stupid drunk ass
: czw lip 09, 2026 9:57 pm
— Nie trzeba. Może jestem pijany, ale nie głupi — mruknął, uśmiechając się przy tym krzywo. Chociaż ten cały alkohol, który spożył tej nocy, zaczynał w końcu z niego schodzić, przez co okropnie zaczynała boleć go głowa. No tak, po tylu latach stałego imprezowania, nadal nie potrafił nauczyć się tej granicy, gdzie powinien przestać. No cóż, trzeba wziąć na klatę konsekwencje swoich dziecinnych wyborów; jutro rano minie sporo czasu, zanim poczuje się lepiej. Może powinien wziąć dzień wolny?
Słysząc jej brawa, Caleb ukłonił się lekko, jakby rzeczywiście był wdzięczny za jej owacje. Zaśmiał się na jej słowa, unosząc przy tym brew; tak bardzo nie podobała jej się myśl, że przyjechał właśnie do niej, mając tyle dziewczyn w zasięgu ręki? Wiedział, że nie była zazdrosna. Te czasy już dawno minęły, jednak lubił ją drażnić, jeśli miał do tego sposobność. Zachowywała się wtedy strasznie uroczo, bo bardzo próbowała mu udowodnić, jak to nie robił na niej absolutnie żadnego wrażenia.
— No nie wiem, Chloe. Chyba lepiej spotkać się z kimś bardziej wartościowym niż z człowiekiem, który liczy tylko na szybki numerek — parsknął, wzruszając obojętnie ramieniem. Caleb nie był przecież głupi; spotykał się z kobietami bez zobowiązań i wiedział, że zwykle działało to w obie strony. Zazwyczaj było to rozwiązanie, które go satysfakcjonowało, ale dzisiaj potrzebował kogoś z duszą. Nawet, jeśli była to Wilson, która miała mocny temperament.
Widząc ten jej ładny uśmiech, który w końcu pojawił się na jej wargach, Fairchild szybko go odwzajemnił. W końcu mu się udało. Sukces. Zaraz jednak uśmiech zszedł mu z twarzy, może to dlatego, że wyobraził sobie tę rzeczywistość, gdzie był tym sławnym piłkarzem, a Chloe naprawdę mogłaby być jedną z tych dziewczyn, które przychodzą wspierać swoich chłopaków. To byłoby… inne, ale na pewno równie przyjemne. Wyczuwając, jak klepie go po ramieniu, parsknął pod nosem, na krótką chwilę odwracając wzrok. Czy on się z tego kiedykolwiek wyleczy? Czy zawsze wszystkie sprawy z nastolatkami będzie traktował priorytetowo, właśnie ze względu na Elenę?
— Czy to komplement? Jeśli tak, to musisz bardziej poćwiczyć — parsknął pod nosem. Był dobry i był na pewno popularny, choć raczej typowo w gronie innych prokuratorów, niż na skalę całej społeczności. Nie potrzebował nic poza tym; po prostu chciał spełniać swoją rolę.
Caleb wychylił prawie całą szklankę wody za jednym razem. Orzeźwiła go, przez co odetchnął, jakby powoli odzyskiwał swój rozum. Praktycznie od razu ruszył za dziewczyną do pokoju, odstawiając niemal pustą szklankę na biurko i opadając na jej materac.
— Pozwól mi tu dzisiaj przenocować. Nie chce mi się wracać do domu — mruknął, podkładając sobie mniejszą poduszkę pod głowę. — Obiecuję, że nie będę dotykał twojego tyłka — powiedział poważnie, układając wolną dłoń na swoim sercu w ramach wielkiej przysięgi.
Chloe Wilson
Słysząc jej brawa, Caleb ukłonił się lekko, jakby rzeczywiście był wdzięczny za jej owacje. Zaśmiał się na jej słowa, unosząc przy tym brew; tak bardzo nie podobała jej się myśl, że przyjechał właśnie do niej, mając tyle dziewczyn w zasięgu ręki? Wiedział, że nie była zazdrosna. Te czasy już dawno minęły, jednak lubił ją drażnić, jeśli miał do tego sposobność. Zachowywała się wtedy strasznie uroczo, bo bardzo próbowała mu udowodnić, jak to nie robił na niej absolutnie żadnego wrażenia.
— No nie wiem, Chloe. Chyba lepiej spotkać się z kimś bardziej wartościowym niż z człowiekiem, który liczy tylko na szybki numerek — parsknął, wzruszając obojętnie ramieniem. Caleb nie był przecież głupi; spotykał się z kobietami bez zobowiązań i wiedział, że zwykle działało to w obie strony. Zazwyczaj było to rozwiązanie, które go satysfakcjonowało, ale dzisiaj potrzebował kogoś z duszą. Nawet, jeśli była to Wilson, która miała mocny temperament.
Widząc ten jej ładny uśmiech, który w końcu pojawił się na jej wargach, Fairchild szybko go odwzajemnił. W końcu mu się udało. Sukces. Zaraz jednak uśmiech zszedł mu z twarzy, może to dlatego, że wyobraził sobie tę rzeczywistość, gdzie był tym sławnym piłkarzem, a Chloe naprawdę mogłaby być jedną z tych dziewczyn, które przychodzą wspierać swoich chłopaków. To byłoby… inne, ale na pewno równie przyjemne. Wyczuwając, jak klepie go po ramieniu, parsknął pod nosem, na krótką chwilę odwracając wzrok. Czy on się z tego kiedykolwiek wyleczy? Czy zawsze wszystkie sprawy z nastolatkami będzie traktował priorytetowo, właśnie ze względu na Elenę?
— Czy to komplement? Jeśli tak, to musisz bardziej poćwiczyć — parsknął pod nosem. Był dobry i był na pewno popularny, choć raczej typowo w gronie innych prokuratorów, niż na skalę całej społeczności. Nie potrzebował nic poza tym; po prostu chciał spełniać swoją rolę.
Caleb wychylił prawie całą szklankę wody za jednym razem. Orzeźwiła go, przez co odetchnął, jakby powoli odzyskiwał swój rozum. Praktycznie od razu ruszył za dziewczyną do pokoju, odstawiając niemal pustą szklankę na biurko i opadając na jej materac.
— Pozwól mi tu dzisiaj przenocować. Nie chce mi się wracać do domu — mruknął, podkładając sobie mniejszą poduszkę pod głowę. — Obiecuję, że nie będę dotykał twojego tyłka — powiedział poważnie, układając wolną dłoń na swoim sercu w ramach wielkiej przysięgi.
Chloe Wilson