sto osiemdziesiąt stopni. Jak jednak miałaby nie być zadowolona, skoro już ma to za sobą, a nawet o wiele więcej, a i jeszcze hunter odwzajemniał to, co czuje względem niego. Jakim więc cudem miałaby nie mieć iście szampańskiego humoru? — Posłuchaj mnie uważnie. Z tego co słyszałam od innych pacjentów, Lucas Powell to świetny specjalista. Miałam okazje parę razy się z nim spotkać i pogadać tak bardziej na luźno, więc jestem pewna, że odnajdziecie wspólny język. Nim się obejrzysz, będziesz o nim mówił w superlatywach — tego mu życzyła, bo przecież chciał, aby dalej kontynuowana była poprawa, jaką rozpoczęła w trakcie wspólnych sesji terapeutycznych. — Zresztą, to ja go poleciłam na zastępstwo — wyjaśniła jeszcze, uśmiechając się pokrzepiające do mężczyzny. Liczyła, iż te słowa dadzą mu nie tylko otuchy, ale podbudują całą tą sprawę ze zmianą terapeuty.
Teraz dopiero zdała sobie sprawę, iż wspomniała o jego mamie - wcześniej mówiąc to pod wpływem kłębiących się i narastających emocji, nie kontrolując co dokładnie wypada w eter z jej gardła. Teraz jednak - nie było odwrotu i nie mogła udawać, że nic takiego nie wypowiedziała. Uśmiechnęła się zawstydzona. Zanim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, przyjęła propozycję siądnięcia na fotelach, zagryzając dolną wargę ponownie w dniu dzisiejszym. — No więc… Twoja mama niespodziewanie zaczęła pytać o Ciebie, gdy zaczęłam zbierać naczynia pod koniec grillowej imprezy. A dokładnie, to czy jesteś dobrym znajomym… albo kimś więcej — zerknęła na niego sugestywnie, aby zrozumiał co mogła mieć wtedy na myśli jego rodzicielka, po czym przełknęła ślinę. — No i na to powiedziałam, że… Boże, to takie zawstydzające… że kobieta, z którą zdecydujesz się budować swoje szczęście, na pewno będzie z tego powodu szczęśliwa, coś takiego — ewidentnie się speszyła, uciekła spojrzeniem na bok, a jej policzki dosyć mocno się zaróżowiły. — Na co dorzuciła, że może już taka kobieta w Twoim życiu się pojawiła… — dokończyła nieśmiało, zaczynając bawić się kosmykiem włosów, jakby to miało jej pomóc w rozładowaniu napięcia z przyznaniem się do tej rozmowy na głos.
Patrzyła po chwili jak nalewa sobie wody, co pomogło dodatkowo na skupieniu się przez jeszcze chwilę na czymś innym, choć ostatecznie przyciągnął jej uwagę na sobie kompletnie, gdy zadał pytanie i jednocześnie wykazał się inicjatywą oraz propozycją, na co diametralnie zmieniła się jej mimika, a twarz ponownie rozpromieniła się. — Bardzo chętnie wybiorę się z tobą na randkę — odparła bez zawahania, bo to chyba coś oczywistego, czyż nie? W końcu… Mogli teraz faktycznie oficjalnie się spotykać, chodzić na jakieś kolacje, do kina czy cokolwiek innego, nie musząc tego określać mianem to taka forma terapii indywidualnej. — A… hm… planujesz powiedzieć o tym Andrei? — nie pytała o całą rodzinę - bowiem wiedziała, że jak tylko Andy się o tym dowie, to i cała reszta również z prędkością światła otrzyma tą nowinę.


Hunter Wright

to nie tak miało być

: ndz cze 28, 2026 12:03 am
autor: Hunter Wright
- Nie obawia… - naburmuszył się trochę krzyżując ręce na klatce piersiowej, bo nie rozumiał co ona tu mu insynuuje. Ziomek nie wydawał się miły, wręcz przeciwnie, trochę taki buc - i tak wnioskował to po dwóch smsach!
Po dłuższym wytłumaczeniu kim jest ów terapeuta, westchnął, trochę karykaturalnie, wyolbrzymiając to potrzebą pokazania, że dalej mu to nie pasuje. Jednakże coś za coś. Już ustalili, że Prudence nie może go dalej prowadzić dlatego nie ma od tego odwrotu.
- No dobra, powiedzmy… że się postaram. - może to dla niej zrobić i dla własnego dobra bo szukanie kolejnego specjalisty może zająć więcej czasu a on go nie miał. Chciał wracać koniecznie do wojska, by znów się czuć potrzebnym!
Gdy usłyszał kolejne słowa, powstrzymał się od śmiechu, bo jego matka jest niemożliwa. Chyba zawiązali spisek przeciwko niemu, razem z Ethanem i Andy, która teraz będzie wniebowzięta mogąc spędzać więcej czasu z Prudence, chociażby na zakupach czy innych ploteczkach - widać, że się dogadują doskonale no i mają wspólną osobę żeby się o nią martwić!
- Agentka… - skomentował swoją matkę i uśmiechnął się delikatnie. - To miłe że tak myślisz. - bo gdyby te słowa nie wyszły od Lane, zapewne jego rodzicielka porzuciłaby temat, wracając do reszty imprezowiczów a tak? Dała do myślenia kobiecie i wyszło z tego tyle, że właśnie Hunter poprosił ją na randkę!
- Jeszcze dam Ci znać co zaplanuję. - bo aktualnie nie miał jakiegoś pomysłu. Jeszcze dwadzieścia minut temu był wściekły a teraz… musiał zająć się wybraniem miejsca na ich pierwsze oficjalne wyjście jako para.
- Ha, śmieszne że o tym mówisz. Andrea i Ethan już o tym wiedzą… mówili, że mam do Ciebie maślane oczka i powinien zagadać. Także nie trzeba ich informować… oni już są poinformowani… nawet lepiej niż my. - zaśmiał się i upił kilka łyków wody - oj suszyło go!

prudence lane

to nie tak miało być

: ndz cze 28, 2026 12:22 am
autor: prudence lane
Nawet nie wiedział, jak wiele znaczyło to postaranie się, jakie wybrzmiało z jego ust na końcu opowiadania o nowym specjaliście dla Huntera. To nie tak, że nie wierzyła w niego, niemniej doskonale wiedziała też jak lubił się przed nowymi osobami zamykać, zanim jeszcze zdołają te osoby coś powiedzieć, zrobić, cokolwiek. Dlatego liczyła jeszcze bardziej, iż za te spotkania weźmie się z większą otwartością, decydując się na nie skreślanie Lucasa Powella zanim w ogóle zagości w jego gabinecie.
Sprawa jednak inaczej się miała, gdy zaczęła przyznawać się do przebiegu rozmowy jej z jego rodzicielką, która chyba knuła jakąś intrygę, a to doprowadziło ich do tego miejsca. Jak nic, pewnie będzie wniebowzięta, że nadal jeszcze potrafi ogarniać takie sprawy, choć lata świetności w związkowych sprawach minęły dla niej i może jedynie obserwować jak to wygląda u jej dzieci. — Nawet bardzo miłe, wiem o tym — odparła z przekonaniem, bo dobrze wiedziała iż wypowiedziała się o Hunterze bardzo dobrze. Ba - zdecydowanie zbyt dobrze, jeśli mogła tak powiedzieć, bo przecież ich początku nie były zbyt ciekawe, a i do teraz potrafi pokazać swoje nerwy (jak dosłownie z te trzydzieści minut temu) czy upartość, co niezbyt lubiła w nim, a mimo to - pominęła je, rozumiejąc że on już tak po prostu ma i musi się nauczyć z tymi emocjami również żyć i koegzystować.
— Nie musisz się spieszyć — bo czasu mają co nie miara - tak uważała, nie spodziewając się aby nowy terapeuta orzekł inaczej i pozwolił mu wyjechać na front. No i właśnie - tutaj może jest sprawa takiego typu, że już wcześniej coś do niego żywiła, skoro nie pozwoliła mu na przedwczesny wyjazd? Naturalnie, że miała wtedy klasyczny przykład osoby, która nie radziła sobie z wieloma sprawami i potrzebował to pouporządkować, zanim gdziekolwiek ruszy, ale kto wie, czy przypadkiem Prudence przez swoje zaangażowanie nie pomija tych konkretnych znaków, świadczących o tym, iż Wright tą gotowość już posiada?
Cholera, przecież tak nie będzie. Nie ma się co martwić, prawda?
Żeby nie myśleć o tym, zapytała o Andreę, nie spodziewając się takiej odpowiedzi. Siedziała jak wmurowana, nie wiedząc co powinna powiedzieć tak na początek. Czyli wszyscy w tym byli już od jakiegoś czasu, a oni żyli w nieświadomości maglowania nimi na prawo i lewo w tej kwestii? — Masz maślane oczka? — dlatego też skupiła się na tym, zagadując żartobliwie, po czym przysunęła się nieco bliżej, aby móc bardziej przypatrywać się jego tęczówkom. — Ja tam żadnego masła nie widzę — dodała ze wzruszeniem ramion i rozbawieniem, po czym spojrzała na zegarek, ogarniając iż niedługo pojawi się u niej kolejna osoba do sesji, a niezbyt pasowało, aby Hunter nadal się tutaj znajdował.
Po poinformowaniu o tym, postanowił się rzeczywiście zbierać, co by dalej nie przeszkadzać w pracy, umawiając się, że dzisiaj też do niego wpadnie wieczorem. Z tym wyjątkiem, że na odchodne pocałowała go czule i wzrokiem odprowadziła do samochodu, do jakiego wsiadł i odjechał w tylko jemu znany kierunku.
Co za dzień, przysięgam!
I zamiast przygotowywać się do kolejnego spotkania, siedziała na fotelu, na jakim dopiero co spoczywał Hunter, mając dosłownego banana na ustach. W takim zawieszeniu przebywała do momentu usłyszenia pukania do drzwi.


[ z tematu x2 ]
Hunter Wright